Korki z matmy

Odkąd pamiętam, zawsze potajemnie kochałem się w Sylwii. Nie wiem, może to jej uroda, a może jej charakter tak na mnie działał. Było to dosyć dziwne, bo według moich kumpli była ona wprawdzie ładna, ale nie najładniejsza w naszej klasie. Ale mnie Agnieszka jakoś nie pociągała. Wolałem ją, piękna, mądrą, inteligentną. Kochałem się z nią w myślach bez przerwy, marzyłem o tym, żeby się z nią pieprzyć, wyobrażałem sobie, jak mi bierze ptaszka do ust… Po prostu myślałem o tym, o czym myślą wszyscy nastoletni chłopcy ;). Mimo to nigdy nie zdobyłem się na odwag,ę by do niej podejść, porozmawiać czy poprosić do tańca na szkolnej dyskotece. Jakoś brakowało mi odwagi. A przecież w kontaktach z innymi dziewczynami nie miałem takich problemów!. Jakaż wiec była moja radość, gdy to ona do mnie podeszła! Właśnie miałem wychodzić ze szkolnej szatni na dwór, gdy usłyszałem dziewczęcy glos:

Marcin, zaczekaj!.
Na początku pomyślałem, ze to pewnie nie do mnie, ale gdy się odwróciłem, zobaczyłem Sylwię idącą w moim kierunku! Jeszcze nie zdążyłem nic powiedzieć, a już mi się zrobiło strasznie gorąco i serce zaczęło mocniej bić. Była ubrana w ciasne, obcisłe dżinsy wspaniale uwydatniające jej wspaniale, okrągłe kształty oraz w króciutką koszulkę, odsłaniająca kawałek brzuszka wraz z pępkiem. Wyglądała bosko! Gdy do mnie wreszcie podeszła, powiedziała cos w tym stylu (dokładnie nie pamiętam, nie muszę chyba mówić dlaczego):
- Marcin, wiem, ze masz kłopoty z matmy i ze Ci grozi pała na koniec. Przed chwila rozmawiała ze mną "Stara" (tak mówiliśmy na nauczycielkę z matmy) i pytała się mnie, czy nie pomogłabym Ci z tą algebrą. Jeśli chcesz, możesz do mnie kiedyś przyjść, to Ci wytłumaczę…

To nie do wiary, "Stara" załatwiła mi randkę z Sylwią!- pomyślałem. Oczywiście powiedziałem jej:
- Jasne, dzięki za propozycje. A kiedy mógłbym do Ciebie przyjść?.

Odpowiedziała, ze jeśli chce, to mogę wpaść jeszcze dzisiaj, np. o 15.00, bo ona ma właśnie dzisiaj dużo wolnego czasu. No i zgodziłem się! O rany! Miałem się spotkać z Sylwią! To nic, ze mamy się uczyć matmy, przy niej to będzie sama przyjemność! W drodze do domu wyobrażałem sobie jak to będzie, czy będziemy się tylko uczyć, czy może też trochę pogadamy, a może nawet się umówimy na następne spotkanie? Nieeee, wydawało mi się, że jak zwykle zaczynam fantazjować.

Po szybkiej kąpieli (gdy doszedłem do domu było już gdzieś kwadrans po 14.00) i użyciu najlepszego dezodorantu jakiego miałem, wyszedłem z domu. Dzień był cudowny, wprawdzie był to dopiero koniec maja, ale czuć już było szybko nadchodzące lato. Szedłem sobie i szedłem, gdy nagle stanąłem i powiedziałem: "O Kur..!!! Nie mam żadnej książki! Ani nawet swojego zeszytu z matmy!" Od razu pomyślałem, ze przecież nie mogę do niej przyjść nie mając nic przy sobie. Pomyślałaby sobie, że jestem jakiś totalny palant. Czym prędzej wiec zawróciłem i pobiegłem w kierunku domu. Odległość, która wcześniej pokonałem w 20 minut (głownie przez moje rozmyślania o Sylwii) pokonałem w 4 minuty! I mimo, że drogę od mojego domu do domu Sylwii pokonałem ciągle biegnąc, spóźniłem się. Była dokładnie 15.14, gdy zadzwoniłem (a potem zapukałem, bo dzwonek okazał się zepsuty) do jej drzwi. Drzwi otworzyła Sylwia. Od razu zaskoczyło mnie to, ze była ubrana w szlafrok.

- Masz szczęście, że Ci otworzyłam, jeszcze 5 minut temu byłam pod prysznicem i pewnie bym nie usłyszała jak pukasz.
Odpowiedziałem, ze przepraszam za spóźnienie, ale – tu wstawiłem jakąś kretyńską wymówkę. Sylwia powiedziała:

- Nic nie szkodzi, sama dopiero przed chwilą wróciłam do domu, trochę głupio żeśmy się umówili, prawda?
Przyznałem jej racje.
- Wejdź do mojego pokoju, ok?. Ja zaraz tam przyjdę- powiedziała.

Gdy wszedłem do pokoju, od razu rzuciło mi się w oczy biurko, na którym leżały przygotowane książki i inne rzeczy pomagające w nauce. "No tak" – pomyślałem -"A ja głupi wyobrażałem sobie Bóg wie co. Pewnie rozwiążemy kilka zadań i na tym się skończy mój pobyt tutaj". A pokój miała bardzo fajny. Na ścianach pełno było plakatów Backstreet Boys i jakiś innych boysbandow, był tu tez mały telewizor, odtwarzacz Cd i łóżko, wyglądające na dosyć wygodne. Nie zdążyłem jednak sprawdzić, jak jest w istocie, gdyż do pokoju weszła Sylwia.

- Wiesz, dzisiaj po szkole kupiłam sobie nową płytę Backstreet Boys. Lubisz ich? – spytała.
Odpowiedziałem, ze tak, ze mają fajne piosenki (naprawdę tak myślę! to nie był kit!).

- Super – powiedziała – To może najpierw się cos pouczymy, a potem wspólnie posłuchamy tej nowej płyty? Mogę Ci tez pokazać moje zdjęcia z Włoch (aha, zapomniałem powiedzieć, ze Sylwia tydzień wcześniej wróciła z 2 tygodniowych wakacji spędzonych we Włoszech). Ma się rozumieć przystałem na te propozycje. No więc chyba się jednak myliłem w moich osadach. Sylwia jawiła mi się teraz jako skrupulatna, sumienna dziewczyna, która na pierwszym miejscu stawia obowiązek a dopiero na drugim przyjemności. Usiedliśmy wiec przy biurku. Ja z lewej strony, ona z prawej. Biurko było dość duże, więc było nam przy nim dość wygodnie. "To biurko jest w sam raz, by położyła się na nim Sylwia i żebyśmy… Kurd, o czym ja myślę, przecież ona mi cos właśnie tłumaczy, siedzi tu przy mnie, a ja myślę tylko jak ja przelecieć!

Kurcze, muszę się skupić na matmie"- myślałem jednak o TYM przez cały czas. Przez cały czas czułem wspaniały zapach jej perfum, który tym bardziej mnie podniecał im byłem jej bliżej. Nie mogłem się jednak przecież do niej przytulić! Musiałem zachować pewien dystans, mimo to jej zapach było czuć bardzo intensywnie. Nagle spostrzegłem coś niesamowitego. Sylwia nie miała na sobie stanika!. Ponieważ jestem od niej nieco wyższy, katem oka spojrzałem w kierunku jej dekoltu i o mało nie zemdlałem! Dokładnie, z odległości kilkudziesięciu centymetrów, zobaczyłem wspaniały, okrąglutki i o dziwo opalony lewy cycek! Widocznie musiała opalać się we Włoszech bez stanika ;). Starałem się dostrzec jak najwięcej, wierciłem się, naciągałem głowę by lepiej widzieć… Miałem ochotę wziasc go do ust i ssąc bez opamiętania. Moje podniecenie wzrastało niesamowicie, potęgowany jej zapachem, uczuciem fizycznej bliskości i przede wszystkim widokiem jej wspaniałego biustu. Nie mogłem już dłużej wytrzymać, musiałem coś z tym zrobić. Musiałem jej powiedzieć, na co mam ochotę, chciałem żeby wiedziała, że mnie podnieca i że chce się z nią pieprzyć. Postanowiłem zaryzykować, w końcu raz się żyje! Żebrałem się wiec na odwagę i spytałem:

- Czy mógłbym skorzystać z toalety?

Gdy wszedłem do kibla od razu wydobyłem swojego małego i go sobie zwaliłem. Nie trwało to długo, najwyżej kilkanaście sekund. Wytrysk miałem taki jak nigdy przedtem, co jednak spowodowało, ze troszkę pobrudziłem podłogę i jedna ze ścian w owej łazience. Szybko wytarłem cala spermę papierem toaletowym i wyszedłem z łazienki. Gdy już byłem w pokoju okazało się ze Sylwii w nim nie ma. Zrobiłem dwa kroki do przodu gdy nagle usłyszałem, że ktoś za mną wszedł do pokoju. Odwróciłem się, i ujrzałem najpiękniejszy widok w moim krótkim życiu. To była Sylwia, zupełnie naga, taka jaka ja Pan Bóg stworzył! Stała tak przez chwilę, a ja się jej przyglądałem. Teraz już mogłem bez przeszkód oglądać jej wspaniały, jędrny biust, z którego końca sterczały śliczne sutki, a których wcześniej nie mogłem dostrzec. Mój wzrok skierował się potem nieco w dół, aż dotarł do jej cipki, wspaniale porośniętej ciemnymi włoskami. Nie mogłem jednak więcej podziwiać tego niewątpliwie wspaniałego widoku, gdyż Sylwia podeszła do mnie. Gdy była już całkiem blisko chwyciła moje dłonie i położyła je sobie na pupie, natomiast swoje położyła na mojej. Jej wzrok spotkał się z moim, a chwilę później całowaliśmy się już namiętnie. Jej języczek był wspaniały, ciągle tez pieściłem jej tyłeczek. Cala ta sytuacja sprawiła, ze mój ptaszek stal już wyprostowany, jak przed niedawnym orgazmem. Sylwia musiała to wyczuć, gdyż powoli zaczęła zbliżać się dłońmi w kierunku mojego rozporka. Gdy już rozpięła wszystkie guziki spodnie wraz z majtkami opadły na ziemie.

Staliśmy więc i całowaliśmy, przy czym ja starałem się zlokalizować jej szparkę, a ona bawiła się moim kutaskiem. Trwało to może z 2-3 minuty, gdy nagle Sylwia powoli zaczęła się uginać, aż w końcu zupełnie przede mną uklękła mając przed sobą tylko stojącego jak pal fallusa. Stałem już zupełnie nagi, gdyż wcześniej zdążyłem zwinnym ruchem pozbyć się zbytecznego odzienia. Na początku zaczęła delikatnie muskać koniuszkiem języczka końcówkę mojego jasia, by zaraz włożyć go sobie łapczywie całego do ust. Jej główka poruszała się rytmicznie, a przeze mnie raz po raz przechodziły dreszcze rozkoszy… I gdy miałem już ponownie w dzisiejszym dniu eksplodować, ona nagle przestała, jak gdyby przeczuwając ze nagle nastąpi wytrysk spermy. A szkoda, bo miałem wielka ochotę teraz się spuścić na jej śliczna buzie…. Sylwia wstała i odwróciła się do mnie tyłem. Jedna nogę położyła na krześle, przerzuciła pęk włosów do przodu i wypięła dupcie ochoczo. Nie kazałem jej na siebie zbyt długo czekać, choć widok jej wypiętej pupy był co najmniej świetny. Zrobiłem krok do przodu, lecz nie wszedłem w nią od razu, lecz kucnąłem i zacząłem języczkiem badać jej dziurkę.

Jej cipka była już bardzo wilgotna, co mnie bardzo podniecało. Po chwili tego lizanka, Sylwia krzyknęła, żebym w końcu przestał i w nią wreszcie wszedł. Oczywiście przystałem na jej prośbę i po chwili czułem już błogie ciepło w jej wnętrzu. Posuwałem ja delikatnie, potem troszkę szybciej, by zaraz znów zwolnić. Pchałem jak najdalej się dało, mój kutas wchodził aż po same jądra, Sylwia krzyczała tak głośno, że aż się przestraszyłem, że ktoś z sąsiadów może usłyszeć lub ktoś na ulicy (Sylwia mieszka w bloku na parterze). Nagle poczułem, ze zbliża się nieunikniony finał tej zabawy, w moim chuju aż się gotowało. Nie zamierzałem też teraz przestać, jak wcześniej uczyniła to Sylwia, więc po chwili spuściłem się w jej dziurze z ogromną siła. Czułem, jak sperma wypełnia jej wnętrze, poczułem jak przez jej ciało przechodzą dreszcze.

Gdy już wyjąłem go z jej szparki, strumień nasienia wylał się na podłogę tworząc na niej małą plamę. Sylwia otarła sobie ręką miejsce, z którego wypłynęła sperma a następnie z uśmiechem polizała rękę. Podeszła do mnie, pocałowała w policzek i powiedziała do ucha: "dziękuje". A wydawało mi się, ze to ja jej powinienem podziękować… :).
No a potem przenieśliśmy się do jej łóżka, które nawiasem mówiąc okazało się bardzo wygodne, w którym zabawialiśmy się sobą przez następne 2-3 godziny.
Na zakończenie dodam, ze razem z Sylwia tworzymy teraz nierozłączną parę a i sceny jak te wyżej opisane, nie są nam obce…

Dodaj komentarz