Historia Quasi Prawdziwa

Autor usiadł do kopa. Zapalił papierosa, otworzył piwo i wystukał diet. . . Erka obudziła się późno. Słonce przebijało przez zasłony. Przez chwile nie ruszała się zbierając myśli. Jeszcze melodie wczorajszego dnia nie uleciały i na samo wspomnienie uśmiech pojawił się na jej twarzy. Przyjęcie urodzinowe udało się wspaniale. Byli ci, których lubiła i ci, których musiała zaprosić. Dostała mnóstwo prezentów. Poza tym zabawa była świetna. Uuuu . . stopy!! Ta wstrętna Ann i jej straszne szpilki. Jak jej się udało wyrwać tego Marka, to zupełnie oszalała. Następnym razem odbije jej tego przystojniaka. Ta myśl poprawiła jej humor i stopa przestała boleć.

Erka wstała i poszła pod prysznic. Gorący tusz przywrócił jej chęć do życia, owinęła się ręcznikiem i usiadła przed lustrem. Lekki poranny makijaż do reszty poprawił samopoczucie, choć niewielki ślad na karku (Richard za dużo sobie wyobraził i dostał w twarz) mącił pełnie szczęścia. Erka uśmiechnęła się promiennie, odrzuciła blond grzywę na plecy i wstała. Autor w tym miejscu poszedł do lodówki po drugie piwo i sprawę wziął w ręce przypadek, który sprawił, ze ręcznik opasujący dziewczynę opadł. Po powrocie z trzecim piwem, autor ujrzał naga Erike i odpędził przypadek grubym słowem i kopniakiem… Erka instynktownie schyla się po ręcznik, jednocześnie spłoszona rozejrzała się czy nikt jej nie widzi. Oprócz Ferdynanda (pluszowy towarzysz snów) nie było nikogo. Jedynie lustro oddawało w pełni piękno jej ciała. Początkowo nieśmiało przyjrzała się sobie. Zobaczyła zgrabna sylwetkę 16-letniej dziewczyny. Plaski brzuch, szerokie biodra, duże, lecz zgrabne piersi z różowymi sutkami. Równomiernie opalona skora koloru miodu i grzywa blond włosów opadająca na kark, dopełniały reszty opisu.

- Ferdynandzie! Ty perwersiarzu – zaśmiała się i rzuciła w szeroko otwarte plastykowe oczy maskotki (świadka pierwszych dziewczęcych orgazmów) ręcznikiem. Wygięła się lekko do tylu by lepiej ocenić i znaleźć jakieś wady w tym dziele sztuki. Nagle wpadła jej do głowy szalona myśl, była aż tak szalona, ze lekki rumieniec zabarwił jej policzki. Dodało jej to tylko urody, o czym lustro nie omieszkało natychmiast poinformować. Autor, który był również autorem szalonej myśli, poszedł pogrzebać w lodowce. Jednak mając na oku poczynania przypadku. Ten z kolei nadąsany siedział w kacie i podstępnie czekał na lepszy moment. Wygrzebawszy czwarte i piąte piwo autor, wrócił do klawiatury. Właściwie, to, czemu nie dziś? – pomyślała – 16 lat to dobry moment. Jak każdy inny. Co o tym myślisz Ferdynandzie? Temu niestety, spod ręcznika wystawał jedynie ogon, ale cala swoja pluszowa dusza był za!! Erka była uparta i konsekwentna w tym, co robi. Podjęła już decyzje i teraz zastanawiała się, z kim. Czarny i twardy nos Ferdynanda był dobry, ale ponieważ cala reszta była miękka, niezależnie od pieszczot, jakimi go obdarzała Erka, nie był brany pod uwagę. W pierwszej kolejności odrzuciła wszystkich kolegów ze szkoły. Po pierwsze to dzieciaki, po drugie następnego dnia wiedziałaby już cala szkoła. Wiec, kto? Ktoś starszy, przystojny, wysportowany. . . kuzyn Makr? Prawie pasuje. . . ale to papla! Wiec, kto?
Resztę dnia Erka spędziła robiąc głupstewka i zastanawiając się nad wyborem tego pierwszego. Z tego skądinąd przyjemnego zajęcia wyrwała ja mama, każąc zaprowadzić brata na trening. Akurat dzisiaj! Erka odęła się i okazując niezadowolenie w każdy możliwy sposób wzięła tego nieznośnego bachora. Sala treningowa jest kilka przecznic stąd, ale dla 10-latka to za trudne, by samemu trafić. Zwłaszcza wtedy, gdy siostra jest zajęta czymś ważnym. Nie chciała wracać, usiadła wiec na dla publiczności. Po chwili kilkadziesiąt ubranych na biało dzieciaków wybiegło na matę wrzeszcząc i popychając się. Trwało to zaledwie chwile, bo pojawił się instruktor i chaos zniknął. Zapadła cisza, dzieci usiadły w rządku i od tego momentu było słychać tylko glos trenera. Widziała to już wiele razy. Nie przepadała za sportem, ale podobała jej się ta elegancja i estetyka. Widząc pewność ruchów instruktora, jego spokojny glos, czuła, ze jej brat jest bezpieczny i nic mu się nie stanie. I mogła się poświęcić temu, co od rana zaprzątało jej myśli. Odrzuciła już prawie cala jej znana męska cześć populacji i wprawiło ja to w zły humor. Siedziała wiec wściekła i gapiła się w kłębowisko białych kimon na macie. I nagle doznała olśnienia!! Znalazła swojego pierwszego mężczyznę. Stal kilkanaście metrów od niej na środku maty. Tak to było to, czego szukała.
Z podniecenia zadrżała. Dźwięk pustej puszki kazał autorowi iść do lodówki, co tez uczynił. Grzebiąc w niej w poszukiwaniu kolejnych puszek piwa strącił w oczu przypadek. A ta bestia, z natury rzeczy złośliwa, spowodowała, ze spojrzenia Erki i trenera się spotkały. To wystarczyło. Mało tego! Wykorzystując fakt, ze autor w drodze powrotnej zboczył do łazienki, przypadek sprawił, ze trening się skończył, dzieci poszły do szatni a Erka i trener zaczęli rozmawiać. W tym momencie z siódmym piwem w żołądku a ósmym w ręce wrócił autor. Przezornie, wziął ze sobą zapasowy cały sześciopak. Widząc, co się stało, postanowił kontyouwać watek. Erka wróciła do domu w radosnym nastroju. Złapała za telefon i zadzwoniła do swojej zaufanej przyjaciółki. Było jej potrzebne alibi a Bety była jej winna taka przysługę. Nazywało się to babskim wieczorem i rodzice się nie wtrącali. Oczywiście, zazdrośnica chciała wiedzieć, kto to jest i Erka musiała jej obiecać, ze później opowie wszystko ze szczegółami. Wychodząc z domu założyła płaszcz by nikt nie widział jak jest ubrana. Drogę do sali treningowej przebyła niemalże biegnąc, niepewna czy on tam będzie. Drzwi dojom były otwarte. Weszła do środka, czując jak serce skacze jej do gardła. Był tam rozebrany do pasa, ćwiczył układy kata z kijem. Emanowała z niego siła i dziewczyna patrzyła na płynnie poruszająca się sylwetkę, podziwiała napięte mięśnie i poczuła jak jej się robi coraz bardziej mokro. Zauważył ja i przywołał gestem. Gdy podeszła, poczuła zapach potu i kolana odmówiły posłuszeństwa. Mężczyzna rozchylił płaszcz i zdumienie odbiło się w jego oczach. Dziewczyna była naga. Płaszcz opadł na tatami. Erka dotknęła językiem lśniącego od potu ciała. Duże i szorstkie dłonie mężczyzny oparły się o jej biodra. Ta bliskość ja przeraziła, ale pewne ruchy muskularnych dłoni sprawiły, ze to uczucie odleciało jak spłoszony ptak. Kochanek był delikatny. Początkowo Erka chciałaby stało się to szybko, ale on odkrył przed nią sekrety jej własnego ciała, których Ferdynand nie był w stanie odkryć. Słyszała jego glos, miękki, spokojny czuła jego dłonie delikatne, silne, czule. Poddała mu się całkowicie. Pragnę- la by trwało to jak najdłużej. Język mężczyzny dotknął jej sutków. Był jak płocho- dnia rozpalająca swym dotykiem pożar. Chwyciła go za włosy i wepchnęła jego głowę miedzy uda. Boże!! Ferdynandzie, jakim byłeś nędznym kochankiem!! Nagle znieruchomiał. Erka zobaczyła szeroko otwarte oczy a w nich mieszaninę niedowierzania i zaskoczenia. Zdezorientowana nie wiedziała, o co się stało.

- Naprawdę chcesz? – pytały piwne oczy kochanka
- Tak boisz się? – zaśmiały się chabrowe oczy Erki.

Pocałował ja delikatnie. Bardzo delikatnie. Niemalże musnął jej usta. Przylgnęła do jego rozgrzanego treningiem i mokrego od potu ciała.
Teraz! Już! Szybciej!!!
Wszedł w nią powoli. Centymetr za centymetrem zagłębiał się w nią, patrząc jej głęboko w oczy. Trwało to niemal wieczność. Wreszcie wszedł cały. Zamarli przez moment w bezruchu.

- W porządku? Nie boli? -wyszeptał jej do ucha.
- Nie. . . a powinno? -uśmiechnęła się.

Podziałało to na niego jak smagniecie pejczem Cofnął się i powtórzył pchniecie. Coraz ostrzej, mocniej. Pierwszy spazm targnął dziewczyna. Wbiła mu żeby w kark, by nie krzyczeć. Nawet tego nie zauważył!!! Czuła jak ja wypełnia, panuje nad nią. Jej paznokcie rozorały mu plecy.

Taaaaak!
Taaaaak!
Erka opadła bezwładnie. Nieznane jej dotąd uczucie ogarniało ja cala. Mężczyzna usiadł obok niej.

- Musisz już iść? – spytał.
- Muszę. . . będą się o mnie niepokoić. Nie odprowadzaj mnie. A! – pocałowała go na pożegnanie.

Założyła płaszcz i już jej nie było. Po chwili mężczyzna podążył jej tropem. W dojom zapanowała cisza i tylko gdzieś w zakamarkach trzepotały jeszcze westchnięcia kochanków a krople krwi na tatami były niemym świadkiem tego, co stało się przed chwila. Potem. . . potem Erka przychodziła prawie na każdy trening. Ich oczy spotykały się wiele razy, ale ich ciała już więcej się nie spotkały. Nigdy. Choć zawsze widziała w jego oczach pytanie i ogromna żądze. Czas mijał. Erka nie musiała już odprowadzać brata na treningi. Wyjechała na studia. Wyszła za maź. Urodziła córkę. Przeprowadziła się do innego miasta. Gdy dziewczynka miała osiem lat, za namowa koleżanki poprosiła Erike, by ja zapisała na zajęcia w dojo na sąsiedniej ulicy. Była równie stanowcza jak ona sama. Poszły wiec tam wieczorem. Dojo było puste. Prawie. Był tylko jeden samotny mężczyzna, który ćwiczył układ kata z kijem. Był półnagi. Pomimo półmroku Erka widziała wyraźnie podłużne blizny na jego plecach. Dostrzegł je. Spojrzenia Erki i mężczyzny się spotkały. Było w nich pytanie i ogromna żądza. Za oknem budził się nowy dzień.
Autor w zadumie patrzył na tuzin pustych puszek po piwie.
A przypadek?
No cóż. . . ten chichotał w kącie, wyraźnie z siebie zadowolony.

Dodaj komentarz