Bogini

Poznałem ją w tramwaju. Miała 175cm wzrostu, oczy w kolorze zielonym i włosy do ramion bląd lekko kręcone. Ubrana była w jeansową niebieską mini, dosyć krótką, lekko poszarpaną na dole, dopasowaną koszulę w kratkę, zapinaną na zatrzaski, do tego jeansową, niebieską, krótką kurteczkę. Wyglądała jak bogini. Gdy wysiadała z tramwaju postanowiłem z nią porozmawiać, lecz nie wiedziałem od czego zacząć. Podszedłem do niej i się uśmiechnąłem. Zapytałem prosto z mostu: „cześć, skoczysz ze mną na piwko lub soczek? jesteś tak ładna ze nie umiałam się powstrzymać”. Na to usłyszałem odpowiedź: „hehe oczywiście że tak, i tak nie mam co robić”.

Poszliśmy do baru. Zamówiłem pizzę oraz dwa piwka. Zjedliśmy, napiliśmy się. Rozmowa się kleiła. Zdjęła jeansową kurtkę. Zobaczyłem pięknie dopasowaną koszulę lecz coś było nie tak. Nie miała stanika. Miała piękne piersi, pełne i okrągłe. Sutki sterczały, co było można łatwo zauważyć na koszuli. rozpięła jeden zatrzask więcej. Postanowiłem zapytać co robimy dalej. Odpowiedziała ze nie ma planów – że czeka na moją inwencję twórczą, miałem coś wymyślić. Postanowiłem ze zabiorę ją do domu. Mieszkałem sam, w kawalerce. Weszliśmy. Siadła na łóżku, dotknąłem jej twarzy, pocałowałem ją, rękę skierowałem w stronę piersi. Dotknąłem jednego cycuszka. Przeszkadzała mi kurtka lecz ona poprosiła zebymn jej narazie nie zdejmował. klęknęła między moimi nogami i rozpięła mi guziki w rozporku i wyjęła mojego penisa na wierzch. Ssała i lizała, poczym wstala i zdjela tylko majteczki. Nie rozpinając mi rozporka do końca, gdy moj penis wystawał z niego poprostu siadła na mnie i jechała. Ruszala biodrami we wszystkich kierunkach a jeansowa mini ttylko lekko pdeszła do góry. Zeszła ze mnie, sciągnęła kurtkę i zaczęła ponownie ssać mojego wałka, tym razem rozpięła do końca rozporek i złapała jedną ręką za guzik a drugą za dziurkę. Tzymała i robila lodzika. Pięknie było. Ponownie wstała i zdjęła mini. Siadając na mnie usmiechala sie. wziela moje rece i polożyla sobie na biusie. Przeszkadzały mi tylko napy na kieszonkach. Ale to dało się znieść. Jechała piewsza klasa, pojękiwała i krzyczała. Ponownie zeszła i uszając rączką pomogła mi dojść. Trysnąłem na jej język, troszkę poleciało na postawiony kołnierzyk i na kieszonkę koszuli. Zlizała resztkę z rozporka i powiedziała – to za pizze kochanie.

Założyła mini, kurtkę i powiedziała: masz tu mój numer – będziemy w kontakcie….

tak zakończyła się wspaniała przygoda, nie znałem nawet jej imienia, ale numer nadal mam – i własnie wykręcam numer…

Dodaj komentarz