Nie mogłem odwrócić wzroku

(Krótka informacja: wiem, że tego typu przemowa byłaby absolutnie niemożliwa w sądzie, ze względu na język i sposób opisywania sytuacji, ale gdybym się trzymał faktów, opowiadanie w ogóle by nie zaistniało, dlatego mam nadzieję, że się spodoba. Jest dosyć mocne, dlatego uprzedzam: osoby o słabszych nerwach, lub po prostu nie lubiących tego typu opowiadań proszę o nie czytanie tego)

„Wysoki sądzie… gdybym znów był w takiej sytuacji, zrobiłbym to jeszcze raz bez chwili zawahania. Patrzycie na mnie wszyscy z góry jak na mordercę, ale nie przeszkadza mi to. Wiem, że postąpiłem słusznie i zapewne każdy z Was postąpiłby podobnie na moim miejscu. Zacznę od początku.

Poszedłem z moją dziewczyną na spacer. Było około 21, już dawno zaczęło się robić ciemno. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, nic specjalnego. Byliśmy w parku. W pewnym momencie moja dziewczyna rzuciła pomysł, abyśmy zrobili to w miejscu publicznym, ale bardziej na uboczu: kolokwialnie mówiąc, miała ochotę na szybki numerek gdzieś w krzakach. Najpierw się nie zgodziłem, tłumaczyłem jej, że to głupi pomysł, ktoś nas może zobaczyć, że to bez sensu, ale zaczęła mnie całować, dotykać mojego członka przez spodnie i szeptać do ucha, że zadowoli mnie jak trzeba, tym bardziej, że jest już ciemno i nikogo tu nie ma. Wiem, że nie powinienem, ale zgodziłem się. Podniecenie ustąpiło miejsca zdrowemu rozsądkowi. Rozejrzeliśmy się i gdy nabraliśmy pewności, że nie ma nikogo w pobliżu, zeszliśmy ze ścieżki w stronę skraju parku, pod ogrodzenie, gdzie było dużo krzaków. Zaczęliśmy się namiętnie całować, moje ręce wodziły po całym jej ciele, rozbieraliśmy się szybko nawzajem, widziałem, że mnie pragnie. Całowałem jej piersi, szyję, przeczesywałem dłońmi jej włosy, słyszałem jej ciężki, przyspieszony oddech, oboje pożądaliśmy się nawzajem. W pewnym momencie odwróciła się, oparła o ogrodzenie i palcami rozszerzyła wargi sromowe. Nie chciałem tak szybko tego zaczynać, klęknąłem za nią i pieściłem ją ustami i językiem, skupiając się na jej łechtaczce. Po paru chwilach zaczęła jęczeć, dosyć głośno. W tym momencie powinienem był się zacząć martwić, że ktoś nas może usłyszeć, ale nie myślałem o tym. Gdybym na chwilę odzyskał rozum, może uratowałoby nas to od tego, co nastąpiło niedługo potem. Kiedy powiedziała, że już dłużej nie wytrzyma, żebym dał jej to, czego tak pragnie, poczułem silne uderzenie w głowę. Mdlejąc zobaczyłem kilka postaci, usłyszałem ich śmiech i krzyki mojej ukochanej. Kiedy się ocknąłem ona wciąż krzyczała ja byłem przywiązany do drzewa. Ona była naga, trzymana przez trzech łysych facetów, czwarty stał za nią i szykował się do penetracji. Wśród jej krzyków słyszałem wulgaryzmy rzucane w jej stronę i teksty typu „no co, przecież zrobimy to lepiej niż ten Twój pedałek, widzieliśmy i słyszeliśmy, że masz ochotę na pożądne pierdolenie, mała dziwko”. Kiedy się wyrywała, bili ją. Zacząłem krzyczeć, żeby ją puścili, miałem oczy pełne łez, a oni tylko spojrzeli w moją stronę, zaczęli się śmiać i obrócili ją twarzą do mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. W jej oczach widziałem ból, strach, żal… ale i nutkę podniecenia. Znów ją uderzyli a ja nie mogłem nic zrobić. Zamknęła oczy, z których bez przerwy ciekły łzy. Nagły ruch, jej ciało wstrząsnęły dreszcze – to on zaczął ją… dosłownie rżnąć. Trzymał za włosy, wciąż ją bił i pieprzył ją w zawrotnym tempie. Znów ją obrócili tak, że była zwrócona do mnie prawym profilem, po czym pozostali trzej wyciągnęli swoje obrzydliwe, śmierdzące chuje i zaczęli podtykać jej pod twarz. Najpierw się opierała, ale zatkali jej nos, przez co w końcu musiała otworzyć usta. Włożyli do środka dwa na raz, zaczęła się krztusić, zwymiotowała. Na początku myślałem, że nie zwrócą na to uwagi, ale chwilę potem okazało się, jak bardzo się myliłem: po serii ciosów w twarz kazali jej zlizać to, co z siebie „wyrzuciła”. Nie mogłem odwrócić wzroku. Nie mogłem zareagować. Gdybym tylko mógł… Zwymiotowałem. Nie wiem, czy ze wściekłości, bezsilności, czy obrzydzenia, ale zwymiotowałem, po czym patrzyłem dalej. Nagle coś mnie poruszyło. Przestali ją bić. Przestali ją w ogóle trzymać. Zaczęła robić to wszystko z własnej woli. Na jej obitej twarzy malował się uśmiech, potem zaczęła krzyczeć, że chce więcej i że oni są dużo lepsi niż ja. Z własnej woli pakowała sobie ich kutasy do ust, brała je do rąk, ssała i waliła mocno i szybko. To była kropka nad i. Wiedziałem, że robi to, aby ich zadowolić i mieć już spokój, znam ją lepiej, niż ktokolwiek. Mimo to zacząłem się wyrywać tak mocno, że jedna z rąk związanych za plecami starła się, krew sprawiła, że ręce stały mi się śliskie i w ogromnym bólu, na który wtedy nie zwracałem uwagi, zrywając sobie lekko kawałki skóry z ręki, udało mi się ją wyswobodzić. Odwiązałem drugą rękę i szybko, jak na mój stan, obmyśliłem plan. Upewniłem się, że żaden z ich kolegów nie stoi na czatach. Nie stał. Spojrzałem na nich, znów zaczęli ją bić, tym razem po prostu dla zabawy, pomimo, że była posłuszna. Bili, bili i nie przestawali, aż przestała się ruszać. Uznałem, że to nawet lepiej, że zemdlała, oszczędzi jej to większej ilości bólu. Wyczułem coś twardego w nogawce. Ucieszyłem się (ha… ha… ha… w tej sytuacji trudno mówić o jakiejkolwiek radości), że mnie nie przeszukali. Sięgnąłem do nogawki i wyjąłem mały pistolet kalibru .09 mm, sprawdziłem ilość naboi… 9. Idealnie, starczy po dwie na każdego i jedna zostanie w zapasie… Odbezpieczyłem broń, wycelowałem i… po chwili mózg jednego z oprawców rozlał się po sąsiednich drzewach i trawie. Pozostali byłi oszołomieni, nie wiedzieli, co się stało, upuścili moją dziewczynę i spojrzeli w moim kierunku. Kolejny strzał, kolejny gwałciciel upadł na ziemi z kulą w oku. Pozostali ruszają w moim kierunku, jeden strzał, chybiony, drugi i trzeci też, oni są coraz bliżej, w końcu celuję niżej, dwa szybkie strzały i każdy z nich ma kulkę w klatce piersiowej lub brzuchu. Już nam nie zagrażają. Próbowałem wstać, ale miałem nogi jak z waty. Odczekałem chwilę i po uświadomieniu sobie, że moja jedyna potrzebuje pomocy, nabrałem sił. Wstałem, podszedłem do nich. Jeszcze oddychali, albo raczej… charczeli. Dwa strzały, dodałem im bólu. Nie, nie byłem na tyle litościwy, aby ukrócić ich męki. Gdyby to przeżyli, nie mieliby już czym powtórzyć swoich czynów. Rozejrzałem się dokoła i znów zwymiotowałem. Chwiejnym krokiem podszedłem do niej, upadłem, nie miałem już sił. Wyszeptałem tylko, że już wszystko będzie dobrze… I uświadomiłem sobie, że nie słyszę jej oddechu. Resztką sił podniosłem głowę, z przerażającym bólem żołądka przystawiłem ucho do jej nagiej klatki piersiowej. Nie słyszałem bicia serca ani oddechu. Moje serce stanęło tak, jak jej. Mój świat przestał istnieć. Zobaczyłem krew spływającą wciąż po jej twarzy, uniosłem jej włosy i zobaczyłem wgłębienie w czaszce i szarą maź, która się z niego wydobywała. To był jej mózg. Wziąłem do ręki pistolet i przyłożyłem do swojej głowy i bez chwili zastanowienia pociągnąłem za spust, potem znowu i znowu i znowu, za każdym razem słyszałem tylko charakterystyczne kliknięcie – magazynek był pusty. Zwymiotowałem po raz kolejny. Położyłem się obok niej i delikatnie zacząłem gładzić jej twarz dłonią. „Kocham Cię…”, wyszeptałem. „Przepraszam za to wszystko, to moja, moja wina… przepraszam…”. Zemdlałem. Obudziłem się na pogotowiu, zostałem przesłuchany i oskarżony o pięć morderstw. Zostałem aresztowany i nie dano mi nawet szansy na wytłumaczenie całej sytuacji. Ale nie obchodzi mnie to, możecie zrobić ze mną co chcecie. Gdybym mógł, z chęcią zabiłbym ich jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz, w nieskończoność. I, dla sprostowania: zostałem oskarżony o pięć morderstw. Popełniłem cztery, ale mogę zabić jeszcze jedną osobę, dlatego zastanówcie się, czy warto przedłużać moje życie dożywociem w więzieniu”

Dodaj komentarz