Powrót…

Julia czekała z niecierpliwością na swojego męża. Miał wrócić do domu późnym popołudniem z delegacji. Wszystko już przygotowała, a mianowicie kolację przy świecach (w składzie: ich ulubiona sałatka i czerwone wino). Ona sama ubrana była w obcisłą, bordową bluzkę z głębokim dekoltem i białą, falbaniastą spódnicę do kolan. Gdy rozmyślała, jakby ukochanego przywitać, zadzwonił dzwonek do drzwi. Uradowana pobiegła je otworzyć. Jej mąż wszedł i zdjął płaszcz oraz buty.
- Jura, kochanie, jak się cieszę, że wróciłeś! Tak mi Ciebie brakowało! – szczebiotała. – Chodź, pokażę Ci coś.
Weszli do pokoju. On, ujrzawszy owoc jej starań, pochwalił ją. Zasiedli do stołu. Rozmawiali, jedli, pili i śmiali się. Dała się jednak we znaki tęsknota, która opanowała nie tylko serca i umysły, ale także narządy płciowe. Każdy jego dotyk, choćby przypadkowy, był dla niej płomykiem. Po pewnym czasie wstali od stołu i usiedli na kanapie w sąsiednim pokoju. Julia założyła nogę na nogę i pochyliła się lekko w stronę męża, uwydatniając tym samym biust. Jura rozpiął 2 górne guziki koszuli. Ich rozmowa była dwuznaczna, pełna różnego typu smaczków i wyrażeń, które sami wymyślili. W końcu pocałowali się. Najpierw powoli i delikatnie, później całowali się coraz szybciej i pożądliwiej. Objęli się. Jej ręce gładziły jego plecy przez koszulę, a następnie pod nią. Jego dłonie niedługo zabawiły na jej plecach i zeszły na tyłek. Nagle Julia oderwała się od małżonka i zaczęła rozpinać mu koszulę. Gdy ją ściągnęła, jej oczom ukazała się wspaniale wyrzeźbiona klatka piersiowa. Niżej było widać ściśnięty brzuch. Chcąc go zobaczyć w całej okazałości, zdecydowanym ruchem pchnęła Jurka na kanapę. „Wskoczyła” na niego i zaczęła smakować jego usta. On tymczasem ściągnął jej bluzkę. Oczy mu się zaświeciły, kiedy ujrzał czerwony, koronkowy biustonosz. Żona przesunęła się nieco i zaczęła zdejmować ukochanemu spodnie. Powoli spod ich zasłony wyłaniały się grafitowe slipki, niesamowite uda i ładne, szczupłe łydki. Sama pozbyła się spódnicy. Klęknęła na czworaka nad swoim mężczyzną i zaczęła go całować. Najpierw w usta, następnie szyję, ramiona, klatę… Kolejny przystanek – brzuch – był jej ulubionym smakołykiem. Muskała wargami okolice pępka, dalej zataczała coraz większe koła językiem. Przejechała nim po linii dzielącej udo od brzucha po uprzednim zdjęciu slipek. Jura aż zadrżał. Jego wąż był już w pełni gotowy do działania. Julia, jakby nie zwracając na to uwagi, całowała wewnętrzne części jego ud. W końcu przestała, wyprostowała się, odgarnęła swoje włosy i spojrzała na twarz męża. Miał zadziorny błysk w oku. Uśmiechnął się cwaniacko i w jednej chwili znalazł się na górze. Kobieta była trochę zaskoczona takim obrotem spraw. Zdjął jej stanik i uwolnił jędrne, spragnione jego pieszczot piersi. Namiętnie całował najpierw prawą, potem lewą. Na deser zostawił sutki. Obchodził się z nimi bardzo delikatnie. Jego ręce wędrowały po bocznych częściach ciała małżonki i przy okazji ściągnęły jej majtki. Jej dłonie mierzwiły włosy kochanka. Julia pomrukiwała. Język Jurka schodził na południe mapy jej ciała; gorące, wilgotne południe… Pustynia brzucha owszem, była ciekawa, ale to dżungla jej sromów stanowiła najbardziej fascynujące miejsce. Za każdym razem odkrywał jego nowe atuty, a dziwił się przy tym jak małe dziecko. Rozchylił nogi partnerki i zaczął przyglądać się jej najskrytszemu skarbowi. Dziękował w myślach przyrodzie za stworzenie tak wspaniałego labiryntu. Szparka żony była już gotowa na przyjęcie albo kilku mniejszych, ale za to żwawych gości albo jednego, potężnego przybysza. Na razie jednak Jura spijał nadmiar jej soczków. Ze szczególną uwagą oblizywał najwrażliwszą w tej okolicy łechtaczkę. Kobieta wzdychała i wymawiała imię męża, dodając do niego najpozytywniejsze przymiotniki. Po pewnym czasie tak wychwalany kochanek włożył palce do pochwy. Jego penis, wkurzony odizolowaniem od ulubionego miejsca, dał o sobie znać, wypuszczając sporą ilość spermy. Mężczyzna, nie chcąc jeszcze spuszczać się w żonie, wyjął szybko chusteczkę i na nią wyładował złość swego przyrodzenia. Odetchnął i powrócił do wcześniejszych czynności. Julia obserwowała go i powiedziała, że może jednak już czas, by wąż schował się do norki. Owszem, jego język spełniał swoje zadanie znakomicie, ale małżonka chciała mocniejszych wrażeń. Chęć ta coraz bardziej ją oplatała, aż w końcu powiedziała niskim głosem:
- Wyruchaj mnie.
Jura podniósł oczy i po chwili przerwy wrócił do lizania, jakby olewając prośbę swej kochanki. Ta powtórzyła zdanie z pewną dozą niecierpliwości, lecz on nie zwracał na to uwagi. Podsunęła się pod ścianę. Mąż podniósł się lekko i pokręcił głową. Niełatwo mu było postawić na baczność swego białego gwardzistę po niedawnej ucieczce spermy. Jednak dokonał tego. Pociągnął kobietę brutalnie za uda i z wymalowaną wyższością na twarzy ostro wszedł w Julię. Pisnęła jak mała myszka i ścisnęła rękami pościel.
- No co, sama chciałaś. „Wyruchaj mnie, wyruchaj mnie.”. No to Cię, kurwa, rucham. – rzekł niedbale. Wiedział, że może sobie pozwolić na taki tekst. Gdy jego żona miała ochotę na ostrzejszy seks, przekleństwa i Jurkowy głos bardzo ją podniecały. Jebał ją coraz szybciej, a ona piszczała i krzyczała na zmianę. Po jakimś czasie tej rąbanki mężczyzna spuścił się w kochankę. Przyjemność, jaką czuła, była nie do opisania. Kobieta w ogóle nad sobą nie panowała, dryfowała gdzieś na Oceanie Rozkoszy. Sprawca jej orgazmu cicho przeżywał swoją ekstazę. Nie czuł tak ogromnej, jak partnerka, potrzeby wykrzyczenia swych uczuć całemu światu. Gdy zarówno emocje, jak i penis opadły, kochanek wyciągnął go i padł na łóżko koło swej drugiej połówki dysząc ciężko. Julia westchnęła i rzekła:
- Jura, mój Ty seksiaczku. (Zawsze tak go nazywała po udanym stosunku.)
Mężczyzna uśmiechnął się. Pocałowała go czule w ramię i powiedziała:
- Jesteś wspaniały, cudowny… Po prostu najlepszy.
- Wiem, kiciu, ale cieszę się, że mi to mówisz. – odparł. – To co, śpimy, nie? Chyba wystarczająco Cię wymęczyłem?
- Pewnie… Dobranoc, skarbie. – odrzekła i zamknęła oczy.
- Dobranoc…

Dodaj komentarz