Burza na plaży

Deszcz siekł niemiłosiernie. Przemoczeni do ostatniego skrawka ubrania staliśmy uśmiechnięci przytulając się i całując namiętnie. Burza przyszła niewiadomo skąd i kiedy zaskakując nas w połowie spaceru po plaży na której od razu zrobiło się pusto tak że zostaliśmy sami. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Dłonie wędrowały po naszych ciałach wkradając się pod mokre i ciężkie tkaniny. Upadliśmy na piach. Spojrzałem ci głęboko w twe piękne oczka wkradając się dłonią pod bluzeczkę. Twe ciało było spięte, suteczki twarde i sterczące. Podciągnąłem twą bluzeczkę do góry i wpiłem się gorącymi ustami w twe przemoczone i zmarznięte piersi rozgrzewając je dotykiem i pocałunkami aż mruczałaś z przyjemności. Po cycuszkach powędrowałem w dół wprost do twego kwiatuszka. Moje paluszki rozchyliły twą muszelkę na boki a gorący język przejechał przez sam jej środek aż zadrżałaś z rozkoszy. Obrysowałem twój magiczny guziczek. Przygryzałem delikatnie wargi i ssałem twą łechtaczkę. Soczki twej cipki zalały mi całe usta. Rozpiąłem rozporek i wyjąłem twardego przyjaciela przykładając go do twej gorącej pulsującej myszki. Naparłem i wślizgnąłem się do środka. Poczułem jak cudowne ciepło i wilgoć obejmują mnie dokładnie. Byłaś strasznie rozgrzana i napalona. Ruszałaś biodrami tak bym ocierał się o punkcik wewnątrz twej muszelki i wchodził jak najgłębiej penetrując cię rozkosznie. Wbijałem się w twą pochwę raz za razem a deszcz siekł nie przestając. Zarzuciłaś mi ramiona na szyję i przyciągnęłaś mnie do siebie. Złączyliśmy się w namiętnym pocałunku a twe cycuszki obcierały się o moją klatę. Było nam cudownie tak że krzyczeliśmy i wzdychaliśmy przy każdym pchnięciu mego olbrzyma w twą delikatną różyczkę. W końcu rozkosz przelała puchar rozkoszy i zaczęliśmy szczytować przy akompaniamencie uderzeń deszczu o wodę morza i grzmotach błyskawicy. Nasze ciała spięły się momentalnie a mój twardy drągal strzelał salwami gorącej i słodkiej spermy wprost do twej zaciskającej się wciąż i wciąż cipeczki. Opadliśmy zmęczeni na piach w swe ramiona. Deszcz przestawał padać a na horyzoncie było już widać promienie słońca. Zebraliśmy się by pod prysznice w pokoju nieco się opłukać

Dodaj komentarz