Ewelina

Był piątek i Bartek nie mógł doczekać się końca długiego tygodnia pracy. Gdy to nastąpiło wyłączył komputer i z westchnieniem ulgi wyszedł z biura. Miał dość.
Odkąd przed miesiącem rozstał się z narzeczoną, mieszkał sam i powoli zaczął się do tego przyzwyczajać, na nowo odkrywać wady i zalety takiego życia.
Jako prawnik zarabiał całkiem nieźle, co zresztą było widać po bogato umeblowanym domu. Antyczne meble, drogi dywan w salonie, nowoczesne auto w garażu… Odrobina luksusu. Odrobina, na którą pracował całymi latami, a teraz mógł się nią cieszyć. Ale wiadomo, że nie można mieć wszystkiego.
Zgłodniał i już zabierał się do przyrządzania kolacji, gdy nagle zadzwonił telefon.
— Cześć Bartek — usłyszał w słuchawce głos Eweliny. Znali się ze studiów.
Zdziwiony podstawił sobie stołek barowy z miękkim siedziskiem i usiadł.
— Cześć.
— Nie przeszkadzam? — spytała Ewelina tym samym uroczym tonem.
— Jasne, że nie — odparł Bartek. — Niedawno wróciłem do domu i przygotowuję sobie kolację — zaśmiał się krótko.
Ewelina zamilkła na dłuższą chwilę.
— Ja właśnie dzwonię, żeby zapytać… czy moglibyśmy się spotkać? — jej głos przycichł.
Bartek odwrócił głowę w stronę okna. Było po dwudziestej i na zewnątrz dawno już zrobiło się ciemno. W szybie dostrzegł twarz Eweliny. Gładką, pokrytą aksamitną cerą. Rozmawiając z nią przez telefon oczami wyobraźni widział, jak stoi otulona jedynie zwiewnym szalem, a najmniejszy podmuch wiatru odsłania to jedną, to drugą część jej anielskiego ciała…
O czym on myśli? Przecież niedawno rozstał się z Marzeną, swoją narzeczoną.
— Jasne — odpowiedział. — Może jutro?
W słuchawce zapadła krótka cisza.
— Zależy mi na tym spotkaniu… — głos Eweliny zmiękł.
— No dobra… Przyjedź do mnie, bo dzisiejsza pogoda nie zachęca do wieczornych wypadów.
Nastrój Eweliny nagle się poprawił.
— W takim razie zaraz u ciebie będę — odłożyła słuchawkę, zanim Bartek zdążył się ponownie ode-zwać.

Dzwonek rozległ się dokładnie dwadzieścia minut później. Kiedy Bartek otworzył drzwi, w progu stała Ewelina. Była brunetką o ciemnych, głębokich oczach, nieco śniadej cerze i była nieco niższa od Bartka. Nigdy nie miała idealnej figury, a mimo to przyciągała męski wzrok jak magnes, niekiedy lepiej od kobiety o wymarzonych kształtach. Ewelina przykuwała także i wzrok Bartka. A ten, gdy został teraz sam…
— Cześć — Ewelina weszła do mieszkania i pocałowała go w policzek. Poczuł zapach słodkich perfum i delikatność jej skóry na swojej twarzy. Spojrzała mu głęboko w oczy i podała mu przyniesiony przez siebie prezent: dwie butelki białego wina. Zdawało mu się, że ta chwila trwała całą wieczność. — Nie mieli innego… — Ewelina uśmiechnęła się szerzej.
— Cześć — rzucił Bartek z trudem, powstrzymując się przed objęciem jej i pocałowaniem jej gorących ust. — Wystarczy to, co jest — wziął jej kurtkę i powiesił na wieszaku przy drzwiach. Przeszli do salonu. — Zaskoczyłaś mnie.
Ewelina zaśmiała się krótko.
— Lubię zaskakiwać… — poklepała jego klatkę piersiową. Pogłaskała go, a po chwili jakby się zawstydziła i cofnęła rękę. Na jej twarzy pojawił się rumieniec.
— Usiądź i rozgość się. Przyniosę korkociąg, kieliszki i coś do jedzenia — powiedział Bartek i ruszył w stronę kuchni.
— Daj spokój, pomogę ci — Ewelina posłała mu szeroki i szczery uśmiech.
Bartek nie protestował.
Przeszli do kuchni.
Wyjął plastikową tacę z szafki, kieliszki oraz korkociąg. Z szafki obok wyciągnął ciastka.
— Napijesz się kawy? — zapytał, sięgając po filiżanki i pudełko z kawą.
— Czemu nie — Ewelina rozejrzała się po pomieszczeniu. Czyste, dobrze zadbane… aż trudno było uwierzyć, że wyłącznie za sprawą mężczyzny. — Mieszkasz sam? — to pytanie wyrwało się Ewelinie niespodziewanie dla niej samej. Chciała się z niego wycofać, ale nie wiedziała jak. Zresztą czego by nie powiedziała, i tak nie miałoby teraz większego znaczenia.
Bartek pokiwał twierdząco głową.
— Tak. Półtora miesiąca temu rozstałem się z Marzeną.
— Nie chciałam… nie wiedziałam…
— Wiem — pokiwał wolno głową.
Spojrzeli na siebie i zamilkli. Tysiące, miliony myśli przelatywały im przez głowy, ale żadna z tych tysiąca, miliona myśli nie była na tyle odważną myślą, by wypowiedzieć ją na głos.
Przez dłuższy moment badali się wzrokiem. Podeszli do siebie i zbliżali się coraz bliżej. W końcu zna-leźli się wystarczająco blisko siebie, że nie mieli już szansy odwrotu. Bartek wyciągnął rękę i sięgnął dłoni Eweliny. Musnął jej smukłe palce. Była to kolejna chwila, która wydawała mu się być wieczno-ścią. Ich twarze, ich usta i nosy zbliżyły się tak bardzo, że czuli na sobie wzajemne oddechy. Bartek podniósł drugą rękę chcąc pogładzić jej policzek, ale w tym momencie zagotowała się woda i zagwizdał czajnik.
Czar wieczności prysł.
— Zrobię kawę — Bartek odwrócił się, wziął czajnik i nalał gorącej wody do przygotowanych wcze-śniej filiżanek. Kuchnię wypełnił aromat świeżo zaparzonej kawy. Postawił filiżanki na tacy, obok kieliszków, korkociągu i ciastek. — No, to możemy iść na ucztę — uśmiechnął się do Eweliny.
Ewelina odwzajemniła mu się tym samym, ale nie tak szczerze.
Przeszli do salonu. Bartek postawił tacę na ławie i usiedli na kanapie.
Bartek wziął korkociąg i korek głośno wyskoczył z butelki. Biały trunek w kieliszkach odbił światło kinkietów, symetrycznie rozmieszczonych na ścianach salonu.
— To co, za dawne czasy? — Bartek podniósł kieliszek do toastu.
— Za dawne czasy — powiedziała Ewelina i w salonie rozległ się dźwięk uderzanego o siebie szkła.
Milczeli przez moment.
— Całkiem nieźle się tu urządziłeś — Ewelina wzięła kolejny łyk wina, rozglądając się dookoła.
— To Marzena zadbała o wystrój — Bartek odstawił kieliszek na ławę. — Ja nie miałem na to czasu.
— Muszę przyznać, że Marzena ma dobry gust — rzuciła mu dziwne spojrzenie i speszona podniosła kieliszek do ust.
Bartek uśmiechnął się mimo woli.
— Chyba masz rację…
Ewelina po raz kolejny oblała się rumieńcem i strzepała z ubrania niewidzialny pyłek kurzu. Gdyby mogła, zapadłaby się teraz jak najgłębiej pod ziemię. Co on sobie o niej pomyśli? Wzięła następny łyk wina. W takim tempie zaraz się upije…
— A co u ciebie? — Bartek sięgnął po ciastko.
Ewelina odstawiła pusty kieliszek.
— Mam już dość tej roboty w banku. Ciągłe latanie, załatwianie wszystkiego na wczoraj… Ale bez tego ani rusz… nie ma życia.
Kiedy skończyła się pierwsza butelka wina, Bartek otworzył następną.
Siedzieli blisko siebie, lekko stykając się udami.
Ewelina zadrżała.
— Zimno — powiedziała krótko i zaczęła rozcierać ramiona. Czując, że otoczenie kręci się coraz bar-dziej, oparła głowę na piesi Bartka i zamknęła oczy.
Ten objął ją ramieniem.
Był to może skutek wypitego alkoholu, a może działanie feromonów. Kto wie?
Wdychał zapach jej włosów, jednocześnie głaszcząc ją po głowie.
Ewelina westchnęła cicho. W myślach prosiła Bartka, żeby siedzieli tak i żeby nie przerywał tych z pozoru niewinnych pieszczot. Wtuliła się w niego jeszcze mocniej.
Bartek położył rękę na ramieniu Eweliny i zaczął ją masować, starając się tym samym ogrzać jej cu-downe ciało. Nie dość, że Ewelina wiedziała jak bardzo jest atrakcyjna, to umiała to jeszcze wyrazić poprzez ubiór. Dżinsy idealnie pasowały do jej smukłych nóg, a bluzka, jakby specjalnie niedopięta, odsłaniała fragment jej kształtnych piersi.
— Coś się stało? — Bartek usłyszał jej głos i wyrwał się z zamyślenia.
Spojrzał na nią i dostrzegł jej niewyraźną minę.
— Słucham?
— O czym myślisz? — spytała, podnosząc wzrok do góry.
Milczał.
Ewelina uśmiechnęła się niewinnie.
— Możesz powiedzieć.
— Ja…
— Wiesz dlaczego do ciebie przyszłam? — spytała.
Bartek pokiwał przecząco głową.
— Nie chciałam być dzisiaj sama… — westchnęła i poczuła, że serce bije jej mocniej. Oswobodziła się z jego objęć i usiadła twarzą naprzeciw niego. Rozpięła bluzkę, powoli odsłaniając przed nim swoje jędrne ciało.
Bartek poczuł się nieswojo. Widział jak piersi Eweliny pokrywają się gęsią skórką (częściowo z chłodu, ale zapewne też z podniecenia), a sutki twardnieją muskane jej smukłymi palcami.
— Dotknij ich — powiedziała. Była spragniona, spragniona uczuć, fizyczności…
Bartek teraz czuł jej oddech na sobie.
— Ewelina, nie wiem czy powinniśmy…
— Proszę… — wyszeptała mu do ucha.
Popatrzył na nią i nie czekając dłużej położył ręce na piersiach Eweliny, a potem zaczął lekko pieścić i głaskać ich delikatną skórę. Ewelina zdjęła bluzkę i siedziała teraz przed nim półnaga. Bartek zrozu-miał jej intencje i też zdjął koszulkę, odsłaniając swój średnio wysportowany tors. Ewelina nie protestowała, kiedy niespodziewanie pocałował ją w usta, a ich języki dotknęły się lekko. Wtulili się w siebie, pozostając tak na dłuższą chwilę. W końcu nie wytrzymał i wpił się ustami w jej szyję. Ewelina westchnęła, a jej oddech stał się głębszy i przyspieszony. Nie przestając obsypywać ją pocałunkami, zszedł po jej dekolcie z powrotem do jej pięknych piersi. Spełniały się jego marzenia. Ewelina zamknęła oczy i przygryzła wargę, kiedy Bartek wziął w usta jej prawego sutka i pociągnął lekko. Pisnęła cicho i puścił brodawkę. Ewelina otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Pogłaskała go po głowie, domagając się więcej. Wstali z kanapy, rozpięła jego spodnie i pomogła mu się z nich wyswobodzić. Bartek odwdzięczył się jej tym samym i teraz oboje byli tylko w bieliźnie. Ewelina z powrotem usiadła na kanapie i rozchyliła nogi, tak żeby Bartek mógł stanąć jak najbliżej niej. Położyła się. Bartek położył rękę na jej brzuch i zjechał do majteczek z cienkiego materiału. Wsunął rękę i jednym pociągnięciem rozdarł je na dwie części. Łono Eweliny było cudowne, a delikatne włoski na wzgórku starannie zadbane.
— Och! — Ewelina krzyknęła z zaskoczenia i podniecenia.
Jedną ręką położył na jej udzie, a drugą pogładził jej piersi. Czuł silne podniecenie.
— Pragnę cię — powiedziała, przyciągając go mocniej do siebie.
Ich usta ponownie złączyły się w pocałunku. Po chwili znów zaczął pieścić jej piersi, ale teraz robił to zdecydowanie i odważnie. Założył jej ręce za głowę, a ustami muskał dekolt oraz miejsca pod pachami, tam gdzie skóra jest wyjątkowo cienka i szczególnie podatna na wszelkiego rodzaju pieszczoty. Na efekty nie czekał długo. Już po chwili Ewelina zaczęła mruczeć i pojękiwać. Uwolnił jej ręce i zszedł niżej. Językiem wodził wokół jej pępka, wywołując u niej dreszcze przyjemności. Ewelina zgięła nogę w kolanie, zachęcając Bartka do szybszego i odważniejszego działania.
Nachylił się nad nią, wziął w dłonie jej piersi i ustami zaczął pieścić miejsca pod nimi.
— Jak dobrze… — wzdychała Ewelina, całkowicie oddając się pieszczotom Bartka. Czuła, że jest bliska szczytu.
— Nie wytrzymam — usłyszał jej słaby, błagalny głos.— Nie wytrzymam. Bartek, proszę…
Nachylił się nad nią i wszedł w nią, samemu będąc już u kresu wytrzymałości.
Ewelina zamknęła oczy i poczuła ciepło, którego od dawna nie zaznała.
Niemal w tej samej chwili stracili kontakt z rzeczywistością.

Obudził się następnego dnia rano.
Po Ewelinie została mała kartka stole:

„Wyjeżdżam na stałe do Anglii. Mój mąż leży w klinice, ma raka. Został mu miesiąc życia. Popełniłam błąd”.

hufnal

Dodaj komentarz