Piękna nieznajoma

Pokój, w którym się znalazłem, był mały, ale dobrze urządzony. Wystrój wnętrza utrzymany w wyjątkowo jasnych tonacjach barwnych o dziwo nie raził zimnem. Co więcej, dzięki niemu zupełnie nie miałem wrażenia przebywania w grobowcu rodzinnym, jakże często doświadczanego przeze mnie w zbyt ciasnych, ciemnych pomieszczeniach. Powietrze pachniało czystością, pokoik był zadbany, co swoją drogą nijak nie kłóciło się z faktem, iż mieszkała w nim samotna (tak przynajmniej przypuszczałem) kobieta. Właścicielka lokum musiała być czyściochą, a to w obecnej sytuacji bardzo mi się podobało. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: jeśli idziesz do dziwki, chcesz aby była ona kobietą dbającą o szeroko rozumianą czystość.
Stałem tuż za drzwiami wejściowymi do pokoju, za plecami miałem króciutki korytarzyk łączący ów pokój z wyjściem z mieszkania. Nie zdecydowałem się usiąść na żadnym z krzeseł stojących przy stole ani tym bardziej na fotelu znajdujących się po mojej prawej stronie. Fotel wyglądał na typowe ulubione miejsce spędzania czasu przez kogoś, kto tu mieszał – będąc obcym nie miałem ochoty burzyć delikatnego porządku panującego w przytulnym wnętrzu ani łamać podstawowych zasad dobrego wychowania. Stałem więc nieco ogłupiały, rozglądałem się po pokoju i zastanawiałem się, gdzie też jest jego urocza, jak miałem nadzieję, właścicielka.
Moje rozmyślania przerwało gwałtowne skrzypnięcie drzwi tuż za moimi plecami. Odwróciłem się szybko o sto osiemdziesiąt stopni i stanąłem przed całkiem ładną blondynką o pełnych kształtach. Dziewczyna patrzyła na mnie wyraźnie zdziwionym wzrokiem. Postanowiłem się wytłumaczyć:
- Ja… z ogłoszenia… Byliśmy umówieni… dzwoniłem wczo…
- Ach, tak, tak! Jasne – przerwała mi właścicielka zadbanego mieszkania. Mówiła zaskakująco chłodnym tonem. – Proszę pójść do łazienki i się odświeżyć. To tam.
Oszołomiony tempem rozwoju akcji i bezpośredniością mojej rozmówczyni bez zastanowienia poszedłem we wskazanym przez nią kierunku. Gdy byłem już przy drzwiach do niewielkiej łazienki, usłyszałem:
- Proszę się dokładnie umyć. Wszędzie! – Tym razem w głosie dziewczyny, oprócz zwykłego chłodu, pojawiła się nowa nuta – nuta wyraźnego zniecierpliwienia i znudzenia.
- Dobrze – odpowiedziałem niepewnie.
Po niezbyt udanym pierwszym kontakcie z prostytutką przez głowę przelatywały mi pytania w stylu: „Gdzie ja jestem?”, „Co ja tu, do cholery, robię?!”. Rozważając różne kwestie natury filozoficznej zamknąłem drzwi do niewielkiej łazienki i rozebrałem się. Potem wszedłem do kabiny prysznicowej i wykąpałem się dokładnie, co pomogło mi nieco dojść do siebie po raczej krępującej rozmowie z blondynką. Nigdy wcześniej nie korzystałem z usług kobiet lekkich obyczajów, ale nawet mimo braku porównania żywiłem przekonanie, że potraktowano mnie nader oschle. Nie wróżyło to dobrze na najbliższą przyszłość, na której jakości tak bardzo mi zależało. Pragnąłem seksu z piękną, miłą, młodą kobietą… Zapowiadało się natomiast na to, że będę uprawiał seks z młodą i całkiem ładną kostką lodu. Wycierając się po szybkiej kąpieli znalezionym na szafce czystym ręcznikiem próbowałem wmawiać sobie, że niepotrzebnie się martwię, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku, że chłodna postawa dziewczyny to tak naprawdę jedynie przejaw jej profesjonalizmu i wynik doświadczeń zebranych na przestrzeni miesięcy, a może nawet lat uprawiania przez nią najstarszego zawodu świata. Pocieszałem się jak mogłem, nie wierząc ani trochę w brednie, które usiłowałem sam sobie wmówić, że profesjonalizm na wysokim poziomie, choć nieprzyjemny w przypadku omawiania kwestii formalnych, musi owocować niebywałą jakością usług.
Gdy byłem czysty i suchy, ze zdwojoną siłą starałem się uwierzyć w mą teorię dotyczącą blondynki, z którą za chwilę miałem spędzić kilkadziesiąt upojnych minut.
Zastanawiałem się właśnie, co mam na siebie założyć zanim zdecyduję się wyjść z łazienki (same majtki? a może powinienem się ubrać kompletnie, ot tak, dla zachowania jakiejś konwencji?), kiedy to rozwiązanie moich problemów pojawiło się samo:
- Już? Proszę wyjść i nic na siebie nie zakładać. Proszę się nie wstydzić – widziałam wielu nagich mężczyzn.
Wyszedłem. Stanąłem zupełnie goły przed panną-profesjonalistką. Ta obrzuciła mnie przelotnym spojrzeniem i zaczęła się rozbierać. Nie miała wiele do zdjęcia – krótką, zwiewną, letnią sukienkę oraz jakże modne w naszych czasach stringi.
Z fascynacją właściwą dla młodych i niewyżytych mężczyzn obserwowałem blondynkę i jej wiele obiecujące ciało. Była naprawdę ładną dziewczyną. Może nie mogłaby startować w konkursie na miss idealnych kształtów, ale z pewnością musiała podobać się wielu facetom, w szczególności tym, którzy wbrew aktualnie panującym trendom gustowali w kobietach o pełnych kształtach, szerokich biodrach, mocnych udach, porządnie zarysowanych łydkach i okrągłej, wcale niemałej pupie. Piersi dziewczyny nie były zdumiewająco wielkie, ale robiły niemałe wrażenie – z pewnością nie zakryłbym ich dłońmi w całości.
Blondynka podeszła do mnie i ułapiła mojego penisa mocnym, pewnym chwytem, po czym zaczęła poruszać zaciśniętą na nim dłonią w przód i w tył. W momencie zrobiło mi się przyjemnie, bezwiednie szarpnąłem biodrami tak, jakbym wchodził w kobietę. Do tej pory zupełnie nijaka na twarzy, moja płatna kochanka uśmiechnęła się nieznacznie dodając mi tym otuchy. Wyciągnąłem ku niej ręce, zacząłem gładzić jej miękkie ciało. Masowałem przyjemnie sprężyste piersi, ściskałem duże, wydatne sutki; gładziłem talię i z prawdziwym zachwytem głaskałem szerokie biodra. Gdy już nasyciłem się nieco tymi łatwiej dostępnymi częściami ciała partnerki, przylgnąłem do niej, utrudniając jej tym samym dalsze pieszczenie penisa, i oddałem się obmacywaniu jej pleców oraz wspaniałych, dużych pośladków. Sięgałem do ud i ściskałem je mocno, upajając się ich kształtem, omijałem jednak to, co się między nimi znajdowało – robiłem to celowo, ponieważ pragnąłem maksymalnie odwlec moment zgłębienia największej tajemnicy kobiecości, zwiększając tym samym swą późniejszą przyjemność odkrywania jej.
Po kilku minutach takich zabaw gotów byłem skończyć, wytrysnąć w dłoń dziewczyny, ta jednak, wyczuwając zapewne co się święci, przestała mnie dotykać i odsunęła się nieznacznie ode mnie. Uśmiechnęła się do mnie, tym razem całkiem przyjemnie, choć – przysiągł bym – jednocześnie chytrze. Chwyciła mnie za dłoń i pociągnęła w kierunku znajdującego się nieopodal łóżka. Położyła się na nim i szeroko rozłożyła przede mną nogi, tak że mogłem do woli napawać się widokiem jej dokładnie wygolonej szparki. Wargi sromowe rozchyliły się nieco, odsłaniając ognisto-czerwone wnętrze kobiety. Nie mogłem oprzeć się pokusie i zacząłem dotykać objawienia z najwyższym oddaniem. Jednakże nie było mi dane porządnie nacieszyć się śliczną cipką. Chwilowo moja blondynka uniosła się na łokciach i powiedziała do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu:
- Załóż gumkę ogierze i bierz się do roboty. Gumki znajdziesz tam – mówiąc to skinęła głową w kierunku stolika stojącego tuż obok łóżka.
Rzeczywiście, na stoliku leżało kilka prezerwatyw. Wziąłem jedną z nich, rozpakowałem niezdarnie i założyłem na członka, po czym wgramoliłem się na łóżko, dokładnie między wciąż szeroko rozwarte uda prostytutki. Ta chwyciła penisa w prawą dłoń i pociągnęła go w kierunku swej szparki. Wszedłem w nią z łatwością, rozkoszując się momentem przyjmowania mnie przez kobiece ciało… Tak dawno tego nie czułem, tak bardzo się za owym uczuciem stęskniłem. Pomimo prezerwatywy, znacznie ograniczającej odczucia, moimi lędźwiami wstrząsnęła fala ogromnej przyjemności. Doskonale czułem wąskie, miękkie wejście do pochwy, przez które przepychał się mój naprężony do granic możliwości penis. Każdym nerwem badałem mięciutkie, a jednocześnie jakże sprężyste ścianki cipki. Zanurzyłem się w niej aż po same jądra, brzuchem oparłem się o łono kobiety. Zacząłem poruszać się powoli w przód i w tył, dając sobie mnóstwo przyjemności. Wielkimi krokami zbliżałem się do orgazmu, którego pragnąłem w tym momencie bardziej niż czegokolwiek innego. Nie zwracałem najmniejszej uwagi na leżącą pode mną nieruchomo dziewczynę. Zamknąłem oczy, bo nie chciałem aby bodźce atakujące wzrok niepotrzebnie mnie rozpraszały.
Nagle zadzwonił telefon. Ostry dźwięk wyrwał mnie z rozkosznego transu tuż przed wytryskiem. Zanim zdążyłem zrobić cokolwiek poza otworzeniem oczu, panna z której ciała korzystałem, wyskoczyła spode mnie jak oparzona, po czym trzema susami pokonała dystans dzielący ją od telefonu stojącego na szafce dość znacznie oddalonej od łóżka. Na całą tę scenę patrzyłem zupełnie ogłupiały, pozostając w pozie jakbym zamarł w połowie wykonywania jakiegoś ćwiczenia fizycznego. Dopiero po kilku sekundach dotarła do mnie treść rozmowy prostytutki z tym, kto właśnie do niej telefonował:
- … tak… tak…. kochanie. Nie, nie! Bardzo się cieszę! Przecież wiesz, że uwielbiam niespodzianki…. dobrze. Buziaczki! Czekam na ciebie niecierpliwie. Pa!
Panna starała się mówić wesołym, lekkim tonem, lecz – jeśli mam być szczery – wcale nie zdziwiłbym się gdyby jej rozmówca poczuł się zaniepokojony, szczególnie jeżeli miał zaszczyt być tym „jedynym” – dziewczyna brzmiała wyjątkowo nieprzekonywująco. Gdy odłożyła słuchawkę, wyglądała tragicznie; jej pewność siebie zniknęła jak ręką odjął, strzelała oczami na boki jak ktoś osaczony i szukający jakiegokolwiek ratunku. Kłopoty wisiały w powietrzu i okazałbym się nieprzeciętnym ignorantem nie zauważając faktu, że atmosfera w przytulnym pokoiku zrobiła się delikatnie mówiąc ciężka.
Po krótkiej chwili bezwładnego siedzenia na krześle stojącym obok stolika z telefonem, prostytutka zerwała się na równe nogi i pobiegła do łazienki. Wróciła równie szybko co zniknęła, niosąc moje ubranie zwinięte w bezładny kłębek. Podeszła do mnie, chwyciła mnie za ramię i poprowadziła do drzwi wyjściowych z mieszkania. Ciągnąc mnie przez swe małe mieszkanko wciąż mówiła:
- Bardzo przepraszam… Nie wiem, co powiedzieć… Rozumie Pan, bardzo mi głupio, ale… ale mój mąż wraca do domu… Gorzej! On JUŻ jest w domu! On tu idzie! Miał wrócić za miesiąc, ale zrobił niespodziankę…. Cholerny kretyn – niespodziankę!!!
Po słowie „:niespodzianka” dziewczyna zachichotała nerwowo, po czym otworzyła drzwi, do których właśnie doszliśmy. Wypchnęła mnie zdecydowanie za próg, podając mi rulon uformowany z ubrania i butów oraz wyrzucając z siebie szybko:
- Oto pańskie ubranie. Niech pan stąd idzie… nie wiem gdzie… Tylko niech pan tu nie stoi, niech pan zniknie z tego piętra. Może się pan ubrać w windzie… albo co. Karol nigdy nie jeździ windą. Tak! Niech pan pójdzie na wyższe piętro i wsiądzie do windy… Zresztą. nie wiem… Niech pan sobie idzie! Bardzo pana przepraszam, ale… Przepraszam!
Ostatnie słowo niemal wykrzyczała, a drzwiami trzasnęła mi przed nosem zanim skończyła mówić. Zostałem sam na klatce schodowej; byłem nagi, w ramionach trzymałem spodnie wymyślnie splątane z koszulą i bluzą, a na szmacianym kłębie stały moje buty, wydatnie utrudniając obserwację otoczenia. O powrocie do mieszkania prostytutki nie mogłem nawet marzyć. Po pierwsze, dziewczyna drzwi zamknęła na zamek, a ja przecież klucza nie posiadałem; po drugie, wcale nie miałem ochoty spotkać Karola w sytuacji, która jakkolwiek sugerowałaby szczęśliwemu małżonkowi, że spółkowałem z jego małżonką. Tak czy inaczej, nie wiedziałem co robić. Doszedłem jednak do wniosku, że bezczynnością niczego dobrego nie osiągnę; oczywistym było, że jak najszybciej muszę się ubrać. Winda wydawała się być najlepszym zastępnikiem przebieralni.
Rozglądając się nieufnie i starając się dostrzec ewentualnego postronnego świadka mojego niezbyt wygodnego położenia, zanim on zobaczy mnie, pobiegłem na wyższe piętro. Tymczasem na niższych kondygnacjach klatki schodowej rozległ się odgłos kroków – ktoś wszedł do bloku i żwawo wspinał się pokonując po dwa stopnie naraz.
Po dotarciu na wyższe piętro, z duszą na ramieniu i pełen obaw przed spotkaniem z kimkolwiek, wcisnąłem przycisk wzywający windę. Usłyszałem zgrzyt w szybie dźwigu – winda zbliżała się powoli, prawdopodobnie pusta – taką przynajmniej miałem nadzieję, tłumacząc sobie w duchu, że skoro ruszyła po wciśnięciu przeze mnie przycisku, to przecież nikogo, kto chciałby nią jechać w niej nie było.
Czekając na windę zastanawiałem się, czy nie powinienem zacząć ubierać się już na korytarzu. W mojej głowie kłębiły się myśli związane z tym, że świecę gołym tyłkiem (i nie tylko tyłkiem, co gorsze) stojąc na korytarzu siódmego piętra bloku mieszkalnego – w każdej chwili ktoś mógł wyjść z którychkolwiek spośród trojga drzwi prowadzących do mieszkań, zobaczyć mnie w negliżu i cholera wie jak zareagować. Zresztą, pomijając potencjalne niebezpieczeństwa wnikające z ewentualnej konfrontacji człowieka zupełnie nagiego z kimś nieprzygotowanym na widok gołego faceta z penisem w stanie lekko tylko zaburzonej erekcji (niestety, stres osławiony jako czynnik powodujący czasową impotencję nijak nie wpłynął na moją fizjologię – bardzo długi post seksualny w połączeniu z silnymi doznaniami sprzed paru minut sprawił, że mój organizm wciąż pragnął zaspokojenia, choć ja osobiście aktualnie miałem na głowie zupełnie inne problemy), pozostawała w mej świadomości kwestia potwornego wstydu, jakiego bym się najadł, gdyby ktoś mnie nakrył. Jednak, mimo wszelkich obaw miałem świadomość, że jeśli tylko zacznę grzebać w poplątanych ubraniach przed wejściem do windy, najprawdopodobniej narobię sobie trudności. Czekałem więc na zbliżającą się windę i modliłem się w duchu o dwie rzeczy: aby nikomu mieszkającemu na siódmym piętrze bloku, w którym właśnie przebywałem, nie przyszło do głowy, że należy wyjść z mieszkania, oraz żeby winda okazała pusta.
Winda zaczęła wjeżdżać na moje piętro. W wąskim pasku okna stanowiącego część metalowych drzwi do szybu dźwigu pojawiło się światło. Odruchowo wyciągnąłem dłoń w kierunku klamki i nawet udało mi się ją pochwycić, ale z piramidy ubrań, która wciąż spoczywała na moich ramionach, spadł but. Ostrożnie schyliłem się po niego, uważając, by nie przegapić zatrzymania się windy i odblokowania się prowadzących do jej wnętrza drzwi. W odpowiednim momencie, dociskając brodą stos ubrań do lewego przedramienia, prawą ręką chwyciłem but tak, by mieć wolne choć dwa palce u dłoni. Niezdarnie uczepiłem się klamki, szarpnąłem ciężkie drzwi i zapierając się o nie barkiem oraz odwracając się tyłem do wnętrza windy wszedłem do jej kabiny. Gdy tylko znalazłem się w niewielkiej, ale – jak mi się wydawało – bezpiecznej przestrzeni odetchnąłem głęboko i upuściłem stos odzieży na podłogę. Zrobiłem krok do tyłu i… wpadłem na kogoś! Ktoś był w windzie, a ja go wcale nie zauważyłem wykonując te wszystkie akrobacje związane z otwieraniem drzwi i przytrzymywaniem ciuchów!!! Odwróciłem się powoli i zupełnie nagi stanąłem twarzą w twarz z wysoką, piękną brunetką, która najwyraźniej straciła na mój widok możliwość poruszania się oraz wydawania z siebie jakichkolwiek dźwięków.
Poczułem, że robię się cały czerwony. Niezdarnym ruchem usiłowałem zakryć męskość, która na całe szczęście w przeciągu kilku ostatnich sekund zmalała do naprawdę haniebnych rozmiarów. Opalona brunetka o wyraźnie latynoskich rysach patrzyła na mnie z góry (była naprawdę wysoka, prawie o głowę wyższa ode mnie); minę miała wyjątkowo głupią, jej usta niezmiennie pozostawały otwarte w wyrazie kompletnego zaskoczenia, tylko oczyma błądziła niczym w panice po całym moim ciele.
Drzwi za mną zatrzasnęły się, odcinając mi zupełnie jedyną drogę ucieczki od nieznajomej. Winda powoli ruszyła w dół.
- Eeeee… Ja bardzo przepraszam panią… Ja nie jestem żadnym zboczeńcem – jąkałem się żałośnie. Starałem się brzmieć przekonywująco. Szybko sięgnąłem po spodnie, ale z bałaganu, który zapanował w mej porzuconej garderobie nie było łatwo wydobyć żadnej konkretnej części ubioru.
- Wie pani… Taki wypadek… Nie zauważyłem – ględziłem piskliwym głosem grzebiąc bezradnie wśród szmat. Udało mi się zlokalizować spodnie i nerwowo starałem się oddzielić je od koszuli.
Nagle poczułem, że winda się zatrzymała. Rozejrzałem się przestraszony, myśląc że – nie daj Boże – stanęliśmy na którymś z pięter po to, by zabrać ze sobą kolejnego pasażera. Ale nie, okazało się, że tkwimy między piętrami. Spojrzałem pytająco na brunetkę i zrozumiałem – trzymała palec na przycisku odpowiedzialnym za awaryjne zatrzymywanie windy. Choć kobieta nie odezwała się do mnie ani słowem, jej twarz przestała przypominać głupią buźkę lalki z sex-shopu – nieznajoma uśmiechała się do mnie nieznacznie, może trochę drwiąco, lecz przyjaźnie. Uznałem, iż z jakichś przyczyn moje przerywane, zupełnie według mej własnej opinii nieprzekonywujące tłumaczenia do niej trafiły i postanowiła podać mi pomocną dłoń w tej trudnej sytuacji, której była mimowolnym świadkiem. Chcąc okazać wdzięczność rzekłem, może nieco przesadnie pogodnym tonem:
- Dziękuję bardzo! Bardzo pani dziękuję za… – gdy chciałem powrócić do oddzielania spodni od koszuli, poczułem ciepłą, miękką dłoń na ramieniu. Dłoń ta, smukła i zadbana, o długich, finezyjnie pomalowanych paznokciach, szybko zsunęła się po moim obojczyku w kierunku klatki piersiowej. Druga bez ceregieli powędrowała wprost na moje krocze…
Stałem przez krótką chwilę kompletnie zaskoczony przebiegiem wypadków – na podobne rozwinięcie się sytuacji nie byłem ani trochę przygotowany. Piękna brunetka przylgnęła do mnie poruszając się z kocią gracją. Pieszcząc mego penisa i umiejętnie szczypiąc me sutki delikatnie pocałowała mnie w policzek, raz, a później drugi. Pięknie pachniała, jej ciało było miękkie i sprężyste zarazem. Nie mogłem oprzeć się pokusie i chwyciłem odważną nieznajomą za piersi, wpijając się łapczywie w jej usta.
Całowaliśmy się coraz mocniej i szybciej, a moje dłonie pieściły jej talię i ściskały pośladki. Brunetka zsunęła do pasa górną część czarnej, prostej sukienki na ramiączkach, odsłaniając wspaniałe, drobne, spiczaste piersi – teraz mogłem bawić się nimi bez żadnych przeszkód.
Nie zdążyłem jeszcze porządnie oswoić się z całą sytuacją, gdy nieznajoma szybkim, pewnym ruchem odwróciła się do mnie tyłem, wypinając jędrną pupę i zadzierając sukienkę. Jej biodra oraz rowek między pośladkami zdobiły cieniutkie paski czarnych stringów. Nie dane mi było jednak zbyt długo zachwycać się pięknymi widokami, gdyż zostałem pochwycony przez partnerkę za uwolnionego tylko na czas jej obrotu penisa i delikatnie przez nią przyciągnięty wprost ku mocno wypiętej pupie. Wolną dłonią moja przypadkowa kochanka przesunęła na bok pasek majtek, odsłaniając wydepilowany, brązowy anus, po czym od razu zaczęła napierać swą ciasną dziurką na moją męskość. „Jeśli chcesz tak, niech będzie tak!” pomyślałem. Bardzo lubię seks analny, a stan wyposzczenia, w jakim się aktualnie znajdowałem nie sprzyjał wybrzydzaniu. Nawet nie przyszło mi do głowy, że należałoby jakkolwiek się zabezpieczyć; tak bardzo pragnąłem bliskości kobiety, że nie byłem w stanie myśleć ani trochę racjonalnie. Sprawy takie, jak ryzyko zakażenia którąś z popularnych chorób wenerycznych czy nawet HIV, kompletnie mnie nie obchodziły.
Starałem się nijak nie przeszkadzać brunetce w jej działaniach, wypychałem biodra do przodu, głaszcząc jej wspaniałą talię i pięknie zarysowane biodra. Po chwili fachowych i pewnych działań wyraźnie doświadczonej w spawach seksu analnego kobiety, jej ciasna pupa poddała się pod naporem penisa i wpuściła go do środka. Poczułem przyjemność graniczącą z obłędem. Wciąż trzymając nieznajomą za biodra, powoli wchodziłem w nią i wychodziłem, czując, że nie dam rady długo kontynuować podobnych zabaw. Tymczasem brunetka chwyciła mnie za dłonie i przeniosła je na swoje jędrne piersi. Szybko zorientowała się, że utknąłem przez to w wielce niewygodnej pozycji, przestała się więc wypinać; wyprostowała się, przywierając przodem ud i brzuchem do ściany windy. To pozwoliło mi przytulić się do jej ciepłych, pachnących pleców i wciąż powoli wpychać się w jej ciasną dziurkę oraz delikatnie pieścić drobne piersi. Po kilku mych ruchach nieznajoma podchwyciła ich rytm i lekko pojękując, zaczęła nabijać się na mnie idealnie odpowiadając na pchnięcia.
Wytrzymałem może z piętnaście pchnięć, nie więcej. Potężny i głęboki orgazm dopadł mnie zupełnie niespodziewanie. Przyjemność w jednej, krótkiej chwili zalała moje podbrzusze; nie byłem w stanie złapać oddechu, ściemniło mi się przed oczami. Jak przez mgłę usłyszałem zduszony, głęboki jęk brunetki, która zaczęła drżeć na całym ciele, gdy tylko poczuła pierwszą falę mojego wytrysku. Nabijała się na mnie mocno – co najmniej tak, jakby całego mnie chciała wsadzić sobie w pupę. Jednocześnie jej biodrami wstrząsnęły gwałtowne spazmy – zaczęła w niekontrolowany przez siebie sposób szybko wyrzucać je do przodu. Wlewając w nią kolejne porcje od dawna gromadzonego w ciele nasienia czułem, jak jej anus zaciska się na moim penisie, sprawiając mi dodatkową rozkosz.
Nasz wspólny orgazm był wspaniały, chyba nigdy dotąd nie szczytowałem tak długo. Przez chwilę niemal leżałem na plecach mojej przypadkowej kochanki, a ona opierała się czołem o ścianę windy. Oddychaliśmy głośno i głęboko, usiłując uspokoić rozkołatane serca. Windę wypełnił zapach naszych ciał, z których, mimo że kochaliśmy się krótko, licznymi strużkami spływał pot. Po chwili trwania w całkowitym bezruchu delikatnie wyszedłem z brunetki. Gęste strugi spermy zaczęły spływać po jej zgrabnych nogach. Z niemałym zdziwieniem patrzyłem na imponujące strumienie nasienia wypływające z pupy nieznajomej – nie sądziłem, że przeciętny facet może wyprodukować aż tyle spermy!
Odsunąłem się od kobiety i zacząłem niemrawo grzebać w stercie ubrań, podeptanych i zakurzonych – powycieraliśmy nimi podłogę, co wyraźnie wpłynęło na ich stan. Kiedy drżącymi rękoma zakładałem na siebie majtki, skarpety, spodnie, koszulę, marynarkę i buty, moja kochanka w milczeniu powycierała śliczną pupę i piękne nogi kilkoma chusteczkami higienicznymi, które wydobyła z porzuconej w kącie windy torebki, a następnie poprawiła stringi, obciągnęła dół sukienki i nałożyła z powrotem górę. Gdy kończyłem się ubierać, przycisnęła odpowiedni guzik na tablicy rozdzielczej i winda ruszyła w dół.
Brunetka wysiadła na pierwszym mijanym przez nas piętrze. Wychodząc z kabiny delikatnie pocałowała mnie w policzek, jakbym był jej dobrym znajomym, z którym żegna się na krótki czas. Oczywiście, nigdy więcej jej nie zobaczyłem.
Po tym, jak latynoska piękność opuściła windę, wcisnąłem przycisk odpowiedzialny za jazdę na parter i zająłem się oczyszczaniem pomiętego, zakurzonego w wielu miejscach odzienia. Dopiero na wysokości pierwszego piętra przelotnie spojrzałem na miejsce, w którym stała brunetka, gdy się z nią kochałem. Na ścianie, na wysokości mniej-więcej mojego pasa znajdowała się mokra plama z gęstego, białego płynu. Płyn ten zdążył niemal w całości spłynąć na podłogę, tworząc na niej naprawdę imponującą kałużę. Pierwsza moja myśl była wyjątkowo kretyńska, jednakże człowiek nie ma wpływu na kształt tych krótkich przebłysków pojawiających się niekiedy w głowie, nijak nie związanych z logicznym myśleniem. Otóż, pomyślałem, że chyba przeleciałem ducha… Zaraz po owym niedorzecznym pomyśle pojawiło mi się przed oczyma wspomnienie mojej spermy spływającej obficie po nogach nieznajomej…
Tępo wpatrując się w kałużę męskiego nasienia i plamę na ścianie zacząłem kojarzyć pewne fakty… Nie jestem niskim mężczyzną, a mimo to brunetka była wyraźnie wyższa ode mnie; jej ciało, choć kobiece, było dużo prężniejsze niż u przeciętnej przedstawicielki płci pięknej… Ponadto, piękna latynoska tak kierowała naszymi igraszkami, że w gruncie rzeczy ani razu nie dotknąłem jej łona. Kochaliśmy się analnie… Piersi miała dość małe… W jednej chwili zrozumiałem w czym rzecz, a oczywisty wniosek sprawił, że poczułem wielkie zmieszanie połączone z fascynacją…
Wychodząc z windy na parterze minąłem niezadowolonego staruszka, który zmierzył mnie pełnym wyrzutu wzrokiem i rzekł, nie wiem, czy do siebie, czy do mnie:
- Te windy to jeżdżą coraz wolniej, jak Boga kocham… Coraz wolniej, panie, jeżdżą…

Dodaj komentarz