Bankietowa

Popatrzyła w jego oczy i utonęła. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie doświadczyła. Nie była durną małolatą, popadającą w ekstazę z byle powodu. Tymczasem przeszedł ją prąd pod wpływem spojrzenia zimnych, zielonych oczu. Bankiet, goście – wszystko przestało się liczyć… Tyle, że on nie zwracał na nią uwagi. Po chwili ogarnęła się, pozbierała myśli. Zganiła się nawet za chwilę słabości. Dopiła lampkę wina i postanowiła wyjść.
Szatnia była samoobsługowa. Zanurkowała pomiędzy rzędy płaszczy. Długo mocowała się ze swoim, próbując go wydobyć. Nagle czyjaś ręka dotknęła jej włosów. Zdecydowanie, szorstko. Odwróciła się spłoszona. Przed nią stał obiekt jej bankietowej fascynacji. Nie odezwał się i jej też nie pozwolił, zamykając usta pocałunkiem. Namiętnym, głębokim. Zaczął delikatnie głaskać jej piersi. Poczuła, że jego kutas jest całkiem sporych rozmiarów. Oswobodziła go. Wyskoczył, sztywny i chętny. On położył palec na ustach, a drugą ręką, naciskając na ramię, osunął ją na podłogę. Klęczała, wpatrując się w naprężonego kutasa. potem, polizała jego główkę. Kochanek zamruczał. Wplótł palce w jej krótkie, czarne włosy i zaczął posuwać jej usta. Przyjemność była obopólna. Mocniej i szybciej. Rżnął jej gardło do spełnienia. Połknęła każdą kropelkę. Potem bez słowa ogarnęli się oboje. Podał jej płaszcz i wyszli razem…
samotna

Dodaj komentarz