Kolacja

Sobota wieczór… Jesteś ubrana w obcisła mała czarna, pod spodem masz jedynie stanik, jesteś ze mną umówiona na kolacje… Jedziesz taksówka, dojeżdżasz na miejsce, kelner kieruje Cię do stolika w głębi sali, jest ukryty w kącie i zakryty ścianką… Dwa talerze, dwa kieliszki do wina, bukiet dojrzałych czerwonych róż, świece i ja… Ubrany w dopasowany garnitur, taki męski, pachnący, seksowny… Siadasz, nie przejmujemy się zamówieniem, mamy czas, nalewam Ci wina, sączysz spokojnie napój bogów, rozmowa płynie idealnie, zabawna, na poziomie… Niepostrzeżenie kelner przynosi 4 butelkę, jesteś upojona winem i dziwnie rozgrzana, zaczynam delikatnie smyrać Cię po nodze, podniecenie rośnie, moja ręka robi się coraz śmielsza, jest coraz bliżej celu „ups… But łyżeczka mi spadła” znikam pod stolikiem, nagle czujesz jak rozchylam twe nogi, po winie nie masz siły protestować, nie chcesz protestować, pieszczę palcem twoja muszelkę, dyskretnie wypinasz biodra dając mi sugestie czego pragniesz, po chwili czujesz mój ciepły oddech wiesz, ze tylko kilka centymetrów dzieli mnie od twojej cipki, czujesz me usta na swojej muszelce, czujesz jak mój język pieści twoje wargi, delikatnie muska perełkę… Jest coraz śmielszy, liże intensywniej, zaczynasz szybciej oddychać, kelner zza lady spogląda z zaciekawieniem, wiesz, ze nie możesz zdradzić co robimy, myśl, że ktoś w każdej chwili może nas przyłapać bardzo Cię podnieca… Mój języczek zatapia się w twoje dziurce, wierci kreci świdruje w twoja muska cipeczkę… Wychodzę spod stolika, biorę Cię za rękę i prowadzę do toalety, wchodzimy do ostatniej kabiny, podciągam Ci sukienkę, twoja pupcia jest taka zgrabna, cudowna, rozpinam spodnie, twoim oczom ukazuje się wielki, twardy, sztywny kutas, sterczy niczym statua wolności gotowy do akcji… Opierasz się o ścianę, wypinasz tyłeczek „zerznij mnie! Teraz! Natychmiast!” chwytam twoje biodra i wchodzę w Ciebie… Jęk jest oznaką bólu który mój twardziel powoduje otwierając twoja ciasna cipkę, zaczynam powoli rżnąć twój boski tyłeczek… Posuwam go swoim sztywnym twardzielem, cichutko pojękujesz, twoje wargi zaciskają się na nim jakby chciały zatrzymać go w sobie jak najdłużej, w ten sposób nie trzeba długo czekać by twój kręgosłup wygiął się w luk i ogromny orgazm wstrząsnął tobą powodując dreszcze… Zaciskając swoje pośladki na moim kutasie niemal wysysasz ze mnie orgazm i strzelam ciepła sperma… Wychodzę z Ciebie, twoje uda obciekają sokami, wycieram Cię chusteczką, prowadzę z powrotem do stolika, kończymy kolacje a potem jedziemy do mnie gdzie oddajemy się dalszym uciechom życia…

Dodaj komentarz