Trojańskie opowieści: Początek

Choć słońce rozpoczęło już codzienną wędrówkę po niebie, cała wyspa pogrążona była we śnie. Fale morza Egejskiego łagodnie rozbijały się o wybrzeże Tery, niestrudzenie układając ciemny piasek w nietrwałe wzory.

Promienie Heliosa wpadały do pomieszczeń świątyni, jakby ciekawe urody śpiących tam kapłanek. W jednej z komnat spały obok siebie Pelazja i Andromacha. Pierwsza z nich była córką tesalskiego króla Peleusa. Rude loki okalały jej szczupłą twarz, podkreślając oliwkowa barwę skóry. Leżała na wznak, z jedną nogą odsłoniętą. Przypadkowy obserwator na pewno zachwyciłby się zgrabna łydką i jędrnym udem. Łono i resztę ciała przykrywał wełniany pled. Jej towarzyszka była ciemnowłosą pięknością. Kręciła się teraz niespokojnie, zrzucając z siebie okrycie i odsłaniając posągowe ciało: pełne piersi z ciemnymi sutkami, płaski brzuszek, krągłe biodra i pośladki, wzgórek pokryty delikatnymi włoskami, cudowne nogi.

- Pomocy, nie, proszę…nie róbcie mi tego, nieee ! – głośny krzyk Andromachy rozdarł ciszę poranka.

Dziewczyna, zlana zimnym potem, usiadła na łóżku i powoli wracała do rzeczywistości. Jej wrzask obudził Pelazję. Objęła ona od tyłu śmiertelnie wystraszoną dziewczynę i spytała z troską w głosie:

- Znowu miałaś zły sen ? To już tak długo trwa, pójdziemy dziś do Brafinii. Nie mogę patrzeć jak tak się męczysz – mówiąc to, gładziła ramiona kobiety i wtula się w jej długie włosy. Andromacha czuła na plecach dotyk małych, sterczących piersi. Sama miała o wiele większy, ale jędrny biust. Wciąż nie uspokoiła oddechu, dlatego unosił się on teraz i opadał w szybkim tempie.

- Dziękuje, pójdę do matki-kapłanki. Może rzeczywiście coś poradzi. Te sny są takie realne…wszystko płonie, słyszę płacz, krzyki…wreszcie przychodzą. Oni chcą mnie skrzywdzić…a ja…ja nie mogę uciec…Nie ma ciebie, świątyni, tylko ogień, ból i śmierć – wyszeptała Andromacha bliskim płaczu głosem.

- To tylko sen, jesteś już bezpieczna, przytul się do mnie – uspokajała ją Pelazja, jednocześnie całując płatki uszu przyjaciółki.

Andromacha uwielbiała te pieszczoty. Delikatne, zmysłowe, rozpalające do czerwoności. Gdy dwa lata temu, w dniu swoich 17 urodzin, dowiedziała się, że ma służyć na Terze, była zdruzgotana. Musiała opuścić pałac ojca, króla Plakijskich Teb i udać się do założonej przed ćwierćwieczem świątyni. Placówkę ufundowała Hekabe, żona Priama, władcy Ilionu. Okoliczni możni, w miarę potrzeb, byli zobowiązani oddelegować tam po jednej ze swych córek, a także zaspokajać potrzeby materialne świątyni. Takie rozwiązanie dawało coś bardzo ważnego: bezpieczeństwo. Ludzie, którzy porwaliby się na kapłanki, ściągnęliby na siebie zemstę wszystkich okolicznych państw. Na Terze wysoko urodzone kobiety odprawiały obrzędy, które miały udobruchać podziemne siły, które nieodpowiednio traktowane okazywały gniew trzęsieniami ziemi i wybuchami wulkanu. Kobiety tu zgromadzone stawały się siostrami-kapłankami, nad którymi czuwała Brafinia, niezmiennie od początku kierująca życiem w świątyni. Opuszczenie wyspy było bardzo trudne i obwarowane wieloma warunkami. Andromacha była więc przekonana, że pozostanie tu do końca swoich dni.

Po przybyciu została jej przydzielona siostra-opiekunka, mająca zapoznać nowicjuszkę z panującymi tu zwyczajami. Pelazja, starsza od księżniczki Teb o 8 lat, szybko zaskarbiła sobie sympatie Andromachy, stopniowo przeradzającą się w coś więcej. Bowiem między skazanymi na swoje towarzystwo kapłankami prawie zawsze rodziło się uczucie. Wspólne obrzędy, posiłki i kąpiele przybliżały kobiety do siebie. Przypadkowe dotknięcia przechodziły w delikatne pieszczoty i pocałunki. Pelazja powoli wprowadzała przyjaciółkę w fascynujący świat erotycznych doznań i subtelne muśnięcia zastępowała odważniejszymi gestami. Rozsmakowała podopieczną we wzajemnym nacieraniu się wonnymi olejkami. Masaż piersi, ud, pośladków sprawiał, że Andromacha drżała z podniecenia, instynktownie jednak oczekując czegoś więcej. Dlatego doskonale zapamiętała dzień, w którym umiejętnie prowadzona na szczyt doszła po raz pierwszy. Nie dało się tego porównać z niczym, co przeżyła do tej pory. Świat wirował, kiedy kolejne fale rozkoszy przelewały się przez jej spragnione ciało. Ręce Pelazji były wszędzie: gładziły nabrzmiałe piersi drażniąc twarde sutki, pieściły brzuch, wędrowały po wrażliwej, aksamitnej skórze ud. Język kochanki zagłębiał się w rozpalone wnętrze, stymulował łechtaczkę, lizał rozchylone płatki. Od tamtej chwili nie było dnia bez spełnienia. Zdarzało się, że same pieszczoty piersi wystarczały im do osiągnięcia upragnionego celu, zazwyczaj jednak oddawały się bardziej wyrafinowanym zabawom. Dwa splecione z sobą piękne ciała, obdarowujące się orgazmem…

Nie inaczej było poprzedniej nocy. Później znowu przyszedł ten sen. Koszmar prześladował Andromachę od tygodnia. Pelazji, widzącej jak cierpi najbliższa osoba, krwawiło serce, lecz nic nie mogła zrobić. Miała tylko nadzieję, że ciepło jej ciała choć trochę uspokaja kochankę.

- Dziękuje ukochana, że przy mnie jesteś, już jest dobrze – powiedziała Andromacha wstając.

Przeciągnęła się zmysłowo unosząc ręce w górę i stając na placach. Pelazja widziała ją taką wielokrotnie, ale widok młodej księżniczki zawsze wzbudzał u niej zachwyt. Napięte, szczupłe łydki, krągłe pośladki, wyeksponowane bezwstydnie piersi upajały nieziemskim pięknem. Tak, w oczach Tesalki była boginią. Andromacha uśmiechnęła się słodko, nałożyła niebieski chiton i poszła na taras rozkoszować się słońcem. Zauważyła jakiś okręt. „Pewnie dostarczyli owoce i wino” – pomyślała. Przybysze zwijali już żagiel, ale zdążyła zobaczyć ojczyste znak. „Okręt z Teb ? Po co przypłynęli, to nie ich kolej” – nie znalazła racjonalnej odpowiedzi, lecz intuicja podpowiadała jej, że to nie jest zwykły transport. Tymczasem okazała triera z gracją pokonała ostatnie metry dzielące ją od wybrzeża i zaryła okutym brązem taranem w piasek. Z okrętu opuściło się na linach paru marynarzy i odebrało z pokładu 3 niewielki skrzynie. Sądząc ze sposobu w jaki się z nimi obchodzili były dość ciężkie i mogły zawierać coś cennego. Następnie z okrętu zszedł postawny mężczyzna. Z tej odległości dziewczyna nie widziała wyraźnie jego twarzy, ale widocznie był ważnym gościem, bo wyszła po niego sama Brafinia wraz z dwiema kapłankami. Po powitaniu we czworo udali się w stronę świątyni. Andromacha mogła już rozpoznać przybysza.

- Ależ to Ferokles, najbardziej zaufany człowiek mojego ojca, wysyła go tylko do najważniejszych misji – szepnęła do Pelazji, która właśnie pojawiła się na tarasie.

Już samo to, że Tebańczyk dostał zgodę na przekroczenie progu świątynnego kompleksu było intrygujące. Normalnie wstęp miały tu tylko kobiety. W czasie dwóch lat pobytu Andromacha widziała tutaj mężczyznę tylko raz, kiedy Hekabe z mężem postanowili odwiedzić założoną przez siebie placówkę. Dziewczyna dobrze zapamiętała Priama: atletycznie zbudowany, choć już w średnim wieku król wywarł na niej duże wrażenie. Biła od niego nieposkromiona, władcza energia. Była pewna, że jest gotowa wykonać każdy jego rozkaz. Ale on nie rozkazywał, patrzył tylko. Niemal fizycznie czuła na ciele jego przenikliwy wzrok. Miała wrażenie, że stoi przed nim naga, a on syci się widokiem jej krągłości…

- O czym tak myślisz moja piękna ? – spytała Pelazja, kładąc dłonie na biodrach przyjaciółki.

- Nic ważnego ukochana. Mówiłam ci już jak uwielbiam kiedy mnie dotykasz ? – zapytała Tebanka.

- Wiele razy, ale powtarzaj to kiedy tylko chcesz.

Pelazja przesunęła jedną dłoń na pośladek Andromachy, drugą położyła na jej brzuchu. Wsunęła rękę między fałdy tkaniny. Kiedy dotknęła nagiej, jedwabiście gładkiej skóry, młoda kapłanka zadrżała. Palce Tesalki sunęły coraz niżej, nieubłaganie zbliżając się do łona księżniczki.

- Doprowadzasz mnie do szaleństwa, tak bardzo chcę cię pieścić – wyszeptała Pelazja.

- Cudownie, chodźmy…hmm…jeszcze troszkę i wybuchnę na oczach tych mężczyzn, już nam się przyglądają…aaa – szept Andromachy przeszedł w cichy jęk, kiedy poczuła jak palce dotarły do jej łechtaczki i zaczęły delikatnie rozmazywać wyciekający śluz.

- Mogą sobie tylko popatrzeć. Jesteś tylko moja.

Pelazja przerwała pieszczoty i oblizała lśniące wilgocią palce. Uwielbiała ten smak, smak zmysłowej miłości.

Zgromadzeni na plaży przybysze zdążyli już zainteresować się kobietami. Owiane erotycznymi legendami kapłanki Tery intrygowały niemal każdego w tej części świata. Zakazana dla zwykłych śmiertelników świątynia kobiet dla wielu jawiła się jako nieosiągalny raj, w którym piękne księżniczki nieustannie folgują swoim seksualnym żądzom. Tebańczycy zaczęli podchodzić bliżej, aż do murku wyznaczającego granice świętego miejsca. Ogrodzenie było symboliczne i nie mogło stanowić żadnej fizycznej zapory dla ewentualnych napastników. Przekroczenie go i profanacja świątyni ściągnęłaby jednak na głowy śmiałków niechybną śmierć w męczarniach. Grecy pomni tego niebezpieczeństwa zatrzymali się i w skupieniu obserwowali rozwój wypadków na oddalonym o kilka metrów tarasie. Szeptali między sobą:

- Co ja bym dał żeby tam być – marzył najmłodszy z nich.

- Tak ? Młokosie, one potrzebują doświadczonego kochanka, ja ujeździłbym obie – przechwalał się siwowłosy brodacz.

- Ciekawe, czy starczyłoby ci sił na jedną ? – wtrącił szczupły blondyn.

- Ja wybrałbym ciemnowłosą. Zobaczcie co za piersi, jak je wypina. Rzuciłbym to cudo na łoże, rozwarł uda i wbił się po same jądra. Błagałaby o więcej – fantazjował następny, potężnie zbudowany rudzielec.

- Z tą swoją maczugą przepołowiłbyś to dziewczę – zaśmiał się najstarszy.

- Moja była by ta ruda. Wygląda na dzikuskę. Wziąłbym taką od tyłu. Bez pieszczot, tylko rżnięcie. Złapałbym za te bioderka i posuwał ile sił. Albo nie, wsadziłbym suce w tyłek. Na pewno ma ciasny, wyłaby jak szalona – wtrącił czerwony z podniecenia piąty obserwator.

Kobiety nie słyszały tej śmiałej wymiany zdań, ale doskonale zdawały sobie sprawę z zainteresowania jakie wzbudziły.

- Chyba zebrałyśmy widownię, chodź do środka, oni patrzą jakby chcieli tu wejść – powiedziała z obawą Andromacha.

- Oczywiście, że chcą. Widzę jak ich rozpalamy. Taka okazja może się długo nie powtórzyć, nie marnujmy jej. Oprzyj się o balustradę – wyszeptała Pelazja.

- Ale…- Tebanka chciała oponować, lecz w tej samej chwili poczuła łagodne pchnięcie , które zmusiło ją do pochylenia się i wypięcia tyłeczka.

- Zaufaj mi…będzie cudownie – wyszeptane wprost do ucha słowa do reszty pozbawiły ją wątpliwości.

Pelazja podniosła chiton Andromachy i położyła obie dłonie na pośladkach dziewczyny. Ponownie zaczęła je pieścić. Teraz już energicznie, bardziej zdecydowanie. Widziała wyeksponowaną szparkę kochanki i coraz częściej muskała ją palcami. Przesunęła dłoń wzdłuż płatków rozprowadzając na nich wyciekający śluz. Każdy taki dotyk Andromacha kwitowała zmysłowym jęknięciem. Wyginała swoje piękne ciało wypinając nabrzmiały z podniecenia biust. Stwardniałe sutki wyraźnie odznaczały się na delikatnym materiale szaty.

- Odsłoń pierś i masuj ją. Chcę, żeby widzieli jak ci dobrze, jak szalejesz z rozkoszy – rozkazała Pelazja.

Tebanka rozsunęła ubranie eksponując nagie półkule. Duże, idealnego kształtu piersi, kołysały się teraz swobodnie. Położyła dłoń na jednej z nich i zaczęła się pieścić. Widziała przyglądających się im mężczyzn, widziała jak odurzeni niecodzienną sytuacją onanizują się. Nie przeszkadzało jej to, wręcz przeciwnie, rozpalało jeszcze bardziej.

- Aaach…tak…nie przestawaj – jęczała głośno.

- Mam je wsunąć ? Chcesz poczuć moje paluszki w środku ? – spytała Pelazja, choć doskonale znała odpowiedź.

- Mhm… tak, proszę.

- Co tak ? – droczyła się ruda piękność.

- Włóż je, chcę poczuć jak je wkładasz…aach…włóż, bo zwariuję – błagała bliska szaleństwa Andromacha.

Pelazja postanowiła dłużej nie męczyć młodej kochanki. Wsunęła ostrożnie jeden palec do ciasnego wnętrza.

- Ale jesteś wilgotna i gorąca, zaraz będziesz krzyczeć kochanie, obiecuję – wysyczała.

Poruszała paluszkiem coraz szybciej. Po chwili dołączyła drugi, jednocześnie kciukiem pieściła łechtaczkę. Andromacha czuła jak niepowstrzymanie zbliża się do celu. Zintensyfikowała pieszczoty piersi, raz po raz trącając twardy sutek. Świdrujące ją szaleńczo palce oraz własna dłoń ugniatająca krągłą półkulę zrobiły swoje.

- Aaaa…taak – krzyknęła głośno.

Doszła. Szarpnęła się konwulsyjnie kilka razy. Czuła, jak napina się każdy mięsień. Ale rozkosz galopowała przez jej piękne ciało coraz szybciej, coraz mocniej. Kiedy myślała, że to kres przyjemności, ta ciągle rosła. Jej rozedrgana pochwa rytmicznie zaciskała się na posuwających ją palcach, przez co czuła je jeszcze wyraźniej. Cały czas są w niej…tak cudownie ją wypełniają…suną w tej ciasnej, wilgotnej cipuni. Nie, nie wytrzyma…Andromacha omdlała opadła na marmurową balustradę. Poczuła piersiami zimno kamienia, powoli wracała jej świadomość. Potężny orgazm cichł…

- Nie wiedziałam, że potrafisz tak krzyczeć – powiedziała z uśmiechem Pelazja.

- Zawsze było mi z tobą cudownie, ale dziś…ledwo trzymam się na nogach. To chyba czary. Myślałam, że umrę z rozkoszy – Andromacha wyglądała jakby przeszedł przez nią huragan.

- To ty czarujesz, zobacz jak wyglądają ci biedacy – Pelazja wskazała na osłupiałych mężczyzn.

Marynarze do końca nie wierzyli w to, co zobaczyli. Kobiety były pewne, że ubarwią to jeszcze i będą opowiadać o tym jak dwie boginie w swej łaskawości pozwoliły im oglądać ten podniecający spektakl.

- Mam nadzieję na rewanż – powiedziała Tesalka z figlarnym błyskiem w oku.

- Postaram się…tak strasznie chcę posmakować twoich soczków.

- Nie czekajmy dłużej, chodź…

Ku zawodowi Greków, kobiety wróciły do pomieszczenia. Zrzuciły szaty i przez chwilę patrzyły na siebie nawzajem. Obie opanowało rosnące z każdą sekundą pożądanie. Zaczęły się całować. Najpierw nieśmiało, delikatnie muskały się wargami. Czuły na twarzach, szyjach, płatkach uszu swoje gorące oddechy. Czuły dotyk dłoni błądzących po spragnionych ciałach. Pieszczoty stawały się coraz bardziej zdecydowane. Przywarły do siebie stojąc. Poczuły twardość wyprężonych w oczekiwaniu sutków. Andromacha przesunęła nogę między jędrne uda kochanki. Dotknęła jej skarbu i gładką skórę zwilżył lepki śluz Pelazji.

- Ale jesteś rozpalona, już płyniesz ukochana – wyszeptała Tebanka.

- Jak zawsze przy tobie…hmm, mówiłaś coś o smakowaniu, nie każ mi dłużej czekać.

Andromacha zeszła niżej. Lizała i kąsała drobne piersi Pelazji, z zapamiętaniem ssała sterczące sutki. Uwielbiała ten mały, zgrabny biust. Zawsze wyzywająco wypięty, zawsze domagający się pieszczot, z cudownie twardymi, różowymi brodawkami. Uklękła przed kochanką i rozkoszowała się jej zmysłowym zapachem. Zbliżyła twarz do wilgotnego łona…

- Przepraszam, ale Brafinia natychmiast musi widzieć się z Andromachą.

Pelazja i pieszcząca ją kobieta niemal jednocześnie odwróciły się w kierunku z którego dobiegał głos. W drzwiach, ze spuszczoną głową stała młoda kobieta i tylko ukradkiem spoglądała na nagie kapłanki.

- Praterio, czy to nie może poczekać ? – spytała z irytacją w głosie Pelazja.

- Nasza matka mówi, że niezwłocznie masz do niej iść Andromacho – usłyszała w odpowiedzi.

- Oczywiście, już idę, – Tebanka wstała i sięgnęła po chiton – ukochana zaraz wrócę, obiecuję, że wynagrodzę ci te kilka chwil – dodała ciszej.

Andromacha nie miała pojęcia, dlaczego Brafinia po nią posłała, ale nauczyła się, że polecenia przełożonej trzeba wykonywać bez szemrania. Pewnie to nic bardzo ważnego. Nie była jednak w stanie opanować ciekawości.

- Praterio, wiesz dlaczego mnie wezwano ?

- Nie, Brafinia nie powiedziała. Ale to może mieć związek z tym dzisiejszym gościem. Siostry mówiły, że Brafinia długo rozmawiała z nim na osobności, że złożył świątyni hojne dary. Parę szkatuł ze srebrem, złotem i kamieniami.

„A więc to znosili rano z okrętu. Ale czego Ferokles chciał od Brafinii ?” – niepokój Andromachy rósł. Wreszcie dotarły do komnaty, w której czekała najwyższa kapłanka. Prateria weszła pierwsza i po złożeniu ukłonu powiedziała:

- Matko, przyprowadziłam Andromachę.

- Dziękuję, zostaw nas teraz i zamknij drzwi. Andromacho, zbliż się proszę.

Brafinia siedziała na bogato rzeźbionym krześle, u szczytu oparcia ozdobionym misternie wykonaną głową byka. Była tu najstarszą kapłanką, lecz mimo swoich lat ciągle atrakcyjną: nieliczne siwe pasma włosów tylko dodawały jej uroku i doskonale współgrały z surowym obliczem. Pełne piersi, lekko tylko zaokrąglony brzuch i obfite biodra przywodziły na myśl figurę bogini płodności. Ubrana w mlecznobiały chiton, spoglądała na podwładną tajemniczym wzrokiem. Obok stał Ferokles. Wysoki, szczupły, jak zawsze z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Andromacho, wezwałam cię, bo wydarzyło się coś ważnego. Coś co bezpośrednio dotyczy twojej ojczyzny i ciebie samej. Myślę, że czcigodny Ferokles sam przedstawi to najlepiej.

- Witaj księżniczko, cieszę się, widząc cię w zdrowiu – kurtuazyjnie zaczął wysłannik. – Jak się pewnie domyślasz, przysyła mnie Twój ojciec. Z misją najwyższej wagi. Andromacho, jesteś potrzebna Tebom, jesteś potrzeba ojczyźnie.

- Ale co miałabym robić ? Jestem kapłanką Tery – odpowiedziała, nie kryjąc zdziwienia dziewczyna.

- Pozwól mi skończyć. Wiesz, że Plakijskie Teby nie są potęgą zdolną do samodzielnego opierania się przeciwnością losu. Potrzebujemy sojuszników, takich jak potężne królestwo Ilionu. Nasz mądry władca Eektion zawarł z nim przymierze. Aby było trwałe i wiążące, należy je przypieczętować. Przypieczętować małżeństwem…Twoim i Hektora, potomka rodu Ilosa, następcy tronu Złotego Miasta.

Andromacha nie słyszała już ostatnich słów. Nie spodziewała się takiego ciosu. Zdziwienie, ból, bunt wypełniły jej świadomość odcinając świat zewnętrzny. Małżeństwo ? Mężczyzna ? Miałaby opuścić Terę, zostawić Pelazję ? Teraz, kiedy pierwszy raz odnalazła spokój i szczęście chcą jej to wszystko odebrać.

- Nie, nie chcę…nie możecie…nie możecie tego wymagać, jestem kapłanką Tery – odpowiedziała drżącymi wargami.

- Matko, powiedz, że muszę tu zostać, proszę – dodała nie poznając barwy swego głosu.

- Andromacho, przykro mi, ale to nieuniknione, takie jest przeznaczenie – Brafinia pozbawiła młodą kobietę resztki złudzeń.

- Ale ja się nie zgadzam.

- Andromacho, wykonuje polecenie mojego…i twojego króla. Nie przybyłem, aby pytać cię o zdanie. Nie przestałaś być księżniczką Teb i jako taka masz obowiązki wobec państwa. Jakakolwiek dyskusja o tym jest bezcelowa. Jeszcze dziś przypłynie trojańska eskorta. Udasz się z nią do Ilionu i pozostaniesz tam do dnia ceremonii. To wszystko co miałem do powiedzenia – ton Feroklesa był teraz o wiele bardziej stanowczy.

- Andromacho, nie zostało dużo czasu na pożegnania, nie marnuj go. Niebawem opuścisz Terę, to już postanowione. Teraz możesz odejść – zakomunikowała surowo Brafinia.

To przelało czarę goryczy. Dziewczyna zalała się łzami i szlochając wybiegła z komnaty. W uszach dźwięczały jej słowa Feroklesa i Brafinii, serce przepełniał rozdzierający ból. Kiedy dotarła do Pelazji, nie była w stanie niczego powiedzieć. Ciągle płacząc, wtuliła się w zdziwioną kochankę. Tesalka próbowała ją uspokoić, dowiedzieć się czegoś, ale długie minuty upłynęły zanim poznała powód rozpaczy najbliższej osoby. Mimo dławiącego ją żalu, Pelazja rozumiała jedno: nie zmienią przyszłości. Wiedziała, że musi być silna. Dla siebie i dla kochanej kobiety.

- Andromacho, wszystko będzie dobrze. Dałaś mi najcudowniejsze chwile, ale życie będzie toczyć się dalej. Nie możemy zatrzymać czasu, możemy go nie tracić. Chodź do mnie proszę – wyszeptała Pelazja i namiętnie pocałowała dziewczynę w usta.

Powoli zdjęły szaty, położyły się obok siebie, nie przestając całować. Języki rozpoczęły swój zmysłowy taniec, ręce raz po raz gładziły jedwabistą skórę wywołując dreszcze. Kobiety splotły nogi, czuły wypływającą wilgoć zwilżającą rozpalone łona. Zaczęły delikatnie pocierać się wzgórkami i na zmianę ssać wyprężone brodawki. Pelazja, wijąc się, schodziła z pocałunkami coraz niżej.

- Nie, pozwól mi się pieścić, jeszcze ten jeden, ostatni raz – wyjęczała Andromacha patrząc w oczy kochanki.

Tesalka skinęła głową i ułożyła się na wznak. Rozchyliła powoli nogi eksponując swój skarb. Jej młoda towarzyszka gładziła kolistymi ruchami uda rudowłosej piękności. Pelazja, pojękując cicho, jeszcze mocniej rozłożyła nogi. Kochały się wkładając w to cale swoje jestestwo, jakby świat zaraz miał się skończyć…

Andromacha zaczęła obsypywać ukochaną pocałunkami. Muskała ustami niezwykle wrażliwą skórę ud i kąsała ją delikatnie. Wreszcie dotarła do rozchylonych w oczekiwaniu płatków. Przesunęła językiem od dołu do góry szparki, smakując wypływające z niej soczki. Jaki cudowny smak ! Pelazja wiła się zmysłowo, wypinając w górę piękne piersi. Poczuła na nich dłonie Andromachy, co spotęgowało doznania. Przycisnęła głowę dziewczyny do rozgrzanego łona, domagając się odważniejszych pieszczot. Ta doskonale zrozumiała sugestię. Łączyła je głęboka więź, daleko wykraczająca poza czysto fizyczną miłość, możliwa tylko między świadomymi siebie kobietami. Znały nawzajem swe ciała, ich pragnienia i możliwości. Andromacha odszukała łechtaczkę i zaczęła ją ssać. Coraz mocniej, coraz namiętniej. Pelazja jęczała głośno. Jej oddany w opiekę pełnych warg i zwinnego języka guziczek nabrzmiał pożądaniem. Andromacha lizała i otaczała go wilgotnym ciepłem swoich ust. Całowała się z tą piękną muszelką, pieszcząc zroszone soczkami płatki i wnikając języczkiem do rozpalonego wnętrza. Pelazja czuła przybliżający się moment spełnienia. Jęknęła przeciągle, kiedy orgazm zalał jej ciało. Wybuchł nagle i gnał niepowstrzymaną falą. Napięła wszystkie mięśnie, jeszcze mocniej wypinając pieszczony biust. Gwałtownie podrzuciła biodra wijąc się dziko. Andromacha chcąc zwiększyć doznania kochanki wsunęła palce do drżącej pochwy. Natychmiast poczuła spazmatyczne skurcze szczytującej kobiety. Orgazm Pelazji był tak intensywny, że rozkosz graniczyła z bólem. Przeżyła go do końca, tak mocno jak to tylko możliwe. Wreszcie opadła ciężko na posłanie, zachłannie łapiąc powietrze szeroko otwartymi ustami. Andromacha położyła się obok przyjaciółki i zaczęła gładzić oblane rumieńcem piersi. Obie zawsze uwielbiały ten stan dogasającego spełnienia. Uwielbiały dawać i brać od siebie przyjemność. Jeszcze długie minuty leżały w milczeniu, delikatnie pieszcząc się i całując…Pierwsza odezwała się Pelazja.

- Kocham cię teraz i zawsze będę cię kochać.

- Pelazjo, gdziekolwiek będę…kimkolwiek się stanę, nigdy o tobie nie zapomnę – odpowiedziała z oczami pełnymi łez Andromacha.

W tej samej chwili na horyzoncie pojawiły się trojańskie okręty…

Dodaj komentarz