Troja

Troja – umiłowana ponoć przez samego Apolla, najwspanialsze miejsce przedromańskiego starożytnego Świata. Perła ówczesnej architektury, o monumentalnych fortyfikacjach, świątyniach czy pałacach z dachami pokrytymi złotem, skrzącymi się oślepiającym blaskiem niczym dziesiątki słońc. Niektórzy dodawali jeszcze, że było to miasto najlepszych dziwek. Nieomylnych przewodniczek po krainie rozkoszy, za parę złotych pierścieni zawsze gotowych obdarować każdego odbierającym oddech orgazmem. Tej nocy nikt jednak nie będzie płacił…Bo i po co? Zdobywcy biorą wszystko, brutalnie i bezwarunkowo. Pokonanym wolno tylko cierpieć. Tej strasznej nocy…
Dzięki chytremu fortelowi achajskie wojska wreszcie wdarły się do „Złotego miasta”. Na nic zdały się potężne mury oraz bohaterstwo jej obrońców. Wcześniej Priam, nieświadomy niebezpieczeństwa, nakazał wprowadzić do miasta drewniane monstrum z ukrytymi wewnątrz Grekami.
- Nie zmieści się w bramie, panie – oponowali królewscy doradcy.
- To symbol naszego triumfu! Jeśli trzeba zburzcie portyk, przed zmrokiem koń ma być za murami – rozkaz był jednoznaczny.
A w Ilionie rozkaz króla był najwyższym prawem. W kilka godzin później zastępy wroga wlały się przez wyrwę w umocnieniach i otworzone przez przemycony oddział przejścia. Troja płonęła, zewsząd dochodziły krzyki jej mieszkańców.
„Nie, to nie może być prawda” – Andromacha bezskutecznie próbowała przekonać samą siebie, że to tylko zły sen. Siedząc na obszernym łożu, patrzyła nieobecnym wzrokiem na gustownie wykonane ściany pomieszczenia. Oprócz niej, w komnacie nie było nikogo. Hektor, jej mąż, zginął, służba dawno uciekła, trojańscy żołnierze w większości nie żyli, na zewnątrz stało najwyżej dwóch wartowników, biernie oczekujących na swoje przeznaczenie. Była więc sama. Sparaliżowana strachem nie mogła nic zrobić, wpatrywała się tylko w bogato rzeźbione drzwi. W drzwi, w których lada moment ukarzą się oprawcy. Bardzo się bała, słyszała tyle opowieści o zdobywanych miastach. Czuła paniczny łomot swego serca. Ale przecież jest księżną! Powinna być silna.
Głosy Achajów były coraz bliższe, już prawie są, zaraz sforsują wrota…szczęk broni, urwane krzyki zarzynanych gwardzistów, huk otwieranych drzwi, w których pojawiło się czterech mężczyzn. Andromacha wstała energicznie, próbując przybrać władczą postawę. Wyprostowała się dumnie, z trudem opanowując drżenie kolan.
- Jestem…rozkazuje wam…-głos uwiązł jej w gardle.
- To ja decyduje kim, a raczej czym teraz jesteś. A jesteś moją własnością. Im wcześniej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie – powiedział.
Słowa wypowiedziane były spokojnym, ale nie uznającym sprzeciwu tonem.
- Jak zapewne się domyślasz, jestem Agamemnon, a to Tryton, Prateros i Kamilos. Należysz do mnie – dokończył wojownik noszący bogato zdobiony pancerz.
Król Myken spojrzał na swoją najnowszą zdobycz okiem doświadczonego rozpustnika. Doniesiono mu o niezwykłej urodzie Andromachy, lecz rzeczywistość była jeszcze łaskawsza. Odziana w zwiewny, przetykany złotą nicią, zielony chiton prezentowała się rzeczywiście fenomenalnie. Kat Troi był postawnym, pięćdziesięcioletnim mężczyzną, o długich, rudych włosach. Podszedł do księżnej i zdecydowanym ruchem zerwał jej szatę. Kobieta odruchowo zakryła piersi dłońmi.
- Zabierz te ręce! – warknął Mykeńczyk.
- Ale…- nie zdążyła dokończyć, gdyż Agamemnon wymierzył jej bolesny policzek. Do jej pięknych oczu napłynęły łzy, ale postanowiła nie dać im tej satysfakcji i powstrzymała płacz. Opuściła ręce wzdłuż tułowia. Stała teraz niczym najpiękniejsza bogini. Król obszedł dziewczynę dookoła, razem z kompanami podziwiając piękno jej młodego ciała. Była doskonała. Długie, czarne włosy opadły na ramiona, sięgając góry biustu. Mężczyźni zachwycili się dużymi piersiami, urzekającymi swą jędrnością. Cudowne półkule, raz po raz unoszone oddechem, uwieńczone były ciemnymi, dumnie wyprężonymi sutkami. Wzrok wojowników przesunął się w dół: do płaskiego brzuszka, nęcącego trójkąta włosów, krągłych pośladków i zgrabnych nóg. Andromacha miała jedwabistą skórę, wypielęgnowaną godzinami masażu z użyciem drogich olejków.
- No, no, na Afrodytę, choćby dla Ciebie warto było tu płynąć – powiedział Agamemnon, jego zielone oczy płonęły wzrastającym pożądaniem.
Pozostali Mykeńczycy tylko uśmiechali się lubieżnie.
- Panie…czy mogłabym się teraz…ubrać? – spytała nieśmiało.
- Ubrać? Postradałaś zmysły! Robisz co ci każę i kiedy ci każę! To, na co mam ochotę. Teraz mam ochotę na ciebie – mówiąc to król pchnął wystraszoną kobietę na pobliskie łoże. Upadła bezwładnie na wznak. Następnie szybko zrzucił zbroję i nagi położył się na niej. Jego ręce błądziły po aksamitnym ciele, wargi próbowały odnaleźć słodkie usta. Odsuwała głowę, całował więc uszy, szyje, ssał brodawki. Czuła jego gorący oddech, dotyk języka, warg. Silne dłonie energicznie masowały jej piersi. Czuła jak z każdą sekundą jego penis twardnieje. Teraz już się nie łudziła. Weźmie ją, zerżnie tu i teraz. Zaraz poczuje go środku, zaraz się w nią wbije. „Wielka Hero, niech nie robią mi krzywdy” – pomyślała, gdy właśnie zdecydowanym ruchem rozszerzył jej uda.
- I co trojańska suko? Priam był dla Ciebie wystarczająco dobry, dogodził Ci? Ja będę lepszy zobaczysz. Nie rób takiej zdziwionej minki. Wszyscy wiemy, że dawałaś staremu. Teraz kolej na nas. Zerżniemy Cię, poczujesz nasze twarde kutasy, to mogę obiecać – wydyszał jej do ucha.
Nie rozumiała dlaczego, ale te wulgarne słowa spowodowały, że w jednej chwili przeleciały jej przez głowę wszystkie seksualne wspomnienia: pierwsza noc z Hektorem, wizyty władczego Priama, słodkie pieszczoty Heleny i Parysa, zagłębiające się w niej palce Kreuzy. Nagły ból przywrócił świadomość.
- Aaa… – jęknęła.
Agamemnon wdarł się brutalnie w jej ciasne wnętrze. Nie była na to gotowa, ale on wszedł do końca. Jednym pchnięciem wbił się po same jądra.
- Jak się teraz czujesz dziwko, dobrze Ci? – wysapał.
- Proszę, nie…aaa…to boli – błagała cicho.
Tylko tyle mogła zrobić. Całkowicie ją zniewolił. Był zbyt silny, przygniótł ją swoim ciałem, uniemożliwiając jakikolwiek opór. I nie zamierzał przestać. Miał ją pod sobą, piękną, uległą. Leżał między rozrzuconymi nogami, silnie masował cudownym biust i wnikał sterczącym palem w jej gorącą pochwę. Nie, nawet za wszystkie skarby świata nie zostawiłby jej teraz. Nie zważając na cierpienie, jakie sprawia, posuwał Andromachę coraz szybciej. Dziewczyna pojękiwała przy każdym dobiciu, każde wejście malowało na jej ślicznej twarzy grymas bólu. Zamknęła oczy, zagryzła wargi w oczekiwaniu na kolejne wejścia pala demolującego jej norkę. Po kilku minutach, powoli jednak zaczęło pojawiać się podniecenie. Odpędzała to uczucie, ale nie była w stanie wygrać walki z własnym ciałem. Wilgotniała. Wiedziała, że on także to czuje. Wiedziała, że już rozpoczęła wspinaczkę na szczyt. Zdecydowane pieszczoty piersi, ruchy rozpychającego ją dużego i twardego członka zrobiły swoje. Teraz już chciała tego seksu, ostrego i bezkompromisowego. Pragnęła tylko jednego: zaspokojenia. Uniosła biodra, by mógł wejść jeszcze dalej, ale w tej samej chwili Agamemnon doszedł. Orgazm przetoczył się po jego ciele jak tajfun. Wtłoczył w nią potok gorącej spermy i zamarł wtulony w posągowe ciało. Kobieta czekała. Rozpalił ją do czerwoności, doprowadził na skraj urwiska. Ale brakło paru kroków. Teraz gotowa była błagać o te kilka ruchów, lecz król wysunął się usatysfakcjonowany. Poczuła niewysłowiony zawód, kiedy ociekający nasieniem i sokami fallus opuszczał jej niezaspokojona cipunię. Do łoża szybko podszedł jednak następny wojownik: niski i łysy Prateros. Zaaferowana stosunkiem nie widziała, że pozostali trzej mężczyźni całkowicie się rozebrali. Niedawne widoki musiały nieźle na nich działać, bo wszyscy mieli wyprężone kutasy. Prateros wszedł na łóżko i ustawił brankę na czworaka. Dziewczyna nie mogąc doczekać się penetracji zapraszająco wypięła krągły tyłeczek. Łysol z zadowoleniem przyjął ten gest.
- No dalej, weź ją! Troja słynie ze świetnych koni, sprawdź jakie mają klacze. Tylko jej nie zajeźdź! – przekrzykiwali się pozostali Mykeńczycy.
Przepełniony żądzą Grek patrzył z zadowoleniem na boskie ciało kobiety. Jędrne pośladki znajdowały się teraz w odległości zaledwie paru centymetrów od jego twardego przyrodzenia. Położył silne dłonie na biodrach księżniczki, upajając się przy tym jedwabistością jej skóry. Dotknął członkiem lekko rozchylonych płatków. Raz, drugi…drażnił się z Andromachą, napawał jej milczącym oczekiwaniem. Wiedział, że tego pragnie, że chce poczuć go w środku. Wreszcie płynnym ruchem wsunął się do niewiarygodnie gorącego, wilgotnego wnętrza. Zwilżona własnymi sokami i nasieniem Agamemnona była teraz bardziej dostępna. Dziewczyna wygięła się w łuk, głośno wypuściła powietrze z płuc. Wreszcie! Po niedawnym bólu nie było już śladu. Zastąpiła go czysta przyjemność. Prateros z kolei całą długością czuł cudownie rozpalone fałdy, ciasno obejmujące jego męskość. Wysunął się do połowy i ponownie wypełnił dopiero co zdobytą norkę. Był bardzo podniecony, ale nie chciał kończyć zbyt szybko. Pragnął maksymalnie przedłużyć stosunek. Rękami pieścił jej piersi, czuł jak twarde, wyprężone z podniecenia sutki drażnią jego dłonie. Jego kochance to wystarczyło. Kilka pchnięć przelało czarę rozkoszy.
- Aaach…bogowie…taak – wyjęczała.
Doszła, potężny orgazm zawładnął jej ciałem. Napięły się wszystkie mięśnie, na chwilę straciła świadomość. Wszystko inne przestało się liczyć Była tylko galopująca w niej przyjemność. Zaczęła wić się spazmatycznie, głośno krzycząc. Zmysłowe jęki kobiety odbijały się od gładkiego marmuru ścian komnaty. Nie dała rady dłużej utrzymać się na rękach. Opadła na łokcie, wciąż szarpana konwulsjami rozkoszy. Upadła by całkowicie, gdyby Prateros nie chwycił jej bioder. On jeszcze nie skończył. Utrzymywał kształtny tyłek na odpowiedniej wysokości, wbijając się coraz szybciej w rozedrganą pochwę. Czuł serie silnych, rytmicznych skurczów na członku. Zdopingowało go to do przyspieszenia ruchów. Teraz rżnął ją naprawdę szybko. Andromacha ciągle szczytowała. Odchodziła od zmysłów. Kiedy wydawało się jej, że już kończy, on zadawał kolejne pchnięcia, potęgując przyjemność. Wreszcie doszedł. Dobił maksymalnie głęboko i wlał porcje gorącego nasienia. W ostatniej chwili przeniósł dłonie na pełne piersi i ścisnął je silnie. Kobieta krzyknęła. Ból mieszał się z rozkoszą, rozkosz z bólem. Upadla na pościel, Grek na nią. Teraz już tylko kwiliła cicho. Mężczyzna wysunął się zaspokojony.
Do łóżka podeszło dwóch pozostałych Mykeńczyków: szczupły, jasnowłosy Kamilos oraz najpotężniejszy z nich Tryton. Obaj mieli sterczące członki. Andromacha odzyskała już kontakt z rzeczywistością. Odwróciła się na bok i lustrowała zbliżających się wojowników. Blondyn, choć harmonijnie zbudowany, niczym szczególnym się nie wyróżniał. Co innego brodaty olbrzym, Tryton. Wysoki, niesamowicie umięśniony, przypominał mitycznego herosa. Dziewczyna spojrzała na jego krocze i zadrżała. Nigdy nie widziała tak dużego członka. Jej dotychczasowi kochankowie nie byli ułomkami, ale przyrodzenie Trytona było po prostu ogromne. „Jak mam przyjąć tego potwora?” – pomyślała ze strachem. Tymczasem Kamilos pomógł jej wstać. Słaniała się na nogach, z jej pochwy wypłynęła cienka strużka nasienia pomieszanego ze śluzem. Tryton ułożył się na wznak. Jego żylasty, gruby i niezwykle długi penis stał wyprężony. Kobieta została zmuszona do klęknięcia nad nim. Starała się być jak najwyżej, ale i tak jej rozgrzane krocze ocierało się o twardy pal. Nie wiedziała, czy da radę go pochłonąć. Przepełniała ją teraz perwersyjna ciekawość podszyta lękiem o swój ciasny skarb. Olbrzym musiał odgadnąć jej obawy, gdyż rzekł:
- Wsuń go sobie sama. Nie bój się, będzie Ci się podobać – powiedział z szelmowskim uśmiechem.
Dziewczyna jedną dłonią rozchyliła mocno już na szczęście nawilżoną szparkę. Drugą ujęła członek. Gdy go dotknęła przeszedł ją dreszcz podniecenia.
- Szybciej! – warknął Mykeńczyk.
Powoli opuszczając się zaczęła wprowadzać głowę fallusa do swego wnętrza. Szło opornie, jednak stopniowo, milimetr po milimetrze penis torował sobie drogę w ociekającej wilgocią pochwie. Andromacha czując rozpierający ja organ prowokująco wyginała ciało, prężąc wspaniałe piersi. Gdy ponad jedna trzecia kutasa znalazła się w środku, Tryton nie wytrzymał wolnego tempa. Złapał zaskoczoną kobietę za biodra i nim zdążyła cokolwiek zrobić szarpnął w dół nabijając ją do końca.
- Nie, aaa… – krzyknęła z bólu, przekonana, że rozdarł ją na pół.
Samo cierpienie trwało jednak tylko kilka sekund i szybko zostało zdominowane przez ogromne podniecenie. Dziewczyna nigdy wcześniej nie czuła się tak wypełniona. Miała wrażenie, że ten nieludzkich rozmiarów członek sięga do gardła, jest całym jej wnętrzem. Nadziana na gorącą maczugę czuła pulsującą w niej krew, każdym fałdem swego wnętrza silnie uciskała wyprężonego penisa. Zaczęli kopulować. Posuwał ją powoli, jakby obawiając się uszkodzić dopiero co zdobytą pochwę. Współpracowała z nim, umiejętnie poruszając biodrami. Jęczała przy każdym ruchu.
- Trytonie, pamiętasz tą koryncką dziwkę Felizję? Może zafundujemy naszej księżniczce podobne atrakcje? – powiedział, wyraźnie zniecierpliwiony Kamilos.
Tryton, pieszczący właśnie jędrne piersi Andromachy skinął tylko głową i przyciągnął dziewczynę do siebie. Miała teraz podniecająco wypięty tyłeczek. Blondyn wspiął się na łóżko, przesunął do kochającej się pary. Widział teraz doskonałe, krągłe pośladki, opinającą członek szparkę i zaciśnięty otworek odbytu. Wszystko lśniło, pokryte lepka wilgocią. Zbliżył penis do pupci i lekko naparł. Andromacha czując go, zaczęła protestować:
- Nie, proszę, tylko nie to – wyszeptała.
Nigdy nie kochała się w ten sposób. Kamilos nie zważał jednak na jej słowa. Delikatnie wprowadził koniec fallusa, poczym energicznie pchnął biodra do przodu wsadzając przyrodzenie do samego końca. Dziewczyna krzyknęła, czując jak twardy kutas masakruje jej odbyt. Szarpnęła się z bólu, po jej policzkach popłynęły łzy. Ale nie obchodziło to napastników. Właśnie posiedli piękną kobietę. Była ich, całkowicie zniewolona. Tylko to się liczyło. W kilka chwil zgrali swe ruchy. Poddając się niestrudzonemu ruchowi ich bioder, Andromacha zaczęła odchodzić od zmysłów. Każdym nerwem czuła świdrujące ją pale. Nie jęczała już, ale wyła, czując ten niesamowity kolaż cierpienia i rozkoszy. Z minuty na minutę brali ją coraz szybciej, coraz gwałtowniej wchodząc w rozciągnięte do granic możliwości dziurki. Mocno stymulowali nabrzmiałe piersi. Uwielbiała takie zdecydowane pieszczoty biustu, zawsze doprowadzało ją to do szaleństwa. Wreszcie Grecy osiągnęli cel. Kamilos i Tryton doszli prawie jednocześnie. Wpompowali wrzącą spermę do wnętrza kobiety. Dźgając konwulsyjnie, wypełnili ją po brzegi. Andromacha czując uderzenia wtłaczanego w nią nasienia także zaczęła szczytować. Niesamowicie silny orgazm targnął jej boskim ciałem. Świat wirował, kiedy dobijali ją zdecydowanymi ruchami bioder. Zachłannie łapała powietrze szeroko otwartymi ustami, jęcząc przy tym głośno. Jeszcze przez kilka chwil wili się spleceni w miłosnym uścisku, poczym zaspokojeni opadli na szerokie łóżko.
Ale to nie był koniec orgii. Mykeńczycy mieli niespożyte siły. Oni czterej, ona jedna. Bez skrupułów dawali ujście swej chuci, biorąc ją tej nocy jeszcze wiele razy, na najróżniejsze sposoby. Spuszczali się w nią lub na nią, kierując strumienie nasienia na śliczną twarz, jędrne pośladki czy nabrzmiałe piersi. Andromacha, ogarnięta erotycznym amokiem, rozcierała lepką spermę, wmasowując ją w aksamitną skórę. Nie wiedziała ile razy szczytowała. Odnosiła wręcz wrażenie, że te parę godzin było jednym, niekończącym się orgazmem, z rzadka tylko przerywanym chwilami wytchnienia.
Wreszcie mężczyźni odeszli. Zostawili wykorzystaną kobietę nagą, z rozrzuconymi udami, na zewnątrz i w środku pokrytą nasieniem. Andromacha kompletnie wyczerpana, przesunęła dłonią po ciągle rozpalonym, obolałym kroczu. Z pochwy i pupy wypływała sperma. Wiedziała, że wszystko się zmieniło. Została zmuszona do przekroczenia pewnej granicy i życie, które prowadziła do tej pory bezpowrotnie odeszło. Zaczynało świtać, kiedy nieludzko zmęczona zasnęła…

Dodaj komentarz