Druhna

Z początku w ogóle nie miałem ochoty jechać na ten bezsensowny obóz. Moi rodzice stwierdzili jednak, że powinienem, dla odmiany, spedzić wakacje z dala od cywilizacji, na letnim obozie pod namiotami. Jako „starzy harcerze” uznali, że powinienem „nauczyć sie samodzielności”. No po prostu kaszana – bez kompa, sieci, nawet telewizora. Tragedia w pieciu aktach z epilogiem. Moje załamanie pogłebiło sie, kiedy na miejscu zbiórki stwierdziłem, że nie licząc kilku smarkaczy po osiem, dziesieć lat, jestem jedynym chłopakiem.

W koncu dla siedemnastolatka dzieci z podstawówki nie są towarzystwem. W ogóle niemal cała reszta obozowiczów, czyli prawie dwudziestka dziewczyn, była młodsza ode mnie o co najmniej cztery – pieć lat. Na podryw szanse raczej nikłe. Może ze trzy dziewczyny chociaż z grubsza nadawały sie do ewentualnego nawiązania bliższego kontaktu – poza tym same dzieci. No i jeszcze te idiotyczne mundury. Skojarzenia z karną kolonią jakoś same mi sie nasuwały. Podróż roklekotanym autobusem, w trzydzistostopniowym upale też nie należała do przyjemności. Prawie całą droge drzemałem na tylnym siedzeniu, zastanawiając sie w chwilach świadomości, jak przetrwam trzy tygodnie na tym porąbanym obozie. Na miejscu było jeszcze gorzej – zamieszkaliśmy w namiotach, na jakimś kompletnym odludziu, po sześć osób w wojskowych „beczkach”. Mnie w udziale przypadło oczywiście tych kilku smarkaczy – trudno sie dziwić, ze nie zakwaterowali mnie razem z dziewczynami. Podzieli nas na dwie grupy – młodsza i starszą, no i zaczeło sie „obozowe życie”, z całym tym cyrkiem – „druhno, druhu”, apele, mundury…

Pierwsze dwa dni mineły raczej nudnawo – harcerskie zabawy, dobre dla dzieci, Jakieś ognisko, kąpiele w pobliskim jeziorku. Powiew świeżości wniosła na obóz dopiero druga wychowawczyni. Przyjechała trzeciego dnia, późnym wieczorem. Na początku nikt nie zwrócił na nią uwagi, bo wszyscy już spali. Czwartego dnia na Śniadaniu okazało sie, że zapowiadana poprzedniego wieczora „druhna Żaneta” jest studentką, nawet dość apetyczną. Na oko jakiś metr siedemdziesiąt wzrostu, dość „opływowa”, ale mimo to zgrabna, z pokaźnym biustem i ciemnorudymi włosami, związanymi w dwa kretynskie warkoczyki. Chociaż w sumie te warkoczyki pasowały nawet do jej dość dziecinnej, cukierkowej twarzy. Kiedy podniosłem nos znad kanapek z serem i kawy z mlekiem, akurat usiadła naprzeciwko mnie. Coś do niej zagadałem, zaczeliśmy rozmowe „o niczym”. Dowiedziałem sie tyle, że miała opiekować sie młodszą grupą. I tyle.

Drugi „kontakt” nastąpił dwa dni później. Upał zrobił sie tak potworny, że kadra postanowiła spedzić wraz z obozowiczami cały dzien nad wodą. I tak zresztą nie było sensu robić nic innego. No wiec po rytualne przeglądania porządku w namiotach cały obóz udał sie na plaże. Wszyscy w strojach kąpielowych. Na smarkule nawet nie zwracałem uwagi – wiekszość z nich tylko umownie, za pomocą kostiumów kąpielowych, zaznaczała, że nie jest przedstawicielką tej samej płci, co drące sie w wodzie małolaty. Poza Żanetą. Wyszła na plaże w dwucześciowym kostiumie, ciemnozielonym, idealnie współgrającym z jej niemal oliwkową opalenizną. Góra od kostiumu nie bez trudu mieściła jej pokaźne piersi. Krótka obserwacja wystarczyła, by stwierdzić że chyba zazwyczaj opala sie przynajmniej topless – żadnych jaśniejszych śladów na ramionach i plecach. Była naprawde seksowna. Efekt tego był taki, że w trybie natychmiastowym musiałem zająć pozycje na brzuchu. Luźne raczej szorty w pewnym miejscu stały sie nagle raczej zbyt mocno opiete, by prezentować to publicznie.

Wieczorem wpadła mi do głowy dość ciekawa idea. Jedyne miejsce do mycia, jakim dysponował nasz obóz to namiot – umywalnia. Ale wykąpać tam sie nie szło. Jak ktoś chciał sie porządnie umyć, to trzeba było iść do jeziora. Postanowiłem przedsiewziąć wieczorem małą „operacje wywiadowczą” i zobaczyć, co też bedzie czynić seksowna wychowawczyni w ramach czynności higienicznych. Po ogłoszeniu ciszy nocnej odczekałem chwile, aż zmordowane upałem małolaty zasną, a potem cicho wymknąłem sie z namiotu i zająłem stanowisko obserwacyjne w krzakach nieopodal umywalni. Widziałem stamtąd też dróżkę nad jezioro – bez wzgledu na to, gdzie rudowłosa piekność postanowi sie umyć, bede miał doskonała możliwość, by ja poobserwować. Teraz pozostało jedynie czekać. Wyczekiwanie trwało Jakieś pietnaście minut. Miałem fart – druhna Żaneta wyszła z namiotu kadry, w dresie, z recznikiem przewieszonym przez ramie i kosmetyczką w dłoni. Skierowała sie od razu w strone jeziora. Kiedy mnie mijała, zauważyłem poruszające sie pod dresem piersi – na pewno nie miała stanika. Starając sie poruszać bezszelestnie poszedłem za nią nad jezioro. Ksieżyc już wszedł, wiec nad jeziorem było dość jasno, by mojej uwadze nie umkneły żadne z interesujących mnie widoków. Usiadłem sobie wygodnie za kepą jałowców, w cieniu, niewidoczny od strony jeziora i napawałem sie przedstawieniem. Dziewczyna położyła kosmetyczke i recznik na pniu pochylonego nad samą wodą drzewa i zaczeła sie rozbierać.

Pod dresem faktycznie nie miała stanika. Była też bez majtek. Po kilku chwilach stała naga, Oświetlona przez ksieżyc jak reflektorem. Mogłem do woli napawać sie widokiem jej nagiego ciała. Musiała opalać sie całkiem nago, bo na pupie też nie było jasnych śladów po kostiumie. Weszła po kolana do wody i zaczeła sie myć. Niemal mimowolnie zacząłem masować swoje przyrodzenie. W koncu „przedstawienie” sie skonczyło. Bóstwo zanurzyło sie w wodzie, by spłukać mydło, a potem wyszła na brzeg, wytarła i zaczeła ubierać. Bojąc sie, by wracając do obozu nie wpadała przypadkiem na mnie, chciałem wstać. Niestety, od siedzenie w kucki za krzakiem troche zdretwiałem i straciłem równowage. Broniąc sie przed upadkiem nastąpiłem na jakiś suchy patyk, który trzasnął mi pod butem. W nocnej ciszy ten trzask słychać było chyba w promieniu kilometra. Znieruchomiała natychmiast. Ja zresztą te?. Do tej pory stała tyłem do mnie, ale teraz zaczeła sie odwracać. Licząc, że mnie nie zauważy, stałem jak zamurowany. Niestety, ratując sie przed upadkiem jednocześnie znalazłem sie na dokładnie oświetlonej ścieżce. teraz na jakikolwiek ruch było zdecydowanie za późno. Wtopa – zostałem nakryty.

- Ja, tego… chciałem… – zacząłem bąkać, szukając rozpaczliwie jakiegoś sensownego wytłumaczenia.
- Chodą tu, podglądaczu – sykneła wychowawczyni.
Spodziewałem sie najgorszego. Stała przede mną, w spodniach od dresu, zasłaniając recznikiem piersi. I była wściekła. Powoli, jak na ścięcie, podszedłem do niej. Co najdziwniejsze, zorientowałem sie, że mimo przerażenia, mój interes nadal stoi twardo „na baczność”, wypychając w bardzo widoczny sposób szorty. No to wpadka na maksa.
- Marek, co robiłeś w tych krzakach? – powiedziała, patrząc wymownie w okolice mojego krocza.
- Ja, tegoo…
- Dobra wiem. Nie musisz mówić – coś w jej głosie nagle sie zmieniło. Znikneła gdzieś zimna nuta złości. Dalej mówiła ostrym tonem, ale już nie była taka wściekła. Może mi sie jednak jakoś upiecze…
- No, tego… bo ja… – zacząłem dukaae. W koncu wypaliłem – Nie może to zostać miedzy nami?

Spodziewając sie najgorszego nawet nie podnosiłem głowy i dalej gapiłem sie w czubki swoich trampek. zaśadła cisza. A po chwili usłyszałem śmiech. Powoli podniosłem głowe. Żaneta chichotała, ciągle patrząc na moje wybrzuszone spodnie.
- Dobra, niech ci bedzie. Ale coś za coś. Ty sobie popatrzyłeś do woli, to ja też chce. Ściągaj spodenki.

Zamurowało mnie. Spodziewałem sie wszystkiego, ale nie tego. Dobrze, że było ciemno i nie mogła zobaczyć, jak robie sie czerwony. Nie to, że nie rozbierałem sie nigdy przed dziewczynami. W koncu udało mi sie nawet pare przelecieć, ale nigdy jeszcze nie ściągałem gaci w takich okolicznościach!

- No już, zdejmuj, albo zaraz o wszystkim dowie sie kadra – ponagliła mnie.
Rad, nierad opuściłem spodenki. Wypreżony kutas wyskoczył z nich jak na spreżynie. No dobra, wiem, że nie wypada sie chwalić, ale mój interes jest naprawde słusznego rozmiaru (dla ścisłości – 26 centymetrów w pełnym staniu). Żaneta z uznaniem kontemplowała moją dumnie wypreżoną meskość. A potem stało sie coś niesamowitego. Rudowłosa wychowawczyni, jedną reką cały czas przytrzymując recznik, osłaniający jej piersi, drugą mocno chwyciła moja lage i zaczeła powoli mnie pieścić. A? sapnąłem z wrażenia. Robiło mi sie niesamowicie przyjemnie. A że napalony byłem nieziemsko, to wystarczyło kilka chwil, żebym wystrzelił wprost na jej reke.

- Oj, dziecko sie popaprało… – powiedziała z jakąś taka figlarnością w głosie.
Teraz to już całkiem nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Na całe szczeście ona podjeła decyzje za mnie.
- Trzeba to posprzątać – powiedział, kucając przede mną. A potem zaczeła zlizywać resztki spermy z mojego ptaka. Lekko oklapniete po pierwszym wystrzale działo znowu zaczeło sie podnosić. Czułem, że za moment sie przewróce. Jedyna laska, jaka jest na całym obozie, nie dość, że nie zamordowała mnie za podglądanie jej w kąpieli, ale jeszcze ma na mnie najwyraźniej ochote. Pomijając już fakt, że jest tu wychowawczynią, a nie uczestniczką. Nagle dziewczyna wstała. Spodziewałem sie już najgorszego – zaraz ostatecznie mnie upokorzy, opowie o wszystkim kadrze, albo coś jeszcze gorszego.
Żaneta tym czasem siegneła po kosmetyczke, przerzuciła sobie recznik przez ramie, odsłaniając pierś i powiedziała:
- Zbieraj swoje rzeczy. Idziemy.

No to koniec. Teraz zawlecze mnie do kadrowego i cała sprawa sie wyda. Co miałem robić. Wciągnąłem z powrotem szorty na tyłek, podniosłem z ziemi koszulke i czekałem, jak na skazanie. Ona jednak nie miała zamiaru kierować sie w ogóle w strone obozowiska. Ruszyła wąska ścieżką, prowadzącą wzdłuż brzegów jeziora. Wiedziałem, że o Jakieś sto metrów stąd, za krzakami, jest druga, mniejsza plaża, oddzielona od lasu sporym urwiskiem. Powoli zaczeła mi świtać w głowie myśl całego tego planu. Ona jednak nie chciała robić z tego afery. Starając sie nie potknąć sie o wystające korzenie poszedłem za nią.
Na drugiej plaży zatrzymaliśmy sie. Żaneta rozłożyła recznik na ziemi. Reszty nie musiała mi tłumaczyć. Podszedłem do niej, mocno objąłem w pasie i zaczeliśmy sie całować. Poczułem przez koszulke jej twarde, spreżyste piersi. Mimo swojego gabarytu były bardzo jedrne i spreżyste, Poczułem, jak wkłada mi reke w szorty i zaczyna pieścić mój tyłek. Po chwili obie jej dłonie mocno obejmowały mnie za pośladki. Zachecony tez wsunąłem jej rece za gumke spodni. Kiedy ją dotknąłem, westchneła cicho i jeszcze mocniej wepchneła mi jezyk w usta. Siegnąłem głebiej, w kierunku jej cipki. Ledwo zdążyłem poczuć pod palcami wilgotna skóre, oderwała sie ode mnie i mrukneła niezadowolona:
- Poczekaj…

Spoko, moge poczekać. Wycofałem dłon i zająłem sie jej piersiami. Były naprawde świetne. Duże, ze sterczącymi, twardymi sutkami. Wtuliłem w nie twarz i zacząłem taniec jezyka wokół jednego z nich. Żaneta zaczeła wzdychać coraz szybciej i głośniej. Delikatnie ułożyłem ją na rozłożonym reczniku, nie przestając pieścić piersi. Czułem, jak zaczyna poruszać biodrami. Miała zamkniete oczy i przygryzała miedzy jednym westchnieniem, a drugim dolna warge. Musiało jej robić sie naprawde przyjemnie. Znowu przypuściłem szturm na jej cipke.

Tym razem bez żadnego oporu pozwoliła mi ją dotknąć. Pod palcami czułem, że jest wydepilowana. Tylko na dole brzuszka zostawiła sobie trójkąt włosów. Powoli, by jej nie urazić, zacząłem badać palcami „grunt”. Była już naprawde bardzo mokra. Każde dotkniecie jej podnieconego krocza powodowało kolejne westchnienia i ruchy bioder. Zostawiłem piersi w spokoju i jednym płynnym ruchem zdjąłem z niej spodnie. Od razu rozchyliła uda, odsłaniając sie na moje pieszczoty.
- Pocałuj… – szepneła. – Poliż…
No takiego zaproszenia to nie musiała powtarzać. Wtuliłem twarz miedzy jej krągłe uda i zacząłem wwiercać sie jezykiem w wilgotną cipke. Miała delikatny, słonawy smak. Chyba Żanecie też sie to podobało, bo jej posapywania i westchnienia znowu przybrały na czestotliwości i sile. Zaczeła coraz mocniej krecić biodrami. W koncu nie wytrzymałem.

Oderwałem usta od jej piczki, przesunąłem sie wyżej i bez żadnego uprzedzenia po prostu wszedłem w nią. Aż jekneła, kiedy poczuła go w sobie. Wpiła sie palcami w moje plecy i zaczeła krecić biodrami opetanczego młynka. Ledwo byłem w stanie utrzymać sie w niej. Nagle poczułem jej żeby, wbijające sie w moje ramie. A? syknąłem z bólu. Dziewczyna szczytowała pode mną, gryząc mnie by nie zacząć krzyczeć na pół lasu. Wypreżyła sie tak, że ziemi dotykała tylko koncami palców i ramionami. Mimo tego, że całym cieżarem ciała leżałem na niej. W koncu uspokoiła sie i opadła znów na recznik. A ja dalej pracowałem swoim zaganiaczem w jej cipce.

- Zwolnij troche, poczekaj na mnie… – jekneła.
Delikatnie wyszedłem z jej cipki. Ona ułożyła sie na boku, wypinając w moją pupe. Ułożyłem sie obok. Dziewczyna przytuliła sie plecami do mnie i pomagając sobie lekko reką, wsuneła sie znowu na mojego małego. Teraz ona dyktowała tempo – było znacznie wolniejsze, Żaneta smakowała każde pchniecie, powoli poruszając biodrami w tył i w przód. Objąłem ja reką i zacząłem znowu pieścić jej piersi. Chyba sprawiało jej to sporo przyjemności, po zaczeła przyspieszać tempo. Moje biodra cicho klaskały za każdym razem, gdy stykały sie z jej pupą. Poczułem, że jeszcze moment i sie zagotuje. Chyba nieświadomie z całej siły ścisnąłem Żanete za piersi. Aż stekneła, ale mnie było już wszystko jedno. Spuszczałem sie w jej rozgrzaną cipke. Kiedy w koncu sie uspokoiłem, Żaneta zacisneła zeby na kocu i doszła po raz drugi. Nawet nie wiem, kiedy mój wiotczejący już interes wyślizgnął sie z jej mokrej szparki. Trzymałem ją cały czas za piersi, kiedy powoli uspokajała sie i rozluźniała.
- O raju… – westchneła w koncu.

Ja też odzyskałem kontakt ze światem. Pierwszą rzeczą, jaką poczułem było swedzenie. Swedziały mnie plecy, ramiona i tyłek. A po chwili poczułem, co je spowodowało. Dłonią rozpłaszczyłem komara, który właśnie wbił mi sie w skóre na rece. Żaneta poczuła to samo. Zaczeła sie Śmiać.
- Spadajmy stąd, zanim te cholery do reszty nas zjedzą. Pomóż mi wstać…
Podałem jej reke. Ona ciągle jeszcze na miekkich nogach zaczeła sie ubierać. Ja też wciągnąłem spodenki i podkoszulek. Ruszyliśmy w strone obozowiska. Tuż przez wejściem na ścieżkę, prowadzącą do obozu, Żaneta zatrzymała sie. Była już całkiem spokojna, jakby całego wydarzenia w ogóle nie było.
- Wiesz, podobasz mi sie…
Usiadła na pniu zwalonego drzewa. Nie wiedząc, co mam robić, też usiadłem obok niej. Od czasu do czasu drapałem sie w pogryzione miejsca. Zdecydowanie nie miałem nastroju na romantyczne wynurzenia Ale ona mówiła dalej.
- Nie spodziewałam sie raczej, że poznam kogoś na tym obozie. A tu prosze…
- Druhno… – zacząłem, w myślach już planując, jakby tu urwać sie do namiotu zanim zostane żywcem pożarty przez coraz natarczywsze komary.
- Daj spokój, jestem od ciebie raptem dwa lata starsza, możesz spokojnie mówić mi po imieniu… – weszła mi w słowo.
- No bo ja, tego…
- Wiesz, może jutro też bede sie kąpać nad jeziorem – przerwała mi.

Chyba w bardziej czytelny sposób nie mogła powiedzieć tego, o co właśnie miałem ochote zapytać. Szykowała sie wiec całkiem przyjemna perspektywa. Może wiec wyjazd na obóz nie był takim złym pomysłem… Żaneta wstała z pieńka i ruszyła do obozu.
- A, tylko wiesz, nikt nic nie wie… Od rana do wieczora dalej jestem tu wychowawczynią, a ty – uczestnikiem…
- Tak jest, druhno Żaneta – stanąłem na baczność i zasalutowałem.
- Do gołego łba sie nie salutuje! Cholera, cała jestem pogryziona. Jutro trzeba bedzie sie czymś posmarować… – przez chwile słyszałem jeszcze, jak przeklina chmary brzeczących krwiopijców, wspinając sie na skarpe. Tak, jutro trzeba bedzie koniecznie wysmarować sie czymś przeciwko komarom…

Dodaj komentarz