Koleżeński wyjazd na Mazury cz.1 "Pierwsza noc".

B. – dwudziestoletni student Wojskowej Akademii Technicznej. Mieszka w Otwocku. Posiada działkę na Mazurach.
Ż. – najlepsza koleżanka B. Znają się od 5 lat. Chodzili razem do technikum budowlanego. Ż. Jest skryta, ale wesoła i sympatyczna. Sama określiła się kiedyś jako osoba, która „zakręci się koło B. jeśli tylko będzie chciała”.
J. – sąsiad B. rok starszy od niego. Student polonistyki. Posiada skrywany talent pisarski. Znany z ekscentrycznego sposobu bycia. Jeździ swoim starym, przedwojennym motocyklem marki NSU i hoduje jadowite pająki.
A. – dobry znajomy B., J. i reszty osób, występujących w serii. Chodził do tego samego liceum, co J. Człowiek inteligentny, dowcipny, ale skryty. Zapalony motocyklista. Lubi popisywać się swoją wiedzą. Przez znajomych nazywany „samobieżną wersją wyszukiwarki Google”. Występuje w dalszych częściach serii.
M. – znajomy wszystkich osób, występujących w serii. Posiada też rozległe grono kolegów i koleżanek, z którymi utrzymuje luźniejsze kontakty. Student pedagogiki. Chodził do tej samej szkoły, co A, i J. Również motocyklista. Miłośnik dobrego kebabu.
K. – wulkan energii. Nie umie się opanować, toteż często sprowadza problemy w najmniej odpowiedniej chwili. Mimo to jest lubiany, a także ma dobre serce. Szuka prawdziwej miłości. Klasowy kolega A.
O. – dziewczyna, rok młodsza od B. Chodziła do tej samej szkoły, co J., A., K., i M. Ona i B. poznali się kiedyś na jednej z imprez. Od tamtej pory B. żyje marzeniem, by O. została damą jego serca. Występuje w dalszych częściach serii.

Ufff – odetchnął z ulgą B., kiedy dowiedział się, iż dostał 4 z egzaminu z fizyki. Był to ostatni egzamin w sesji letniej, toteż pierwszy rok akademicki mógł uznać za zaliczony. Zaczęły się wakacje. Znów można było spać do południa i zarywać noce, grając w „DotA”. Jednak wyobraźnię B. i reszty jego znajomych rozpalała myśl, iż już w ostatni piątek czerwca rozpocznie się tradycyjny jak co roku wyjazd do mazurskiego Rodowa, położonego nad jeziorem Dzierzgoń. Tam to właśnie leżała, należąca do B. działka, na którą on i jego znajomi jeździli w lecie na odpoczynek.
Jednak radość B. z wyjazdu nie była całkowita. Tym razem grupa była mocno okrojona. Nie pojechało w niej kilku znajomych, ze względu na sprawy osobiste. Poza tym, nie mogła tam też pojechać O. – dziewczyna, co do której B. miał coraz konkretniejsze zamiary. Niestety, spędzała ona wakacje na własnej działce, położonej na wyspie Wolin. Dlatego B. ciągle chodził przygaszony. Wydawało się, że tradycja zostanie podtrzymana, i jak co roku do Rodowa pojadą sami faceci. Stało się jednak inaczej. B. skontaktował się ze swoją koleżanką, Ż. Znał ją już kilka lat, od czasu, kiedy uczęszczali do jednego technikum. Ż. nie miała planów na wakacje. Od czasu rozpoczęcia studiów siedziała i uczyła się, a jej jedynymi chwilami rozrywki były uczty pijackie, organizowane wraz ze współlokatorami mieszkania, które wynajmowała Ż., by nie musieć dojeżdżać do stolicy z jej małej, rodzinnej wsi. B. postanowił zrobić niespodziankę kolegom i zaproponował Ż. wyjazd na działkę. Chciał odbić sobie w ten sposób nieobecność O. Poza tym, nawet w małym, letniskowym domku potrzebna była kobieta, która wszystkiego dogląda, dba o porządek i wyżywienie wyprawy. Ż. nie wyglądała jak Miss World. Jednak niewątpliwie nie można było odmówić jej uroku. Średniego wzrostu brunetka o zielonych oczach i urodzie nie do końca poddającej się klasyfikacji. Wyglądała trochę jak Japonka.
W końcu nadszedł ten dzień. Cała grupa – z wyjątkiem A., który był w tym czasie na objazdowej, motocyklowej wycieczce na Wolin i miał dojechać 2 dni potem – wsiadła do pociągu i pojechała do Prabut, a stamtąd, na zabranych ze sobą rowerach na znajdującą się w Rodowie działkę. Pierwszego dnia nie działo się nic ciekawego. Po dotarciu na miejsce odbyła się kolacja rozpoczynająca pobyt. Podczas niej alkohol lał się strumieniami. Właśnie z tego powodu udział w kolacji dość szybko zakończył K., pomimo, że M. pilnował, by każdy miał pełny kieliszek De Luxe’a przed sobą. Toast był wznoszony za toastem. Wszyscy chwalili też znakomite schaboszczaki, usmażone przez Ż. Wszystkim udzieliła się luźna atmosfera, toteż balanga zakończyła się dopiero nad ranem.
Następnego dnia czas również płynął leniwie. Grupa spędziła go na gadaniu o niczym i pływaniu w jeziorze. Oczywiście wieczorem była również spora impreza. Ale prawdziwa atrakcja miała się wydarzyć dopiero nazajutrz. Wtedy bowiem w sąsiedniej wsi Rodowo Wielkie organizowany był letni festyn. Chłopaki chodzili na niego co roku. Tym razem też postanowili się wybrać.
Festyn w Rodowie Wielkim odbywał się na wolnym powietrzu. Każdy z grupy zamówił piwo i hamburgera. B. przyniósł też 3 flaszki De Luxe’a. Z nich to właśnie coraz śmielej dolewał wódki do kieliszka Ż. Po jednym piwie i 4 kolejkach Ż. była już rozluźniona toteż B. zaproponował jej odejście od stołu, aby trochę potańczyć. Chętnie się zgodziła. Wiejski DJ puścił akurat hit lata – piosenkę grupy Weekend „Ona tańczy dla mnie”. To podziałało bardzo ożywczo na tańczących B. i Ż. B. obserwował zwinne ruchy swojej koleżanki. Nie mógł uwierzyć, że jest to ta sama cicha dziewczyna, którą znał już od kilku lat. Zawsze była nieśmiała i skryta. Teraz jednak tańczyła wśród innych dziewczyn, a B. stanął i z niedowierzaniem się przyglądał. Pomyślał, iż przez ten cały rok, kiedy to nie mieli okazji do częstego widywania się ze sobą Ż. bardzo wyładniała. Nie było wątpliwości, iż teraz jest bardzo atrakcyjną kobietą. Jej średnio długie, czarne włosy opadały aż do pleców. Ubrana była w czerwony top i krótkie dżinsowe szorty, które zarazem odsłaniały jej piękne, długie nogi, jak też uwydatniały zgrabną i foremną część ciała, znajdującą się poniżej pasa. Ż. lubiła disco-polo toteż na jej twarzy malował się szczery uśmiech, ozdobiony aparatem ortodontycznym. Rzuciła się w tłum pląsający na boisku, przekształconym na czas festynu w parkiet. Kręciła przy tym wymownie swoim zgrabnym tyłeczkiem. Twarz patrzącego na to zjawisko B. nabrała takiego wyrazu, jakby ktoś dźgał go w kark śrubokrętem. Naraz Ż. zauważyła, iż B. stoi z boku, toteż złapała go delikatnie, aczkolwiek sugestywnie za rękę i zaprowadziła na środek parkietu.
Po chwili DJ zagrał coś wolniejszego. B. prawą ręką objął koleżankę w talii, lewą kładąc na ramieniu. Ona też nie pozostała bezczynna i swoimi delikatnymi dłońmi objęła jego szyję… rozpoczął się taniec. Po jakiejś minucie ich oczy spotkały się, po czym B. musnął lekko swymi wargami wydatne usta Ż. Co ciekawe, ona nawet się nie odsunęła, tylko odwzajemniła ten niespodziewany pocałunek. Zaskoczony B. szepnął do jej ucha:
-Jesteś taka piękna i delikatna…. – po czym głęboko westchnął.
Taniec skończył się. B. i Ż. podążyli do stolika przy którym siedziała reszta naszych bohaterów. J. rozmawiał z M. na temat wyprawy, na którą pojechał swą Yamahą A. Natomiast znajdujący się w stanie upojenia alkoholowego K., wydzierając się bez przerwy, zapragnął nagle wskoczyć na stół. Było już po 21, toteż zaczęło się ściemniać. Z. poczuła się zmęczona i zaproponowała, żeby wszyscy udali się z powrotem na działkę. jednak reszta grupy dopiero się rozkręcała. Zobaczyli oni bowiem pewną piękną dziewczynę, którą znali z poprzednich wypadów do Rodowa. Nazwali ją nawet Twarzą Anioła. To przesądziło o pozostaniu ich na zabawie. B. i Ż. natomiast udali się w drogę powrotną do domku. Pomimo odległości kilku kilometrów droga zleciała im szybko na szczerej przyjacielskiej rozmowie. B. zwierzył się koleżance, iż ma coraz większe wątpliwości, dotyczące jego przyszłości z O. dziewczyna ta pozostawała obojętna na większość jego starań, pojawiając się tylko na szczególne zaproszenia, nie częściej, niż raz na miesiąc. B. zadurzony był w O. bez pamięci, lecz ona lekceważyła te uczucia, kręcąc na raz z kilkoma innymi mężczyznami. O tym właśnie B. poinformował Ż. Liczył na jej radę w tej kwestii.
Kiedy para dotarła do domku letniskowego, B. zrobił jeszcze 2 herbaty po czym wraz z Ż. usiadł na kanapie i kontynuował rozmowę. Jak na przekór, pomimo końcówki czerwca, noce były chłodne, toteż B. otoczył Ż. ramieniem, ponadto dając jej do założenia swoją bluzę. Nie miał pod nią nic, toteż przez chwilę siedział nagi do pasa. Patrząc na to, Ż. poczuła niewiarygodny przypływ podniecenia. Mówiła sobie w myślach, że to przecież B., jednak nie widziała go jeszcze nigdy w takiej sytuacji. Z podziwem patrzyła na jego wyrobione mięśnie brzucha i płaską, choć wytrenowaną klatkę piersiową. B. z wolna popijał herbatę, jednak uznał, iż jest ona za mało słodka. Sięgnął po cukier. Bliskość Ż. zdekoncentrowała go jednak i wysypał zawartość łyżeczki na swój opalony tors. Zakłopotana dziewczyna pomogła mu zebrać cukier, a ostatnie kryształki pozbierała językiem. To sprawiło, iż nieruchomy dotąd miecz B. zaczął się podnosić. Ż. tymczasem ani myślała o oderwaniu się od tak zjawiskowego, męskiego brzucha. Całowała go bez przerwy. B. nie chciał pozostać dłużny, postawił pustą szklankę na stoliku przed telewizorem, delikatnie zdjął but z ponętnej stopy Ż. i całował palec po palcu. Ona westchnęła przeciągle. Z racji gorąca zdjęła bluzę, a potem swój top, pod którym miała piękny, niebieski stanik bez ramiączek. B. aż podskoczył z wrażenia, kiedy to zobaczył. Całował jej nogę od dołu do góry, przeszedł na płaski brzuch, zatoczył kilka okręgów językiem dookoła pępka i przystąpił do rozpakowywania cudownego prezentu – pięknych, jędrnych piersi Ż., które przypominały mu pączki z cukrem pudrem, jakie uwielbiał jeść w Tłusty Czwartek. Położył swoje dłonie na zjawiskowych półkulach. Czuł, że narasta podniecenie Ż., ponieważ jej sutki stwardniały, zaczerwieniły się i stały się tak wrażliwe na dotyk, że Ż. aż wzdychała z podniecenia. B. usiadł za koleżanką na kanapie, sadzając ją sobie na kolanach. Palcami delikatnie masował jej piersi, z lekka je podszczypując. Opuszkami kręcił na nich ósemki. Ż. nie wytrzymała i zdjęła swoje szorty, pod którymi miała stringi w kolorze staniczka. Pod ich zwiewnym materiałem, jej gejzer wręcz wyrzucał porcje gorącej lawy rozkoszy.
Nagle Ż. poderwała się z kanapy i silnie pociągnęła za rękę B. Ten wstał, a ona kucnęła, przywarła torsem do jego nóg i ściągnęła ciemnogranatowe jeansy, w których miał zwyczaj chodzić B. Potem, dalej nic nie mówiąc, zerwała z niego bokserki, po czym pocałowała jego wyprężoną lancę w samą żołądź. Chwilę potem pochłonęła ją aż po samą nasadę tak, że B. czuł się jak w niebie. B. był bardzo zdziwiony jej postępowaniem, lecz nie oponował, ponieważ był ciekaw, jak dalej potoczy się ta sytuacja. Zadawał sobie pytanie, dlaczego ta dziewczyna tak nagle zmieniła sposób swego postępowania. Otóż Ż. robiła to, ponieważ już dawno nie miała żadnego fizycznego kontaktu z mężczyzną. A takiego właśnie potrzebowało jej młode, seksowne ciało i niespokojny duch. Od czasu ukończenia technikum, przeprowadziła się do małego mieszkania na warszawskim Bemowie, które dzieliła z trzema innymi osobami. Byli wśród nich faceci, lecz nie na takich osobnikach jej zależało. Byli oni bowiem chętni i napaleni, jednak nie mieli ogłady, charakterystycznej dla B. poza tym, jak wiele razy mu opowiadała, Ż. odrzucało w nich to, iż bardzo często chodzili niedomyci. B. – co innego. Miał klasę i styl…
Tymczasem Ż. zawzięcie pracowała nad piką B. Jej języczek doprowadzał go na skraj ekstazy. Aby doznania młodego absolwenta budowlanki były jeszcze silniejsze, łaskotała go po jądrach piórkiem, wyciągniętym ze spinki do włosów. Tego było już dla B. za wiele. Po 3 minutach takiego traktowania wydał z siebie sapiący dźwięk i zalał namiętne usta Ż. potokiem świeżej, gorącej spermy. Połknęła wszystko, po czym wstała, przeciągnęła się, zdjęła majteczki i powiedziała:
- B*****, jestem taka nienasycona…! Chcę teraz poczuć Twój język w moim rozpalonym tuneliku.
B. jednak nie miał zamiaru robić jej minetki. Wziął ją na ręce i przeniósł z salonu do pokoju, jaki zajmował razem z J. Tam brutalnie rzucił ją na tapczan i nie bacząc na to, że długie włosy w nachylonej do przodu pozycji kucznej, w jakiej w tamtej chwili znajdowała się Ż. wchodziły jej do oczu, wszedł mocno w jej soczystą brzoskwinkę. Ona zapraszająco wypięła swój krągły tyłeczek ustawiając się tak, by B. miał najlepszy do niej dostęp. W tej pozycji możliwość penetracji była naprawdę wspaniała, toteż nasz bohater wchodził w Ż. aż do dna macicy. Czuł, że jej różyczkę zalewają wciąż nowe porcje soków. Widział, że na jej ciało wystąpiły grube krople potu. Nagle Ż. zaczęła drżeć i wzdychać. B. przyspieszył tempo. W tym momencie Ż. zaczęła odczuwać spełnienie. Jednak było ono o wiele bardziej intensywne, niż zwykle. Nadchodziła potężna fala orgazmu. Jeszcze bardziej podniecało ją to, że jej cipkę rżnie właśnie B., cichy chłopak, którego nie podejrzewała o takie rzeczy. „Jest naprawdę dobry” – przemknęło jej przez myśl.
Nagle B. zmienił pozycję. Wyszedł z tuneliku koleżanki a sam położył się na plecach. Tym razem Ż. nabijała się na jego halabardę a on widział jak jej cudowne piersi podskakują w rytm tych pchnięć. Jeszcze tylko kilkanaście sekund i nagle skurcze pochwy Ż. doprowadziły B. do wytrysku. Nie zdążył nawet wyjść, tylko wpompował w nią wszystko, co do jednej kropli. Ż. ogarnęła fala rozkoszy i spełnienia. Wbijała swoje pomalowane na czerwono paznokcie w tors B., wyła wręcz z rozkoszy, jaką on jej dawał. Nagle zaczęła mówić:
- Taaak! Jeszcze trochę… doprowadź mnie na szczyt! Ooooch…
Nagle przeszedł ją słodki dreszcz a cipka wydała z siebie sporą ilość jej soków.
Ż. i B. opadli na siebie prawie nieprzytomni i mocno się przytulili. Potem B. zanurzył palec w jej muszelce i spróbował tego soczku. Wyczerpana, choć spełniona Ż. zasnęła. B. otulił jej piękne ciało starym, wełnianym kocem produkcji radzieckiej. Sam też się zdrzemnął…
Obudził go w środku nocy SMS od O. nagle pomyślał, czy postąpił słusznie, zdradzając ją ze swoją najlepszą koleżanką. Jednak potem uspokoił się, że ona nie musi o tym wiedzieć. SMS brzmiał: „B*****, przyjeżdżam do Was jutro”. B. uspokoił się. Zza ściany dochodziło miarowe pochrapywanie K. Zasypiając, B. pomyślał, jak dobrą ma koleżankę. Wiedział, iż zatańczy dla niego zawsze wtedy, gdy on będzie miał na to ochotę… CDN

4 Comments

Dodaj komentarz