Skype

o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Jest chłodno w pokoju, zamykam lufcik. Ze starego boomboksa sączy się muzyka. Dlaczego jesteś tak daleko? I dlaczego nie masz cholernego roamingu. ALe jest stary przyjaciel skype.

Czekam. Zaraz się pojawisz. Opowiadasz trochę bzdetów z mijającego dnia. Pytasz co u mnie. Sraty taty, szkoła praca. Rany, jak to niewiele znaczy. Próbuję udawać, że z zainteresowaniem wtajemniczam cię w dzisiejsze zakupy i pogodę. Gdybyś był tutaj w Polsce…

Oj, gdybym był, to przede wszystkim nie bolałyby mnie palce od wystukiwania do ciebie maili.

Prozaik. Ja pomyślałam o tym, jak bardzo mi brakuje twojej bliskości.

Tęsknisz?

Jasne, kochanie. Jak ja bym cię wytulił, wyściskał…

Jak?

Najpierw byśmy się ledwie zetknęli czubkami palców. Patrzyłbym na ciebie, powoli sycąc się twoją twarzą.

Twoja ręka wędruje na moje biodra, drugą kładziesz na łopatce. To jak pozycja do tańca. Przyciągasz mnie bliżej. Czuję jak przywierasz do mnie całym swym męskim ciałem. Tak, lubię twoje szerokie ramiona, mocne plecy. Czuję się bezpieczna.

Jebane granice. Dobra, granic nie ma, jest Schengen. Ale to nie zmienia tego, że Hiszpania jest daleko. A ja tęsknię. Wch, dopiero bym ci udowodnił, co te ramiona potrafią. Ścisnąłbym cię tak konkretnie, że każda nasza część ciała przylegałaby do siebie. Wypukłość twoich piersi na mojej klacie. Biodra bym przesunął… o shit, chcesz wiedzieć, jak bardzo tęsknię? Cały jestem napalony. Członek twardy, gorący… biodra bym przesunął tak, byś poczuła go na swoim udzie. Nie wstydziłbym się, że na twój widok tak szybko się napalam.

Jak ty całujesz, mój best-menie. Jesteś delikatny i szalony. Tak dawno cię nie czułam, że ledwie byś mnie musnął ustami, chwyciłabym się twoich warg jak jedynej ostoi. Ssałabym dolną wargę, przygryzała górną. Złapałbyś rytm i zaraz poczułabym jak stanowczo rozchylasz językiem moje usta i szybujemy wzajemnie poznając się od środka. Nasze języki tańczą w gibkim rytmie. It’s samba time.

Tym razem się nie wywiniesz. Wyssam ci na szyi taką malinkę. Równocześnie ręce robią rozeznanie terenu. Co masz na sobie? Czemu to stare cholerstwo nie ma wbudowanej kamerki? Pewnie jakąś zwiewną bluzeczkę. Ale jest zimno, jakiś sweter, co? Gdy docieram przez te wszystkie warstwy do twojej skóry, jest gorąca. Uhhmm. Wycieczka krajoznawcza w górę rzeki. Do źródeł. A źródła są dwa, skryte pod cienkim stanikiem. Skąd wiem, że cienkim? Bo czuję przez materiał, że suteczki stają się twarde…

Mmm, wiesz, że jestem wilgotna od tego gadania?

Gdyby nie odległość, już bym ja ten ogień wykorzystał. Przez materiał dwóch par dżinsów i dwóch sztuk bielizny mój twardy kapitan ociera się o twoje skarby i wzbudza tę wilgotność. Okrężnymi ruchami popędzam go jeszcze bardziej. Ale już nie mogę czekać. Pod bluzką, pod stanikiem znajduję sutki. Drżysz. Mam nadzieję, że nie z zimna, bo właśnie pozbawiam cię sweterka, bluzki. Stanik też odejdzie w niepamięć… ale na razie tylko zsuwam ramiączka, dojrzałe owoce wynurzają się… odsuwam cię na długość ramienia, kontempluję, jak falują w przyspieszonym oddechu. Sadzam cię na kanapie, wpycham w oparcie. Przyklękam obok i zaczynam fascynującą wędrówkę od ust, podbródka przez wrażliwą skórę szyi. Nie jestem delikatny. Przysysam się do twojej skóry jak pijawka. Przygryzam brodawki sutek- wijesz się pode mną i wzdychasz…

Twój instrument już dawno stoi. Trzeba go wyłuskać. Jak mam się skupić na rozporku, gdy twoje usta i dłonie szaleją w najbardziej wrażliwych rejonach mojej skóry? Wreszcie wspólnym wysiłkiem zsuwamy dżinsy. Twoje i moje. Zgodna kooperacja. Jeszcze się droczę, dotykam go przez materiał bokserek. Ale już jest cały mój. Gdy przygryzasz moje sutki, bardziej kurczowo ściskam twoją pałkę. Dyszysz coraz głośniej. Nagle kładziesz mnie na werrsalce, delikatnie rozsuwasz nogi masując wnętrze ud…

Z tej perspektywy widzę tylko twoje wilgotne majtki i gdzieś nad linią horyzontu- unoszący się rytmicznie brzuch. Wodzę dłońmi po brzuchu, zahaczam palcami coraz niżej o podbrzusze, czuję zaproszenie twoich włosów łonowych. Już nie da rady zwlekać.

Twoje palce pozbawiają mnie tej żałosnej mokrej szmatki. Na skraju dziurki wiruje twój palec, twarz muska brzuch. Kiedyś łechtaczka wybuchnie od nadmiaru wrażeń. Ale już czuję twoje palce w środku. A potem… nie, to za wiele. Język plus rozbudzona rozkoszą łechtaczka- szaleństwo. Obiema rękami chwytam cię za włosy i wtulam twoją głowę we mnie. Ale co zrobić, by nie skowyczeć z rozkoszy? Całe ciało wygina się w łuk…

Odezwiesz się jutro na Skypie?

Dodaj komentarz