Demon

Demony. Każdy z nas jakiegoś ma. Kryją się w zakamarkach nas samych, by w wybranym momencie, zupełnie znienacka zaatakować. Bywają różne, w zależności od naszych słabości… Ściślej ujmując to one je reprezentują. Czasem się spodziewamy ich odwiedzin, czasem są one zaskoczeniem, jednak zawsze skutecznie udaje im się zapanować nad naszym losem.
Ten dzień, nie różnił się prawie niczym od pozostałych. Wstałam wcześnie, umyłam się, ubrałam, naszykowałam śniadanie, zrobiłam mężowi kanapki do pracy i jak zwykle zostawiłam karteczkę z paroma miłymi słowami. Szczęściarz, zaczynał później niż ja. Niechętnie wciągnęłam na siebie płaszcz i buty, i wyszłam z domu. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, niszcząc wszelkie ostatnie ślady senności. Spojrzałam na zegarek… Jak zwykle spóźniona. Cudem zdarzyłam na autobus. Lubiłam swoją pracę (byłam psychoterapeutką), jednak tego dnia leń zbyt mocno siedział mi na ramieniu… Mimo wszystko, musiałam się zmobilizować, w końcu mój zawód polegał głownie na słuchaniu. Zawsze starałam się by praca nie miała wpływu na moje życie osobiste. Właśnie… starałam się. Jedna z wizyt zburzyła mój spokój na cały dzień, a nawet i dłużej.
Do mojego gabinetu weszła bardzo młoda dziewczyna. Miała, tak na oko 18 lat, nie więcej. Delikatne uczucie zazdrości upewniło moją wewnętrzną 30-latkę w przekonaniu, że jest naprawdę piękna.
– Dzień dobry – powiedziała nieśmiało.
– Dzień dobry – odparłam i uśmiechnęłam się dobrodusznie. I gdy już usiadła zapytałam – Co Cię sprowadza? Zwykle przychodzą tu osoby… Hm, starsze od ciebie.
– Ja… Nie wiem jak mam to powiedzieć. – była wyraźnie skrępowana, atmosfera w pomieszczeniu zaczynała gęstnieć.
– Po prostu. Wyduś to z siebie. Jestem tu po to by cię wysłuchać i ci pomóc.
– Mam… Wizje. Fantazje. Notorycznie prześladują mnie myśli o seksie. – I wtedy poczułam, że coś się zmienia. Dziewczyna niemal całkowicie zapomniała o nieśmiałości, na policzkach wykwitły jej rumieńce, a ja już widziałam, że jej demon za chwilę nią zawładnie. Demon. Górnolotnie nazwane. Nie, nie ma to nic wspólnego z opętaniem. Chociaż może w pewnym sensie… – Idąc ulicą, jadąc autobusem, w szkole, w domu, w snach, na jawie… To kompletnie wyprowadza mnie z równowagi. Każdego mężczyznę, na którego patrzę, wyobrażam sobie nago. Gdy zamykam oczy widzę jak mężczyźni ustawiają się w kolejkę by mnie pieprzyć. A ja przyjmuję ich z ochotą i błagam o jeszcze. Wyobrażam sobie, że jestem dziwką. Że jestem czyjąś niewolnicą, że pozwalam robić ze sobą wszystko…
Po tej wizycie czas wlókł mi się niemiłosiernie. Marzyłam by znaleźć się już w domu. Przez całe życie miałam bujną wyobraźnie, więc wszystkie sytuacje przedstawione przez dziewczynie jawiły mi się przed oczyma niczym obrazy… I nie mogłam ich zatrzeć. W moim ciele narastało napięcie. Ba! Istny wulkan pożądania. Czułam jak moja cipka wilgotnieje. Już wiedziałam, że nie będę mogła się skupić. Nagle z zaskoczeniem stwierdziłam, że moja dłoń spoczywa miedzy udami. Nawet nie wiem, kiedy tam opadła. Zamarłam. Oczyma wyobraźni widziałam jak mały demon siedzi w kącie gabinetu i ze złośliwym zadowoleniem szczerzy kły.
- Dobrze. Będzie jak chcesz. – mruknęłam do siebie z błyskiem w oku. Na moich drzwiach niemal automatycznie zawisła kartka z napisem „przerwa”, a klucz w zamku się przekręcił. Znów się dotknęłam. Tym razem świadomie. Zsunęłam majteczki. Byłam tak mokra, że niemal ze mnie kapało. Delikatnie rozsunęłam palcami wargi i musnęłam nabrzmiały, domagający się pieszczot guziczek. Przez moje ciało przeszedł rozkoszny dreszcz. To mnie tylko zachęciło do dalszej zabawy… Wsunęłam paluszki w moją gorącą, cisną szparkę. Delikatny jęk sam wydarł się z mojego gardła. A po nim nastąpił szereg następnych. Lubiłam się pieścić sama, w obecności męża również. Niestety tutaj go nie było. Moją jedynym widzem był mały demon, którym zaraziła mnie moja pacjentka. Wkrótce poczułam jak mięśnie pochwy zaciskają mi się na palcach, a ciało przeszył spazmatyczny, przyjemny dreszcz. Dyszałam ciężko, a świadomość powoli do mnie wracała. O dziwo wstyd nie nadchodził, jedynie spokój. Teraz czekałam tylko do powrotu do domu.
Jako, że zawsze byłam wcześniej to na mnie spadał obowiązek gotowania obiadów. Zresztą, czy to ważne? I tak to lubiłam. To było takie… Żonine. Jeśli wiesz, co mam na myśli. Mimo małego epizodu w pracy demon mnie nie opuszczał, tak jakby nimfomania mogła być zaraźliwa. Czułam się wręcz chora z napięcia. Ale tym razem chciałam poczekać na męża. Hm, właściwie to szykowałam mu niespodziankę. Obiad stał już w piekarniku, a ja szybko wskoczyłam pod prysznic. Po drodze z pracy, coś mnie podkusiło, by zajrzeć do sklepu z bielizną… I takim właśnie sposobem stałam teraz przed lustrem i patrzyłam jak się prezentuje w czerwonym staniczku z czarną koronką, skąpych stringach do kompletu i czarnych pończochach.
– Nawet fajna dupa z ciebie, jak na 30 lat – mruknęłam do odbicia, jednocześnie sprawdzając, czy aby moje pośladki są nadal jędrne. Uśmiechnęłam się z aprobatą i wciągnęłam na nogi szpilki. Lubił, kiedy w nich chodziłam. Wciągnęłam czerwoną wydekoltowaną, obcisła kieckę, którą kiedyś upolowałam na wyprzedaży i jeszcze raz krytycznie spojrzałam w lustro. Ani grama zbędnego tłuszczu. Idealnie. Nakryłam do stołu i przyniosłam jedzenie z kuchni. Pierś z kurczaka w przyprawach, z sosem czosnkowym i ryżem. Tak jak lubi. Bo tak. Bo uwielbiam mu sprawiać przyjemność. Za 5 minut powinien być. Rozlałam wino do kieliszków. Zapaliłam świece. Dochodziła 17, ale było ciemno jak w środku nocy.
16.59. Jeszcze tylko 2 minuty. Podeszłam niecierpliwie do okna. Był już na podjeździe, właśnie wysiadał z samochodu. Serce zaczęło mi bić jak zwariowane. Minęło tyle lat, a ja wciąż byłam w nim zakochana jak podlotek. Tak samo intensywnie, jak na samym początku znajomości. Kiedy każde jego spojrzenie czy słowo było dla mnie darem od losu. 16.59 i 30 sekund… Dzwonek u drzwi przerwał moje rozmyślania. Podbiegłam, przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi. I nagle serce mi zamarło, wzrok rozbłysnął zachwytem, a twarz rozjaśnił uśmiech. Był taki jak dawniej, choć z pewnością teraz przypominał zdecydowanie bardziej mężczyznę, niż chłopca. Krótko przystrzyżone włosy, trzy dniowy zarost, kocie oczy, usta stworzone do pocałunków i rozbrajający uśmiech. Zarys sylwetki ginął pod garniturem, jednak znałam każdy centymetr jego ciała i bez trudu mogłam przywołać go z pamięci. Moje ciało rozpaliła gwałtowna żądza.
– Dzień dobry, kochanie! Jak pięknie wyglądasz. Zapomniałem o czymś?
– Nie, nie. Ja tak tylko… – odparłam trochę zawstydzona swoim pomysłem.
– Moja kochana… – szepnął mi do ucha i czule pocałował w usta. Umarłam. Umarłam z rozkoszy. – Naprawdę pięknie wyglądasz.
Jego język wdarł się miedzy moje usta i rozpoczął swoisty taniec z moim. Pchnął mnie na ścianę, jego dłoń zaczęła masować mi pierś. Niemal natychmiast sutki stanęły mi na baczność i zadziornie przebijały przez sukienkę. Jęknęłam. Nie mogłam nie jęknąć. Nie potrafiłam.
– Kochanie, ale obiad…
– Ty jesteś moim obiadem.
– Ale…
– Cii! – Szepnął i zamknął mi usta pocałunkiem. Jego dłonie błądziły wszędzie. – Mmm, mokrutka. Grzeczna suczka. Zdejmij sukienkę.
Posłusznie wykonałam polecenie, czując jak ogień trawi mnie od środka. Jego znów ręka powędrowała miedzy moje nogi.
– Chcesz go?
Milczałam.
– Chcesz? Odpowiedz.
– Pragnę.
– Jak bardzo?
– Już! Teraz!
– Nie ma tak dobrze – diabelskie ogniki płonęły w jego oczach, wdziałam w nich swojego demona. Tak. To był już mój własny demon. Już wiedziałam, że nigdy się od niego nie uwolnię. – Chodź za mną.
Zaprowadził mnie do salonu, pokiwał z uznaniem na widok zastawionego stołu.
– Rozbierz się. Całkiem. – rzucił stanowczo, a sam rozsiadł się na kanapie. – Taaak, idealnie. A teraz chodź tu.
Podeszłam i uklękłam miedzy jego nogami. Wypukłość w spodniach od dłuższego czasu rzucała się w oczy. Sięgnęłam do rozporka i uwolniłam jego męskość z okowów ubrań.
– Proszę, weź mnie – jęknęłam.
– Jeszcze nie teraz. Obciągnij go.
Nie czekając ani chwili dłużej wzięłam jego sterczącego chuja do ust i zaczęłam pieścić go językiem, wprowadzając tak głęboko do gardła jak tylko potrafiłam. Od czasu do czasu pomagałam sobie ręką.
– Starczy! – powiedział nagle, kiedy delikatnie ssałam jego jądra. – Teraz Cię zerżnę, suko.
Wspięłam się na łóżko i wypięłam prosząco cipkę w jego stronę. Byłam tak mokra, że soki spływały mi już po udach. Bez zbędnych ceremonii rozsunął mi uda i wbił się mocno w moją dziurkę. Z w ust wydarł mi się głośny krzyk rozkoszy.
– Och, tak, błagam, pieprz mnie! Pieprz mnie mocno!
W jego zachowaniu nie było niż z delikatności. Raz po raz spadały na moje pośladki piekące uderzenia. Wbijał się we mnie powoli, jakby drażniąc się ze mną, a jednocześnie na tyle mocno, że czułam jegokoniec. Zniecierpliwiona przedłużającym się zniewoleniem, chciałam się uwolnić, wsiąść na niego i samej decydować, co i jak długo będę robiła. Niestety, a może stety nie było mi to dane. Przytrzymał mnie i tak mocno docisnął biodra, że poczułam ból
– Gdzie uciekasz moja kurewko? Przecież tego właśnie chciałaś. To dostaniesz.
I wtedy jego ruchy stały się wielokrotnie szybsze. Każde pchnięcie wywoływało mój głośny jęk przemieszany z jego krzykiem. Czułam, że długo nie wytrzymam.
– Tak! Proszę! Chcę cię poczuć w środku, zalej mnie całą!
Mniej więcej w tej samej chwili poczułam jak gorąca ciecz rozpływa się po moim wnętrzu i wtedy moje ciało wygięło się w spazmatycznym uczuciu niebiańskiej ekstazy. Zmęczona osunęłam się na łóżko, on padł bez słowa obok mnie i mocno przytulił.
– Kocham cię, tak bardzo cię kocham – Szepnął w moje włosy, kiedy oddech nam się uspokoił.
– Też z cię kocham, mężu – odparłam i ucałowałam go z oddaniem.
– To, co z tym obiadem? – wyszczerzył zęby w porozumiewawczym uśmiechu.
– Chyba trzeba podgrzać…
Gdzieś w głębi siebie usłyszałam radosny śmiech demona, któremu znów dostał dokładnie to, czego chciał. W sumie… Ja też byłam zadowolona i w obliczu ostatnich wydarzeń, miałam nadzieję, że często będzie chciał wtrącać się do mojego życia.

Dodaj komentarz