Kolacja przy świecach

Pewnego wieczora postanowiłam przygotować dla mojego narzeczonego kolację przy świecach. Marcin miał wrócić z pracy około osiemnastej. Przed szesnastą przygotowałam sobie kąpiel. Nastawiłam radio na relaksacyjną muzykę i zanurzyłam się w wannie z przyjemnie ciepłą wodą i mnóstwem piany. Leżałam tak przez jakieś 15 minut po czym zabrałam się do depilowania mojej muszelki. Marcin uwielbiał gdy była całkiem gładka. Tak samo jak cała moja skóra. Po trzech kwadransach relaksu wyszłam z wanny, delikatnie osuszyłam ciało ręcznikiem i wtarłam w nie oliwkę. Nałożyłam delikatny makijaż, ubrałam szlafrok i wyszłam z łazienki. Wszystkie potrzebne produkty, typu sałata, rzodkwiewki, ogórek, pomidor, wyjęłam z lodówki. Umyłam warzywa, pokroiłam. Na blacie ustawiłam świeczki, zdjęłam szlafrok, położyłam się na stole i… zaczęłam przygotowywać specjalną kanapkę. Zaczęłam od cipki, na której położyłam liść sałaty, kilka plastrów ogórka i pomidora, dalej na brzuchu plastry rzodkiewki na zmianę z ogórkiem. Piersi również obłożyłam ogórkiem, a na sutkach położyłam po plastrze pomidora, z którego sok spływał po moim ciele na stół. Po jakimś czasie usłyszałam szczęk ostwieranego zamka.
- Hej Kociku! – zawołał Marcin z przedpokoju. – Urwanie głowy dzisiaj miałem… Non stop ktoś coś ode mnie chciał… Mówię Ci…
I w tym momencie wszedł do kuchni i stanął jak zaczarowany. Neseser z dokumentami wypadł mu z ręki, a oczy zaczęły błyszczeć.
-Pomyślałam, że zrobię Ci kolację… – odparłam oblizując koniuszki palców z soku pomidorowego. – Tylko nie mów, że jadłeś w pracy albo nie jesteś głodny…
-Kochanie… – zaczął luzując sobie krawat – chyba nigdy nie byłem tak głodny jak dziś…
Widziałam jak pęcznieją jego spodnie w kroczu. Podszedł do mnie zdejmując koszulę i wieszająć ją obok na krześle. Uwielbiałam jego nagi tors. Mogłam godzinami go całować i pieścić. Marcin pochylił się nade mną i musnął delikatnie moje usta swoimi. Raz, drugi… aż wepchnął w nie język. Całowaliśmy się tak przez chwilę, po czym oderwał się ode mnie i spojrzał na kompozycję na mym ciele.
-Hm… od czego tu zacząć?… – spytał z chytrym uśmieszkiem. – Bardzo apetycznie wyglądasz.
Znów się pochylił i koniuszkiem języka zlizał sok, który wciąż spływał wzdłuż moich piersi. Momentalnie na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a sutki stwiardniały. Delikatnie złapał zębami plasterek ogórka i schrupał go. To samo zrobił z resztą która otaczała moją lewą pierś. Na koniec przeciągnął językiem po jej boku wywołując u mnie koleny dreszcz. Poczułam jak coś chłodnego spływa po mojej muszelce. Sok z pomidora przedarł się przez liść sałaty i drażnił moją łechtaczkę. Przygryzłam dolną wargę i mruknęłam rozkosznie. Marcin spojrzał na mnie z błyskiem w oku i zabrał się za „rozbieranie” drugiej piersi. Sprawiało mu to ogromną radochę. Nie powiem, mi też było baaaardzo przyjemnie, ale napięcie narastało i miałam ochotę się na niego rzucić. Jednym słowem torturował mnie. Obie piersi były już nagie, poza sutkami, na których dalej leżały pomidory. Mój kochanek zaczął zbierać plasterki prowadzące w dół mojego brzucha. Już nie mogłam się doczekać momentu, w którym odsłoni moją muszelkę. On jednak speclajnie bardzo przeciągał konsumpcję z brzucha. W miejscu każdego zebranego plasterka składał pocałunek. Wreszcie dotarł do mojej cipki, która była już gotowa na mocniejsze doznania. Czułam jak wszystko w środku mi pulsuje. Marcin jakby specjalnie docisnął plasterek pomidora do mojej kości łonowej, żeby uzyskać jeszcze trochę soku… Znów poczułam jak stróżka spływa między moje płatki. Miałam ochotę zacisnąć nogi jak zawsze gdy mi jest dobrze. Marcin wyczuł ten moment i złapał mnie za kolana uniemożliwiając manewr. Patrząc mi w oczy zjadał warzywa z mojej cipki. Zostawił tylko sałatę.
-Mówiłem Ci już, że jest wspaniała?
-Dzisiaj jeszcze nie – odparłam z uśmiechem. On przesunął się w stronę moich piersi. – Pomidorka? – spytałam.
-Chętnie…
Pochylił się nad moim biustem i najpierw z lewej, później z prawej piersi, zdjął plasterki. Zgarnął palcem koleją porcję soku spływającego z moich cycuszków i zaczął drażnić moje sutki. Przybliżył do nich usta i poczułam jego ciepły oddech a po chwili już całował i lizał całe moje piersi. Na zmianę jednąi drugą. Cudownie to robił. W końcu wziął do ust i zaczął ssać sutki. Zaczęłam się wić na stole. Delikatnie pociągałam go za włosy.
-Kochanie zejdź niżej… – poprosiłam i westchnęłam gdy delikatnie przygryzł sutka.
Marcin obsypując mnie pocałunkami schodził w stronę mojej rozgrzanej szparki, która tylko czekała na jego dotyk. Zdjął przysłaniający ją liść sałaty i przejechał palcem po łechtaczce na co ja cicho stęknęłam. Bez słowa już przyłożył do niej język i zaczął ją drażnić. Jego język zaczął wsuwać się mędzy płatki mojego kwiatuszka.
-Wspaniale smakuje ten koktail Twoich soczków pomieszany z pomidorem – powiedział przerywając na chwilę. Przejechał palcem między płatkami. – Mogę wsadzić paluszki?
-Mhmmm – mruknęłam.
Marcin wsunął powoli najpierw jeden palec.
-Kochanie, jak tam mokro… – powiedział zafascynowany. Poczułam to, gdy wyciągnął palec, a soki wylały się se szparki. Złapał mnie za biodra, przesunął bliżej krawędzi stołu i dał do oblizania paluszek. Później wsadził go z powrotem do mojej ociekającej cipki i zginał go w środku jakby kogoś wołał.
Nie mogłam już dusić w sobie emocji i zaczęłam pojękiwać pieszcząc sobie piersi. Marcin widząc jak mi dobrze, wsadził we mnie drugi palec a ustami przywarł do łechtaczki, którą namiętnie ssał. Jego szybkie ruchy palcami w połączeniu ze zwinnym językiem doprowadzały mnie do ekstazy. Jedną ręką dalej pieściłam cycuszka, a drugą złapałam go za włosy i dociskałam jego twarz do mojej muszelki.
-Tak kotku… jeszcze troszkę – jęczałam czując nadchodzący wybuch. Po chwili cipka zacisnęła się na palcach Marcina, on nie przestawał mnie nimi pieprzyć, a po chwili gdy skurcz ustał, nadmiar soczków zaczął spływać po moich pośladkach. Marcin przez chwilę delektował się chlupotem w środku cipki. – Jesteś niesamowity – wydyszałam.
Marcin pomógł mi wstać, całował moje uszy, szyję. Zajęta delektowaniem się tymi pocałunkami nawet nie spostrzegłam kiedy doprowadził mnie do blatu. Usłyszałam jak rozpina pasek, ściąga spodnie, bokserki i po chwili już był we mnie. Oparłam się wygodnie o blat wypinając mocniej tyłek, w który dostałam mocnego klapsa. Marcin złapał mnie za włosy.
-Lubisz tak suczko, co? – wydyszał wprost do mojego ucha.
-Uwielbiam… uwielbiam jak mnie tak pieprzysz… Mocniej kotku, MOCNIEJ!
Już się nie kontrolowałam. Marcin wchodził mocno do samego końca. Znów dał mi klapsa. Czułam jak zaczynają drżeć mi nogi, a kolejny orgazm jest już blisko. Mój kochanek też to wyczuł, wyszedł ze mnie i obrócił mnie przodem do siebie. Zaczęliśmy się całować. Nasze języki szalały w namiętnym tańcu. Oderwałam się od niego i klęknęłam. Na wysokości ust miałam błyszczącego od moich soczków, pięknie naprężonego kutaska. Najpierw nie wkładając go do ust pieściłam go językiem i wargami. Wzięłam do rączki bata i zaczęłam uderzać nim o język. Marcin mruczał z zadowolenia. Wsunęłam delikatnie głókę do ust i zaczęłam ssać, przez co doprowadzałam kochanka do szaleństwa. Po chwili mocno wsunęłam całego do ust, aż poczułam głókę w gardle. Ciało Marcina się naprężyło.
-Tak suczko Ty moja… – wyjęczał. Złapał mnie za głowę, kilka razy jeszcze wbił się w moje usta i postawił na nogi. Usiadłam na blacie opierając stopy na brzegu, Marcin wziął na palce ślinę i wsmarował ją w moją cipkę. Wszedł we mnie zdecydowanie aż syknęłam gdy dobił do końca. Zahaczył moje nogi na swoich przedramionach, ja złapałam go za szyję, i podtrzymując mnie za pośladki zaczął posuwać na stojąco. Rozkoszował się moimi jękami. Wiedziałam że to uwielbia i daje mu to bardzo dużo satysfakcji.
Po chwili przestał i staliśmy tak w bezruchu. Ja w tym czasie zaciskałam cipkę na jego pałce. Przytuliłam się do niego i zaniósł mnie do sypialni. Bezprecedensowo rzucił na łóżko i zaczął robić mi palcówkę. Krzyczałam tak głośno, że sąsiedzi na pewno mnie słyszeli, ale nie przejmowałam się tym.
-Kochanie wejdź we mnie… błagam… chcę mieć Cię w sobie jak dojdę – skamlałam…
Marcin wiedział, że niedługo będę szczytować. Wyciągnął palce z cipki i strzelił w nią klapsa, a ja poczułam jak soczki pryskają mi na brzuch. Oparłam nogi na jego barkach. Przez chwilę drażnił się ze mną wsuwając w rozgrzaną szparkę samą główkę i wyciągając ją.
-Pokaż jak bardzo chcesz, żebym Cię wyruchał…
Nie musiał mi dwa razy powtarzać. Sięgnęłam do jego pośladków, wbiłam w nie paznokcie i ruchem bioder nadziałam się na jego mieczyk. Wiedziałam, że w tej pozycji oboje długo nie wytrzymamy. Marcin poślinił kciuk i zaczął nim jeździć po mojej łechtaczce. Ja coraz mocniej się na niego nabijałam. Cała drżałam, po moim ciele spływały krople potu.
-Kotku dochodzę! – wykrzyczałam. – Tak! Jeszcze! Mmmm… – moje „ochy” i achy” i zwroty typu „pieprz mnie!” odbijały się echem po sypialni. Marcin przyspieszył. Po moje ciało wygięło się w łuk, a gdy powoli opadałam Marcin wyszedł ze mnie i spuścił mi się na brzuch i cycuszki. Położył sięobok mnie.
-Bogini moja – wyszeptał i ucałował czule. – Prysznic?
-Oj tak… – odparłam wyczerpana………..

Dodaj komentarz