1983, środa.

1983, środa.

Wszedłem do ciotki załamany, lekko rzuciłem plecak na podłogę przy drzwiach. Dwie godziny wcześnie przeżyłem swój pierwszy raz i poniosłem klęskę, parę ruchów wystarczyło, aby uciekać z powodu braku gumy z wnętrza Eli – mojej starszej o rok koleżanki z liceum, z którą ostatnio kręciłem. Jakoś nie chciała poczekać kilku chwil na moje dojście do siebie… trudno. Ciotka, jak to w czerwcowe ciepłe popołudnie, siedziała w domu w zwiewnej sukience, przez którą widać było majtki i nie widać było biustonosza, ale docenianie tego faktu nie było mi teraz w głowie. Wróciła z pracy kilkanaście minut temu i zdążyła tylko się przebrać w coś, w czym po domu wygodniej się poruszać i zjeść jakiś, najprawdopodobniej odgrzany, obiad sądząc po świeżym brudzie na talerzu widzianym z przedpokoju w zlewozmywaku i braku garnków w polu widzenia.
- Cześć – bąknąłem.
- Cześć, jednak jesteś? – powiedziała pytająco ciotka.
- Czemu jednak?
- Tata ci nic nie mówił?
- Nie…
- Bo rozmawiałam z nim dzisiaj i przez niego chciałam cię poprosić o wymianę opon w rowerze. Przebiła się gdzieś – kiwnęła głową w stronę koła – kupiłam od razu dwie nowe, bo i tak obie są już łyse. Ale… – zawiesiła na moment głos – mówił, że jedziesz w góry i wracasz dopiero w niedzielę wieczorem.
Usłyszałem w na końcu tego prostego zadania oznajmującego wielki znak zapytania nie wróżący świętego spokoju, spojrzałem więc na wysłużonego „Jubilata” stojącego opartego o ścianę w jedynym wolnym miejscu przedpokoju, sflaczałe przednie koło dodawało tragizmu i tak smutnie wyglądającemu rowerowi.
- A mogę się tym zająć jutro? I tak jutro nie mam nic do roboty, a dzisiaj nijak nie mam nastroju. W góry miałem jechać, ale nie wyszło – mruknąłem.
- W sumie jutro to i tak wcześniej niż w poniedziałek, wszystko mi jedno. Stało się coś?
- Nic – odpowiedziałem mało przekonywująco – wpadłem posiedzieć.
Z ciotką w zasadzie byłem zaprzyjaźniony, miała 39 lat i strasznie mnie lubiła od zawsze, chyba dlatego, że sama nie miała dzieci, którym bardzo się chciała oddać bez reszty, a jej małżeństwo trwało pół roku i skończyło się rozwodem z powodu pijaństwa jej męża. Potrzebowała ciepła i bardzo chciała je również dawać, zwłaszcza, że to już było na początku lat siedemdziesiątych. Trochę mnie czasami wnerwiało, że (z całkowitym według moich norm bezwstydem) okazywała mi uczucia jakbym miał cztery lata. Na dodatek tak się zdarzyło kilka razy przy kolegach i musiałem znosić ich głupkowate komentarze, ale taki miała sposób bycia i chyba nic tego już nie mogło zmienić – dla osiemnastoletniego chłopaka takie zachowania to jednak była męka, ale znosiłem to dzielnie, ponieważ z ciotką mogłem spokojnie zapalić – niejednokrotnie na sępa, bo nie zawsze miałem na fajki.
Nie chciałem też wracać do domu wiedząc, że szlag mnie tam trafi od masochistycznych rozmyślań, odwlekanie od siebie tego momentu bycia samemu ze swoimi smutnymi myślami było moim podświadomym sposobem na osłabienie poczucia przegranej. A tu mogłem spokojnie posiedzieć przy herbacie i jarać jednego za drugim. Poza tym dobrze się czułem w jej jednopokojowym mieszkanku.
- Plecak jednak spakowany – drążyła temat wpatrzona w plecak.
- Nie, nigdzie nie jadę, miałem taki zamiar, ale nie wyszło – trochę tylko skłamałem.
W rzeczywistości, spakowany na kilka dni plecak, miał stanowić
kamuflaż dla mojej nieobecności w domu, podczas gdy miałem mile spędzać czas w wolnej chacie Eli.
Ale spostrzegawczości ciotki nie doceniłem pomimo mojego udawania, że wszystko jest w porządku – po chwili zapytała:
- Co się stało? – zawsze była taka dociekliwa, „cholera, z tą babską ciekawością” – pomyślałem.
Ledwo dostrzegalnie wzruszyłem ramionami i minimalnie wydymając wargi cicho powiedziałem:
- Przecież mówię, że nic.
- I tak widzę… – nic nie odpowiedziałem – nie chcesz, to nie mów – dodała i wzruszyła ramionami i poszła do pokoju.
W normalnych warunkach coś bym na poczekaniu wymyślił, ale teraz mój mózg nie był w stanie wyobrazić sobie nic ponad to, co mnie rzeczywiście męczyło. Wszedłem więc z przedpokoiku do kuchni, wstawiłem czajnik z wodą na gaz i poszedłem do pokoju usiąść w fotelu przy ławie. Pokój miał jakieś 16 metrów kwadratowych, jego wyposażenie stanowiła ława, dwa fotele, rozkładana kanapa i niewielka meblościanka, na której stał wciśnięty w róg malutki telewizor „Junost” w czerwonej obudowie z plastiku. Na jednym z dwóch dostępnych wówczas państwowych programów jakiś partyjniak gadał o możliwości zakończenia stanu wojennego.
- 22 lipca chcą znieść stan wojenny – powiedziała ciotka siedząca już w fotelu przy drzwiach prowadzących na malutki balkon. Firana zalana słońcem lekko się poruszała w otwartych drzwiach balkonowych podkreślając nastrój sennego popołudnia. Cholera – pomyślałem – przecież ja ten widok powinienem podziwiać z łóżka Eli. Jeszcze silniejsze przypomnienie niedawnych wydarzeń spowodowało u mnie ssanie w żołądku.
- Świetnie – odpowiedziałem, chociaż stan wojenny wcale mnie w tej chwili nie obchodził i nawet nie obchodziło mnie, że mnie nie obchodzi. Usiadłem w wolnym fotelu i zapaliłem aby pozbyć się ssania.
- To znaczy mówią, że zniosą, jeśli społeczeństwo będzie grzeczne – kontynuowała ciotka.
- Taaa… to mi nie zniosą, bo byłem dzisiaj bardzo niegrzeczny.
Pojęcia nie mam czemu to powiedziałem, ale chyba odczuwałem chęć
ulżenia sobie przy pomocy dwuznacznych tekstów.
- Czyli jednak… z Elą się pokłóciłeś? Ciotka jednak się domyśliła, że moja kontynuacja rozmowy na tle politycznym z polityką nie miała nic wspólnego.
- Gorzej, to całkowity koniec. Całkowity – wypowiedziałem to zdanie jak prawdziwy twardziel.
- A o co poszło?
- Nigdzie nie mieliśmy wyjeżdżać, ten plecak to działania dezinformujące starych. Miałem u niej siedzieć do poniedziałku, bo ma wolną chatę.
- Eee… – zaciągnęła z podziwem ciotka – kociątko sobie poczyna…
Od zawsze mówiła do mnie „kociątko”, ale nawet, kiedy używała tego publicznie, nie miałem jej tego za złe, wiedziałem, że to objaw sympatii i nie ma nikogo innego na świecie, kto by mi gadał tak całe życie.
- Kociątko sobie, niestety, nie poczyna – powiedziałem cicho gapiąc się na jakiegoś idiotę w telewizji – i zaraz od niej musiałem wyjść – dokończyłem jeszcze ciszej.
Ciotka milczała kilka sekund i sięgnęła po papierosa. Niebieski kłąb dymu oświetlony słońcem powoli rozłaził się po pokoju. Gwizdek czajnika mnie wybawił od męczenia się tą ciężką atmosferą, więc wstałem i wyszedłem do kuchni, zalałem dwie herbaty i wniosłem do pokoju ze wzrokiem przesadnie wbitym w poziom cieczy w szklankach – herbatę „Popularną” trudno było nazwać inaczej niż cieczą. Teraz jednak nie zajmowałem się dywagacjami na temat jej jakości, ponieważ narastała we mnie wściekłość na samego siebie: „Po cholerę się odkrywasz debilu?” Wiedziałem, że ciotka jest jak studnia i nic na ten temat od niej nie wyjdzie na zewnątrz, ale właśnie sam dobiłem obcasem swoją dumę: „Kretyn, zwykły kretyn” – darłem się w myślach na siebie samego. Postawiłem szklanki na ławie.
- Głupia pinda i tyle, ja bym ci nie pozwoliła wyjść. Tylko mi nie mów, że jeszcze się śmiała, bo pójdę i ją zatłukę – zaskoczył mnie wyraźny gniew w jej głosie – nie zasługuje na ciebie i tyle – dodała łagodniej.
- Łatwo ci mówić…
- Nie wiem, czy to cię pocieszy, czy nie, ale nie tylko faceci muszą się sprawdzić. Kobiety też zdają takie egzaminy, a gdybyś przypadkiem wiedział, co przeżywa dziewczyna przy swoim pierwszym razie, to pewnie pękłbyś ze śmiechu. A to był też jej pierwszy raz? – spytała.
- Raczej… raczej nie – odpowiedziałem pocierając ręką szyję próbując tym tanim gestem zatrzeć swoje zmieszanie tą sytuacją.
- Głupia cwaniara. Wielce doświadczoną zgrywa.
- Może, ale ja mam swój problem i muszę go przemyśleć, więc skończmy już – powiedziałem cicho, ponieważ miałem wrażenie, że jestem obdarty ze skóry i chłostany batem po gołej tkance.
- Dobra, rozumiem. Ale jakby nie patrzeć to poważne przeżycie i doświadczenie w życiu młodego kociątka – trochę się nabijała, ale wiedziała, że już może aby jeszcze bardziej rozładować mój stres – to oblejemy ten sukces – dodała i wstała aby z barku wyciągnąć pół litra wódki i szklaneczki.
- Sukces? – spytałem ze zdziwieniem.
- Zawsze będziesz odbierał to jako porażkę i pewnie nigdy nie dotrze do ciebie, jaki on był wielki. Moje zdanie może za bardzo się nie liczy i pewnie myślisz, że przesadzam, ale musisz mi uwierzyć na słowo, że był wielki. Polej, idę po kompot, zrobimy sobie drinki. Szkoda, że nie mam wina, ale nie przewidziałam wizyty mężczyzny i okazji do wypicia, na dodatek taaaakiej – wyolbrzymiła okazję przeciągając znacząco ostatnie słowo.
- Dobra, dobra … – zamamrotałem.
Nalałem do każdej szklanki po dwa centymetry wódki, której nie cierpiałem. Ogólnie nie piłem alkoholu, ponieważ mi nie smakował. „Druga wódka w życiu” pomyślałem, bo pierwsza była dwa lata wcześniej w parku z dwoma kumplami wypita z ciekawości i poprzez dźwięki stukających słoików w kuchni wsłuchiwałem się we własne myśli, które już były nieco oswojone. Po chwili usłyszałem dochodzący z kuchni bulgot i weszła ciotka z dzbankiem pełnym słodkiego kompotu. Dolała kompotu do szklanek aż były pełne, wyciszyła całkowicie dźwięk w telewizorze i usiadła obciągając sukienkę. „Strasznie kobieco to robi” – pomyślałem i dotarło do mnie, że wcześniej nie wkładała w ten odruch takiego napięcia, a może mi się zdawało.
- Nie za mało nalałeś? – usłyszałem.
- Chyba nie, jeszcze muszę wrócić do domu i lepiej będzie, jeśli nie będę chuchał.
- Plecak masz spakowany i możesz wrócić do domu w niedzielę, rodzice nie będą nic podejrzewali, że zmieniłeś plany, a tymczasem możemy poimprezować, bo dawno nie miałam okazji wypić w spokoju. Prześpisz się tutaj, korona ci z głowy od tego nie spadnie, bo w spaniu na podłogach jesteś wprawiony – nawiązywała do moich schroniskowych noclegów – twoje zdrowie i za przyszłe sukcesy.
Wyczuła moje zmieszanie i dodała:
- Nie gniewaj się, że tak gadam ale z pewnością nie chcę cię ranić i nie o to mi chodzi, a takie przeżycia są, niestety, normalne i należy mówić o nich naturalnie. A im więcej tej naturalności, tym lepiej dla własnego zdrowia psychicznego, nie ma co w sobie tego tłumić, trzeba się podnieść i wierzyć, że następnym razem będzie lepiej. I uwierz mi: nie jesteś ani pierwszy, ani ostatni, któremu się tak stało za pierwszym razem i nie jesteś ani pierwszy ani ostatni, któremu za drugim razem pójdzie lepiej. Chcę tylko, aby dotarło to do ciebie jak najszybciej. I musisz wiedzieć, że są na świecie większe dramaty, a ty niedługo sam będziesz się z tego śmiał.
- Też bym chciał – powiedziałem i wypiłem pół szklanki duszkiem.
Drink był ciepły, i tak ale przyjemnie chłodził w ten gorący dzień. Herbaty stały na ławie nietknięte i jeszcze parowały a ja, wpatrzony w tę leniwie unoszącą się i znikającą parę stwierdziłem, że wcale nie poczułem smaku alkoholu. Ochoczo więc wypiłem resztę drinka nie spodziewając się, że za moment poczuję gorąco rozlewające się we krwi.
- Dobre – powiedziałem. Drink to jednak nie sama wódka popijana ciepłą herbatą.
- Lepiej już?
- Nie wiem, czy lepiej, nie za bardzo czuję. A po drinku robi się lepiej?
- Pewnie, zobaczysz jak za chwilę cię rozluźni, ale bardziej mnie interesuje czy jest ci lepiej po wyżaleniu się? – odpowiedziała ciotka i szybko dokończyła swojego drinka. Odkładając swoją szklankę pogoniła mnie jeszcze do ponownego nalania:
- Ale pół na pół tym razem. Nie będzie taki słodki i szybciej się przyjmie.
- Jakby lepiej – odpowiedziałem na zaległe pytanie.
- No, widzisz…
Nalałem więc po pół szklanki wódki i dopełniłem kompotem. Na dnie dzbanka zostało parę truskawek, które po karkołomnym waleniu ręką w dzbanek udało mi się wytrzepać do swojej szklanki nie zachlapując serwety na ławie.
- Przyniosę jeszcze kompotu – powiedziała ciotka i zniknęła w kuchni.
Znowu usłyszałem stukot słoików wyciąganych z szafki i bulgot przelewanego kompotu, po których to dźwiękach doszły do mnie jeszcze jakieś chrzęsty i stuki. Ciotka weszła z kompotem do pokoju, w dzbanku pływały kostki lodu – „a, to lód tak chrzęścił” – pomyślałem a ciotka postawiła dzbanek na ławie i z osobnej szklanki wsypała nam do drinków następne kostki.
- Będzie chłodniejsze – powiedziała.
Odczekaliśmy chwilę aż lód schłodzi troszkę zrobione już drinki i wypiliśmy po pierwszym łyku. Ten był mocniejszy i bardziej wyrazisty, a z lodem wręcz cudowny. Ogólnie zrobiło mi się przyjemnie, senne, późne popołudnie i zadziwiająca cisza w mieszkaniu mimo otwartego okna w centrum miasta sprawiły, że z wyciszonego telewizora przeniosłem wzrok na ciotkę. Siedziała w fotelu z nogą założoną na nogę, co przy jej sukience do kolan sprawiało, że widać było połowę ud – taki mały i zwyczajny kawałek kobiety sprawił, że ponownie zacząłem myśleć o niej, jak o kobiecie. Ponownie, ponieważ zdarzało mi się to częściej w przeszłości, a zaczęło się, kiedy zostawałem z nią na noc w wieku 10-12 lat z powodu nieobecności starych. Spała wówczas u nas i wcale się nie przejmowała, że gówniarz patrzy na nią pod prawie przezroczystą koszulę nocną. A kilka lat później, kiedy wiedziałem już jak można wykorzystać takie widoki, wykorzystywałem je w swoich fantazjach dość często. Teraz dojrzałem również, że na luźnej sukience pięknie odciskają się brodawki. Wypity drink zaczął już działać a ja, chcąc być miły, wypaliłem:
- Pięknie wyglądasz w tym słońcu, szkoda, że nie zabrałem aparatu, bo to słońce od tyłu bardzo nastrojowo oświetla włosy i mogłabyś mieć całkiem fajne zdjęcie – powiedziałem.
- Pięknie?
- A uważasz, że nie możesz wyglądać pięknie? – spytałem najzupełniej naturalnie.
- W tej szmacie i z tym diabłem na głowie???!!! – w głosie ciotki niedowierzanie osiągnęło zenit.
- Hahahaha… z diabłem… hahaha – rozbawiło mnie to określenie – a wiesz, że ten diabeł… hahahaha… dodaje ci nieprawdopodobnego uroku – dokończyłem już bez śmiechu.
- Przestań – żachnęła się, ale wyczułem, że ją zaskoczyłem.
- Ciocia… – słowo „ciocia” celowo powiedziałem z wyczuwalnym politowaniem – czy ty myślisz, że pięknie się wygląda tylko na balach sylwestrowych po godzinnych przygotowaniach?
- No, ale co? Chyba mi nie powiesz, że wyglądam lepiej, niż na balu?
- Właśnie powiem. I to zdjęcie naprawdę byłoby super.
- Ty i te twoje zdjęcia… – ucięła ciotka i wypiła troszkę ze swojej szklanki – na żadnym nie wyglądam dobrze.
- Ciocia, – dalej ciągnąłem z politowaniem – nikt nie lubi siebie na zdjęciach, a te, które ci zrobiłem, są świetne nie tylko według mnie. Twoje zdjęcie na rowerze zdobyło tytuł zdjęcia miesiąca na naszym kółku fotograficznym – zresztą byłem z tego dumny, bo miałem wtedy „Smienę”, a inni fotografowali jednak lepszym sprzętem.
- Wiem, ale nie rozumiem, przecież ja tam spocona byłam… i w ogóle – zapatrzyła się w milczący telewizor.
- Ale bardzo kobieca i szanowne grono sędziowskie uznało, że to spocenie bardzo dodaje uroku… – ciotka na to nic nie odpowiedziała więc patrzyłem się na nią nadal.
Piękne miała te swoje ciemne włosy do połowy ramion, teraz upięte na czubku głowy z powodu letniego gorąca. Kilka kosmyków wyłaziło na boki spod spinki i kilka cieńszych opadało na kark, ponieważ nie był to klasyczny kok – takie tam zwykłe upięcie, żeby włosy nie grzały szyi. Tak ułożonych włosów nie nosiło się na ulicy, zresztą pierwszy raz w życiu widziałem tak niedbałą i jednocześnie tak seksowną fryzurę, przy której jej twarz bez żadnego makijażu wydawała się drobniejsza niż zazwyczaj. Taksowałem ciotkę wzrokiem pilnując, aby nie wyłapała tych spojrzeń. Piersi zakończone sztywnymi, od pocierania luźnego materiału sukienki, brodawkami zwracały szczególną uwagę, a najwyższy, rozpięty guzik powodował, że sexappeal ciotki osiągał swoje wyżyny. Dotarło do mnie, że guzik chyba był zapięty przed jej wyjściem do kuchni, ale nie wyciągnąłem z tego faktu żadnych wniosków. Wlepiłem wzrok w jej dłoń trzymającą szklankę z drinkiem i, gapiąc się na piękne paznokcie pociągnięte perłowym lakierem, już nie musiałem się przejmować że się na nią gapię – teraz mogłem się ewentualnie wymigać, że ze szklanki powoli ubywa i , że to jest właśnie spojrzenie pełne troski. Dłoń ze szklanką trzymała przy brzuchu, który na materiale sukienki odciskał się jedną małą fałdką tłuszczu. Ciotka po rozwodzie trochę się roztyła, ale od dwóch lat nabrała strasznie ponętnych kształtów ponieważ wszędzie jeździła na rowerze i sporo schudła. Czasem jej ten rower naprawiałem i kilka razy nawet pokazałem jej ciekawe trasy wokół miasta, dając jej przy okazji niezły wycisk – przy jednej z tych wypraw zrobiłem właśnie swoje zwycięskie zdjęcie. W każdym razie fałdka ta też mnie mocno podniecała, ponieważ podświadomie kierowała wzrok na biodra. Ciotka nagle wstała przerywając bezlitośnie moje podziwianie jej ciała.
- Grzeje mnie tutaj za bardzo. Kładę się na kanapę –powiedziała i dała głośniej telewizor. Kończył się właśnie dziennik, a Chmurka zapowiadała na jutro cudowny dzień.
- Zaraz będzie film, to sobie obejrzymy. Przestaw ławę bliżej kanapy, bo zazwyczaj oglądam na leżąco.
Znowu dopadły mnie smutne myśli, ten jutrzejszy dzień miałem spędzić cudownie z Elą. Ciotka położyła się na kanapie, pod głowę wsunęła sobie jaśka w poszewce z grubej włóczki a ja stałem i zastanawiałem się, gdzie postawić fotel tak, aby nie grzało mnie słońce i przy okazji nie odbijało się od ekranu. Drinkowe stanowisko dowodzenia też przy okazji chciałem mieć pod ręką.
- Nie rozwalaj mi pokoju – powiedziała ciotka patrząc na moje przemeblowania.
- Tak, sama położyłaś się wygodnie, a mi to słońce albo w oczy, albo w ekran. Szukam dobrego miejsca – odpowiedziałem.
- To siadaj obok na kanapie i podaj mi szklankę – to mówiąc zgięła nogi w kolanach robiąc mi miejsce.
Usiadłem i zauważyłem, że to faktycznie najlepsze wyjście. Na moment zobaczyłem fragmencik zielonkawych bawełnianych fig, ale ciotka zaraz wyprostowała nogi i figi zniknęły. Jej stopy wylądowały mi bezceremonialnie na udach – paznokcie na palcach stóp też pomalowała perłowym lakierem.
- Ale luksus – powiedziała ciotka.
Zaczynał się film, siedziałem na kanapie, na kolanach miałem ciotki nogi, w jednej ręce drinka, a drugą (z braku lepszego pomysłu) położyłem na stopach ciotki. Przez chwilę się na nie patrzyłem zafascynowany – widać było od razu, że o nie dba – śliczne były i fascynowały mnie od zawsze w przeciwieństwie do większości stóp widzianych przeciętnie na ulicy, albo brudnych od kilkudniowego brudu, albo z paznokciami poobcinanymi jak popadło, albo z popękaną skórą, w której lągł się brud – stopy ciotki były gładkie w każdym miejscu. Po kilkunastu minutach filmu stwierdziłem ze zdziwieniem, że moja szklanka jest pusta, a druga ręka głaszcze bezwiednie stopy ciotki. Zatkało mnie i spojrzałem z przerażeniem na ciotkę, jej szklanka stała na ławie pusta, a ja nie zauważyłem nawet kiedy ją odłożyła, miała zamknięte oczy i wbite w sukienkę wielkie sutki. Słońce już chowało się za sąsiednim blokiem.
- Nie przerywaj, to cudownie relaksuje – powiedziała ciotka otwierając oczy.
Odłożyłem pustą szklankę i wolną już rękę również zaangażowałem w ten delikatny masaż. Zresztą to było bardziej głaskanie niż masaż. Ekran telewizora oświetlał pokój raz jaśniej, raz ciemniej a ja, wśród tego migania, próbowałem zobaczyć twarde sutki ciotki. Na szczęście znowu zamknęła oczy i mogłem sobie popatrzeć bez przeszkód. Poczułem napływającą szybko żądzę na widok dwóch półkul zakończonych twardymi brodawkami a wypite drinki spowodowały, że całkowicie przestałem myśleć o ciotce jako o członku rodziny. Jednak to ciotka, więc postanowiłem nie przeginać, chociaż czułem ogromne podniecenie i dość duży niepokój. Ale jednak to również kobieta z moich częstych fantazji i na dodatek wyglądała na podnieconą. Już wiedziałem, że przed pójściem spać sobie o tych ślicznych stópkach przypomnę i pod prysznicem sobie ulżę. Zacząłem wobec tego się trochę sam nakręcać i moje głaskanie nieco nasiliłem gładząc podbicie jednej stopy a palce drugiej ręki delikatnie wpychałem między palce drugiej stopy. Przenosiłem te czynności z jednej stopy na drugą wśród migania telewizora.
- Fajnie? – zapytałem.
- Bardzo – odpowiedziała ciotka nie otwierając oczu.
Poprzez dialogi w filmie, na które już dawno przestałem zwracać uwagę, usłyszałem nagle przyspieszony i nierówny oddech ciotki – nie wierzyłem – zobaczyłem jej lekko odchyloną głowę i zaciśnięte uda. Po chwili wszystko ustało, a ja ośmielony tym, że ciotka czasami bywała w stosunku do mnie wybitnie czuła, pocałowałem każdą stópkę z osobna. Usiadła na kanapie i, nie zdejmując nóg z moich kolan, pocałowała mnie w usta – króciutko. Dobrze, że się odezwała pierwsza i się wytłumaczyła:
- Od pieszczenia stóp… kobiety dostają… czasem orgazmu i ja tak właśnie mam. Cudownie mi było. Nikt dotychczas mi tak nie zrobił, więc nie mogłam się opanować… i chciałam zobaczyć… jak to jest… w wykonaniu… mężczyzny – popatrzyła mi w oczy, a ja zastanawiałem się nad formą, jakiej użyła do powiedzenia tego. Pocałowała mnie znowu.
O takich bajerach nigdzie wcześniej nie czytałem – orgazm od masowania stóp! W szoku byłem, strefy erogenne – owszem, znałem, ale na stopach??? Jak to się między nami w ogóle stało? A fakt, że mówiła o tym najnormalniej spowodowało, że całkowicie miałem mętlik w głowie.
- A… twój mąż? – zapytałem niepewnie.
- Jego interesowały tylko szybkie numerki, nie było ich zresztą wiele bo rzadko bywał trzeźwy. Miałam też dwóch narzeczonych, ale to gamonie były wybitne – mówiła to cicho i natychmiast było widać, że jej żal tych lat bez ciepła i zainteresowania.
- Połóż się, zrobię to znowu – odpowiedziałem.
- Ooo? Chcesz? – zapytała zaskoczona patrząc się spod wysoko uniesionych brwi.
- Pewnie – wyszeptałem.
Pocałowała mnie ponownie i położyła się na kanapie, i już miałem zacząć głaskanie na nowo, gdy ciotka nagle wstała.
- Moment – powiedziała i wyłączyła telewizor.
W pokoju zapanował zupełnie inny nastrój – zimne światło z telewizora zastąpiło ciepłe z zachodzącego za blokiem słońca, a w ciszy, która zapanowała słychać było nawet oddechy. Ciotka przymknęła drzwi od balkonu, zasłoniła okna brązowymi zasłonami potęgującymi ciepło światła ale też mocno je tłumiącymi i położyła się z powrotem na swoim miejscu nie poprawiając już sukienki. Zamknęła oczy, a ja zacząłem głaskanie od nowa, gapiąc się w wyraźnie widoczną ciemniejszą plamę na figach ciotki i kilkanaście czarnych włosów wychodzących na boki spod materiału majtek. Jej sutki znowu zaczęły rosnąć, miałem przed sobą wspaniały widok, a po głowie szalały radosne myśli, że dojrzała kobieta przeżywa orgazm dzięki mnie i to bez stosunku. Taka reakcja kobiecego ciała była dla mnie sporym zaskoczeniem sama w sobie, a do tego dochodził jeszcze fakt, że to przecież moja – od tego momentu – już nie ciotka tylko ciocia. Bezwiednie zacząłem myśleć o niej bardziej czule. Głaskałem ją tak, jak poprzednio, zastanawiając się czy można te pieszczoty ulepszyć i po kilku chwilach postanowiłem te stópki głaskać i całować. Jedną stopę delikatnie głaskałem rękoma podczas gdy drugą spokojnie pocałowałem patrząc się na jej reakcję – nie było żadnych protestów, więc delikatnie zacząłem przygryzać wszystkie paluszki najszczęśliwszy na świecie, że mi pozwoliła i wyglądało na to, że sama tego chciała. Po minucie zamieniałem stópki i po kilku takich zmianach usłyszałem zbliżający się orgazm cioci. Zbliżał się powoli, sposób oddychania cioci i jej westchnienia spowodowały, że stał mi już na całego. Pieszcząc jej stopy starałem się nimi ruszać tak, aby czasami dotknęły mnie przez spodnie – nic dziwnego, że byłem bliski wybuchu, a wsłuchiwanie się w ciocię powodowało, że coraz bliżej do spełnienia było tak samo jej, jak i mi. Ciocia zacisnęła nagle uda, zaczęła głęboko oddychać i chwilami cicho krzyczeć. Znowu wygięła głowę do tyłu i oddychała ciężko.
- Mój słodki – wyszeptała.
- Gosia moja – cicho odpowiedziałem nie wypuszczając jej obu dużych palców, które trzymałem w ustach.
Postanowiłem nie przerywać, ale podstępnie przeniosłem swoje pocałunki na łydkę, a rękoma gładziłem drugą nogę kilka centymetrów wyżej, niż byłem z ustami na pierwszej. Powoli wędrowałem ustami wyżej – do kolana i osiągnąłem pozycję, w której nie było mi za wygodnie. Klęknąłem więc przy kanapie nie odrywając ust od kolana cioci, aby się nie rozmyśliła przez tak krótką przerwę, jaka mogłaby się zdarzyć przy zmianie pozycji. Ale ciocia chyba nie chciała się rozmyślać, ponieważ zgięła nogi w kolanach i nie reagowała nawet na to, że sukienka sama zsunęła się na jej biodra. Od kolana zacząłem więc podchodzić z pocałunkami do połowy uda, gdy poczułem, że na drugim udzie dojechałem palcami do krawędzi majtek, a pod przedramieniem czułem gładki materiał sukienki. Całymi dłońmi więc objąłem pupę cioci przez majtki całując cały czas udo, aż doszedłem ustami do krawędzi sukienki na udzie, którym się z takim zapałem zajmowałem. Powoli, w miarę pocałunków, podsuwałem krawędź sukienki nosem, aż całe majteczki, wciśnięte w pachwinę, były odsłonięte. Wsadziłem głowę pod zgięte kolano cioci i zacząłem całować udo od wewnątrz mając okazję do zajęcia się również drugim udem. Poczułem cudowny zapach wydobywający się spod jeszcze większej mokrej plamy na majtkach cioci. Był to ostry zapach dnia rozproszony słodkim zapachem soczku – poczułem drżenie, jakie mnie ogarnęło kilka godzin temu u Eli, ale już nieco słabsze „O rany! Gdzie ja trzymam łeb?” – pomyślałem i skończyłem delikatne pocałunki aby coraz silniej wpijać się ustami w miękkie i ciepłe uda. Schodziłem z tym obślinianiem coraz niżej, czując pod językiem włosy rosnące tuż przy słodkiej tajemnicy na wewnętrznej stronie ud. Ciocia nie reagowała i bardzo się cieszyłem, że jeszcze nie dostałem po pysku. W końcu dotknąłem policzkiem mokrej plamy i poczułem odruchowe cofnięcie bioder cioci, które po sekundzie wróciły na swoje miejsce. Przyssałem się do pachwiny i lizałem ją wzdłuż krawędzi majteczek coraz silniej napierając policzkiem na buchającą ciepłem twardą górkę skrytą pod majtkami. Ciocia powoli zaczęła ruszać biodrami napierając na mój policzek. Ruchy bioder, początkowo niepewne, stały się po chwili wyraźniejsze i miarowe – cioci najwyraźniej się to podobało! Wbiłem się w drugą pachwinę i rozgarniając językiem włoski łonowe wystające spod majtek napierałem policzkiem na wyczuwalną już łechtaczkę. Szalałem od tego zapachu, Ela pewnie by mi nie pozwoliła na takie coś – „Kretynka” – pomyślałem o swojej byłej już dziewczynie i poczułem na swojej głowie dłonie cioci dociskające mnie do krocza. Po minucie usłyszałem krzyk rozkoszy, a plama na jej majtkach stała się lepka i jeszcze większa. Poczekałem chwilę aż ciocia odetchnie i mocno pocałowałem tę plamę. Ciocia drgnęła, a ja wsunąłem obie ręce pod materiał majtek. Z ustami przylepionymi do plamy, która miała wspaniały smak dotykałem gołej skóry na pupie cioci. Wbiłem język w plamę tak głęboko, że razem z mokrym materiałem wszedł między wargi sromowe, a nos zatrzymał się na łechtaczce. Teraz wiedziałem, że mogę bez żadnych oporów rozebrać ciocię. Zrobiłem to szybko, ciocia nawet wyprostowała nogi, aby mi to ułatwić. Majtki rzuciłem byle gdzie, spojrzałem na ciocię i osłupiałem – w czasie, kiedy lizałem jej uda, rozpięła sobie resztę guzików na sukience i leżała teraz z piersiami na wierzchu. Słabo mi się ze szczęścia zrobiło, piękne piersi i sterczące brązowe brodawki zapraszały do zdjęcia wszystkiego. Podsunąłem dłonie pod sukienkę i zacząłem ją podnosić do góry, ciocia to zrozumiała i uniosła biodra. Przesunąłem materiał wyżej i ciocia usiadła abym mógł przeciągnąć ubranie przez jej głowę. Była naga i siedziała przede mną.
- Co my robimy…? – usłyszałem wyszeptane pytanie wypowiedziane jednak z wyczuwalną radością.
- Kochamy się – odpowiedziałem i z powrotem zanurkowałem głową między jej uda bojąc się, że skarb błyszczący pomiędzy nimi nagle mi ucieknie z powodu otrzeźwienia cioci.
To, co tam zobaczyłem zwaliło mnie z nóg – wielki gęsty las mięciutkich prawie czarnych włosów błyszczących od wilgoci sprawił, że nie wytrzymałem i poczułem drgania członka zwiastujące nieuchronny wytrysk, którego nie byłem już w stanie opanować. Nie wypadało mi pomóc sobie ręką, więc nie było to całkowite spełnienie, jeden wyrzut spermy w majtki ani na moment więc nie osłabił mojego podniecenia, a członek stał nadal na ile pozwalały mu moje spodnie.
- Ale piękna – powiedziałem podziwiając wielką gęstwinę między nogami cioci poczułem, jak zdejmuje ze mnie koszulkę, szybko więc podniosłem ręce do góry i moja koszulka wylądowała gdzieś koło rzuconych przed chwilą majteczek. Zatopiłem się w jej futerku. Powoli całowałem włosy łonowe napawając się nowym dla mnie zapachem, którego stałem się niewolnikiem – nie chciałem już nic innego. Spośród gęstwiny zaczęła powoli wyłaniać się łechtaczka – wygrzebywałem ją rozgarniając językiem włosy, a jej czerwony i błyszczący czubek wyłaził spod skórki – pocałowałem ją i delikatnie polizałem. Ciocia drgnęła gwałtownie, aż się przestraszyłem, czy jej nie zabolało, ale ułamek sekundy po tym drgnięciu usłyszałem dziwnie wypowiedziane słowo zmieszane z jednoczesnym westchnieniem:
- Taaak…
Polizałem ponownie troszkę mocniej, spowodowało to mocniejsze westchnienie – popatrzyłem na ciocię spomiędzy ud – miała zamknięte oczy i palce zaciśnięte na narzucie. Popatrzyłem ponownie na cudowny las pod moim nosem i nie sposób było nie zauważyć, że łechtaczka jeszcze się powiększyła. Miała teraz ze dwa i pół centymetra, a na jej końcu błyszczała mokra purpurowa główka. Dorwałem się do niej językiem. Pojęcia nie miałem, jak to się powinno robić, ale jęki cioci wskazywały, że chyba idzie mi dobrze. Na wszelki wypadek się zapytałem:
- Dobrze to robię?
- Liż ją dookoła – wyszeptała ciocia.
Zacząłem więc regularnie objeżdżać językiem tę cudowną łechtaczkę z częstotliwością zbliżoną do tej, którą tak lubiłem podczas samotnych zabaw z samym sobą. Po dwóch minutach ciocia zaczęła gardłowo krzyczeć i ruszać biodrami w takt mojego lizania. Nie przerywałem, krzyki cioci trwały około trzydziestu sekund, a kiedy ustały przejechałem językiem wzdłuż różowych, nabrzmiałych i gorących warg sromowych. Smakowały wspaniale, a kiedy byłem językiem na samym dole, z pochwy wypłynęła spora ilość ciepłego i lepkiego soczku, w który natychmiast wsadziłem swój język dochodząc nim do wnętrza pochwy. Tego smaku i zapachu nie mogłem porównać do niczego wcześniej znanego, ale też wiedziałem, że niczego lepszego do tej pory w ustach nie miałem. Świdrowałem więc językiem w pochwie wylizując wszystko, co wypływało – ciocia westchnęła i znowu delikatnie zaczęła ruszać biodrami, jej głośny i nieregularny oddech w połączeniu z tym wspaniałym smakiem soczku spowodował, że nie wytrzymałem i drugi raz poczułem drgania doprowadzające mnie do drugiego wytrysku w swoje majtki. Wróciłem więc do ciągle nabrzmiałej łechtaczki aby, co kilka wykonanych obrotów, wracać językiem do pochwy. Ciocia zaczęła krzyczeć i nabijać swoją pochwę na mój język w chwilach, kiedy go tam wsuwałem. Na głowie poczułem dłonie cioci mocno dociskające mi twarz do krocza, jeszcze kilka ruchów bioder wśród rozkosznych krzyków, i z pochwy wytrysnęła mi na język mała fontanna soczku. W życiu nie słyszałem o kobiecych wytryskach, więc strasznie mnie to podnieciło, ponieważ myślałem, że to jakiś wybitny wyjątek ale, nie zważając na orgazm cioci, nie przerwałem ani na chwilę i nie zmieniłem też sposobu lizania, pieściłem dalej z całą mokrą twarzą szczęśliwy, że kobiecie może być ze mną tak szybko dobrze.
Dotychczasowy petting uprawiany z Elą utrwalał mnie w przekonaniu, że trzeba się strasznie natyrać, aby dać kobiecie rozkosz. Teraz widziałem i czułem, że kobieta, musi też chcieć. Ale nie podejrzewałem nawet, że kobiece orgazmy rządzą się różnymi prawami, które miałem za moment zobaczyć i poczuć.
Ciocia bowiem nie przestawała ruszać biodrami, a jej westchnienia już po chwili przerodziły się w ponowny krzyk. Ponieważ przy jej ruchach pupą w górę i w dół niewygodnie mi się lizało dookoła łechtaczkę, postanowiłem nieco sobie ułatwić działanie: zacząłem wkładać język do pochwy a przy wyciąganiu szorować nim w stronę łechtaczki, łapać ją ustami, ssać i szorować językiem z powrotem do pochwy. Jedno wsunięcie języka w gorącą i prawie parującą norkę, jedno wyciągnięcie, jedno ssanie twardej łechtaczki i tak w kółko. Taki sposób uwolnił mnie od niewygodnych poziomych ruchów języka podczas lizania łechtaczki poruszającej się tylko pionowo, ale za to teraz ciche, pojedyncze krzyki przerodziły w jeden krzyk znacznie głośniejszy. Z głową dociskaną do krocza nie mogłem nawet dojrzeć twarzy cioci, ponieważ była wygięta całkiem do tyłu. Nie spodziewałem się, że tak mogę obdarować kobietę i ta myśl napawała mnie wielkim samozadowoleniem. Orgazm cioci trwał już dwie minuty, narzuta pod jej pupą była cała mokra i lepka, a mi na twarz i język wylewały się soczki. Wśród tych doznań poczułem nagle jak na brodzie i szyi ląduje mi jeszcze większa porcja soczku wylatująca z pochwy cioci jak z gejzeru. Po ułamku sekundy nastąpił drugi wystrzał, który złapałem już na język i za chwilkę trzeci – już słabszy. Soczek, którego nie udało mi się połknąć, rozmazywałem językiem po owłosionym wzgórku, ciocia ucichła, tylko łechtaczka jeszcze lekko podrygiwała pośród całkowicie mokrych włosów. Jeździłem spokojnie językiem po wargach sromowych i po chowającej się w skórce łechtaczce, aż ciocia usiadła zakrywając pupą mokrą plamę na narzucie, podniosła mi twarz spomiędzy swoich ud, objęła mnie na siedząco nogami i pocałowała. To nie był szalony pocałunek, był długi ale bardzo spokojny i ciepły, a jej piersi wbijały się w moją, na szczęście gołą, klatkę piersiową. Ciepła, i emanującego z tego przytulenia spokoju, nigdy nie zapomnę. Nasze języki spokojnie i powoli się o siebie ocierały, w pewnej chwili pocałowałem ciocię w szyję i zostałem tam z ustami na kilkanaście sekund, dopóki nie usłyszałem urywanego szeptu:
- Ja… mnie… ja nigdy przedtem… to mój pierwszy w życiu… orgazm… z mężczyzną… – powiedziała to drżąc bardzo wyczuwalnie.
Osłupiałem i pytająco spojrzałem jej w oczy.
- Bo… widzisz… ja… z moim byłym mężem… nie bardzo… zawsze myślał tylko o sobie… i kończył po dwóch minutach. Nawet nie marzyłam, żeby mnie… tam pocałował – przytuliła swój policzek do mojego i mocno przycisnęła ramionami – tak więc widzisz, że… nie tylko ty zaczynasz – kontynuowała.
- Gosia, podobało ci się? – zapytałem.
- Jak możesz się jeszcze pytać? Cały oblany jesteś moim szczęściem, o którym od zawsze marzyłam, a ty się jeszcze pytasz. Nawet sama ze sobą nie przeżyłam takiej serii cudownych orgazmów, nawet nie wiedziałam, że istnieją. Nie tylko ty zaczynasz… – powtórzyła szeptem.
Oszołomiło mnie to wyznanie, szczególnie ta część o samej ze sobą, ale zaraz poczułem jej rękę na moich spodniach, szybko trafiła na wyprężonego ciągle członka.
- Taki się zrobił? Przeze mnie…?- szepnęła.
- Właśnie… – wydukałem.
Dość sprawnie rozpięła mi guzik i zaczęła rozpinać suwak. Opornie to szło, więc delikatnie popchnęła mnie do tyłu abym się położył. Na leżąco zamek rozpinał się szybciej, a do mnie dotarło, że chyba ciocia ma zamiar włożyć mi rękę w gacie więc zaraz poczuje moją lepką wilgoć po wytryskach.
- Mi też było cudownie – dyplomatycznie starałem się uprzedzić ewentualne zdziwienie – twoje podniecenie bardzo na mnie zadziałało, a twój zapach i smak pozbawił mnie całkowicie kontroli.
W oczach cioci dostrzegłem blask łez:
- Skąd ty wiesz, łobuzie, że kobieta uwielbia takie wyznania? – spytała wsuwając dłoń pod gumkę od moich majtek. Poczuła tam morą plamę i uśmiechnęła się ciepło.
- Nie wiem, Gosia, powiedziałem tylko to, co myślę.
- Cieszę się, że cię podniecam i bardzo to miłe, czuć tego dowody – dodała, wierzchem dłoni sprawdzając, jak daleko sięga moja plama.
To była właśnie kobieta mądrzejsza od każdej siksy. Świadomość, że perłowo polakierowane paznokcie cioci spokojnie drapały mnie już po włosach przy nasadzie członka czasami drapiąc jądra od dołu, doprowadzały mnie do drgań, więc zamknąłem oczy. Poczułem uwolnienie członka z majtek, leżałem na plecach w rozpiętych spodenkach i czując gumkę od majtek wciśniętą pod jądra, przez moment czułem palce cioci obejmujące dokoła napletek, a po chwili poczułem całą dłoń na mokrym czubku.
- Wspaniałości takie masz i dopiero teraz pokazujesz… – powiedziała ciocia kładąc mi na brzuchu swoją głowę twarzą zwróconą w stronę członka.
- A kiedy miałem pokazać?
Wystarczyło, że kilka razy ruszyła dłonią w górę i w dół odsłaniając całą napiętą główkę i wystrzeliłem. Ciocia ruszała ręką do końca wytrysku, więc pojawiły mi się z rozkoszy błyski przed oczami.
- Cudownie, że tak szybko. Rzeczywiście jesteś podniecony, to na pewno ja tak na ciebie działam? – zapytała.
- Potwornie cię pragnę i nic na to nie poradzę – odparłem.
Dłoń cioci, oblepiona spermą, chwyciła moje jądra i lekko je pogłaskała, co spowodowało, że wycisnąłem jeszcze kilka kropel spermy, które zawisły na odsłoniętym czubku członka. Nic nie widziałem, bo widok zasłaniała mi głowa cioci, która zbliżyła się do mojego krocza i poczułem, że ciocia te kilka kropel zlizała, a po chwili objęła ustami całego stojącego ciągle członka. Jej język zaczął krążyć po żołędzi wokół napletka – nie dane mi było ochłonąć. Ciocia po chwili przestała, ściągnęła ze mnie spodenki razem z majtkami i wróciła do pieszczot. Kiedy znowu poczułem język kręcący się po skórce wokół żołędzi, nim upłynęła może minuta, zdążyłem tylko jęknąć:
- Juuuż…
Ale ciocia się nie cofnęła, wystrzeliłem resztą spermy, a ciocia nie
wypuszczała mnie ze swoich ust dopóki nie zacząłem w nich mięknąć.
- A tobie się podobało? – zapytała.
- Bardzo – wyspałem cicho i przytuliłem ciocię. Nawet nie miałem siły, żeby powiedzieć, że to moje najcudowniejsze w życiu przeżycie. Po chwili jednak to powiedziałem, sądząc słusznie, że to sprawi cioci przyjemność.
- Kiedy cię czasami przewijałam, to też cię wszędzie całowałam, nie myśl sobie, że jesteś dla mnie jakąś straszną nowością – powiedziała i puściła mi oczko – zrób drinki wypijemy szybko i pójdziemy się wykąpać – niespodziewanie powiedziała ciocia.
Osłupiałem po tym tekście o całowaniu i nalałem po pól szklanki wódki, zalałem ją kompotem, w którym pływający na wierzchu lód był już ledwo widoczny. Siedzieliśmy nago delektując się chłodem drinków. Ciocia sięgnęła po papierosy, wyciągnęła dwa, włożyła je do ust a ja je przypaliłem. Jednego dała mnie, zachłannie paliliśmy patrząc sobie w oczy i dając sobie buzi co chwilę.
- Jak się czujesz? – zapytałem.
- Przecudownie, nigdy bym się nie spodziewała…, zresztą nie do końca dociera do mnie, jak to się stało – odpowiedziała.
Sięgnąłem papierosem do popielniczki i strzepnąłem popiół.
- A ty? – ciągnęła.
- Powiedz mi, Gosia, czy ja się choć trochę sprawdziłem? – zmieniłem temat na ten, który mnie w tej chwili bardziej interesował.
- Muszę mówić? Miałam w życiu tylko trzech facetów, ale to były zwykłe patałachy, i żadnemu nie udało doprowadzić mnie do orgazmu, pewnie nawet mieli to gdzieś, a do tak wielu, tak szybko i w ten sposób, to nawet nie marzyłam. Mało ci tego, co widziałeś?
- Nie wiem, ale nie będę o tym za bardzo myślał w chwili, kiedy mi tak dobrze – spojrzałem na ciocię i ją pocałowałem. Wbiłem swój język w jej usta i chwilę tak się całowaliśmy.
- Idę się wykąpać, później ty. I nie odważ się ubierać – powiedziała ciocia i wstała. Zgasiła resztkę papierosa i przez tę chwilę patrzyłem na jej futerko jeszcze mokre z pozlepianymi włosami.
- Jak to, później ja? Myślałem, że pójdziemy kąpać się wspólnie – powiedziałem z żartobliwym wyrzutem.
- Nie tym razem – odparła i, zapalając nocną lampkę na półce nad kanapą, wyszła.
Po chwili usłyszałem szum wody lejącej się do wanny pomieszany z
odgłosami prysznica. Siedziałem goły z resztką papierosa w ręce. Zgasiłem go i wziąłem następnego. Dotknąłem całą dłonią mokrej plamy na narzucie, aby się przekonać, że to nie sen. Odłożyłem papierosa na moment, aby wcisnąć twarz w tę plamę pachnącą Gosią, dotknąłem jej językiem i szczęśliwy paliłem dalej. Po skończeniu drugiego papierosa wypiłem chłodną już herbatę i z plecaka zacząłem wyciągać swoje manele w poszukiwaniu ręcznika, mydła, szczoteczki do zębów i przyborów do golenia. Wyciągnąłem wszystko, co za chwilę będzie mi potrzebne i czekałem na koniec kąpieli cioci. Nie kąpała się długo i wyszła zupełnie nago po kilku chwilach, które mi się nawet nie dłużyły, pocałowała mnie w usta przy mijaniu się w przedpokoju i rzuciła z uśmiechem:
- Głupio wyglądasz w samych skarpetkach.
Popatrzyłem w dół i w myślach przyznałem jej rację. Zdjąłem je i rzuciłem w stronę swoich ciuchów. Wlazłem do wanny i biorąc prysznic zastanawiałem się co będzie za chwilę. Wykąpałem się, ogoliłem i umyłem zęby najszybciej, jak potrafiłem – w końcu szkoda czasu na pierdoły. Wyszedłem z łazienki i wszedłem do pokoju. Ciocia leżała nago na pościelonej i rozłożonej już kanapie, która stała się od razu dwa razy większa, wymieniła też narzutę, ponieważ spod prześcieradła wystawała żółta zamiast brązowej, dotarło też do mnie, że pokój jest wywietrzony z dymu. Na ławie stały nowe drinki ze świeżym lodem, pusta butelka po wódce zdobiła telewizor stojąc obok niego, a do mnie dotarło, że wypiliśmy już prawie pół litra i tego wcale nie czuję. Po moim wejściu ciocia podniosła się, wzięła z ławy drinki i jeden dała mi siadając na kanapie w pozycji syrenki z Kopenhagi. Widok ten mnie urzekł bez reszty i mój członek od razu delikatnie się powiększył, co nie uszło cioci uwadze.
- Już chce rozrabiać? Masz jakieś marzenia związane z seksem? –spytała bez wstępów.
- Mam – odpowiedziałem gapiąc się bezkarnie na bujne i suche już teraz włosy łonowe cioci – chcę cię ciągle lizać i smakować – wypaliłem.
- Zaraz możesz je sobie spełnić – odpowiedziała ciocia spuszczając wzrok na prześcieradło i popijając drinka. Na jej policzkach pojawił się rumieniec.
- A ty myślisz o czymś szczególnym? – odwzajemniłem ciekawość.
- Tak, chcę przeżyć orgazm podczas zwykłego kochania się, chcę czuć ciebie w sobie do końca… nigdy nie miałam orgazmu podczas najzwyklejszego stosunku…
- Postaram się… obiecuję, ale to przecież marzenie o zwykłej rzeczy – odpowiedziałem i pocałowałem ją w szyję – marzy się raczej o czymś niespotykanym, czasem nawet o czymś niecodziennym – dokończyłem.
- Czasem marzy się o zwykłych sprawach – szepnęła.
Była naprawdę spragniona zwykłej miłości. Ciocia przechyliła głowę w
stronę mojej głowy dotykając swoim policzkiem mojego. Usiadłem obok i objąłem ciocię w pasie. Przez uchylone drzwi na balkon wpadało do pokoju wieczorne powietrze i szum wiatru w drzewach rosnących pod blokiem.
- A nie będzie z tego ciąży?
- Nie – szepnęła mi prosto do ucha wstając. Podeszła do drzwi
balkonowych, zamknęła je, poprawiła zasłony aby nie było żadnej szparki i podeszła do mnie. Postanowiłem sobie kiedyś, że lepiej będzie, jeśli nie będę kobietom wierzył w tych kwestiach, ale to była zdecydowanie inna sytuacja.
- Piękna jesteś, naprawdę bardzo piękna… – powiedziałem patrząc się na jej piersi i czarny trójkąt włosów podczas, gdy robiła tych kilka kroków w moją stronę.
- Chcesz mi powiedzieć, że ci się podobam?
- Bardzo…, od zawsze. Zresztą bałem się, że to chwilami widzisz.
- Myślałam, że mi się zdaje.
Siedziałem na kanapie i na wysokości twarzy miałem kępę jej włosów łonowych, w którą od razu zagłębiłem się nosem i językiem. Ciocia pchnęła mnie lekko na kanapę i położyła się obok.
- Na przyszłość bardziej będę ufać swoim przeczuciom – dodała radośnie kładąc się na przy mnie i przylegając swoim ciałem do mojego.
Objęliśmy się i zaczęliśmy się całować. Wyperfumowała się po kąpieli czymś bardzo przyjemnym, ale niezbyt intensywnie, co wróżyło, że jej własny zapach te perfumy niedługo zdominuje. Ucieszyło mnie to, ponieważ jej własny zapach był jednak dużo przyjemniejszy.
- Nie perfumuj się więcej, bo jesteś słodsza bez tej chemii – wyszeptałem jej do ucha – ładnie pachną, ale wolę twój naturalny zapach.
- Dobrze – odpowiedziała cicho.
Leżenie obok siebie stało się okazją do zajęcia się wreszcie jej piersiami, które już twardymi sutkami wbijały się we mnie. Zjechałem więc niżej delikatnie je miętosząc, a nabrzmiałe brodawki rosły pod moim językiem z każdą sekundą. Ciocia oddychała coraz bardziej nieregularnie, zgięła nogi w kolanach i rozsunęła uda robiąc miejsce dla mojej ręki. Zacząłem więc muskać wnętrzem dłoni końce jej włosów łonowych czując na skórze ciepło emanujące spomiędzy warg sromowych. Drażniłem tak chwilę końcówki włosów cioci, gdy nagle poczułem na dłoni zaciskające się uda – zaciśnięcie to spowodowało, że moja ręka dotknęła wzgórka łonowego, a pod palcami poczułem gorąco skóry i wilgoć wzdłuż rowka. Nabrałem trochę tej wilgoci na palec i uda cioci leciutko się rozsunęły, a ja szybko zrozumiałem ten manewr, rozsmarowałem więc tę wilgoć na łechtaczce. Ciocia drgnęła pode mną i zabierając moją głowę ze swojego biustu zaczęła mnie szaleńczo całować. Stał mi na całego, a dotyk biodra cioci powodował, że nie mogłem wytrzymać. Musiałem coś wymyślić, aby nie skończyć za szybko, bo Gosi już nie chciałem zawieść. Bardzo nie chciałem. W końcu jej to obiecałem przed chwilą i bardzo mi na tym zależało. Skupiłem się więc na oddawaniu pocałunków tak namiętnie, jak tylko potrafiłem i na krążeniu mokrym palcem wokół sztywnej łechtaczki co chwilę nawilżając ten palec w mokrusieńkiej i gorącej pochwie. Ciocia nagle przestała mnie całować, uciekła z ustami i zaczęła szybciej i głośniej oddychać, a jej paznokcie wbiły mi się w plecy. Zatrzymałem pieszczoty i przeniosłem rękę na pierś cioci, otworzyła oczy a jej spojrzenie pytało „dlaczego przerwałeś?!!!”. Sprawnie przetoczyłem się pomiędzy jej uda i szepnąłem:
- Włóż go.
Poczułem dłoń na moim członku i po sekundzie byłem w Gosi.
Pozostało mi tylko wepchnąć się do końca, co zrobiłem bardzo powoli bojąc się, że zaraz wytrysnę i będzie tak głupio, jak z Elą. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Poczułem różnicę między ciasną i niezbyt nawilżoną Elą, a luźniejszą i całkiem mokrą pochwą Gosi. Nasze języki szalały bez opamiętania, leżałem jednak spokojnie bez ruchu. Dopiero po minucie odważyłem się na pierwsze posunięcie, Gosia przywarła do mnie bardziej, a ja ruszyłem się jeszcze kilka razy. Poczułem paznokcie cioci na plecach i mój członek zaczął niebezpiecznie drgać.
- Przestań mnie drapać, bo nie wytrzymam – powiedziałem cicho i zamarłem.
Ciocia spojrzała na mnie ze szczęśliwym uśmiechem w oczach i objęła mnie ramionami za szyję. Pocałowałem ją kilka razy, już spokojniej, i po chwili, potrzebnej na ochłonięcie, ponownie zacząłem powolne ruchy. Stwierdziłem, że jest mi niewygodnie, bo prawe kolano mi wpada w zgięcie dwóch skrzydeł kanapy i nie jest to pozycja zbyt fortunna – zgiąłem więc nogę w kolanie, aby oprzeć je na tym samym poziomie, co lewe kolano, przywarłem w ten sposób udem do pośladka Gosi, prawą rękę natomiast położyłem na biodrze cioci i, podpierając się na lewym łokciu obejmując ramieniem jej szyję, zacząłem powoli się poruszać od nowa – sytuacja zmieniła się w sposób, który wprawił mnie w osłupienie. Nie czułem już obezwładniającego podniecenia i miałem wrażenie, że w tej pozycji mogę kochać się dłużej. Nie przypuszczałem nawet, jak długo. Utrafiona cudem pozycja i trochę alkoholu sprawiły, że tarcie w pochwie Gosi nie robiły już na moim członku tak kolosalnego wrażenia. Zacząłem ruszać się nieco szybciej słysząc coraz głośniejszy oddech cioci skierowany prosto w moje ucho, jej ramiona nadal obejmowały mnie za szyję, ale coraz silniej, by po chwili puścić. Poczułem znowu dłonie na moich plecach i wbijane w nie paznokcie, ruchy bioder cioci zgrały się z moimi ruchami i były coraz gwałtowniejsze, ciocia jęczała z każdą chwilą szybciej i głośniej, objęła mnie nagle nogami i zaczęła krzyczeć. Strasznie byłem szczęśliwy, że wystarczyła tylko minuta, już byłem całkowicie spokojny – „udało się!” – myślałem chaotycznie będąc dumny, że wytrzymałem. Czując, że mogę wytrzymać jeszcze dłużej, nie przerywałem i przebijałem się przez skurcze pochwy co chwilę ściskające mojego członka, Gosia krzyczała coraz głośniej i sprawiało mi to niewypowiedzianą radość mimo wielkiej niepewności, czy dotrwam do końca. Na moich plecach pewnie były już pewnie ślady zadrapań, bo paznokcie wbijała coraz mocniej, ale nagle przerwała i jej obie dłonie zaczęły ściskać i zwijać prześcieradło. Nogi Gosi dalej mnie obejmowały w pasie a ja nadal poruszałem się szybko w cioci ciągle czując, że mój członek jest ściskany i puszczany z tą samą częstotliwością.
- Aaaa…, aaa… – krzyczała przy każdym ruchu członka i przy każdym swoim skurczu.
Gdzieś czytałem, że takie skurcze można wyczuć, kiedy ma się już
jakieś doświadczenie, więc dziwiło mnie, że je wyczuwam, ale wykombinowałem sobie, że może Gosia ma te skurcze bardzo silne, skoro je czuję. W każdym razie byłem bardzo zajęty dawaniem rozkoszy kobiecie i tylko to się liczyło.
- O Boż…, aaaaa…, jesz…, taaaaaa…, głębiej…, aaa…, szybcie…, jeee…szcz…e – krzyki zmieniały się w piski i odwrotnie.
Ten orgazm trwał już ze trzy minuty, dłonie Gosi na przemian ściskały to prześcieradło, to moje plecy, jej biodra poruszały się cały czas, a ja wewnątrz niej czułem palące gorąco. Każdy cykl silniejszych skurczów powodował, że mlaskanie dobywające się z cioci pochwy stawało się coraz głośniejsze, a ja z każdą sekundą czułem, że mam więcej łaskocącego mnie miejsca podczas rozkurczów i mniej podczas skurczów pochwy, które ściskały mojego członka to na czubku, to przy drugim końcu. Nasze ciała rozdzielała teraz warstewka potu, który też czasami chlupał przy rozdzielaniu się brzuchów, ale przede wszystkim przełamał wreszcie zapach perfum. Zlizywałem jak oszalały z cioci szyi lekko słoną wilgoć wydającą się najwspanialszą słodyczą, ale było mi jej mało, wsunąłem więc głowę pod pachę Gosi i zacząłem ssać i wylizywać kępkę zroszonych włosów. Tego ostrego smaku i słodkawego zapachu potwornie pragnąłem. Gosia krzyczała, zupełnie nie zważając na to, czy ją sąsiedzi słyszą, czy nie.
- Aaaa…a, mmmmój… słooo…dki – krzyknęła po raz ostatni, zastygła w bezruchu, a jej dłonie unieruchomiły moją pupę.
Klęknąłem między jej udami i wyszedłem z Gosi patrząc, jak z pochwy
tryska soczek prosto na wychodzący z jej wnętrza nabrzmiały czubek mojego członka. Czekałem aż wypłynie na mnie wszystko pocierając jego główką o zalewane wargi sromowe Gosi, spojrzałem przy okazji na pościel, mokra plama wokół Gosi pupy była cudownie duża, a łóżko ogólnie wyglądało, jak po przejściu huraganu. Wszedłem w Gosię ponownie, tym razem już bez jej pomocy. Położyłem się na niej podpierając się już dwoma łokciami zacząłem całować ją w usta. Oddawała pocałunki w sposób, który dobitnie świadczył, że jest szczęśliwa. Byłem w szoku – dałem Gosi orgazm.
- Było ci dobrze? – nawet mi to pytanie wydało się głupie, ale chciałem usłyszeć odpowiedź.
- Szesnaście…
- Co szesnaście? – spytałem.
- Szesnaście orgazmów pod rząd. Kociątko moje, ale ty szalejesz… Nie wiem zresztą dokładnie, bo to było jedno wielkie dobrze!
- Jak to szesnaście? – wybałuszyłem oczy.
- Normalnie, kochająca kobieta tyle może, albo więcej…
- Kochająca…?
- Bardzo… – znowu objęła mnie ramionami za szyję.
Gosia to wypowiedziała te zdania wśród głębokich oddechów więc ponownie się w niej ruszyłem.
- Nie… nie mogę, poczekaj chwilę – szepnęła – wykończyłeś mnie i już mnie boli…, łobuzie jeden – to zdanie powiedziało mi więcej, niż jakakolwiek odpowiedź na bezpośrednie pytanie.
Najszczęśliwszy na świecie klęknąłem znowu między udami Gosi i
pocałowałem schowaną pod skórką łechtaczkę. Wylizałem cały soczek, jaki mogłem jeszcze znaleźć wśród futerka upajając się jego świeżutkim zapachem i smakiem – zauważyłem, że po jej kąpieli brakowało mi w tym wszystkim nuty całodziennego potu i śladu tych kilku wysikań się w ciągu dnia, które zostawiły na futerku niepowtarzalny smak. Gosia ujęła moją głowę w dłonie i przyciągnęła do siebie – wsunęła mi język w usta. Po chwili odsunęła się i, trzymając czule moją twarz w obu dłoniach, powiedziała:
- Jeszcze ty…, wejdź we mnie i skończ szybko. Ciągle pragnę ciepłego wybuchu w środku… a już nie mam siły na dłuższe kochanie się.
Położyłem się znowu na Gosi i wsunąłem członka do pochwy patrząc
uważnie na jej reakcję: ból już chyba minął, ponieważ zaczęła znowu drapać namiętnie moje plecy i lekko przygryzła mi ucho. Przyssałem się do jej szyi i powoli zacząłem się poruszać w mokrej pochwie. Gosia zaczęła również ruszać biodrami, a jej dłonie zjechały mi po plecach na pośladki, w które wbijała paznokcie doprowadzając mnie do szału. Przypomniałem sobie, że są ślicznie pomalowane i podnieciło mnie to jeszcze bardziej. Wcisnąłem Gosi język w usta i z takimi doznaniami doszedłem po piętnastu sekundach do wytrysku. Gosia się pode mną wygięła i westchnęła, a jej długie i ciche „oooch” odbiło się od sufitu, objęła mnie nogami i ramionami mocno się we mnie wtulając, ale też bardzo delikatnie ruszając przy tym swoimi biodrami. Na członku poczułem kilka powolnych i znacznie już słabszych skurczów. Gosia przestała się ruszać. Leżałem na niej nadal i całowałem szyję dopóki członek nie zmalał tak, że sam się wysunął robiąc miejsce kolejnemu malutkiemu strumyczkowi wypływającemu z pochwy. Pocałowałem ją w usta, a ona chwyciła koniec mojego języka zębami i delikatnie go przygryzała śmiejąc się oczami.
- Kociątko – zaczęła patrząc mi w oczy – to na pewno twój pierwszy raz?
- Teraz już drugi, a co? – zapytałem normalnie, chociaż dumny byłem z siebie, jak nigdy. Najchętniej wyskoczyłbym teraz na balkon i wydarł się na całe osiedle, że „NARESZCIE!!!!!”
- Bo wiesz…? Ja w końcu… – zawahała się, ale jednak zaczęła kontynuować – jestem normalną kobietą i daleko mi do zakonnych, że tak powiem, zachowań… – znowu się zawahała i niedokończone zdanie zawisło w powietrzu.
Wyszedłem spomiędzy ud Gosi, położyłem się obok niej i zewnętrzną
stroną dłoni zacząłem ją głaskać po policzku. Gosia lekko przytuliła policzek do mojej ręki.
- …wiesz… jakie jest życie samotnej kobiety? – ciągnęła – nikt nawet nie chce ze mną poflirtować, o romansie nie wspomnę. O kochającym mężu mogę sobie tylko pomarzyć. I właśnie sobie marzę… z ręką między nogami w długie samotne wieczory – dokończyła jednym tchem i wyglądało, że poczuła ulgę – ale to, co przed chwilą z tobą przeżyłam, daleko przekroczyło te wyobrażanki. Dlatego się zapytałam, czy to na pewno twój pierwszy raz.
- Na pewno pierwszy, bo tego w południe… to nawet nie będę brał pod uwagę – odpowiedziałem mieląc w myślach jej wyznanie dotyczące samotnych wieczorów. „Ech… popatrzeć na to choć raz” – pomyślałem.
- Ale za fachowo to zrobiłeś, jak na początkującego.
Zapewniłem Gosię, że to prawda i powiedziałem jej w kilku słowach o wpływie przypadkowego podkurczenia przeze mnie nogi na moją wytrzymałość, która była już na granicy wytrzymałości.
- No… może… ale to jedno – ciągnęła Gosia – ale to, jak dałeś mi kilka orgazmów języczkiem powoduje, że takiego sposobu sobie nigdy nie wymyśliłam i nigdy bym nie wpadła na to, że ten sposób może być tak rozkoszny. Myślę, że trzeba mieć spore doświadczenie do takiego wykonania.
Wyjaśniłem więc, że to też przypadek, bo gdyby nie ruszała tak mocno
biodrami, to pewnie też bym na to nie wpadł i te właśnie ruchy same spowodowały taki sposób lizania. Pocałowała mnie gorąco.
- Gosia…, dziękuję ci – szepnąłem.
- Ja tobie też, naprawdę nawet nie wyobrażałam sobie takiego seksu… i nie mam żadnych wyrzutów, że stara baba uwiodła bratanka.
- Wcale nie jesteś stara, a ja od dawna patrzyłem się na ciebie z pożądaniem i często byłaś powodem do…, do…, sama wiesz – nie mogłem jednak swobodnie tego z siebie wyrzucić, ale chciałem, żeby o tym wiedziała.
- Myślałeś o mnie podczas… tego??? – Gosia osłupiała.
Przygarnąłem ją ramieniem do siebie.
- Bardzo często… – szepnąłem prosto do ucha.
Wyswobodziła się z mojego objęcia i położyła się na boku podpierając
głowę na ręce zgiętej w łokciu. Patrzyła mi oczy i drugą dłonią powoli pocierała mój goły tors.
- Jesteś cudowny… tak się przyznać… – pojeździła jeszcze kilka sekund po moim mostku i nagle położyła rękę na leżącym spokojnie członku, potarmosiła go kilka razy otwartą dłonią – palimy, kocią… mój mężczyzno! – zdanie to zaczęła zdecydowanie, ale dokończyła bardzo miękko.
- Ty też się przecież przyznałaś.
Pocałowałem ją w pierś i usiadłem na kanapie. Sięgnąłem po papierosy,
odpaliłem jednego Carmena i poczułem za plecami siadającą Gosię. Podałem jej i odpaliłem sobie swojego Extra Mocnego.
- Boże… znowu wszędzie mokro – powiedziała patrząc się na prześcieradło.
- Ale według mnie to cudownie – powiedziałem i pocałowałem drugą pierś Gosi – przecież to jest plama po tobie i to już samo wystarczy, żeby ją kochać i żeby nie zmieniać pościeli.
Gosia uniosła się lekko poprawiając się na kanapie i pocałowała mnie
w kark.
- Plamy po tobie też są kochane, mam nadzieję, że teraz już będzie ich więcej i będę mogła spokojnie w nich zasypiać – powiedziała z iskierkami w swoich brązowych oczach.
- Ile tylko chcesz – odpowiedziałem całując ją w nosek z kilkoma słodkimi, ledwo widocznymi, piegami.
Siedzieliśmy nago, trzymaliśmy się za ręce paląc i nic już nie mówiąc,
aby do maksimum wykorzystać wpływ nikotyny na uspokojenie ciał oraz myśli. Zauważyłem, że Gosia zaciągała się głębiej niż zwykle.
- Nawet nie wiesz, jak mi teraz dobrze – powiedziała w połowie papierosa.
- Ja też nigdy nie czułem się tak, jak teraz i nawet nie potrafię tego opisać – odpowiedziałem.
Skończyliśmy palić, Gosia wstała i założyła szlafrok, którego wcześniej
nie zauważyłem mimo, że leżał na fotelu od czasu, kiedy Gosia się wykąpała. Nie był to szlafrok kąpielowy frotte tylko cieniutki i mięciutki z jakimiś japońskimi znaczkami na plecach. Znałem ten szlafroczek z opowiadań, ponieważ wszystkie baby w rodzinie o nim mówiły z zachwytem. Sięgał Gosi do połowy ud cudownie uwydatniając figurę i widok ubranej w niego Gosi wywarł na mnie potężne wrażenie.
- No i po co się ubierasz? – spytałem z udawanym zawodem w głosie.
- Bo muszę iść do kuchni i zapalić tam światło. Nie chcę, żeby mnie jakiś ciekawski z naprzeciwka oglądał nago. Nago jestem tylko dla ciebie.
Mówiąc to, pochyliła się nade mną, pocałowała w policzek i wyszła zabierając dzbanek po kompocie. Spojrzałem na miejsce, na którym przed chwilą siedziała i na którym zastawiła malutką, podłużną plamę. Obejrzałem się i popatrzyłem na wielką plamę za sobą i znowu zapragnąłem jej dotknąć. Przytuliłem się do niej policzkiem i wdychałem zapach Gosi. Z kuchni dochodziły chrzęsty wyłamywanego z foremki lodu i stukot słoików z kompotami. Po chwili Gosia weszła do pokoju i postawiła dzbanek z kompotem na ławie, otworzyła barek i wyciągnęła następną butelkę z wódką. Podniosłem do góry brwi ze zdziwieniem.
- Wódkę dostaję często w prezencie i nie wiem, co z nią zrobić, ale widać, takie prezenty się czasem przydają – powiedziała uprzedzając moje wszelkie pytania.
Zauważyłem, że kompot tym razem był z czerwonych porzeczek i kilka z nich pływało wśród kostek lodu.
- Nie wiem, jak to się dzieje, ale nie czuję tego, że piłam. Poszła cała butelka, a ja jestem trzeźwa, jak niemowlę – mówiła dalej – poza tym świetnie się rozkręciła ta impreza – dokończyła potrząsając biustem na boki.
- Ja też jestem trzeźwiutki. Nawet, kiedy zaczynaliśmy, nie czułem wpływu wódki – odpowiedziałem.
- No, to pięknie, nie będzie można zwalić na alkohol – powiedziała Gosia stawiając jedną ręką butelkę na ławie, a drugą łapiąc mnie za policzek i potrząsając jak niesfornego dzieciaka.
- A impreza rzeczywiście zrobiła się super – dodałem.
Usiadła w fotelu przy ławie a ja sięgnąłem po butelkę. Nalałem po pół
szklanki i dolałem kompotu starając się, aby do każdej ze szklanek wpadło kilka kostek lodu. Wstałem i obróciłem fotel razem z Gosią frontem do siebie i przysunąłem go bliżej kanapy. Nogi foteli miały podkładki z filcu więc nie było obawy, że porysuję parkiet. Rozwiązałem pasek od szlafroczka i rozsunąłem jego poły na boki.
- Musi być sprawiedliwie – orzekłem stanowczo – skoro siedzę goły, to też chcę oglądać ciebie.
- Niech więc będzie sprawiedliwie… – powiedziała Gosia przechylając głowę na bok – at pereat mundus – dokończyła każąc mi w ten sposób przypomnieć sobie całość łacińskiego powiedzonka.
- Mam nadzieję, że świat od tej sprawiedliwości jednak nie zginie – ciągnąłem łaciński wątek.
- Na pewno nie, myślę, że wręcz kwitnie – szaleńczo zalotnie powiedziała Gosia.
Pocałowałem Gosię w brązowy sutek, podałem jej szklankę i ze swoim
drinkiem usiadłem na kanapie. Popijaliśmy siedząc naprzeciw siebie a ja gapiłem się z zachwytem na Gosię.
- Chcesz Carmena, czy swojego? – zapytała.
- Swojego.
Gosia sięgnęła w stronę paczki moich Extra Mocnych i po zapalniczkę.
Wzięła jednego do ust i zapaliła. Oblizała cały filtr dokoła parząc się przy tym na mnie prowokująco i podała mi papierosa.
- Teraz ty mi zapal – powiedziała.
Sięgnąłem po Carmeny i po zapaleniu podałem jej papierosa z
obślinionym filtrem.
Oblizała go powoli dokoła patrząc mi w oczy. Paliliśmy te mistyczne papierosy i popijaliśmy powoli drinki.
- Na pewno jesteś głodny – zdanie wypowiedziane zupełnie znienacka, na dodatek całkowicie nie na temat naszych ostatnich przeżyć, sprowadziło mnie brutalnie na ziemię. Gasząc papierosa szczerze zaprotestowałem:
- Nie. Ani trochę. I nie próbuj mi matkować.
- Już dziesiąta – powiedziała Gosia – musisz być głodny. Kiedy jadłeś?
- Przed wyjściem z domu, koło dziewiątej rano, ale nic nie czuję i nic przypadkiem nie rób. Po takich wrażeniach nie da się myśleć o jedzeniu. Chcę być tylko przy tobie, a gadanie o jedzeniu psuje nastrój – dokończyłem.
- W porządku…
Gosia zgasiła końcówkę papierosa w popielniczce i wypiła resztę
drinka jednym łykiem. Odstawiła szklankę i wsunęła chłodną stopę między moje uda dotykając nią członka.
- Czyyy… ty… jeszczeee… mógłbyśśś…? – spytała z niesamowitym napię

Dodaj komentarz