Karen Wagner – Naga w szkole – Wtorek

Przetłumaczył: lexus

W poprzednim odcinku: Dowiedziałam się od dyrektora, że razem z kilkoma innymi dziewczynami jestem zobowiązania do chodzenia nago po szkole przez cały tydzień.

Gdy wstałam rano, zaczęłam kombinować jakby tu urwać się ze szkoły na tydzień, ale wtedy przypomniałam sobie historię dziewczyny z pierwszego roku. Nerwowo zaczęłam szukać ubrań, które mogłabym łatwo zdjąć, nie robiąc większego zamieszania. Założyłam niebieskie, rozpinane z tyłu spodnie i różową koszulkę z krótkim rękawem. Idąc do szkoły, starałam się unikać wzroku ludzi, nawet po drodze czułam się obserwowana.

Znalazłam się przy głównym wejściu. Zamiast starych skrzynek pocztowych, znajdowało się przy nim pudełko z napisem „Do użytku przez nagich uczniów”. Wokół kręciło się kilku facetów. Przyszłam wcześniej, chcąc uniknąć wielkiego tłumu, takiego jak wczoraj. Lepiej się rozebrać przy małej liczbie świadków i potem wejść do środka, tak pomyślałam.

Chłopcy obserwowali mnie i uśmiechali się. Kiedy się odwróciłam, słyszałam,
komentarze.
- Wygląda na to, że zaraz to zrobi!
- Ma wspaniałe ciało, co nie?
- Najlepsze cycki w szkole!
- Chyba się boi.
- Tak, jest nieśmiała. To sprawia, że jeszcze fajniej się ją ogląda.

Byłam bardzo zdenerwowana, wzięłam kilka głębokich oddechów, wycierając ręce o moje spodnie. Skoro nie chcę rozbierać się przed tłumami, będę musiała się pospieszyć. Przełykając twardo ślinę, odwróciłam się do ściany, zdjęłam buty a potem pośpiesznie ściągnęłam koszulę, następnie opuściłam i zdjęłam spodnie. Z płonącą twarzą włożyłam ubrania do pudełka. Nie miałam na sobie nic oprócz skarpetek! Założyłam z powrotem buty i popędziłam w kierunku wejścia.

Było zamknięte! Drzwi otwierano dopiero 15 minut przed rozpoczęciem zajęć! To oznaczało, że nie będę mogła wejść jeszcze przez 10 czy 15 minut. Z nadzieją wróciłam do pudełka z moimi rzeczami, ale zostało zamknięte.
Skuliłam się, patrząc na chłopaków. Wszyscy się śmiali, zapewne świetnie się bawili, patrząc na moje nagie ciało.
- Miałam nadzieję, że będę mogła wejść do środka – Powiedziałam anemicznie.
- No to w czym problem? – Spytał mnie jeden z nich.
- Teraz będę musiała tu stać, cała naga, dopóki nie otworzą drzwi! – Wybuchłam.
- I co z tego? I tak będziesz musiała tak chodzić przez cały dzień – Zauważył racjonalnie. – Mamy tu parę minut twojego prywatnego pokazu. To nic w porównaniu z resztą dnia, prawda?
- To nic… – Przyznałam powoli. – Ale tego się nie spodziewałam.
Uśmiechnął się.
` – Nie skrzywdzimy cię, po prostu chcemy na ciebie patrzeć, ok.?
Wstrząsnęłam bezsilnie ramionami i zmusiłam się do czekania z nimi aż drzwi do szkoły się otworzą.
- Możemy porozmawiać? – Zapytał mnie jeden z chłopaków. Skinęłam głową.
- Jestem Dennis. – Przedstawił się. – A ty jesteś Karen Wagner, wiem o tym.
Przytaknęłam, czerwieniąc się.
- Miło cię poznać, Dennis.
- Miło poznać ciebie! – Uśmiechnął się i zaczęliśmy rozmawiać o piekle, przez jakie kazała mi przechodzić szkoła.

Dyrektor otworzył drzwi.
- O, widzę kilkoro wczesnych uczniów. – Uśmiechnął się.
Wbiegłam do budynku z facetami tuż za mną. Do wejścia właśnie podjeżdżał szkolny autobus, z którego zaczęły się wylewać masy uczniów.
- Panno Wagner. Zawołał mnie dyrektor, zatrzymałam się niechętnie.
- Widzę, że jest pani gotowa do dzisiejszych lekcji. – Zauważył. Zaczerwieniłam się.
- Nie mam innego wyjścia. – Przypomniałam mu.
Zgodził się ze mną i ponownie uśmiechnął.
- To prawda. Chcę jednak, by była pani tak pogodna i otwarta, jak tylko pani potrafi. To dla nas wszystkich przyjemność, że taka piękna dziewczyna chodzi po szkole nago, ale byłoby naprawdę cudownie, gdyby jeszcze się pani uśmiechała, była przyjazna i miła. Spróbuje pani?
- Zrobię… co mogę… – Wyjąkałam nerwowo.
- Świetnie, dziękuję!
Do tego momentu minęły mnie dziesiątki uczniów i tyle zostało z mojego planu dostania się do klasy bez bycia wyeksponowaną dla całej szkoły.
- Pamiętaj, by pozwalać ludziom przyglądać się tobie. – Przypomniał mi. – Przybierz teraz proszę jakąś miłą pozę.
Serce podchodziło mi do gardła ze stresu, ale rozstawiłam szeroko stopy, splotłam dłonie z tyłu, opierając je o kark i wypięłam do przodu piersi.
Uśmiechnął się i powiedział, że to było miłe. Patrzył na mnie przez kilka minut:
- Spróbuj też tak – Cały czas z rozkraczonymi nogami ugnij kolana i kładąc na nich dłonie, wypnij się lekko do przodu.
Zrobiłam jak mi polecił.
- Tak jak teraz? – Spytałam.
Potwierdził i kazał mi się obrócić, tak też zrobiłam.
- Nie ruszaj się. – Powiedział a ja posłusznie spełniłam jego polecenie. – Hmm, tak jest dobrze. Teraz mamy możliwość zobaczyć dokładnie twoją małą.
Wciąż stałam spokojnie, ale czułam się strasznie upokorzona. Nie widziałam co jest za mną, każdy mógł mnie obmacać od tyłu i nawet nie wiedziałabym kto to był!
Wreszcie dyrektor wydał z siebie zduszony chichot, powiedział, że na razie wystarczy i kazał mi iść do klasy. Pobiegłam przez korytarz i wpadłam na matmę równo z dzwonkiem.
- Czy wszyscy mają zadanie domowe? – Spytał pan Dennison. – Oczywiście nie oczekiwałem, że ty je odrobisz Karen – Zwrócił się do mnie. Wszyscy pozostali zadanie mieli.
- Dlaczego miałabyś nie podejść do tablicy, żeby zrobić te zadania? Reszta klasy ci pomoże.
Musiałam zapisać każde zadanie na tablicy a potem je rozwiązać poprzez napisanie odpowiedniego równania. Wciąż popełniałam błędy. Klasa śmiała się gdy wyliczyłam, że piersi stanowią 78% rozmiaru mojego ciała, piersi wszystkich naszych licealistek ważą więcej niż księżyc a moje ciało może być eksplorowane jednocześnie przez 94 ręce. Musiałam dokonywać poprawek, zgodnie z podpowiedziami innych uczniów. W następnych zadaniach byłam już lepsza, chociaż wszystkie tematy potwornie mnie upokarzały. Czerwieniłam się przez całą lekcję.
Historia ponownie była dla mnie chwilą wytchnienia a nauczycielka naprawdę mi współczuła. Znów posadziła mnie na samym końcu klasy, niemal pod ścianą i ani razu nie wywołała mnie do tablicy.
Po historii przekradłam się na korytarz i bardzo zdenerwowana pobiegłam na wf. Prawie weszłabym do szatni dziewcząt, ale przypomniałam sobie, że mam korzystać z męskiej. Westchnęłam i weszłam do środka.
Dziś było przewidziane ćwiczenie skłonów, więc musiałam zostawić moją biżuterię w szafce. Kilku chłopaków przebierało się właśnie obok w strój sportowy. Jeden z nich, Pete, uśmiechnął się do mnie szeroko:
- Nie masz za wiele do przebierania, co nie?
- Nie bardzo – Odrzekłam mu, uśmiechając się nieśmiało i pospiesznie udałam się do sali gimnastycznej. Był w niej tylko pan Roquette.
- Cześć Karen! Masz doświadczenie w gimnastyce i skłonach, prawda?
Przytaknęłam. Przynajmniej był miły.
- Miałam dodatkowe lekcje w gimnazjum.
- Pomożesz mi dzisiaj przy demonstracjach? – Nieco zawstydzony, dodał – Miałem zamiar cię o to poprosić jeszcze w zeszłym tygodniu. Ale teraz… Jestem przekonany, że jeśli mi pomożesz, cała klasa będzie bardzo uważać.
Zgodziłam się z nim i starając się pokazać głosem pewność siebie, dodałam, że i tak będę musiała być naga.
Chłopcy zaczęli wychodzić z szatni a po chwili również dziewczęta. Zaczęliśmy od ćwiczeń rozciągających a potem musieliśmy obiec salę gimnastyczną kilka razy dookoła. Pan Roquette wykorzystał mnie do zademonstrowania podstawowych skłonów i poprosił, żebym pomogła kilku chłopaków, którym te skłony nie wychodziły. Bardzo im się to spodobało… Chociaż nie sądzę, żebym wiele im pomogła, wydawali się być jeszcze bardziej niezdarni. Bardziej niż do swoich ćwiczeń przykładali się do patrzenia na mnie.

Pod koniec lekcji pan Roquette i ja pokazywaliśmy ćwiczenia akrobatyczne. Była to dla mnie największa rozrywka w szkole od kiedy kazano mi się rozebrać. Wreszcie zadzwonił dzwonek. Buty i skarpetki zostawiłam w szafce i poszłam pod prysznic, między chłopaków. Wszyscy już byli nadzy i pokazywali sobie swoje erekcje. Kazali mi pozostać pod prysznicem dopóki nie skończą mycia, poza tym po kolei wydawali mi polecenia, jakie mam przybierać dla nich pozy.
- Czy możesz się też uśmiechać do nas? – spytał mnie jakiś chłopak.
- S…próbuję… – Spróbowałam, ale czułam się niemal obrzydliwie niezręcznie pod prysznicem z tymi wszystkimi chłopakami, ale zmusiłam się do uśmiechania się do nich gdy stałam w różnych pozycjach i namydlałam moje ciało.
Kiedy skończyli prysznic, wyszłam do szatni i szybko się wytarłam.
- Bądź milutka! – rzuciło do mnie kilku facetów, wykrzywiających twarze w obleśnym uśmiechu. Jakimś cudem udało mi się uśmiechać gdy suszyłam i czesałam włosy, stojąc przodem do nich, wpatrujących się we mnie. Założyłam naszyjnik, kolczyki i bransoletkę, następnie skarpety i buty, i uśmiechnęłam się do nich ponownie.
- Do zobaczenia później, chłopaki! – Rzekłam do wychodzących.

- Zaczynasz się powoli do tego przyzwyczajać – Powiedział Mike. Czekał na mnie przed drzwiami. Tak mnie zaskoczył, że aż podskoczyłam, ale po chwili wzięłam oddech.
- Wydaje mi się, że trochę tak… Ale wciąż będę bardzo szczęśliwa gdy ten tydzień się już skończy!
- A ja nie! – Roześmiał się kpiąco. – Sorry, po prostu podobasz mi się taka.
Zaczerwieniłam się, ale zachichotałam lekko.
- Skoro i tak możesz na mnie patrzeć, to chyba lepiej, że podoba ci się to co widzisz.
Ponownie uśmiechnął się szeroko.
- Ty s e r i o się przyzwyczajasz!
Miał rację! Później przez resztę dnia przyłapywałam się na tym, że miałam o wiele lepszy nastrój niż wcześniej. Nadal się wstydziłam, ale coraz lepiej znosiłam tę sytuację.
Następną lekcją była biologia. Panna Hooker znów kazała mi wystąpić na środek klasy i usiąść na wysokim taborecie.
- Zdejmij buty i skarpety, resztę lekcji możesz spędzić kompletnie naga, nie uważasz?
Zarumieniłam się, ale musiałam to zaakceptować i rozebrać do końca. Siadając, patrzyłam na twarze ludzi z mojej klasy.
- Rozłóż nogi! – Rozkazał jeden z moich kolegów. Tak też zrobiłam a kilku facetów zrobiło bardzo zadowolone miny.
- Robisz się napalona jak tak siedzisz? – Spytał ten sam chłopak.
- Przede wszystkim czuję się wyeksponowana i zawstydzona – Powiedziałam mu po krótkim namyśle. – I trochę mi zimno. – Dodałam a klasa wybuchła śmiechem.
- Ale jesteś seksualnie podniecona gdy chodzisz po szkole nago i siedzisz bez ubrania przed całą klasą? – Panna Hooker wesoło drążyła temat.
Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej.
- Tak! – Przyznałam – Cóż, przychodzę tutaj po wfie gdzie musiałam brać prysznic ze wszystkimi facetami w grupie. Teraz siedzę tutaj i jestem obiektem dyskusji o edukacji seks…
Klasa zareagowała przytłumionym śmiechem.
- To doskonale naturalne – Wyjaśniła panna Hooker. – Kiedy na specyficzne okoliczności, jakich doświadcza Karen ma wpływ otoczenie, takie reakcje są naturalne dla niej a także dla każdej innej kobiety, to wynik ewolucji. Kreacjonista powiedziałby, że to właśnie zaplanował dla kobiety Bóg. Dyskomfort i poczucie wstydu są uwarunkowane społecznie, ale podniecenie, jakie przeżywa z powodu odarcia ze swojej intymności i poczucia bezsilności jest pierwotnym, ludzkim instynktem. Badania, jakie prowadzono w ciągu ostatnich kilku lat i ich wyniki zaowocowały zmianą polityki edukacyjnej na szczeblu lokalnym, także w naszej szkole. Podniecenie własną nagością jak i nasze demonstracje pomogą wam wszystkim wyciągać wnioski z tych odkryć.

Czyżby mówiła, że nie muszę się wstydzić mojego podniecenia? Łatwo było jej mówić, to mnie ludzie oceniali, nie ją. A ja się oceniałam na podstawie opinii mojego otoczenia a nie badań.
- Co teraz sądzicie o Karen, chłopcy? – Spytała panna Hooker. – Założyłabym się, że gdybym odsłoniła wam wszystkim genitalia, u was pewnie też zauważyłabym pewien stan podniecenia. – Kilku chłopaków pokiwało głowami, część się zawstydziła. Uśmiechnęła się. – To część waszej natury. Jeśli nauczycie się ją doceniać, będziecie szczęśliwsi w życiu. Jeżeli będziecie w tym tygodniu sympatyczniejsi dla Karen a ona uzna któregoś z was za pociągającego i okoliczności na to pozwolą, możliwe, że w rezultacie stworzycie przyjemny i korzystny dla was obojga związek.
Potem jeszcze długo omawiała bez ogródek sprawy płci i rozmnażania, używając mnie do ilustracji swoich komentarzy aż wreszcie wypuściła nas gdy zadzwonił dzwonek na przerwę.
- Będziemy ćwiczyć to, czego się nauczyliśmy. Dzięki! – Powiedział do mnie z zadowoleniem jeden z wychodzących z klasy chłopaków. Usiadłam na krześle, założyłam skarpetki i buty a potem udałam się na stołówkę.
- Możemy się przyłączyć? – Zapytało kilku z chłopaków, którzy byli w Sali od biologii. Nie znałam ich.
- Ja… ja tylko chciałabym mieć choć chwilę przerwy na lunch. Nawet nie znam was dwóch – Odmówiłam nieśmiało.
- Ja jestem Jeff, to jest Rick. – Powiedział jeden z nich, uśmiechając się prostolinijnie.
- A staracie się być dla mnie mili, bo panna Hooker wymyśliła sobie, że to może być prosty sposób, żebym dała się przelecieć, tak? – Spytałam ich oskarżającym tonem.
- Hmm… no tak, zgadza się. – odrzekł Rick, zwieszając głowę. – Nie będziemy cię więcej niepokoić Karen, chodź Jeff. – Zaczął się szykować do odejścia a Jeff po krótkim wahaniu dołączył do niego. Przygryzłam wargę.
- Hej!… Zaczekajcie! – Zawołałam, czerwieniąc się i próbując ich dogonić. Przynajmniej byli uczciwi. Może przynajmniej z którymś z nich albo z oboma mogłabym się zaprzyjaźnić. – Mogę z wami zjeść, jeśli chcecie!
Przeszliśmy przez kolejkę i usiedliśmy przy stole. Oni naprzeciwko mnie.
- Musi być trudno przyznać się przed całą klasą, że jesteś napalona. – Powiedział Jeff. – Jak na ciebie wpływają takie rzeczy?
- To bardzo zawstydzające – Przyznałam. – Cały ten tydzień będzie cholernie zawstydzający!
- Słyszałem, że po wfie musisz brać prysznic w męskiej szatni. – Powiedział Rick.
- Racja. – Ugryzłam kęs mojej kanapki z szynką. Nie byłam głodna, ale uznałam, że lepiej coś zjem.
- Czy oni… dotykają cię?
Znowu się zaczerwieniłam.
- Nie, tylko patrzą i każą mi pozować dla nich pod prysznicem.
- Chciałabyś być dotykana przez chłopaków, oglądających cię pod prysznicem? – Spytał prowokująco Jeff. Spojrzałam na niego wkurzona.
- Powiedziałaś, że to cię kręci. Panna Hooker powiedziała, że to normalna reakcja w tych okolicznościach. Podniecenie z grubsza jest pragnieniem kontaktu seksualnego, czyż nie? Więc jeśli rozpala cię masa facetów patrzących jak bierzesz prysznic, pewnie podobałoby ci się też jak cię dotykają.
- Nie sądzę, ja… – Próbowałam się sprzeciwiać.
- Jutro, kiedy będziesz się myć na ich oczach, wyobraź sobie jak byś się czuła gdyby mogli mieć ręce na twoim ciele. – Zaproponował mi z pogodnym uśmiechem.
Ugryzłam kanapkę, dzięki czemu nie musiałam mu odpowiadać.
- Co było dla ciebie do tej pory najtrudniejsze? – Spytał Rick.
- Niech pomyślę… Pierwsze zdjęcie moich ciuchów, wczoraj. Obydwie lekcje biologii też były straszne.
- A najlepsze momenty? Mam nadzieję, że nie wszystko było dla ciebie takie nieszczęsne.
- Cóż… – Starałam się znaleźć jakieś pozytywne strony. – Wydaje mi się… Zajęcia w basenie były w porządku. Rozmawiałam też wczoraj z miłym chłopakiem. – Uśmiechnęłam się troszeczkę. – Najfajniej było się wreszcie ubrać na koniec wczorajszego dnia.
Roześmiał się. Zjedli już swój lunch a ja nie miałam już ochoty na mój. Rick wyrzucił nasze resztki do śmietnika a potem opuściliśmy stołówkę.
- Karen… stój w bezruchu przez minutę, okej? – Polecił mi Rick. Przysunął się bliżej, przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Byłam zaskoczona, ale to było miłe… Teraz ja go objęłam i wtuliłam nos w jego ramię. Nie odepchnął mnie, dopóki sama się nie odsunęłam.
- Dz… dzięki! Potrzebowałam tego.
- Chcesz jeszcze raz? – Zapytał Jeff, zgodziłam się i teraz on mnie przytulił.
- Dzięki. – Powtórzyłam, uśmiechając się do nich. – Dziękuję wam obu.
- Czyli teraz obaj możemy cię przelecieć? – Spytał Jeff i natychmiast dodał. – Żartowałem!
Roześmiałam się. Wciąż musiałam stawić czoła zatłoczonemu korytarzowi, ale czułam się lepiej niż wcześniej w tych ciężkich dniach. Odprowadzili mnie pod salę języka angielskiego i poszli na własne lekcje. Pani Thompson, która dobiegała już wieku emerytalnego spojrzała na mnie z dezaprobatą gdy zajmowałam miejsce w ławce. Oczywiście inni też na mnie spoglądali. Nie odzywałam się przez całą lekcję i cieszyłam się, że nie wywołała mnie do tablicy.

Wreszcie nadszedł czas na ostatnią dzisiejszą lekcję – wos. I znów pan Hansen, młody nauczyciel nie mógł się skupić na wykładzie, próbował patrzeć na mnie i uczyć jednocześnie. Nie udawało mu się a klasa raz po raz chichotała gdy popełniał błędy i komentowała je szorstko. Pocił się z zakłopotania a dla mnie ta sytuacja wcale nie była łatwiejsza.

Kiedy lekcje się skończyły, pospieszyłam do drzwi wejściowych, przy których znajdowała się skrytka na ubrania, które musiałam w niej zostawić.
- Panno Wagner? – Zawołał dyrektor gdy zatrzymałam się przed jego gabinetem. – Jak minął dzień?
- Och… nieźle, tak myślę. – odparłam szybko, chciałam już się ubrać!
- Czy dobrze pani spędza ten czas? – Zapytał z zaciekawieniem. – N a p r a w d ę zależy nam na tym, żeby było to dla pani miłe przeżycie, proszę o tym pamiętać.
- Wcale nie! – Powiedziałam do niego, zaczerwieniona a także zdumiona. – To okropnie upokarzające chodzić samej po szkole bez żadnego ubrania, panie Harrison!
- Popatrzył na mnie, zadumany.
- Hmm, panno Wagner, rzekłbym, że nikt nigdy nie obiecywał nam, że życie będzie łatwe i przyjemne. Naszym zadaniem jest nauczyć się jak radzić sobie z problemami i przeciwnościami w życiu, jak odnosić sukcesy i jak dobrze żyć. Uważam, że ten program pomoże pani w tym. Poprosiłem panią o tę rozmowę, żeby przedstawić zalety tej sytuacji zamiast skupiać się tylko na oczywistych niedogodnościach.
Zamyśliłam się na chwilę.
- Zalety? – Zapytałam go w końcu. – Jakie tu mogą być zalety?
Wyglądał na zaskoczonego.
- Przede wszystkim jest to dla pani okazja do dojrzenia. Naprawdę nie nauczyła się pani niczego przez ostatnie kilka dni? W ogóle? Nie musi pani teraz odpowiadać. Proszę o tym pomyśleć.
Wzruszyłam ramionami.
- Są też inni uczniowie. Wszyscy wiele się uczą dzięki obserwowaniu pani. Większość chłopców wydaje się z tego cieszyć. To już cel wart sam w sobie, by dostarczyć innym radość panno Wagner.
- Nigdy nie spodziewałabym się, że system nauczania będzie wymagał ode mnie, żebym robiła to w taki sposób. – Powiedziałam zażenowana. Westchnął.
- Może pani się dobrze bawić, jeśli tylko pani tego chce. A jeśli pani nie chce i tak nikt pani nie pomoże, sugeruję również nad tym się zastanowić.
- Mogę już iść? – Spytałam z pewną przekorą.
Pozwolił mi odejść a ja pospieszyłam przed główne wejście i wreszcie się ubrałam.
Gdy wróciłam do domu, rozmyślałam długo o słowach dyrektora. On… Moi rodzice… wszyscy uważali, że to będzie dla mnie korzystne. W przeszłości przecież zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej! Trudno jest przyznać się nastolatce, że ktoś może wiedzieć więcej niż ona. Teoretycznie zdawałam sobie z tego sprawę, ale chyba nadszedł czas by naprawdę się do tych rad zastosować.
WTORKOWY WIECZÓR

Kiedy rodzice wrócili do domu, przyszli do mojego pokoju. Tato spytał mnie czy mam czas porozmawiać. Odpowiedziałam, że mogą zaczynać i tak zrobili.
Dyskutowaliśmy długo. Ta rozmowa nie była dla mnie przyjemna, ale starałam się słuchać i zrozumieć to co do mnie mówili. A mówili, że nie mogę być tak nieśmiała. Uważali, że powinnam być dumna z siebie i ze swojego ciała. Ich zdaniem spędzenie nago całego tygodnia w szkole powinno być dla mnie zabawne i ekscytujące i chcieliby, żebym bawiła się przy tym lepiej niż dotychczas.
- A co z Tobą, mamo? – Wytykałam jej. – Jak ty byś się czuła w takiej sytuacji na przykład u siebie w pracy?
Zaczerwieniła się.
- Och, to co innego… – Zaczęła a potem potrząsnęła głową i przyznała – A może nie tak bardzo.
- Twoja mama niedługo otrzyma swoją szansę. – Powiedział tato, uśmiechając się. Wyglądała na przestraszoną, ale jestem pewna, że spyta go o to później i że zrobi wszystko co od niej będzie chciał.
Na czas kolacji porzuciliśmy dyskusję, ale cały czas o niej myślałam, dlatego jadłam bez odzywania się. Kiedy Jimmy zmywał naczynia, spytałam tatę:
- Uważasz, że poza szkołą też powinnam chodzić nago?
Usadowił się w swoim fotelu.
- Hmm, w domu oczywiście możesz robić co chcesz. Nie chodziłaś nago od czasu kiedy byłaś małą dziewczynką, ale mogłabyś, jeśli zechcesz.
Desperacko zaczęłam się zastanawiać jak ubrać w słowa pytanie, które chodziło mi po głowie.
- Czy odpowiedział ci na to co chciałaś wiedzieć skarbie? – Spytała moja mama. Zaczerpnęłam powietrza i potrząsnęłam głową. – Wal kawę na ławę. – Powiedziała z uśmiechem.
- Co z… innymi miejscami? – Wyrzuciłam z siebie wreszcie, zaczerwieniona. – Szkoła jest bardzo… publiczna. Czy mam również zdejmować ubranie w innych miejscach publicznych?
- Czy to taka straszna myśl? – Mama odpowiedziała pytaniem na pytanie. Siedziałam sztywno i słuchałam, ale nie odzywałam się ani słowem. – Jeśli to wystarczająco bezpieczne… Wydaje się być ciekawym przeżyciem i z pewnością sprawiłoby, że wielu młodych mężczyzn byłoby szczęśliwych widząc cię nago… Więc dlaczego by nie? Raz na jakiś czas. Albo kiedykolwiek.
- I to nie tylko młodych. – Dodał tato a mama zaśmiała się na te słowa.
- A co… z innymi rzeczami? Z seksem? – Dodałam. – Chcecie, żebym była bardziej rozwiązła? – Zaczerwieniłam się jeszcze mocniej.
- A chcesz? – Spytał mój ojciec.
Potrząsnęłam nerwowo ramionami.
- W ciągu ostatnich lat czasy bardzo się zmieniły. – powiedział do mnie. – Proponuję ci spróbować wielu rzeczy. Wszystkiego co możesz. Jesteś młoda.
Wszedł mój braciszek i spytał o czym rozmawiamy.
Ominęliśmy tę kwestię i zmieniliśmy temat. Po pewnej chwili wyszłam na spacer i mijając mieszkalne ulice, skierowałam się w stronę śródmieścia.

Według moich rodziców mogłabym po prostu… zrzucić ubranie i przejść się nago, prosto wzdłuż Ulicy Głównej. Onieśmielał mnie ten pomysł, ale wciąż szłam, rozmyślając o tym, o czym rozmawialiśmy. Zatrzymałam się przed sklepem i zaczęłam wpatrywać się w stroje bikini w witrynie. Tak naprawdę to myślałam o niezwykłych działaniach, jakich musiałam się podejmować w tym tygodniu. Po kilku minutach odwróciłam się od okna i kontynuowałam spacer. Nie patrzyłam gdzie idę i wpadłam na kogoś, upadliśmy oboje na chodnik. Obdarowałam go mnóstwem przeprosin gdy podnosiłam się na nogi.
Był to Mike, chłopak, z którym chodziłam na wf.
- Och, cześć Mike! – Powiedziałam.
- Wiedziałem, że to ty. Przechodziłem akurat przez ulicę by powiedzieć ci cześć. – Odrzekł, uśmiechając się miło. – To uchh… to dziwne zobaczyć cię nagle w ubraniu.
Zaczerwieniłam się, ale zachichotałam.
- Co ty nie powiesz!
- Mogę się przyłączyć? – Zapytał i kiedy skinęłam głową zaczął iść przy moim boku. Był na tyle uprzejmy, że nie zaczął rozmowy od nagości. Kupił mi deser lodowy i zaproponował przechadzkę do jakiegoś miejsca na uboczu, gdzie moglibyśmy spędzić czas bez obawy, że będzie mnie nachodził ktoś ze szkoły. Wyładowałam się na nim.
- Nie mogę uwierzyć w ten tydzień w szkole! – Powiedziałam. – Moi rodzice mówią, że to super, dyrektor każe mi uznać to za atut… To jest dla mnie tak upokarzające, naprawdę muszę to robić a niemal nie mogę tego znieść!
Słuchał uważnie moich narzekań na obecną sytuację, ale gdy po raz czwarty powiedziałam, że to niesprawiedliwe, żachnął się.
- Nie sądzę, że masz tak źle. – Powiedział zupełnie poważnie.
- Nie mam… źle? – Zaczęłam odczuwać do niego wrogość.
- Wyluzuj! Oczywiście, że nie masz źle. Jesteś bardzo ładna. To nie tylko moje zdanie, wszyscy tak uważają. Co by było gdybyś nie była? W t e d y byłoby dopiero niedobrze. Co gdybyś była tą pierwszoroczniaczką, która była tak przerażona, że musiała iść do psychiatry? I tak będzie musiała przez to przejść, przez cały następny tydzień. Co ty na to? Ale i jej nic nie będzie, poradzi sobie ze swoim problemem a pewnego dnia będzie szczęśliwa, że tego dokonała. Z tobą już teraz jest wszystko ok, Karen. Nie twierdzę, że to jest dla ciebie i dla każdej innej dziewczyny łatwe, ale z tobą jest wszystko w porządku.
Znów się zaczerwieniłam.
- Skończyłaś już loda? – Przytaknęłam a on odstawił mój pucharek.

Szliśmy wzdłuż ulicy. Nic nie mówił, po prostu szedł, patrząc na przejeżdżające samochody, domy, które mijaliśmy i drzewa.
- Mike? – Odważyłam się wstępnie. – Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły.
Uśmiechnął się, pokręcił przecząco głową.
- Miałem nadzieję, że to ty nie jesteś na mnie zła. – Przyznał. – To w końcu nie ja muszę latać po szkole z gołym tyłkiem.
- Moi rodzice myślą, że powinnam… spróbować również w innych miejscach. – Powiedziałam Mike’owi, różowiąc się.
- Chodzić nago?
- Tak.
- Może pomogłoby ci to poczuć się swobodniej kiedy będziesz musiała się rozebrać w szkole? – Zasugerował, wpatrując się we mnie z uwagą.
- To chyba… legalne dla mnie, żeby rozbierać się wszędzie. – Wciąż zawstydzona rozglądałam się nerwowo po ulicy.
- Jasne, przepisy o nieprzyzwoitym zachowaniu się dziewcząt i kobiet zostały przecież anulowane. – Zgodził się ze mną Mike. Spojrzałam na niego, przypominając sobie, że przecież widział mnie nagą przez ostatnie dno, potem wzięłam głęboki wdech i ściągnęłam koszulkę przez głowę. Uśmiechnęłam się do niego niemrawo, ale to już się stało. Rzuciłam ją na chodnik i zdjęłam stanik. Mike uśmiechał się do mnie szczerze, w wielkim zadowoleniu. Pozbyłam się butów, następnie zsunęłam i zdjęłam spodnie i wreszcie moje majtki. Usiadłam na ziemi i włożyłam z powrotem buty.
- Myślę że… robię się odważniejsza – zaśmiałam się, wstając naga od łydek w górę.
- Jesteś niesamowita! – Wyksztusił z siebie i oglądając mnie, dodał – I piękna.
Zmusiłam się do kolejnego uśmiechu.
- Dzięki.
- Przejdźmy się trochę. Dookoła kwadratu ulic a potem jeśli chcesz, możesz się z powrotem ubrać.
- W porządku
Spacerowaliśmy po kwadracie. Stresowałam się za każdym razem gdy obok nas przejeżdżał samochód. Za pierwszym razem chciałam skoczyć w krzaki, ale Mike złapał mnie za rękę.
- Nie robisz nic złego! – Powiedział raźno i kazał mi stanąć przed samochodem na pełnym widoku. Ten zwolnił a potem odjechał, Mike wyszczerzył do mnie zęby.
Nadjechał następny wóz. Mike tym razem chciał, żebym pomachała kierowcy. Nie zrobiłam tego, ale także nie schowałam się. Pomachałam przy następnym samochodzie, będąc w coraz lepszym humorze. W końcu dotarliśmy z powrotem do moich ubrań.
- Jeden kwartał na dziś wieczór wystarczy. – Powiedziałam do Mike’a przepraszająco i szybko się ubrałam. Patrzył na mnie z cwaniackim uśmieszkiem.
- Dobrze się bawiłaś?
- Średnio. – Przyznałam. Teraz, kiedy byłam ubrana, wydawało mi się to o wiele bardziej do zniesienia. W ogóle nie stało się nic.

Dodaj komentarz