Nawet śmierc nas nie rozdzieli

Jest zima. Pewien dwudziesto jedno letni chłopa mieszka samotnie w leśniczówce w samym środku lasu daleko poza jakąkolwiek cywilizacją. Zima jest w tym roku wyjątkowo mroźna i śnieżna. Zbliża się Boże Narodzenie, pomimo że w promieniu kilku kilometrów nie ma żywej duszy tradycja wymaga aby w każdym domu stała piękna choinka. Ale nie taka z supermarketu pachnąca zapachem z puszki, ale taka prawdziwa, świeżo ścięta. Może to dziwne bo w leśniczówce nie ma prądu ale święta bez choinki to nie są święta. Wstałem więc o piątej rano aby jak zwykle o tej porze roku, aby przynieść drewno w drewutni do kominka. Z faktu że tak wcześnie rano temperatura spada grubo poniżej zera ubrałem się ciepło. Wziąłem siekierę i sanki. Bo przecież tak o wiele łatwiej i lżej dźwigać szczapy drewna i drzewko bożonarodzeniowe. Nie powiem trzeba było się napracować ale można było się przyzwyczaić. Po jakimś czasie na sankach było już pełno drewna do kominka. Teraz więc pora na choinkę. Pomimo że w lesie w którym znajdowała się leśniczówka było mnóstwo iglaków to żadne nie przypadło mi do gustu. Po kilku godzinach poszukiwania znalazłem duże, piękne drzewko, idealne na święta. Szkoda było wziąć siekierę i zacząć rąbać bo świerk wyglądał fantastycznie ale w końcu tradycji musi stać się zadość. I tak po kilkunastu minutach iglak wylądował na sankach obok szczap drewna. Teraz nie pozostaje nic innego jak tylko wrócić do domku, tym bardziej że zbliża się zamieć a ja dość daleko oddaliłem się od domu. Teraz przekonałem się że sanki naprawdę się przydają w takich sytuacjach. Więc ruszyłem. Mimo że nogi zapadały mi się po kolana w śniegu brnąłem dalej. Po jakimś czasie gdy byłem w połowie drogi zobaczyłem coś w oddalonych ode mnie o jakieś 100 metrów krzakach. Pomyślałem że to jakaś sarna lub jeleń których pełno w tutejszych lasach. Pomimo początkowego strachu przed dzikim zwierzęciem chęć niesienia pomocy biednemu i być może umierającemu zwierzęciu zwyciężyła. Powoli lecz stanowczo podszedłem bliżej. Krok po kroku. Jak tylko najciszej potrafiłem aby nie spłoszyć ów sarny. Po przejściu kilkunastu metrów zobaczyłem coś przerażającego, coś czego się nie spodziewałem, na co nie byłem przygotowany. To nie była zmarznięta sarna tylko ledwie żywa dziewczyna. Podbiegłem czym szybciej. Była na skraju wycieńczenia, ubrana w cienką kurtkę, trupobiałe policzki, zdrętwiałe dłonie bez jakiegokolwiek ruchu który mógłby wskazać na bicie serca. Nie bacząc na bardzo niską temperaturę zdjąłem swoją czapkę która kiedyś dostałem od swojego pradziadka po jego powrocie z Sybiru i swoją kurtkę. Po to aby dziewczynie przywrócić chociażby odrobinkę ciepła. W takich chwilach marzy się o telefonie komórkowym i o zasięgu ale to przecież środek lasu, odludzie więc telefon to tutaj zbędny luksus. Podniosłem biedaczkę, wziąłem na ręce i zaniosłem na sanie. Położyłem ją wygodnie na świerku i ile tylko sił pognałem ku leśniczówce. W takich chwilach przez głowę przebiega milion myśli na sekundę na które nie ma odpowiedzi. Gdy dotarłem na miejsce akurat zaczynała się zamieć. Pomyślałem: dzięki Bogu że zdążyłem. Natychmiast po zamknięciu drzwi wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do głównego pokoju i rozpaliłem ogień w kominku. Pewnie położyłbym ją gdzieś indziej gdzie byłoby wygodniej ale moja leśniczówka nie była zbyt duża, miała tylko dwa malutkie pokoiki – w jednym był kominek a drugi przerobiłem na sypialnię, była też niewielka kuchnia, łazienka tak mała że mieściła się tak tylko mała wanienka, a na drugim końcu znajdowała się toaletka. Podczas gdy ciepło bijące w kominka ogrzewało dziewczynę którą przykryłem dodatkowo starą skórę z niedźwiedzia. Ja poszedłem do kuchni aby przyrządzić coś ciepłego do picia. Mimo że co jakiś czas zaglądałem do pobliskiej wsi to nic nie zastąpi wywaru ze świeżego igliwia sosny. Ten aromat, witaminy i orzeźwiający smak – a poza tym niezapomniany smak. Herbata była gotowa po paru minutach. Wziąłem do ręki kubek i natychmiast zaniosłem ją mojemu niespodziewanemu gościowi. Była cała zimna lecz widać było już że zaczyna dochodzić do siebie. Jej skóra zaczynała się robić lekko różowa i co jakiś czas zdawało mi się że poruszyła powiekami. Herbatkę postawiłem obok niej. Była niewiarygodnie piękna, szatynka o długich włosach. Patrząc na nią zastanawiałem się co taka dama robiła sama w lesie podczas największych mrozów i to na dzień przed najpiękniejszym świętem w ciągu roku – przed Bożym Narodzeniem. Nie dawało mi też spokoju to czy może ktoś ją poszukuje, może zabłądziła, może ktoś ją skrzywdził a ona uciekła i nie ma się gdzie podziać, a teraz jak dowiedzieć się gdzie mieszka. Ale nic, za parę godzin Wigilia a w misce dalej pluska się karp, a choinka w rozsypce. Pomyślałem że położę Panią na łóżko a gdy się obudzi miło jej będzie zobaczyć wystrój świąteczny. Praca z karpiem nie należała do przyjemnych ale warto było, bo karp z grilla idealnie nadaje się na świąteczny stół, poza tym postanowiłem przygotować rosół, może nie jest to świąteczna potrawa ale ptactwa w lesie dostatek tak samo jak dziczyzny więc i takie danie znajdzie się na stole – pomyślałem. Kilkadziesiąt minut i wszystko gotowe. Teraz nie pozostaje nic innego jak choinka. To też nie zabrało mi dużo czasu. Co jakiś czas zaglądałem do dużego pokoju w którym dochodziła do siebie dziewczyna z lasu. Tak ją nazwałem ponieważ nie znałem jej imienia, nie wiedziałem o niej dosłownie nic – dziewczyna z lasu. Zbliżała się już północ więc pora spać. Ta noc jednak nie będzie taka jak inne, będę musiał pilnować mojego gościa. Przykryłem ją dodatkowym kocem i usiadłem na podłodze tóż obok niej abym mógł pilnować kiedy się obudzi. Tak mijała godzina za godziną. Zza okna było słychać tylko odgłosy sowy i tupot jeleni. Nastał ranek, godzina piąta trzydzieści. Dziewczyna z lasu nadal spała widocznie naprawdę ciężko zniosła pobyt w lesie. Jednak w pewnym momencie usłyszałem cichutkie:
- Gdzie jestem? – to były jej pierwsze słowa jakie usłyszałem. Uspokoiłem ją że jest bezpieczna. Ona jednak była wyraźnie zdenerwowana i zaniepokojona. Wyjaśniłem więc jej dlaczego tu się znalazła i co się z nią działo. Widać było że jest nieufna i zaniepokojona, lecz po pewnym czasie zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Opowiedziała że uciekła z domu ponieważ po śmierci jej mamy jej ojciec cały czas się na nią znęcał i wykorzystywał do pracy to był właśnie powód jej ucieczki z domu. Widać było że ma łzy w oczach. Jednak bałem się ją przytulić aby jej nie zranić. Co jednak robić w takiej sytuacji? Oczywiście rozmowa – to jest najlepsze wyjście. Zauważyłem jednak że nadal jest jej troszkę zimno więc poszedłem zrobić dla niej jakiś orzeźwiający napój. Gdy tylko weszłam z powrotem do pokoju usłyszałem:
- Wiktoria, tak mam na imię.
– Wiktoria czyli zwycięstwo – odrzekłem bez namysłu
- A ty jak masz na imię? -zapytała
-ja? Yyyyy Jacek- przedstawiłem się
Wiktoria tylko się uśmiechnęła i powiedziała:
- Miło mi. Dziękuje że……
- Nie ma za co – przerwałem
Chcąc aby wypoczęła i zregenerowała swoje siły postanowiłem zaproponować jej wspólne święta. Nie mogłem jej przecież pozwolić aby wróciła to wyrachowanego ojca w taką pogodę. Na szczęście nie miała nic przeciwko aby zostać tutaj przez jakiś czas. Pomimo że znaliśmy się od paru godzin to niewiarygodnie dobrze nam się rozmawiało. Rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim, nim się zorientowaliśmy na zewnątrz zapadał już zmrok. A to oznaczała najbardziej magiczną noc w roku. Czas więc zacząć przygotowania. Wiktoria powiedziała że chętnie ubrała by ze mną choinkę. Ale skąd na Boga mam wziąć bąbki, lampki i inne ozdoby? Nie ma tego. Ale za to wziąłem ją za rękę ubraliśmy się cieplutko i razem wyszliśmy na zewnątrz. Przed wejściem była skrzynka pełna różnego rodzaju owoców i przysmaków. Postanowiliśmy udekorować nimi kilka pobliskich drzewek. Po niespełna kilkunastu minutach jabłka, orzechy i inne smakołyki wisiały już na drzewkach a w karminu znajdował się malutki kawałem słoninki dla naszych skrzydlatych przyjaciół. Następnie zaczęliśmy przygotowywać wszystko do kolacji wigilijnej. Na stole pod białym obrusem znalazło się oczywiście sianko. Na nim dania które przygotowałem wcześniej, talerzyk z jednym opłatkiem i butelka czerwonego wina z cynamonem. W kominku palił się ogień, na dworze zapanował już mrok a my staliśmy przed okienkiem wypatrując pierwszej gwiazdki. Niebo było dzisiejszej nocy wyjątkowo piękne, żadnej chmury, czysta czerń nieba. Spójrz, jest tam widzę ją-nagle wykrzyknęła Wiktoria. Podeszliśmy więc do stołu. Ja, jak przystało, odsunąłem Wiktorii krzesło aby usiadła. Nigdy nie zapomnę tamtego widoku. Jej uśmiech w skąpany w blasku kominka, jej zielone piękne oczy – to było jak spełnienie marzeń. Patrząc na jej promienny uśmiech trudno było mi powiedzieć cokolwiek. Po paru minut milczenia wstałem, wziąłem opłatek podszedłem do Wiktorii. Ułamała kawałem.
- Teraz trzeba coś mądrego powiedzieć – pomyślałem; chciałbym życzyć tobie takiego pięknego uśmiechu na codzień, ciepła z kominka w twoim sercu i dużo miłości – powiedziałem pierwsze co mi ślina na język przyniosła.
- Wzajemnie – odpowiedziała wyraźniej zawstydzona Wiktoria.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i ponownie zasiedliśmy przy stole. Ale tym razem od razu zaczęliśmy rozmawiać. To było coś wspaniałego, rozmawialiśmy jak staży przyjaciele, jakbyśmy znali się od dawna. Jednak najwspanialsze było to że potrafiliśmy się razem śmiać. Nagle Wiktoria usłyszała coś za oknem.
- Co to takiego? Słyszałeś to? – zapytała
- Ja nic nie słyszałem, ale mogę sprawdzić co to jest – odparłem
- Nie boisz się sam pójść? Może ja pójdę z Tobą?
- Dobrze, tylko powolutku – odpowiedziałem
Podeszliśmy powolutku do drzwi, uchyliliśmy je a za nimi zobaczyliśmy jak mały jelonek obgryza jabłka które wcześniej zawiesiliśmy na drzewkach dookoła domu. Ta malutka sarenka wyglądała bardzo biednie, malutka z wyciągniętą szyjką sięgającą po kolejny kawałek smakołyka. Wpatrywaliśmy się przez chwilkę w nią. Nagle Wiktoria szepnęła mi do ucha:
- Może podejdziemy do niej?
- Zgoda, tylko abyśmy jej nie spłoszyli – odparłem
I tak zrobiliśmy. Otworzyliśmy szerzej drzwi i już chcieliśmy wychodzić Aż tu nagle sarenka nas zauważyła i pobiegła w stronę lasu. My jednak postanowiliśmy że poprawimy to jabłuszko. W momencie gdy Wiktoria zdejmowała nadgryziony owoc ni z tąd ni z osąd podbiega do niej ta sama malutka sarenka prosząc wielkimi czarnymi oczkami o smakołyk. Widać było że jest bardzo głodna. Zjadła całe jabłko prosto z reki. Nie bała się głaskania, dotykania jej sierści. Jednak zauważyliśmy że na lewej tylniej łapce na krwawiącą ranę. Wzięliśmy ja do środka, opatrzyliśmy i już chcieliśmy wypuścić ja na wolność gdy nagle spostrzegliśmy ze nie ma ona zamiaru nigdzie wychodzić. Pomimo obaw uzgodniliśmy ze sarenka zostanie u nas do przejścia tych strasznych mrozów. Położyliśmy ją na sianku które rozłożyliśmy obok kominka.
Razem z Wiktoria dokończyliśmy kolacje. Usiedliśmy na miękkim dywanie z butelka wina patrząc na płomienie szalejące w kominku. Było to coś cudownego lecz to co stało się po chwili sprawiło ze na mojej twarzy pojawiła się pierwsza oznaka zaczerwienienia – Wiktoria przytuliła się do mnie a patrząc na mnie uśmiechnęła się. To było wyjątkowe. Zupełnie się tego nie spodziewałem.
- Dziękuję że jesteś – powiedziała niespodziewanie Wiktoria
- Mi? Ale ja przecież nic takiego nie zrobiłem – odpowiedziałem
- Uratowałeś mnie i czuję się przy Tobie naprawdę bezpiecznie
- Proszę Cię, każdy na moim miejscu tak by się zachował – kontynuowałem rozmowę
- Uwierz mi że nie każdy , mało jest takich ludzi. Szkoda że nie jesteś moim chłopakiem
Zamurowało mnie
- Wątpię czy zasługuję na kogoś tak cudownego jak Ty – odparłem
- Nie mów tak proszę, jesteś naprawdę fantastycznym człowiekiem, twoja dziewczyna na pewno jest z Ciebie dumna
- Nie miałem jeszcze dziewczyny – wyznałem zawstydzony
- Przepraszam nie chciałam Cię urazić, na pewno znajdziesz swoja wybrankę – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Nie wiedząc co odpowiedziałem objąłem ja ramieniem i ucałowałem w czółko. Nie wiedziałem jak zareagować, a Wiktoria tylko na mnie spojrzała i przytuliła się mocniej. Ja tym czasem nalałem wina w kieliszki i powolutku zaczęliśmy je pić patrząc w ogień. Kieliszki po paru minutach były już puste. Schyliłem się nad uszkiem Wiktorii i szepnąłem jej:
- Zamknij na chwilkę oczka
- Dobrze ale dlaczego? – zapytała
- Zobaczysz, to niespodzianka – odpowiedziałem
Po tych słowach podszedłem do tylu choinki gdzie ukryłem malutki drobiazg.
- Otwórz oczy – powiedziałem
- Co to takiego? – zapytała Wiktoria
- Prezent do gwiazdora, nic wielkiego ale specjalnie dla Ciebie
- Ale nie trzeba było ja nie mam nic dla Ciebie, wiec nie mogę tego przyjąć
- Proszę przyjmij to, wiem że to nie jest nic wielkiego tylko taki malutki drobiazg, a Ty nie musisz mi nic ofiarowywać, mi wystarczy twój uśmiech.
Po tych słowach Wiktoria podszedła do mnie i mocno się wtuliła we mnie. Zauważyłem ze zaczyna płakać, że w jej pięknych oczach pojawiły się łzy.
- Co się stało? Zrobiłem albo powiedziałem cos nie tak? – spytałem zatroskany
- Wszystko jest dobrze – odparła Wiktoria
- Widzę że płaczesz; to z mojego powodu? Zraniłem Cię czymś?
- Nie, nie zraniłeś mnie, tylko…..tylko……. – próbowała wyksztusić kolejne słowo
- Tak? słucham Cię Księżniczko – próbowałem dowiedzieć się co takiego się stało
- Tylko….tylko nikt nigdy mnie tak nie traktował, nikt nie zorbie dla mnie nigdy żadnego prezentu, jestem szczęśliwa moc być przy Tobie…….kocham Cię.
Oniemiałem. Poczułem że mi również nachodzą łzy do oczu.
- A ja Ciebie – wyznałem patrząc w jej oczy.
Gdy tylko to powiedziałem wpadliśmy sobie w ramiona. Tuląc się z całych sił. Spojrzałem w jej piękne oczy i ucałowałem ja w czoło. Przytulaliśmy się tak jakiś czas, gdy jednak zauważyliśmy ze zapadły już egipskie ciemności trzeba było położyć się spać. Wcześniej jednak jak to tradycja nakazuje, podzieliliśmy się jadłem ze zwierzątkami. Odrobinką daliśmy naszej sarence, a odrobinkę wystawiliśmy przed dom dla zbłąkanych mieszkańców lasu. Weszliśmy z powrotem do domu bo ziąb był niesamowity. Przed spaniem chcieliśmy jednak wziąć kąpiel. Zaprowadziłem Wiktorie najpierw do sypialni aby wybrała z moich ubrań coś dla siebie w czym będzie spać, bo przecież nie miała nic na zmianę. W tym samym czasie napuściłem do wanny cieplej wody i nasypałem odrobinkę płatków roży do niej. Dookoła pozapalałem malutkie świeczki, a obok wanny położyłem tace z winogronami. Światło było lekko przygaszone tak aby zrobić odpowiedni, relaksujący nastrój. W tym samym momencie do łazienki weszła Ona. Cóż to był za piękny widok. Anioł opleciony w szlafrok w niezwykłej poświacie księżyca. Widok ten zabrał mi dech w piersiach. Tylko się uśmiechnąłem. A Wiktoria podeszła do mnie, zrzuciła szlafrok i weszła do wanny. Widać było że potrzebowała takiej kąpieli.
- Woda nie jest za gorąca? – spytałem
- Jest idealna – odpowiedziała z uśmiechem
- Cieszę się Księżniczko
Zaczęła się wiec delikatnie myć. Widać było że trochę się wstydzi, chociaż zupełnie nie miała czego. Była fantastyczna. I ten zniewalający uśmiech. Cudowny. Tak obserwowałem jak się myje a po paru minutach wziąłem w dłoń gąbkę i zaczołem powolutku myć jej śliczne plecki. A od czasu do czasu dawałem jej prosto do ust winogrono. Bardzo nam się to podobało jednak gdy woda zaczeła robić się już letnia Wiktoria wstała, ja podałem jej dłoń tak aby broń boże nie upadła wychodząc z wanny. Założyłem jej szlafrok. Wziąłem Ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Tak oboje przebraliśmy się w piżamki bo było bardzo zimno pomimo tego że łóżko bardzo cieple a poduszki i kołderka były wykonane z ciepłego pierza gęsiego. Staneliśmy naprzeciwko siebie patrząc cały czas w swoje oczy. Zbliżyliśmy się. Podziwiając Jej urodę przysunęliśmy swoje usta tak blisko ze czuliśmy swój oddech. Zamknęliśmy oczy i po raz pierwszy się pocałowaliśmy. To było tak delikatne i tak cudowne jakby płatek śniegu dotknął moich ust. Po chwili położyliśmy się w łóżku leżeliśmy obok cały czas się całując. Nie mogłem uwierzyć w to co się dzieje, właśnie znalazłem tą jedyną gwiazdę pośród tylu na nocnym niebie. Zaczęliśmy się całować coraz szybciej. W ruch poszły nasze języki. Boże jakie to było podniecające.
- Pragnę Cię, Boże jak bardzo Cię pragnę – wyszeptała moja Księżniczka
- Jesteś pewna? Na pewno tego chcesz Skarbie? – zapytałem aby się upewnić
- Tak i to bardzo, proszę zróbmy to, tak bardzo Cię kocham i chcę być Twoja – wyznała Wiktoria
- Kocham Cię – odpowiedziałem cały czas całując wilgotne usta Wiktorii
- Tylko nie mam zabezpieczeń, a nie chce Cię skrzywdzić – wyznałem
- To nic nie szkodzi dzisiaj mam dni bezpłodne wiec nie martw się kochany – powiedziała uśmiechając się do mnie
- Jesteś taka piękna i kochana
Po tych słowach Wiktoria powoli zaczeła zdejmować koszulkę którą znalazła w mojej szafie. W tej chwili moim oczom ukazały się piersi o których nawet nie śniłem. Były fantastyczne, po prostu piękne. Natychmiast zacząłem je delikatnie dotykać językiem a całować jej smaczne sutki. Wiktoria zaczeła powoli jęczeć. Moja dłoń wędrowała po jej pleckach i po brzuszku masując każdy fragment jej boskiego ciała. Po chwili oboje byliśmy już nadzy. Położyłem się na Wiktorii. Zacząłem całować jej usta, policzek, bródkę, zeszłem na szyję, jednoczenie masowałem jej ramie, przesuwałem język na jej piersi i powolutku schodziłem w dół. Gdy dotarłem do pępka zatoczyłem językiem parek kółek dookoła. Moje ręce w tym czasie dotykały już jej miejsca intymnego. Czułem przez jej majtki ze jest już wilgotna i gotowa. Byłem tego pewien bo wydawała z siebie cudowne dźwięki.
- Proszę wyliż ją – oznajmiła Wiktoria
Nie trzeba było długo czekać na moje reakcje. Natychmiast zdjąłem jej czarne koronkowe majteczki i zbliżyłem język do Jej ślicznego i delikatnego miejsca intymnego. Najpierw delikatnie później w ruch poszedł mój język. Zaczołem lizać okolice intymne powoli przemieszczając się do środka. Oberwałem głowę od jej gorącego ciała aby w dłonie wziąć przygotowaną wcześniej kostkę lodu. Chwyciłem ją w palce i delikatnie przyłożyłem do jej ust. Przesunąłem ją po jej policzku, szyi, aż kostka lodu dotknęła jej sterczących i smacznych sutków. Lód zaczął się topić a każdą jego krople zlizywałem swoim języczkiem. Wziąłem więc tą kostkę do buzi i takimi zimnymi i wilgotnymi powędrowałem do jej miejsca intymnego. Powoli zaczynałem czuć ten cudowny intymny zapach i smak. Cały czas lizałem i pieściłem ustami Jej cudowne miejsce. Było fantastycznie. Postanowiłem użyć swoich palców. Najpierw zacząłem masować Jej muszelkę, ale gdy tylko poczułem odrobinkę Jej smakowitego śluzu wsunąłem jeden paluszek. To musiało sprawić Jej przyjemność bo jęknęła. Zacząłem wiec poruszać palcem w Jej środku. Najpierw powoli, coraz szybciej, jednocześnie językiem dotykając Jej łechtaczkę. Bardzo mi smakowało. Drugą ręką masowałem Jej piersi były naprawdę przepiękne. Jej skóra była niesamowicie gładka, jak jedwab. Wiktoria zaczeła coraz szybciej oddychać. Nagle powiedziała abym pocałował Ją w usta. Zrobiłem to. Jej wargi były smaczne i niesamowicie wilgotne. Nagle podczas pocałunku poczułem ze Wiktoria swoimi zgrabnymi dłońmi ściąga moje bokserki z moich bioder. I po chwili byłem nago, a Ona zaczeła przesuwać i masować mojego członka. Robiła to niesamowicie delikatnie i namiętnie. Po paru ruchach schyliła swoja główkę i pocałowała go, i po chwili wzięła go całego do buzi. Zaczeła go namiętnie ssać, dotykać językiem. Robiła to naprawdę bardzo dobrze. Po kliku minutach takich pieszczot spojrzała na mnie i powiedziała:
- Zróbmy to
Tylko się uśmiechnąłem. To było coś cudownego. Położyłem Wiktorie na pleckach, a ja powolutku weszłem w Nią. Powoli i delikatnie wsuwając najpierw do Jej środka końcówkę członka i z każdym ruchem pogłębiając penetrację. Jednocześnie całowałem jej piersi. Moje ruchy stawały się coraz szybsze i głębsze. To było coś fantastycznego, czuć to podniecenie, nasz wspólny oddech, jęki, bicie naszych serc. Zaczęliśmy coraz szybciej oddychać wiec zmieniliśmy pozycje. Teraz ja położyłem się na łóżku a Wiktoria usiadła na mnie wkładając mojego penisa prosto do swojej dziurki. To było coś niezwykle podniecającego poczuć jak powoli zagłębiam się w Jej ciele. A widok Jej falujących piersi i pośladków sprawiły że mój członek stawał się coraz bardziej napełniony i coraz bardziej twardy. Kochaliśmy się tak namiętnie coraz szybciej i coraz goręcej. Gdy poczułem że zaraz dojdę wyjąłem swojego penisa a zaczołem językiem pieścić jej łechtaczkę i wkładałem paluszek do jej dziurki. Była już niesamowicie wilgotna. Postanowiliśmy teraz pokochać się w pozycji na tzw. pieska. Weszłem w Nią zdecydowanym ruchem dotykając jednocześnie Jej sutki. Robiłem to coraz szybciej, coraz namiętniej, zaczęliśmy jęczeć coraz szybciej i coraz głośniej. Wiedzieliśmy ze to już niedługo. Po kilku minutach Wiktoria nagle krzyknęła:
- o Boże, dochodzę !!!!!!!!
Przyspieszyłem. Poczułem że za chwilkę dojdę do wytrysku.
- Rob tak dalej, nie przestawaj błagam – krzyczała nadal Wiktoria
- Dochodzę – zacząłem i ja krzyczeć
- Proszę nie wyjmuj go, chcę poczuć spermę w środku
Przyspieszyłem jak tylko najbardziej mogłem po paru ruchach poczułem ze Wiktoria dostaje niesamowitego dreszczyku a w tej samej chwili moje nasienie zalewa Jej miejsce intymne. Nie przestawałem jednak nim ruszać, nasze wspólne dreszcze były czymś wyjątkowym. Po chwili Wiktoria oznajmiła:
- Kochanie wyjmij go proszę
I tak zrobiłem. Wyjąłem go a moja Księżniczka pocałowała go w końcówkę. Uśmiechnęliśmy się do siebie i zaczęliśmy się całować chociaż oboje byliśmy zmęczeni. Zmęczeni ale niezwykle szczęśliwi i zadowolonymi. Gdy tylko oboje złapaliśmy oddech wstałem z łóżka i poprosiłem aby Wiktoria zrobiła dokładnie to samo. Nie wiedziała jednak dlaczego o to proszę. Gdy staliśmy naprzeciwko siebie. Przybliżyłem się do Niej. Jedną ręką chwyciłem Ją za dłoń a drugą położyłem na Jej biodrze i zaczęliśmy powolutku tańczyć. Taki taniec bardzo nam się spodobał bo mogliśmy patrzeć w swoje oczy i obserwować nasze uśmiechy. W pewnym momencie stanąłem, ukląkłem, przytuliłem się do niej i położyłem głowę na Jej brzuchu i oznajmiłem:
- Kocham Cię i chcę poświecić się dla Ciebie skarbie. Proszę pokochaj mnie
- Już Cię kocham, kocham od pierwszej chwili gdy Cię zobaczyłam, kocham i nie przestane Cię kochać – Wiktoria miała łzy w oczach.
Aby te łzy nie spadły na ziemie pocałowałem Jej oczka w trosce o nią, i z miłości do niej. Następnie wstałem pocałowałem Ją delikatnie w usta i położyliśmy się spać, cali nadzy czując własne oddechy i ciepło naszych ciał. Zasnęliśmy tak wtuleni w siebie. Gdy się obudziłem na dworze było jeszcze ciemno a moja Księżniczka jeszcze słodko spała. Postanowiłem więc że zrobię Jej malutkie śniadanko i niespodziankę jak tylko się obudzi. Napisałem więc karteczkę i położyłem ją na mojej poduszce i poszedłem przyrządzić kanapkę i herbatkę. Obok na tacy położyłem kwiat orchidei aby udekorować całość. Gdy tylko podeszłem do pokoju Wiktoria otwierała oczka, zauważyła że obok niej leży koperta. Chciałem aby najpierw przeczytała to co napisałem więc stanąłem za drzwiami. Ona otworzyła kopertę, a tam na kartce były napisane tylko dwa słowa : kocham Cię. Zauważyłem że pojawił się uśmiech na Jej twarzy wiec weszłem do pokoju. Wiktoria nie spodziewała się śniadania do łóżka bo była wyraźnie zaskoczona ale wydaje mi się że to była miła niespodzianka. Położyłem posiłek obok niej i sam usiadłem na skraju łóżka. Godzina była jeszcze młoda ale jak to w środku zimy zawsze jest coś do zrobienia, tym bardziej po środku dzikiego lasu. Dzisiaj najważniejszym zadaniem jest zrobienie przerębla aby staw w którym był złowiony karp wigilijny. Jest to trochę oddalone od domu wiec po śniadanku, po posłaniu zaproponowałem Wiktorii abyśmy poszli razem.
- Może pójdziesz ze mną nad staw zrobić przerębel? – zapytałem
- Jest zimno może pójdziesz sam a ja zostanę i rozpalę w kominku? – odrzekła Wiktoria
- Dobrze skarbie będzie jak zechcesz – zgodziłem się; ubrałem i wyszedłem zapewniając Wiktorię że wrócę jak najszybciej. Zabrałem więc toporek i wyszedłem zrobić ten przerębel. Dojście do stawu zabrało mi jakąś godzinkę może półtora. Do tego oczywiście jakieś dwadzieścia minut samego rąbania w lodzie i godzinka powrotu. Gdy tylko dochodziłem do domu spostrzegłem uchylone drzwi wejściowe. Zdziwiło mnie to bo byłem pewien że je zamykałem a wiedziałem że Wiktoria na pewno nie zostawiłaby ich otwartych bo przecież ogień w ognisku przestałby się palić. Podeszłem jeszcze parę kroków i usłyszałem jakieś wrzaski, krzyki. Tak jakby ktoś się z kimś kłócił. Ale kto to mógł być skoro była tam tylko Wiktoria. Może rozmawia przez telefon, ale przecież nie mam komórki. Zastanawiając się nad tym podbiegłem od frontowych drzwi aby zobaczyć co się dzieje. Jednak to co zobaczyłem zdziwiło mnie totalnie. Wiktoria leżała skulona w kącie, a nad nią stał jakiś obrzydliwy stary facet i wymachiwał rękoma we wszystkie strony. Wbiegłem do środka:
- Pomóż mi proszę – zawołała rozpłakana Wiktoria
- Kim ty jesteś skurwielu? – burknął nieznajomy facet
- Uspokój się natychmiast! Nie jesteś u siebie! – wrzasnąłem na niego
- Jak ty śmiesz tak do mnie mówić gnoju, jestem ojcem tego bachora i zabieram ją do domu.
Zamurowało mnie. Do tej pory ojca Wiktorii znałem tylko z Jej opowieści, ale widać było że jest jeszcze gorszy niż mi się wydawało.
- Trochę kultury, i uspokój się, Wiktoria nigdzie z tobą nie pójdzie, to jest Jej dom – oznajmiłem stanowczo.
W tym momencie on podszedł do niej, chwycił ją mocno za rękę i zaczął ją szarpać. Nie wytrzymałem i ze złością odepchnąłem go z całych sil. Upad. Widać było po jego oczach że jest pijany i wściekły. Wiedziałem że tak łatwo nie odpuści. Jednak on wstał i szybko podbiegł do mnie, zaczął mnie bić, wywiązała się bojka. W tej całej szamotaninie krzyknąłem:
- Wiktoria! Uciekaj!
I tak zrobiła, wstała, szybko chwyciła kurtkę i wybiegła ile sił w nogach. Jej ojciec dalej mnie okładał pięściami. Kątem oka zauważyłem że Wiktoria ze łzami w oczach patrzy przez okno. Zebrałem wszystkie swoje siły i z całej mocy uderzyłem jej ojca. Zatoczył się i upadł na podłogę. To go tak rozłościło że widać było tak jakby piana poszła mu z pyska, zupełnie jak wściekłemu lisowi. Widziałem ze zaczyna krwawic z nosa. W natłoku czerwieni krwi błysnął nóż który wyciągnął teraz z kieszeni. Z całą wściekłością podbiegł do mnie lecz szybko się uchyliłem jednak nie przewidziałem kolejnego jego ciosu i zimna stal zatopiła się w moim ciele. Całe życie przeleciało mi wtedy przed oczami. Zdołałem wykrzyknąć tylko:
- Uciekaj kochanie, uciekaj!
W tej samej chwili moje serce zamarło. To było dziwne uczucie. Wstałem, czułem się taki lekki jakbym mógł latać i nagle zauważyłem swoje martwe ciało leżące bezwładnie na podłodze. Wiedziałem wtedy co się stało. Umarłem. Nie mogłem teraz już nic zrobić. Byłem bezradny, bezsilny jak młoda sarenka we wnykach myśliwego. Nagle poczułem coś dziwnego. Coś jakby się działo w mojej głowie siedziało i cały czas powtarzało jak mantrę: „ Uratuj ja, ona Cię potrzebuje”. To było nie do zniesienia, pierwszy raz coś takiego czułem, coś nad czym nie mogłem zapanować. Domyśliłem się ze mojej Księżniczce grozi nadal jakieś niebezpieczeństwo. Nie mogłem jednak nic zrobić, nic zadziałać. Cały czas coś mnie powstrzymało. Po paru dniach niespodziewanie odezwała się we mnie podświadomość, albo coś takiego. Nie potrafię sprecyzować, ale usłyszałem :
- Zejdź tam na dół, pożegnaj się.- powiedział tajemniczy głos.
Byłem zdziwiony. Dlaczego to coś tak mówi? Co to ma oznaczać? Nagle znalazłem się na ziemi. Pośrodku drzew. To był stary cmentarz. Boże jakie to było uczucie, ta bezradność, patrząc jak Cię chowają. Coś okropnego. W ten czas zobaczyłem Wiktorie nad moją trumną. Była tylko Ona i kapłan. Nie mogłem się powstrzymać, podszedłem do Niej, chciałem Ją objąć i….nie mogłem. Byłem duchem, mgłą. Bezsilny. Stałem więc obok Niej przez całą ceremonię. Gdy moje ciało zostało już spuszczone w drewnianej skrzyni usłyszałem znowu ten glos.
- Już czas. Czas wrócić.
I poczułem się jakbym się unosił, mimo że to była ostatnia rzecz jaka chciałem. To był prawdziwy koniec. Cały czas miałem jednak w sercu jeden widok: uśmiech Wiktorii w blasku świec. Cały czas Ją kochałem. Dlatego że duszą po śmierci i po pogrzebach przydzielane jest określone zadanie, ja nie miałem żadnych wątpliwości czego pragnę. Marzyłem tylko o tym abym mógł ochraniać Wiktorie tutaj z zaświatów, robić wszystko aby się nie bała, aby była szczęśliwa. To jest przecież najważniejsze. Tak się wiec stało – moim zadaniem była opieka nad Wiktoria. Cały czas starałem się jak tylko mogłem aby się chociaż na sekundę uśmiechnęła. Nadaremnie. Widać było że jest smutna, a ja tylko chciałem sprawić Jej radość pomimo że nie mogłem dać żadnego znaku że jestem obok niej. To był jedyny warunek tego abym mógł stać się Jej aniołem stróżem. Tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Zbliżały się kolejne święta Bożego Narodzenia. Pomimo że przez ten cały czas starałem się chronić Wiktorię i robiłem wszystko by była szczęśliwa to nie udawało mi się to. Jednak to co wydarzyło się podczas tegorocznych świąt nie miało miejsca nigdy dotąd. Nastał dzień świąt. Od tamtego pamiętnego momentu nic już nie jest takie jak kiedyś, świat stał się jakiś taki ponury. Jest godzina 20. Jak w większości domów o tej porze wszyscy domownicy zasiadają do wspólnej wieczerzy. Jednak nie Wiktoria. Od chwili mojej śmierci błąka się po wynajmowanych mieszkaniach w zupełnej samotności. Mimo to przygotowała sobie malutką wigilię. Gdy tylko zasiadła do stołu usiadłem obok niej. Ten ból który czuje się w takich chwilach, patrzenie jak ukochana płacze w samotności i nie móc jej przytulić jest straszny. Nagle otworzyło się okno i zimny powiew wiatru przeleciał przez cały pokój. Nawet ja to poczułem a to oznaczała coś złego. Nagle zza siebie usłyszałem jakieś wołanie:
- To koniec Jacku
- Kto tak? Jest tam ktoś? – zapytałem zdziwiony
- To ja, nie poznajesz mnie? – odpowiedział tajemniczy głos
W tej samej chwili zobaczyłem go, stał dokładnie za mną: duży ubrany w czarny płaszcz mnicha i te jego przenikliwe skostniałe zimne oczy.
- Naprawdę mnie nie pamiętasz? To ja się zabiłem – odpowiedział
Wtedy już wiedziałem ze to anioł śmierci. Bezwzględny, brutalny który bezdusznie wykonuje wyroki.
- Dlaczego Ona? -zapytałem we łzach
- Wiesz przecież ze nie ja o tym decyduje, ale tak musi się stać i nie zmienisz tego
- Tak wiem ale….przecież Ona nie zasługuje na to – błagałem go
- Nikt nie zasługuje na śmierć ale taka jest kolej rzeczy – powiedział i chwycił mnie za ramie odwracając się w stronę Wiktorii. Powoli podszedł do niej. Stanął wprost za nią. Wyciągnął ręce nad jej głowę i zaczął coś po cichu szeptać. Ja nie mogłem się ruszyć, jakbym był spętany. Nagle poczułem coś bardzo dziwnego a zarazem przerażającego, coś jakbym przestał cokolwiek czuć. Wtedy zobaczyłem jak ciało Wiktorii powoli osuwa się bezwładnie na podłogę. Zamknąłem oczy i zobaczyłem Ją. Stała w pięknej poświacie która rozpromieniała jej cudowne włosy. Wyglądała na przerażona.
- Boże Jacku to Ty? Ty przecież……. – próbowała coś powiedzieć
- Tak, to ja kochanie. Nie bój się wszystko będzie dobrze – próbowałem Ją uspokoić
- Ale Ty nie żyjesz, umarłeś
- Zgadza się moja Luba – nie wiedziałem jak mam Jej to powiedzieć.
Wtedy spojrzała w dół gdzie leżało jej ciało.
- O mój boże co to jest? Co to znaczy? Czy ja? Czy ja umarłam? – zapytała zalewając się łzami.
- Przykro mi, nie mogłem nic zrobić, przepraszam. – Podszedłem do niej przytuliłem i jednocześnie jakaś dziwna magia, jakieś światło rozpromieniło nasze serca.
- Teraz już na zawsze będziemy razem, Przysięgam – zapewniłem Wiktorie chwytając Ją za rękę.
- Kocham Cię – wyznała
- A ja Ciebie – odpowiedziałem
- Już czas kochanie, pora na nas – powiedziałem patrząc na Wiktorie
Spojrzałem Jej w oczy i unieśliśmy się ku górze przytulając się. Od tej chwili oboje wiedzieliśmy ze zawsze będziemy razem, zawsze będziemy szczęśliwi tylko my, nikt inny, na zawsze my.

Dodaj komentarz