Na dachu

Ale z tym wieżowcem to trochę przesadziłeś…
- Nie bój się, to już przedostanie piętro!
- Chciałeś powiedzieć DWUDZIESTE DZIEWIĄTE!!!
- Kochanie, zaufaj mi, nigdy cię przecież nie oszukałem… – spojrzał jej w oczy nie puszczając delikatnej dłoni… zresztą mimochodem trzymał ją jak w imadle…
- Dobrze… – zawahała się – ale wejdziemy na sekundę, dobrze? …i to wszystko?
- Ty wybierasz… – pokonali ostatnie stopnie przeciwpożarowych schodów.
Weszli na dach.
Mimo, że byli na jego środku – widok zapierał dech w piersci… u stóp mieli budzącą się do życia stolicę tego kraju… Lekki powiew wirował wokół ich twarzy… Słońce dopiero co wstało i świat pod nimi rzeczywiście był piękny…
- Ładnie tu… – powiedziała cicho, ale jej głos drżał – …chociaż wysoko…
- Kochanie, nie bój się, jesteś ze mną… – objął ją silnym ramieniem i mocno przytulił do siebie – …a przy mnie nic Ci się nie stanie… nie może stać… jeśli są jakies zagrożenia… to wystarczy, że wskażesz mi je palcem…
- Kotku… wiem… ale tu jest bardzo wysoko…
Obrócił ją w swoją stronę… wcześniej dużo słyszał o obronie, gdy kobieta czegoś nie chce… ale albo był zbyt silny (?) albo ona się wcale nie broniła…
- To ja! Czy kiedykolwiek bałaś się czegoś, gdy stałem u twego boku?
- Nieee… – odpowiedziała niepewnie – Nie.
- Więc dlaczego teraz się obawiasz? Nigdy Cię samej w potrzebie nie zostawię, a tu i teraz jesteś ze mną zupełnie bezpieczna!
- Wiem… ale i tak się boję…
- Nie bój się… najmilejsza… – przytulił ją mocniej – Nic… zupełnie nic Ci nie grozi…
- Nie puszczaj mnie… nie waż się mnie zostawić!
- Lejesz miód… – przerwał – zupełnie nie mam zamiaru Cię puścić! Pocałował ją w usta. Oddała mu pocałunek przywierając do niego mocniej całym ciałem…
Lato już odeszło i zaczynało było dość chłodno o tej porze. Rozchylił poły jej płaszcza… miała na sobie czarne, roszerzone u dołu spodnie, które doskonale uwypuklały jej kobiecą sylwetkę.
- Chyba chciałbym to z Ciebie zdjąć…
- Od kiedy to się pytasz? – spojrzała na niego z uśmiechem – Tylko nie wiem czy to jest miejsce na takie rzeczy…
Posadził ją na jakiejś sporej, drewnianej szkrzynce…
- Znowu droczysz się ze mną? – poczuł jak rozpina mu pasek od spodni – A może się nie droczysz… Chyba nie… co Ty robisz?
- Wkładam Ci rękę…
- Ale… ale ..chyba go …go… właśnie trzymasz..!
- Tak, mam w dłoni coś małego… – uśmiechnęła się
- Małego!? – oburzył się, ale przymknął oczy czując jak jej ręka bawi się jego budzącym się do życia członkiem…
- Tak…i wydaje mi się, że to coś zaczyna rosnąć… chcesz, żebym przestała go dotykać? Ooo… chyba nie chcesz… Mój miś… grzeczny… – pocałowali się w usta… jednak wcale nie miała zamiaru go puścić… Zajął się jej ubraniem…
- Wiesz… zaraz znowu rozerwiesz mi spodnie, a ja i tak nie jestem przygotowana… mam kozaczki, mam rajstopy, jak sobie to wyobrażasz? …czuję jakieś darcie materiału…. co Ty robisz?! – poczuła, że nie ma już spodni…jego ręce na swoich pośladkach…i pulsujące narzędzie zbrodni w swojej dłoni… Ich usta znowu się odnalazły…
- Pragnę Cię… baaardzo… – pocałował jej szyję, a jego ręka powędrowała niżej nie mogąc sobie odmówić dotknięcia jej piersi… tym razem miała na sobie kamizelkę… przez chwilę …a pod nią bluzkę, którą właśnie pokonał wkładając rękę pod spód… Nie miała na sobie stanika. Lubił, gdy go nie ma… Uwielbiał jej biust, kochał jej nieduże piersi ze sterczącymi sutkami, gdy zaczynała się podniecać… choć wydawało mu się czasem, że ciągle takie są…
Jego czarny płaszcz spadł już dawno na ziemię, to samo stało się z koszulą… rozsypane dookoła guziki wskazywały, że stracił ją równie szybko… Przyśpieszyli…
Cały czas siedziała przed nim w taki sposób, że …wysokość była idealna. Ich usta znowy przywarły do siebie dziko… goniące się jezyki w szaleńczym tańcu bawiły się sobą z żarliwym uczuciem…
Zsunął jej rajstopy… Również nie miała nic pod spodem…
- A mówiłaś, że …
- Przestań gadać tylko mnie już weź!!
Jego penis zesztywniał jeszcze bardziej… nie czekając na dodatkową zachętę – wsadził go jej mocno, głęboko…
- Aaa…ch… – westchnęła …gdy poczuła go w sobie.
Poczuł jej wilgoć wokół swojej męskości. Delikatnie zaczął w nią wchodzić, ale złapała go mocno za pośladki …i przestał się bawić w delikatność!!
Mocne, nieco gwałtowne, chociaż rytmiczne ruchy wewnątrz jej rozpalonej cipki nie pozwalały im odetchnąć…
…bardzo jej pożądał… ale czuł, że i ona jest już coraz bliżej… Wchodził w nią mocno, zdecydowanie… Jego członek wypełniał ją całą w środku… Objęła go nogami, żeby móc go czuć jeszcze lepiej…
Złapała go za szyję… przywarli do siebie jeszcze bardziej…
Uderzał jądrami o jej ciało, a penis wchodził coraz mocniej, szybciej… łapczywie ścisnął jej piersi… ostro wpił się ustami w jej usta…
zamknęli oczy… czuła go w sobie…
…ciepło rozlało się po jej ciele…
…zadrżała …a świat zawirował wokół niej…

— — —

Słońce patrzyło na to wszystko z uśmiechem, radośnie zauważając,
że ktoś wreszcie docenił pięknie oświetlone miejsce,
którego przeznaczenie w końcu zostało odkryte…

Dodaj komentarz