Sofa

Straciłem pracę i po dwóch miesiącach poszukiwania czegoś odpowiedniego dla mojego doświadczenia zaczęły kończyć mi się oszczędności.
Dlatego postanowiłem zarejestrować się w agencji pracy tymczasowej.
To się okazało dobrym pomysłem, bo już następnego dnia od mojej wizyty w agencji zadzwonił telefon.
Miły kobiecy głos przedstawił się jako osoba, która mnie zarejestrowała.
- Mam dla pana dobrą wiadomość – ma pan pierwsze zlecenie.
Ucieszyłem się tak bardzo, że dopiero po chwili przyszło mi na myśl, żeby zapytać o szczegóły.
- Praca jest fizyczna, będzie pan pomagał nosić meble w zaprzyjaźnionym sklepie meblowym. Czy panu to odpowiada?
Oczywiście, że mając w kieszeni pustki i wizję kolejnej raty kredytu nawet propozycja tańca na rurze by mi musiała odpowiadać.
Zresztą nie jestem jakimś ułomkiem – 183 cm wzrostu i 90 kg mięśni.
Nigdy nie pakowałem, ale lata pływania, codziennego dojeżdżania do pracy na rowerze wyrobiły piękną rzeźbę.
Do tego niebieskie oczy, które kiedyś uwiodły niejedną studentkę, blond włosy zawsze trochę potargane i łobuzerski uśmiech, który śnił się w nocy matkom dorastających córek.
Jednym słowem, mogłem się podobać – cóż z tego, skoro aktualnie miałem inne, bardziej przyziemne zmartwienia, które nie zachęcały do poznawania pięknych pań, a i panie jakoś bezrobotnych nie lubią.
Przerwałem rozmyślania przywołany głosem w słuchawce do rzeczywistości, zapisałem adres i godzinę o której rozpoczynałem pracę i pożegnałem się dziękując za pierwsze zlecenie.
Następnego dnia o umówionej godzinie pojawiłem się pod podanym adresem.
Ubrany schludnie, ale w sposób dostosowany do warunków pracy – dżinsy, koszulka, która przypadkiem podkreślała moją sportową sylwetkę i czapka bejsbolówka.
Czapka była wyrazem autoironii – postanowiłem ją założyć zamiast kasku. W końcu miałem zacząć karierę pracownika fizycznego.
Adres okazał się sklepem meblowym – sprzedającym meble na zamówienie.
Właścicielem okazała się kobieta, ładna i bezpośrednia trzydziestolatka.
Zmierzyła mnie wzrokiem, uśmiechnęła się do mnie rozpoczynając mowę powitalną:
- No w końcu przysłali kogoś, kto nie wygląda na anemię. Robota jest prosta – trzeba wnosić meble do mieszkań klientów.
Jest jedna zasada – musi być pan miły dla naszych klientów. Zawsze traktujemy ich wyjątkowo.
- Oczywiście, z noszeniem dam sobie radę, a jeśli chodzi o bycie miłym, to może być pani spokojna.
- No zobaczymy, jak pan się spisze – powiedziała dziwnym tonem.
- I jeszcze jedno – płacę za cały tydzień z góry, więc proszę u księgowej zostawić numer konta i wszystkie potrzebne dane. Potem weźmie pan te zapakowane meble przy drzwiach i zaniesie do samochodu. Kierowca już czeka.
- Piętnaście minut formalności (musiałem nawet podać nr gg – na szczęście pamiętałem, że to 24601089) później taszczyłem zafoliowane pakunki do auta.
Droga do pierwszego klienta minęła szybko – z powodu wczesnych godzin przedpołudniowych ulice były puste.
Elegancka willa z ogrodem. I dobrze i źle – dobrze, bo nie trzeba będzie taszczyć mebli na któreś piętro, źle, bo jednak kawałek z podjazdu do drzwi musiałem nieść swój ciężar.
Właścicielka czekała w drzwiach.
- Dobrze, że pan już jest, myślałam, że cały dzień będę czekać. Nie lubię czekać.
Popatrzyłem zdziwiony – wlała z rana coś w siebie, że taka wylewna?
Przypomniałem sobie zalecenia szefowej i włączyłem program uprzejmościowy.
- Dla naszych drogich klientów wszystko.
Uśmiechnęła się.
- Naprawdę wszystko? To może najpierw mi pan wniesie mebel do salonu i rozpakuje.
Wziąłem ponownie w swoje ręce ciężkie pakunki i po krótkiej walce z drzwiami kroczyłem dostojnie miękkim dywanem w stronę salonu.
Kilka minut szarpania z oporną folią i części mebla zostały uwolnione.
- No chyba mnie pan tak nie zostawi z tym rozwalonym meblem? Zamawiałam sofę i chcę mieć sofę, a nie kilka części sofy?
Miałem ochotę powiedzieć jej jak mało mi płacą za tę robotę, ale pamiętałem słowa szefowej. No i o kredycie.
- Oczywiście, zaraz skręcę mebelek. Będzie pani miała wymarzony zakup.
- No to mi się podoba. W ramach wdzięczności zrobię panu coś do picia – i poszła do kuchni wdzięcznie kołysząc tyłeczkiem.
Żebym nie był w pracy…
Po chwili zapomniałem o wdzięcznych kształtach klientki i jedyne co w mojej głowie pozostało, to stek przekleństw.
Jak można robić tak skomplikowane meble. Jak to skręcić. Jakieś pasy, dziwne mocowania, podpórki.
Na szczęście znalazłem instrukcję i liczba przekleństwa na minutę spadła o połowę.
Kiedy wreszcie skończyłem byłem tak zgrzany, że w paru łykach wypiłem całą szklankę soku przygotowaną przez gospodynię.
I nagle wszystko stało się czarno-białe, a chwilę później otoczyła mnie ciemność.

Budziłem się powoli. Otworzyłem oczy, ale było ciemno. Chwilę później zrozumiałem, że mam je czymś zasłonięte, więc sięgnąłem ręką, żeby zdjąć to coś z twarzy.
Ups. Wcale nie sięgnąłem. Moje ręce mnie zupełnie nie słuchały. Sądząc po nacisku w okolicach nadgarstków były przywiązane do czegoś, na czym leżałem.
Chwilę później zrozumiałem, że los rąk podzieliły również nogi, związane w kostkach.
Jedynie słuch mnie jeszcze słuchał, więc wytężyłem uszy mając nadzieję, że zrozumiem o co chodzi.
Cisza. Po chwili usłyszałem kroki.
I kobiece głosy. Jeden z nich należał chyba do mojej gospodyni, a drugi wydawał się znajomy, ale nie mogłem skojarzyć skąd go znam.
Rozmawiały o ogrodzie. Poczułem się jeszcze dziwniej, ale postanowiłem coś zrobić.
- Przepraszam! Czy ktoś może mnie uwolnić?
Rozmowa trwała w najlepsze, jakby panie mnie nie słyszały.
- Halo!!! Co się dzieje??? Proszę mnie uwolnić!

Rozmowa na chwilę ucichła.
Wreszcie usłyszałem głos gospodyni, ale najwidoczniej nie mówiła do mnie.
- No i widzisz kochana, postanowiłam zmienić coś w swoim życiu. Kupiłam nową sofę. Indywidualny projekt. Podobno bardzo wygodna.
Teraz to się wkurzyłem.
- Może by tak panie przestały plotkować i mnie uwolniły??? Natychmiast proszę mnie uwolnić!!!
Mój krzyk (miałem nadzieję) słyszeli nawet w sąsiednich domach.
Tymczasem panie dalej rozmawiały jakby nigdy nic.
- I wiesz, zaprosiłam Cię, żebyśmy razem sprawdziły, czy ta sofa jest wygodna. Wygląda bardzo zgrabnie. Usiądź kochana, a ja zrobię coś do picia.
Miałem znów zacząć krzyczeć, kiedy nagle w otwartych ustach poczułem coś miękkiego.
- No widzisz kochana, zaraz będzie cicho, usiądź sobie wygodnie i poczekaj tu na mnie.
Z mojego gardła dobywało się już tylko mamrotanie. Nagle poczułem na sobie ciężar.
To jedna z kobiet usiadła na mnie.
Nagle zrozumiałem. Byłem przywiązany do sofy, którą sam wniosłem i złożyłem. Te wszystkie klamry i obejmy teraz więziły moje ciało.
A ja miałem służyć w charakterze miejsca do siedzenia.
I nawet nie mogłem zaprotestować mając zakneblowane usta.
Tymczasem usłyszałem głos gospodyni, która wróciła z kuchni.
- Kochana, czuj się jak u siebie. Zaraz pokażę Ci wszystkie funkcje mojej nowej sofy.
Poczułem, że ciężar zniknął z mojej klatki piersiowej.
Zastąpił go delikatny dotyk.
Najpierw jedna ręka wędrowała po mojej klatce piersiowej, potem dołączyła do niej druga.
Poczułem chłód ostrza przy szyi, a po chwili odgłos rozcinanego materiału.
Moja koszulka właśnie straciła swój niepowtarzalny krój.
Tymczasem dłonie zeszły niżej. Poczułem, że majstrują przy guzikach spodni. Z sukcesem – za chwilę szarpnięcie w dół odsłoniło mój męski skarb. Przez chwilę żałowałem, że nie noszę bielizny, ale przecież i tak to by nic nie pomogło.
- Całkiem zgrabny mebelek – to głos koleżanki właścicielki sofy.
- Ciekawa jestem czy rzeczywiście taki wygodny i dopasowany, jak w reklamie?
Poczułem, jak jedna para dłoni zaczyna drażnić moje sutki. Druga para w tym czasie zajęła się moim penisem.
Mimo sytuacji poczułem napływającą krew do mojego członka i uderzenie gorąca w całym ciele.
- Taak mebelek rzeczywiście niczego sobie i chyba nawet będzie pasował.
- Moja droga, pytanie tylko, gdzie chcesz siedzieć – na wezgłowiu czy w nogach?
Obie panie zaśmiały się radośnie.
Mi tymczasem nie było do śmiechu. Poczułem się jak przedmiot, poczułem się naprawdę jak mebel, który każdy może dotykać, wykorzystać.
Tymczasem delikatny dotyk był coraz mocniejszy, a ja czułem coraz większe podniecenie.
Obie panie nie zważają na mnie prowadziły ożywioną rozmowę.
- I tak to wygląda, kochana. Człowiek powinien mieć coś z życia. W końcu jesteśmy jesteśmy jeszcze piękne, młode.
- No pewnie. Aż szkoda, że nasz mebelek nas nie widzi. Myślisz, że szybciej by osiągnął pełną sprawność?
- Na razie nie wygląda, żeby czegoś mu brakowało. Usiądź kochana.
Poczułem ciężar na biodrach i dotyk kobiecego ciała. Mój członek natychmiast zareagował i jeszcze bardziej zesztywniał.
Tymczasem druga kobieta usiadła na mojej twarzy.
- Wyciągnij mu te majteczki z ust. A ty mebelku nie próbuj żadnych numerów. Bo to źle się może skończyć dla twojej męskości.
Poczułem, że znika mój knebel. Ale natychmiast na moich ustach pojawił się ciężar. Mokry ciężar.
Po prostu jedna z pań usiadła mi na twarzy!
- No dalej mebelku. Wyliż pani jej słodką dziurkę. I nie radzę się ociągać.
Tymczasem w okolicy pasa działy się nie mniej dziwne rzeczy.
Poczułem bowiem nagle, że mój członek już nie ugina się pod naporem kobiecych bioder, a wyprostowany zanurza się w cudownym wilgotnym cieple cipki.
Westchnąłem przeciągle.
- Słyszysz? Mebelek się zakochał – zakpiła jedna z pań.
Tymczasem mój język posłusznie zaczął pieścić guziczek drugiej pani.
Konwersacja trwała nadal, jakby nigdy nic.
- I wiesz, ta moja koleżanka nic tylko ciągle w pracy i w pracy, a po pracy dom, dzieci. Prawdziwy kierat.
- Ani chwili oddechu? Przecież każdemu należy się relaks.
- A ty kochana czujesz sie zrelaksowana?
- Oczywiście, twoja gościnność kochana jest niezwykła. Czuje się coraz bardziej zrelaksowana.
Już mi nie przeszkadzało, że byłem meblem. Czułem coraz większą rozkosz, z jaką mój członek wdzierał się do cudownej szparki gospodyni i coraz szybciej pracowałem językiem na guziczku jej przyjaciółki.
Siedząca mi na twarzy kobieta zaczęła coraz szybciej ruszać biodrami do przodu i do tyłu. W końcu przy mocniejszym ruchu zsunęła pośladkami opaskę z moich oczu.
Miałem nadzieję, że zobaczę, kim jest tajemnicza nieznajoma, której dawałem rozkosz językiem.
Jednak moja twarz była przykryta czarną sukienką i jedyne co widziałem to zarys jej zgrabnych pośladków i pleców przechodzących z czerń sukienki.
Gospodyni jak by odgadła moje myśli:
- Kochana zdejmij tę sukienkę, bo ci się pogniecie.
- Dobry pomysł, odłożę ją na krzesło.
Podniosła się z mojej twarzy i stanęła obok jednocześnie ściągając przez głowę sukienkę.
Teraz widziałem wszystko – moja gospodyni w kremowej sukience z odsłoniętymi pięknymi pełnymi piersiami, nabijająca się na mojego członka, w prawej ręce trzymała filiżankę z herbatą.
Moja druga prześladowczyni o znajomym głosie – to była dziewczyna z agencji pracy.
Kobieta goszcząca w sobie moją męskość nie pozwoliła mi jednak na długie zastanawianie.
Coraz mocniej zaczęła poruszać biodrami, a ja poczułem, że staje się coraz ciaśniejsza.
Poczułem nadchodzącą rozkosz i zacząłem mocno oddychać jęcząc, kiedy z całej siły nabijała się na mój członek.
W końcu krzyknęła głośno wyprężyła się wylewając na mnie herbatę z filiżanki i znieruchomiała na kilkanaście sekund. Ja także krzyknąłem, ale z bólu.
Czułem się zawiedziony – eksplozja wzbierająca w moich jądrach zatrzymała się w pół drogi, a wrzątek skutecznie ochłodził moje podniecenie.
Gospodyni nie zapominała o swoim gościu:
- Kochana, usiądź sobie na moim miejscu. Tu jest bardzo wygodnie i miło.
- Z przyjemnością, widzę, że mi wygrzałaś miejsce…
I znów radośnie się zaśmiały.
Teraz dziewczyna z agencji usiadła na moich udach i po chwili nabijała się na mojego lekko zmęczonego członka.
Tymczasem gospodyni usiadła na miejscu koleżanki, czyli na mojej twarzy i powiedziała do mnie słodkim głosem:
- Doprowadziłeś do tego, że jestem mokra, mój niegrzeczny mebelku, to teraz wysprzątaj wszystko swoim językiem. Tylko bądź miły.
Koleżanka rozpalona moim językiem długo nie wytrzymała i za chwilę także jej ciałem wstrząsnęły skurcze.
Ona jednak nie zeszła ze mnie i poruszała się jeszcze przez chwilę. Dzięki temu i ja za chwilę poczułem, jak nadchodzi orgazm.
Mój język cały czas wylizywał słodką muszelkę gospodyni, z której spływały krople wilgoci do moich ust.
W końcu obie zeszły ze mnie i na chwilę zniknęły. Kiedy pojawiły się znów, jedna z nich miała w ręku kawałek gazy, który przyłożyła do mojej twarzy.
Więcej nie pamiętam. Obudziłem się w szoferce wozu meblowego pod sklepem meblowym.
Czy to był tylko sen?

Dodaj komentarz