Tydzień, który odmienił ich życie

Mieszkaliśmy z mamą w niewielkim miasteczku. Mego ojca nigdy nie poznałem. Byłem nieśmiałym, dobrze ułożonym chłopcem. Matki kolegów stawiały mnie za przykład, o co oni czasami mieli do mnie pretensje. W szkole byłem jednak raczej lubiany, pewnie za koleżeńskość, bo na sprawdzianach dawałem ściągać i nigdy nie chciałem nic w zamian. Nie byłem typem chuligana, czy łobuza, ale nawet oni mnie tolerowali. Miałem tylko jeden wielki problem – w czasie mówienia zacinałem się. Nie było to jakieś wielkie jąkanie, ale bardzo mi przeszkadzało. Zauważyłem, że z kolegami rozmawiałem w miarę płynnie, natomiast z dziewczynami zacinałem się częściej. Miałem prawie szesnaście lat gdy spotkałem tą, na której mi naprawdę zależało, a ja nie potrafiłem wydusić z siebie jednego słowa i zamiast mowy wychodził istny bełkot. Nie muszę chyba mówić, że nic u niej nie wskórałem.

Któregoś dnia przeczytałem w gazecie, że w Poznaniu prowadzone są tygodniowe kursy wymowy, skierowane gównie do osób tak jak ja zacinających się. Były właśnie letnie wakacje, więc uprosiłem mamę, aby mnie na nie wysłała. Problem był jednak z noclegami, bo ze względów finansowych hotele odpadały, nawet te najtańsze, a rodziny w tym mieście nie mieliśmy. Na szczęście w Poznaniu mieszkała mamy koleżanka ze studiów, pani Renata. Wprawdzie od roku nie miały ze sobą kontaktu, jednak stara przyjaźń pozwoliła mamie bez większych skrupułów zadzwonić i poprosić o pomoc. Ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu dowiedziała się, że pani Renata właśnie rozeszła się z mężem, z którym przez tyle lat tworzyli zgodne małżeństwo, i z tego powodu jest w psychicznym dołku. Niezbyt była zachwycona perspektywą mojego przyjazdu, jednak w końcu stara przyjaźń nie pozwoliła jej odmówić i zgodziła się przez tydzień dać mi nocleg ze śniadaniem i kolacją. Obiady miałem jeść na mieście, w przerwie między zajęciami. Znając naszą nienajlepszą sytuację finansową z góry zastrzegła, że będę jej gościem i nie weźmie od mamy ani złotówki.

Zajęcia zaczynały się od poniedziałku, więc pojechaliśmy z mamą już w niedzielę. Pani Renata mieszkała w domu jednorodzinnym, na jednym z willowych osiedli. Była rówieśniczką mojej mamy, czyli osobą po czterdziestce, szczupłą, zadbaną, z dużymi, smutnymi oczami. Nie wiem, czy zawsze jej oczy były takie smutne, czy może tylko rozstanie z mężem tak na nią wpłynęło. Faktem jest, że finansowo ustawiła się w życiu znacznie lepiej od mamy, jednak życie osobiste miała równie skomplikowane. Mama była nie najmłodszą już panną z dorastającym synem, pani Renata została zaś bezdzietną rozwódką, chyba bardzo samotną.

Dostałem nieduży, skromny ale przytulny pokój gościnny na poddaszu i gwarancję, że z głodu nie umrę, czyli wszystko, czego tak naprawdę potrzebowałem. Pani Renata nie stawiała żądnych warunków i prosiła, abym czuł się jak w domu.

Wieczorem mama wyjechała, a ja wykąpałem się w wannie i poszedłem do siebie na górę. Było już koło jedenastej, gdy zszedłem po schodach do toalety. Przechodziłem właśnie obok drzwi do łazienki, gdy usłyszałem pluskanie wody, znak, że pani Renata też bierze kąpiel. Drzwi do łazienki miały u góry okno z normalną szybą, zaciągnięte tylko zasłonką z kolorowego kretonu. Zasłonka nie była jednak dokładnie założona i z prawej strony utworzyła się wąska szpara, ale na tyle szeroka, że można było zajrzeć przez nią do środka. Nie zrobiłem tego specjalnie, ale mimowolnie wzrok mój padł właśnie w to miejsce, a oczom mym ukazał się widok nagiej pani Renaty siedzącej w wannie i masującej gąbką jeszcze całkiem krągłe piersi. Niezbyt duże, brązowe brodawki wyraźnie odcinały się od jej białej cery. Resztę zakrywała firanka. Zrobiło mi się głupio, że mimowolnie podglądam panią Renatę, i szybko uciekłem do siebie na górę.

Zasnąć jednak tego wieczoru nie mogłem, bo co rusz wracał mi jej obraz, masującej w wannie swoje nagie, kształtne piersi. W końcu zasnąłem, jednak rano, przy śniadaniu czułem, że na widok pani Renaty czerwienię się, a jej wczorajszy obraz ciągle wracał w mych myślach.

Zajęcia na kursie były długie i czułem się na nich niezbyt dobrze, więc chętnie po południu wróciłem do swojego pokoju. Pani Renata przywitała mnie uprzejmie, ale z jej oczu ciągle wyglądał smutek. Nie uśmiechała się tak często i ciepło, jak moja mama. Gdy przechodziłem obok łazienki spojrzałem na zasłonkę i z ulgą stwierdziłem, że nie została poprawiona. Z prawej strony ciągle widniała wąska szpara.

Po wspólnej kolacji szybko wykąpałem się i siedząc w swoim pokoju z zapartym tchem wsłuchiwałem, czy pani Renata idzie do łazienki. Już obawiałem się, że może nie bierze kąpieli codziennie lub, że się już wykąpała wcześniej, gdy delikatne skrzypnięcie drzwi łazienkowych postawiło mnie na równe nogi. Odczekałem jeszcze chwilę dla bezpieczeństwa, gdyby cofnęła się po coś do kuchni czy pokoju i po chwili najciszej jak potrafiłem zbiegłem na dół. Na korytarzu było ciemno, a w łazience paliło się jasne światło, więc widoczność miałem świetną. Pani Renata już była w wannie. Dość długo masowała gąbką nagie piersi, a potem powędrowała niżej, niestety poza moje pole widzenia. Oczy miała przymknięte i nawet w wannie z jej twarzy emanował smutek. Patrzyłem tak długo, aż skończyła i wyszła z wanny. Wówczas mym oczom ukazał się jej prawy profil z kształtną piersią zakończoną spiczastym sutkiem i krągłym pośladkiem. Jednak prawie cała postać była poza zasięgiem mego wzroku.

Tego wieczoru również nie mogłem zasnąć, a nazajutrz, na zajęciach, oczy same mi się zamykały. Myśli uciekały do kolejnego wieczoru z panią Renatą. Wyrzuty sumienia gdzieś zniknęły, a pozostała nieodparta chęć zobaczenia czegoś więcej.

Po powrocie do domu nie zastałem pani Renaty, bo, jak mówiła przy śniadaniu, poszła odwiedzić koleżankę. Ponieważ na czas mego pobytu dostałem do dyspozycji klucze, więc mogłem się czuć całkowicie nieskrępowany. Z bijącym sercem wszedłem do łazienki i zacząłem majstrować przy zasłonce, aby szparka choć trochę się poszerzyła, zwiększając jednocześnie moje pole widzenia. Wszystko musiało jednak wyglądać naturalnie, aby nie wzbudzić w pani Renacie żadnych podejrzeń. Jeszcze raz sprawdziłem jak to wygląda i wróciłem do swego pokoju. Zacząłem czytać przywiezioną z domu książkę, ale myśli ciągle błądziły gdzie indziej i nawet nie potrafię sobie przypomnieć, o czym ta książka była.

Gdzieś po dwu godzinach z kuchni zaczęły dobiegać odgłosy przestawianych naczyń, znak, że pani Renata wróciła, i po chwili usłyszałem wołanie, abym zszedł na kolację. Przy stole rozmawialiśmy o moim kursie i o postępach, jakie czynię. Niestety, nie były one chyba zbyt duże, bo co chwila się zacinałem, co wywoływało zawsze rumieniec na mej twarzy. Pani Renata musiała to widzieć, ale udawała, że wszystko jest w porządku i zachęcała do dalszej pracy nad sobą. Momentami mówiła bardziej ciepło, jakbym był jej kimś bardziej bliskim. Z jednej strony było to przyjemne, z drugiej zaś bardzo krępujące w kontekście krążących po mej głowie myśli i fantazji.

Po kolacji jeszcze trochę czytałem, a właściwie oszukiwałem sam siebie, że czytam, a o dziesiątej siedziałem już w wannie, nie mogąc oderwać wzroku od zasłonki, pomiędzy którą a drewnianą częścią drzwi widniała czarna, trochę szersza niż wczoraj, szpara.
- Czy zauważy? Czy nie przesadziłem? – myśli kołatały się w mojej głowie. Wreszcie skończyłem, wytarłem się i po chwili byłem już na górze, zamieniony cały w słuch.

Gdzieś po pół godzinie delikatne skrzypnięcie drzwi zasygnalizowało, że pani Renata idzie się kąpać. Znowu odczekałem kilka minut, które wydawały się być niekończącymi się godzinami, i najciszej jak potrafię zszedłem po schodach pod drzwi łazienki, z bijącym sercem wypatrując, czy na ich ciemnym konturze jaśnieje szczelina, którą tak przemyślnie powiększyłem. Złoty pasek wyraźnie odcinał się od ciemności, a moje serce chciało wyskoczyć z piersi. Na palcach podszedłem bliżej i zajrzałem. Pani Renata siedziała w wannie i okrężnymi ruchami gąbki masowała swoje cudne piersi. Jej oczy były przymknięte, smutne, ale twarz jakby trochę rozmarzona. Teraz gąbka zaczęła obmywać wystające z wanny zgrabne kolana, co chwilę zjeżdżając wzdłuż ud i ginąc w głębi, niestety niedostępnej mojemu wzrokowi. Nagle dłoń z gąbką zniknęła w czeluściach wanny , twarz pani Renaty stałą się jakby jaśniejsza, a sutki na jej piersiach większe i bardziej spiczaste. Wyobraźnia moja pracowała na wysokich obrotach. W spodenkach od piżamy czułem, jak mój mały szybko rośnie. Serce łomotało mi tak głośno, że bałem się, iż pani Renata usłyszy jego walenie. W pewnym momencie kąpiąca podniosła się i stojąc tyłem do drzwi włączyła prysznic. Oczom mym ukazała się cała naga jej postać z krągłym, lekko zadartym tyłeczkiem. Mój mały, który dawno przestał być już małym, wyprężył się jeszcze bardziej, a ja nie mogłem oderwać wzroku od tego tyłeczka. Pani Renata lekko się nachyliła aby wyłączyć wodę i wówczas między jej udami ukazała się kępka czarnych włosów. Myślałem, że eksploduję, jednak gdy zaczęła się obracać do mnie przodem, przejął mnie taki strach, że mnie zobaczy w tej szparze, że uciekłem do swego pokoju.

Przez cały wieczór wyrzucałem sobie tchórzostwo, które kazało mi zmarnować taką okazję. W końcu zasnąłem i przyśniła mi się pani Renata obracająca się przodem do drzwi. Gdy w środku nocy się obudziłem, spodenki od mej piżamy były mokre. Z przerażeniem sprawdzałem, czy nie poplamiłem pościeli, ale na szczęście nie. Chusteczkami higienicznymi starałem się wyciągnąć wilgoć, a mokre jeszcze spodenki ściśle przyklepywałem do ciała, aby od jego ciepła szybciej wyschły. Rano pozostała na nich jaśniejsza plama, a materiał w tym miejscu stał się sztywny jak pościel, gdy mama ją nakrochmali.

Przy śniadaniu byłem tak speszony, że zacinałem się zdecydowanie zbyt często, ale pani Renata jakby tego nie zauważała. Była jakoś bardziej serdeczna, a mnie znowu zaczęły nachodzić wyrzuty sumienia, że ją podglądam.

Zajęcia na kursie były ciągle dość nudne i tylko nadzieja, że mi pomogą, pozwalała wytrwać do końca. Jak co dzień zaraz po ich zakończeniu pobiegłem do domu. Pani Renata już była i zaprosiła mnie na podwieczorek. Jej oczy były mniej smutne, a ja ciągle się rumieniłem i zacinałem. Właśnie przechodziła obok mnie, by dolać sobie kawy, gdy nóż z resztką dżemu zsunął się mi z talerzyka i pozostawił plamę na lnianym obrusie. Speszony zacząłem przepraszać czując, że robię się coraz bardziej czerwony, a ona tylko potargała moją czuprynę i serdecznie jak matka powiedziała, że nic nie szkodzi, bo i tak musi go już wyprać. Tak mnie tym ujęła, że przyrzekłem sobie, iż to już koniec podglądania, nigdy więcej tego nie zrobię.

Wieczorem, po kąpieli nastawiłem cicho radio i na siłę starałem się nie nasłuchiwać skrzypnięcia drzwi od łazienki. Gdzieś po godzinie, gdy byłem już pewny, że się wykąpała, zbiegłem po schodach do toalety. W ciemnym korytarzu jak ostrze noża ciemność przecinała smuga światłą, wydostająca się przez szparę między zasłoną a drewnem drzwi. Nie mogłem się oprzeć, by nie rzucić okiem w to miejsce i zobaczyłem panią Renatę kończącą już wycierania. Jej ciało zasłonięte było białym ręcznikiem i tylko przez moment mignął mi czarny trójkąt włosów na jej wzgórku łonowym. Mały natychmiast mi zesztywniał, a ja szybko uciekłem do toalety bojąc się, że wyjdzie i zobaczy moje odstające spodenki. Po chwili usłyszałem skrzypnięcie drzwi i kroki ginące gdzieś w jej sypialni. Cały roztrzęsiony wróciłem do swojego pokoju wyrzucając sobie, że przegapiłem taką okazję.

Rano pani Renata ubrana była w dżinsy, a ja znowu rumieniłem się i zacinałem. Wzrok mój ciągle uciekał w miejsce, gdzie wczoraj widziałem przez moment czarny trójkąt jej włosków, jednak pani Renata zdawała się tego w ogóle nie zauważać.

Na kursie mieliśmy zajęcia w terenie. Naszym zadaniem było podejść do nieznajomej osoby na ulicy i zapytać się o godzinę. Szło mi to nawet nie najgorzej, ale nie idealnie. Gdy jednak podszedłem do bardzo ładnej dziewczyny w moim wieku, trzy razy musiałem powtórzyć, o co mi chodzi, bo nie mogła zrozumieć. Byłem załamany, cała nauka na nic.

Wieczorem przy kolacji pani Renata znowu była serdeczna i uśmiechała się częściej, a ja rumieniłem się i jąkałem. Zachowywała się wobec mnie jak matka, a ja w myślach rozbierałem ją i oglądałem ze wszystkich stron. Czułem się podle, jednak gdy znowu zaskrzypiały drzwi od łazienki, nie potrafiłem się oprzeć, po cichu zbiegłem po schodach i przywarłem to szpary w zasłonce, która pozostała od wczoraj nietknięta. Pani Renata gładziła swoje piersi, ale jakoś tak bardziej zmysłowo. Nabrzmiałe sutki ostro sterczały, a jej twarz coraz bardziej jaśniała. Nie umiałem sobie wytłumaczyć, skąd ta przemiana. Ręka z gąbką powędrowała w czeluść między jej udami, zasłoniętą okalającą wannę ścianką wyłożoną płytkami. Mój mały znowu wyprężył się jak pantera do skoku. W pewnym momencie pani Renata wstała, ukazując przez moment czarny trójkąt włosów, włączyła prysznic i stanęła tak, że zasłonka uniemożliwiła mi dalsze podglądanie. Po chwili wyszła z wanny i ukazała mi się w całej nagiej okazałości, a w tym momencie mój mały eksplodował i na spodenkach od piżamy pokazała się całkiem pokaźna, mokra plama. Uciekłem szybko na górę cały wystraszony i upokorzony.

Tej nocy nie mogłem zasnąć, a gdy już byłem pewien, że ona śpi, zszedłem po cichu do łazienki i długo zapierałem spodenki, aby po powrocie do domu mama nic nie zauważyła. Potem wróciłem do pokoju i rozwiesiłem je na zimnym o tej porze roku kaloryferze licząc, że jednak jest bardzo ciepło i do rana wyschną. Myliłem się, bo rano były jeszcze wilgotne, więc przesunąłem tak, by zasłona okienna w całości ukryła je przed niepożądanym wzrokiem.

Przy śniadaniu pani Renata znowu była serdeczna i od czasu do czasu uśmiechała się pogodnie. Żartowała, że dzisiaj czeka nas zielona noc, bo to ostatni dzień zajęć, a jutro sobota i rano przyjedzie mama, by zabrać mnie jeszcze do sklepów na zakupy przed zbliżającym się rokiem szkolnym. Ja odpowiadałem jej monosylabami, zacinając się przy tym okropnie, ale ona jakby tego nie dostrzegała.

Tego dnia mieliśmy zakończenie kursu. Po południu zasiedliśmy przy stolikach w pobliskiej kawiarni, podano lody i ciastka, a wszyscy zachwycali się, jak teraz płynnie mówią. Może i mówili trochę lepiej, ale do płynności była jeszcze daleka droga. Potem była mała potańcówka. Niestety, w tańcu rozmowa całkowicie mi nie szła. Znowu się zacinałem, rumieniłem i nie mogłem wydusić całego zdania.

Załamany wróciłem do domu. Pani Renata w mig wyczuła, że ze mną jest coś nie tak i była bardzo serdeczna. Przygotowała pyszną kolację, zjedliśmy ją wspólnie siedząc przy niewielkim stole w narożniku kuchni, oddzielonym metalową kratą, będącą jednocześnie kwietnikiem. Stół oświetlał tylko kinkiet wiszący z boku na ścianie i atmosfera była bardzo rodzinna. Zapomniałem o swych zmartwieniach i ukradkiem przyglądałem się pani domu. W myślach zacząłem ją rozbierać, a w głowie poczułem pulsowanie krwi. Po kolacji pani Renata przeprosiła mnie, że musi jeszcze na chwilę wpaść do sąsiadki, bo ta wyjechała na wakacje, a ona zobowiązała się podlewać kwiaty. To był najszczęśliwszy zbieg okoliczności. Gdy tylko wyszła z domu, zaraz pognałem do łazienki i przesunąłem zasłonkę tak, że miałem wgląd prawie w całe jej wnętrze. – Raz kozie śmierć, dzisiaj albo nigdy – pomyślałem. – To przecież już ostatni raz

Pobiegłem do siebie i próbowałem czytać książkę, ale nie mogłem się skoncentrować. Sprawdziłem spodenki, wisiały tak, jak je rano zostawiłem, ale były już całkiem suche; odetchnąłem z ulgą. Po chwili na dole rozległy się kroki. Zszedłem do łazienki i długo się kąpałem, gapiąc co rusz w naprawdę zauważalną już szparę. – Zauważy, czy nie? – myśli kręciły się mi w głowie. Dokładnie wytarłem się i wróciłem do swego pokoju na górze.

Po dłuższej chwili usłyszałem skrzypnięcie drzwi. Odczekałem jeszcze parę strasznie długich minut i cichutko zszedłem pod drzwi łazienki. Stanąłem jak wryty – jasnej szpary nie było. Zrobiło mi się gorąco, a po chwili całkiem zimno. – Czy domyśliła się, co ja robię?, Czy nie naskarży jutro mamie? – Za drzwiami panowała całkowita cisza. Jednak zasłonka uparcie nie dała się całkowicie zaciągnąć. Z jej boku widniała bardzo wąska, rozświetlona linia. Prawie że przywarłem czołem do szyby i zajrzałem – pani Renata stała metr ode mnie i się rozbierała. Rozpięła błyskawiczny zamek swej letniej sukienki, zsunęła naramki i pozwoliła swobodnie opaść jej na ziemię. Następnie podniosła ją, ukazując krągłość swojej pupy, i starannie rozłożyła na wiklinowym koszu na brudy. Przez chwilę stała wyprostowana w samym białym, koronkowym staniczku i takich samych majteczkach, wysoko wyciętych po bokach. Serce biło mi coraz mocniej i bałem się, że je usłyszy. Po chwili odrzuciła do tyłu ręce, odszukała na plecach zapinkę od stanika i odpięła ją. Szybkim ruchem zsunęła go z piersi i położyła na sukience. Stała do mnie bokiem i wyraźnie widziałem jej nagie kształtne piersi, nieznacznie zwisające ku dołowi, zakończone spiczastymi sutkami. Teraz dłonie powędrowały ku biodrom, palce uchwyciły gumkę od majtek i pani Renata robiąc głęboki skłon zsunęła je aż do samych kostek, by unosząc kolejno stopy całkowicie się od nich uwolnić. Odkładając je na koszu obróciła się przodem do drzwi, ukazując się moim oczom w pełnej nagości. Po jej twarzy błąkał się jakby nieśmiały uśmiech, a może tak tylko mi się wydawało. Mój wzrok spoczął na czarnym trójkącie łona, ale już obróciła się tyłem, uniosła nogę i ostrożnie, jakby bojąc się, że woda jest zbyt gorąca, zaczęła wchodzić do wanny. Krew w skroniach pulsowała tak mocno, że bałem się, czy jakaś żyłka mi nie pęknie. Mój mały był już całkiem sztywny i wypychał świeżo wyprane spodenki tak, że wyglądały jak sporych rozmiarów namiot.

Tymczasem pani Renata siedziała już w wannie, ukazując mi profil swej twarzy i piersi. Siedziała całkiem spokojnie, nie ruszała się, a twarz wydawała się być radosna. Nagle obróciła ją w stronę drzwi, ciepło się uśmiechnęła i spokojnie, ale całkiem wyraźnie powiedziała – Maćku, chodź tu – Stałem sztywny, jakby mnie piorun trafił. Wstrzymałem oddech w obawie, że go usłyszy. Nie potrafiłem wykonać jednego ruchu ręką. Ona siedziała ciągle odwrócona twarzą do drzwi, a łagodny uśmiech nie znikał z jej twarzy
– Chłopcze, przecież wiem, ze tam stoisz za drzwiami i podglądasz mnie. Proszę, wejdź.

Nawet gdybym chciał, nie potrafiłbym, bo przerażenie całkowicie mnie sparaliżowało. Gdybym mógł, uciekłbym jak najdalej spod tych drzwi, z tego domu, z tego miasta. Myślałem, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Nagle twarz pani Renaty przyjęła bardziej surowy wygląd i usłyszałem.
– Maćku, jeżeli zaraz tu nie przyjdziesz, powiem jutro wszystko twojej mamie.

To była dla mnie najstraszniejsza kara. Już prędzej bym wolał być przypalany rozgrzanym do czerwoności żelazem. Mama była dla mnie kimś tak czystym, że do końca życia nie potrafiłbym spojrzeć jej w oczy. Rozdygotane dłonie zbliżyłem do klamki, z dużym trudem udało mi się ja w końcu uchwycić i nieśmiało nacisnąłem. Drzwi zaczęły się powoli rozwierać, wydając tak dobrze mi znane skrzypnięcie. Powoli, pół bokiem, pół tyłem, ukrywając sterczący mi namiot, przekroczyłem próg łazienki. Wzrok wbiłem w podłogę i stałem obrócony tyłem do wanny w żałosnej pozie skazańca, oczekującego pod szubienicą egzekucji. Trząsłem się, jakbym miał febrę

- Obróć się, i spójrz mi prosto w oczy – głos pani Renaty był znowu łagodny i ciepły
– i przestań ukrywać ten sterczący bukszpryt, bo to dowód, że powoli stajesz się prawdziwym mężczyzną, a to powód do dumy, nie do wstydu.

Starając opanować drżenie rąk powoli obróciłem się przodem do wanny, uniosłem głowę, a nasze oczy natrafiły na siebie. Pani Renata była spokojna, uśmiechnięta, a z jej twarzy emanowało ciepło. Powoli ja też zacząłem się uspakajać.
- Podejdź bliżej i obejrzyj sobie dokładnie moje ciało. Pewnie nigdy nie widziałeś na żywo nagiej kobiety. Nie wstydź się, to jest bardzo ludzkie, ciało kobiety jest naprawdę piękne. No, może młode dziewczyny są znacznie piękniejsze, ale ja lubię swoje i się go nie wstydzę.
Przysunąłem się do krawędzi wanny i ujrzałem nagą panią Renatę w całej okazałości, na pół leżącą, na pół siedzącą w wannie. Mały zesztywniał mi jeszcze bardzie, zwłaszcza, gdy wzrok mój powędrował w to miejsce, gdzie jej białe nogi łączyły się z tułowiem, a frapujący czarny trójkąt włosów przyciągał jak magnes. Pani Renata uniosła ręce, delikatnie położyła na mych biodrach, a po chwili, zsuwając powoli w dół, opuściła moje spodenki. Zatrzymały się na moment, zawieszone na naprężonym do granic możliwości małym, ale prawą ręką delikatnie odciągnęła przytrzymującą je gumkę i zsunęła niżej. Uwolniony mały wyskoczył z nich jak sprężyna. Stałem sparaliżowany. Przyjrzała się mu z czułością i delikatnie zacisnęła na nim swą białą, ciepłą dłoń. Jednocześnie lekko rozsunęła zwarte do tej pory kolana i między jej udami ukazały mi się lekko napęczniałe, różowe wargi sromu.

Stałem tak, a wszystkie me nerwy zdawały zaczynać się i kończyć w tym sterczącym małym. Po raz pierwszy w życiu tak fizycznie odczuwałem jego istnienie. Po dłuższej chwil jej dłoń zaczęła powoli przesuwać się w przód i do tyłu, przesuwając delikatną skórkę wzdłuż sztywno sterczącego penisa, aż ukazała się jego różowa, odsłonięta główka. Czułem, jak we mnie narasta jakaś olbrzymia energia. W pewnym momencie pani Renata zmieniła swą pozycję w wannie, uklękła obrócona przodem do mnie, lekko się pochyliła. Poczułem na główce małego jej wilgotne wargi. Obie dłonie oparła delikatnie na mych biodrach i powolnym ruchem głowy do przodu wprowadziła mego naprężonego małego do swych ust. Teraz kołysząc się na kolanach wsuwała go głębiej, bądź prawie całkowicie wyjmowała, dość ciasno obejmując go mięsistymi wargami, jednocześnie delikatnie muskając językiem ukryty w ustach koniuszek. Byłem bliski szaleństwa i nie wiedziałem, co robić, a ciało me zaczęły przeszywać ostre dreszcze. Jednak zaszło to już tak daleko, że poczułem, że zaraz eksploduję i trysnę. Przerażony chciałem się cofnąć i ze wstydu uciec, ale pani Renata wyczuła to, przesunęła swe dłonie z mych bioder na pośladki i dość silnie przytrzymała, uniemożliwiając wyjęcie małego. I stało się. Z siła górskiego wodospadu wyrzuciłem z siebie spermę prosto w jej usta, kilkakrotnie konwulsyjnymi skurczami dorzucając resztki. Pani Renata nie zareagowała żadnym odruchem obrzydzenia, czego się najbardziej obawiałem, a wręcz przeciwnie, łykała mą spermę z wyraźną przyjemnością, ssąc do końca małego, jakby nie chciała uronić nic z mego nasienia.

Gdy po chwili poczułem, że moje napięcie opada, a mały staje się mniej sztywny, delikatnie wysunęła go z ust, pocałowała w sam koniuszek, jakby na pożegnanie i podciągnęła moje spodenki. Na jej twarzy zagościł tak ciepły uśmiech, jaki widywałem tylko na ustach mojej mamy, gdy jako dziecko całowała mnie przed zaśnięcie. Klepnęła mnie delikatnie w pośladek i powiedziała – A teraz dzieciaku uciekaj do góry spać, bo rano przejeżdża twoja mama. A to niech zostanie naszą małą tajemnicą.

Biegłem po schodach, jakby unosiły mnie jakieś skrzydła, a dziwna radość opanowała moje serce. Nagle poczułem, że ze wszystkim w życiu sobie poradzę. Wskoczyłem do łóżka, nakryłem się kołdrą i sam nie wiem, kiedy zasnąłem.

Gdy obudziłem się rano, słońce było wysoko. Z dołu dobiegały kobiece głosy. To moja mama już przyjechała i rozmawiała z pani Renatą. Nastawiłem ucha:
- Ależ Basiu, nie dziękuj mi. Nawet nie wiesz, jak ten tydzień mi dobrze zrobił. Znowu poczułam, że jestem komuś potrzebna, że wieczorem na kogoś czekam. Przez tydzień czułam się, jakby to był mój własny syn, którego nie będę przecież nigdy miała .
Zrobiło mi się jej żal. Tak bardzo brakowało jej własnych dzieci, że nawet potrafiła mi wybaczyć podglądanie.

Po śniadaniu pożegnaliśmy się, ruszyliśmy do sklepów po szkolne zakupy, a po południu siedzieliśmy już w pociągu, jadącym do naszego miasteczka. Ludzi było mało, więc byliśmy sami w pustym przedziale. Nagle drzwi się otwarły i stanęła w nich Dorota, moja szkolna koleżanka z równoległej klasy. Była pięknie opalona i rozpromieniona, bo właśnie wracała od znajomych znad morza. Siedzieliśmy przez godzinę i opowiadaliśmy o wakacjach, wiarze ze szkoły, z którymi się za parę dni spotkamy, o belfrach, a czas uciekał bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy. Rozmawiało się nam tak dobrze, że na odchodnym jakoś tak z siebie zaprosiłem ją na następny dzień do kina, a ona chętnie przystała.

Gdy zostaliśmy sami, mama promieniowała:
- Jak się cieszę, że ten kurs tak ci pomógł. Przez całą drogę rozmawiałeś z Dorotą i ani razu się nie zająknąłeś. To prawdziwy cud. Ty ją wręcz podrywałeś, a ona wydawała się być z tego zadowolona. Zaraz zadzwonię do Renaty i jeszcze raz jej podziękuję. Co za szczęście!
Wiązała mnie nasza tajemnica, ale i tak nigdy w życiu bym się nikomu nie przyznał, a zwłaszcza mamie, co mi tak naprawdę pomogło. Dlaczego to właśnie wtedy przestałem się jąkać.

Minęło parę lat. Zdałem maturę i dostałem się na studia w Poznaniu, bo tu było najbliżej. Nie powiem, miałem nawet powodzenie u dziewczyn, ale zawsze starałem się być wobec nich dżentelmenem. Myślę, że to popłaca. Pani Renaty nigdy już nie spotkałem, tylko słyszałem od mamy, że jest teraz z jakimś panem i wbrew temu, co mówiła ostatniego dnia mego pobytu, urodziła syna. Bardzo mnie to ucieszyło bo byłem pewny, że jest teraz szczęśliwa, ale jakoś nigdy nie odczuwałem potrzeby pójścia i spotkania się z nią. O czym byśmy rozmawiali? Czy to by miało jakiś sens?

Teraz mam dziewczynę, Agatę, z którą chcę się po studiach ożenić. Gdy mama opowiadała jej, jak kiedyś się jąkałem i zacinałem, jak nie umiałem rozmawiać z dziewczynami, nie chciała wierzyć i tylko się śmiała. Podobno mam głos radiowy i nawet zastanawiam się czasami, czy nie zrobić z niego użytku. A zawdzięczam to wszystko pani Renacie i jej wyrozumiałości dla pragnień młodego, dorastającego chłopca.

Renata
Grzegorza poznałam na pierwszym roku. Studiowałam ekonomię w Poznaniu, mieszkałam w akademiku z Basią, pochodzącą tak samo jak ja z niewielkiego miasteczka, i w soboty razem chodziłyśmy do klubów na dyskoteki. Na jednej z nich poznałam Grzegorza, o dwa lata starszego studenta Politechniki. Przypadliśmy sobie wzajemnie do gustu i w wolnych chwilach spotykaliśmy się. Łączyła nas jednak raczej przyjaźń niż to, co zazwyczaj łączy kobietę z mężczyzną. Zresztą nie czułam się właściwie jeszcze kobietą, tylko dziewczyną.

Przyjaźń ta ciągnęła się latami i dopiero pod koniec trzeciego roku coś między nami zaiskrzyło. Bawiliśmy się w klubie na Andrzejkach, a potem wpadliśmy do mnie, do akademika. Basia pojechała do domu, więc wydobyłam z szafki kupioną kiedyś butelkę wina, nalaliśmy dwa kieliszki i zrobiło się tak przyjemnie, że sama nie wiem, kiedy znaleźliśmy się razem w łóżku. To był mój pierwszy raz. Grzegorz twierdził, że jego też. Od tego czasu staliśmy się prawdziwą parą – ja, studentka trzeciego roku ekonomii, on, magistrant na Politechnice. Było nam ze sobą dobrze, od czasu do czasu, pod nieobecność Basi, kochaliśmy się, ale seks nigdy nie zawładnął w całości naszymi umysłami. Prawdę mówiąc, czasami czułam nawet niedosyt, ale bałam się, że mam wybujałą fantazję, które Grzegorz odczyta jako nienormalną.

Tak minął rok, on obronił pracę magisterską, zatrudnił się w firmie budowlanej, wynajął pokój i gdy już uporządkował swe życie, poprosił mnie o rękę. I tak na piątym roku studiów zostałam żoną, opuściłam nasz wspólny z Basią pokój w akademiku i przeniosłam się na swoje, do męża.

Było nam razem dobrze, ja też ukończyłam studia, dostałem pracę w księgowości prężnej, nowopowstałej firmy, zaczęliśmy powoli się dorabiać i w końcu kupiliśmy własne, niewielkie mieszkanko w bloku. Basia tymczasem wróciła do siebie na prowincję i związała się z żonatym mężczyzną, z którym zaszłą w ciążę i urodziła zdrowego chłopczyka, Maćka. Mężczyzna ten okazał się jednak małym człowiekiem, rzucił ją i nie chciał nawet uznać własnego syna. Basia zamknęła się w sobie, uniosła honorem i nigdy nie wystąpiła o alimenty. Jej życie zamknęło się w niewielkim mieszkaniu, które odziedziczyła po przedwcześnie zmarłych rodzicach, a całe uczucia przelała na małego Maćka. Pisywałyśmy od czasu do czasu, parę razy spotkałyśmy się nawet w mieście, gdy służbowo przyjeżdżała do Poznania, ale siłą rzeczy oddaliłyśmy się trochę od siebie.

Tymczasem Grzegorz awansował w pracy, z kierownika budowy dość szybko przeszedł na stanowisko wicedyrektora do spraw technicznych, a i ja wkrótce zostałam zastępcą głównego księgowego. Mieliśmy jednak jedno wielkie zmartwienie – pomimo usiłowań nie mogłam zajść w ciążę. Badaliśmy się u wielu specjalistów, ci rozkładali bezradnie ręce mówiąc, że wszystko jest w porządku, a ja co miesiąc przeżywałam osobistą porażkę. Nasza sytuacja materialna była już tak dobra, że przy niewielkim kredycie kupiliśmy całkiem ładny domek jednorodzinny w willowej dzielnicy Poznania. Po cichu liczyłam na to, że w nowym domu nastąpi jakieś przełamanie. Może właśnie teraz, kiedy osiągnęliśmy już prawie wszystko, szczęście nam dopisze. Nic takiego się jednak nie stało. Przeżywałam to dość mocno, czułam się winną, a nasze życie seksualne stawało się coraz bardziej monotonne i rutynowe. Nie potrafiłam obiektywnie ocenić, czy kiedykolwiek było w nim coś z szaleństwa, bo Grzegorz był moim pierwszym i jedynym partnerem. Kochałem go bardzo i byłam pewna, że on mnie też kocha, tak więc powoli przywykłam do myśli, że będziemy sami. Nigdy jakoś nie odważyłam się zaproponować adopcji, chociaż prawdę mówiąc, czasami przychodziło mi to do głowy. Bałam się jednak, że Grzegorz uzna to za kapitulację z mojej strony.

Tymczasem Grzegorzowi przybyło dużo pracy, musiał często wyjeżdżać w delegacje, przesiadywał w biurze do późna w nocy. Martwiłam się o niego i troszeczkę czułam opuszczoną; praca mi go zabierała. Trwało tak dobry rok, aż wreszcie bomba pękła – oznajmił mi, że spotkał na swej drodze miłość życia i nie potrafi dłużej tego ukrywać. Tak więc odchodzi ode mnie i liczy na to, że nie będę robiła mu trudności. Byłam kompletnie zdruzgotana. Nigdy, nawet w najczarniejszych snach, takiej ewentualności nie brałam pod uwagę, tak byłam pewna jego uczuć. Uniosłam się jednak honorem i zgodziłam na rozwód bez orzekania winy. Pozostał tylko problem rozdziału majątkowego. Grzegorz zaproponował, że weźmie nasze oszczędności i samochód, a mi pozostawi dom. Miałam dobrze płatną pracę, dom był moją ostoją i jedynym miejsce, gdzie czułam się bezpiecznie, więc się zgodziłam. Do domu bardzo się przez ten czas przywiązałam. Znałam każdy jego kąt, bezbłędnie rozpoznawałam każde skrzypnięcie deski w podłodze czy zamykanych drzwi. Prawdę mówiąc, taki podział był dla mnie korzystny, bo wartość domu przewyższała to, co on zabrał. Nie miałam jednak z tego powodu żądnych wyrzutów sumienia. Tak wiec pozostałam całkowicie sama z poczuciem ogromniej krzywdy, jaka mnie spotkała, i z całkowitym brakiem chęci do dalszego życia. Straciło ono dla mnie jakikolwiek sens.

I właśnie w tym najgorszym czasie nagle zadzwoniła do mnie Basia, przyjaciółka z lat studenckich. Byłam zaskoczona, bo prawie od roku nie miałyśmy z sobą kontaktu, ale jej zaskoczenie było jeszcze większe gdy dowiedziała się, co mnie spotkało. Basia dzwoniła z gorącą prośbą. Jej dorastający już syn podobno się dość mocno zacinał w czasie mówienia. W Poznaniu organizowany był kurs płynnej wymowy, na który chciał uczęszczać, ale nie miał gdzie mieszkać. Perspektywa przyjazdu obcego dzieciaka wprawiała mnie w przerażenie, ale z drugiej strony jak mogłam przyjaciółce odmówić? Tak więc zgodziłam się przez tydzień zapewnić mu spanie, śniadania i kolacje. Na obiady nie miał możliwości wrócić z zajęć, zresztą ja też jadałem je na mieście.

W przedostatnią niedzielę sierpnia przyjechała Basia z Maćkiem . Od naszego ostatniego spotkania trochę się postarzała, a z kolei Maciek, chociaż zbliżał się do szesnastego roku życia, miał jeszcze dziecięcą sylwetkę i takąż twarz. To nie były męskie, ostre rysy, a raczej okrągłe, miękkie, tak charakterystyczne dla dzieci. Również w zachowaniu, dobrze ułożony i grzeczny, był jeszcze dużym dzieckiem. Bardzo mi to odpowiadało, bo prawdę mówiąc, trochę bałam się, jak ułożą się stosunki z takim prawie że mężczyzną. Oddałam mu mały pokoik gościnny na piętrze i klucze do domu, aby mógł swobodnie wchodzić, gdy mnie jeszcze nie będzie.

Po kolacji Basia wróciła do siebie, bo w poniedziałek przecież szła do pracy, a Maciek wykąpał się i poszedł do siebie na górę. Trochę pokrzątałam się po mieszkaniu i też weszłam do wanny. Bardzo lubiłam te wieczorne chwile, gdy mogłam spokojnie poleżeć w ciepłej wodzie. Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie deski na schodach, znak, ze Maciek schodzi, prawdopodobnie do toalety. Cichy pisk drzwi utwierdził mnie w tej myśli. Po chwili mały wracał do siebie. Spojrzałam na drzwi. Zasłonka z lewej strony nie dochodziła do końca i między drewnem a tkaniną utworzyła się niewielka szpara. – Ciekawe, czy jestem z korytarza widoczna ? – przeleciało gdzieś przez moją głowę – Muszę to sprawdzić.

Następnego dnia Maciek poszedł na swoje zajęcia, ale wrócił z nich wyraźnie znudzony. Trochę denerwowała mnie jego obecność, zwłaszcza teraz, gdy byłam w paskudnym nastroju, ale pocieszałam się, że tydzień nie trwa wiecznie. Wieczorem, gdy się wykąpał i poszedł spać, nalałam wody do wanny i jak co dzień oddałam się błogiemu lenistwu. Po paru minutach znowu usłyszałam ciche skrzypnięcie schodów.
- Czy on specjalnie schodzi wtedy, gdy się kąpię – ta myśl przeleciała przez mą głowę.
Powoli masowałam gąbką swoje piersi i brzuch, a myślami ciągle wracałam do ostatnich miesięcy i Grzegorza, który mieszka teraz z inną kobietą. Gdy wyszłam z wanny i wytarłam się ręcznikiem, ponownie usłyszałam skrzypnięcie schodów, znak, że Maciek wraca do siebie.
Teraz już byłam prawie pewna – ten gówniarz mnie podgląda.

Zezłościło mnie to strasznie, bo ja robię mu uprzejmość, a on się tak odwdzięcza? Długo nie mogłam zasnąć ze zdenerwowania, ale im dużej myślałam, tym moja złość gdzieś znikała. – To przecież jeszcze dzieciak, chociaż ma już prawie szesnaście lat. Jest w wieku, kiedy u chłopców gwałtownie wybucha zainteresowanie ciałem kobiety. A jakie on ma możliwości? Ma podglądać własną matkę, która go urodziła? – Mój gniew powoli zamieniał się w uczucia matczyne. Przestawał być mi obcym chłopakiem, a zaczął się stawać coraz bliższy, jak syn, którego nie miałam i wszystko wskazywało, że mieć nie będę. Myślałam o tym przez cały dzień, a ten mały stawał mi się coraz bliższy.

Następnego dnia poszłam odwiedzić koleżankę. Gdy wróciłam, Maciek już był w domu. Szybko zrobiłam kolację i wspólnie usiedliśmy do stołu. Rozmawialiśmy tak jakoś bardziej serdecznie, ale on ciągle strasznie się zacinał. Ten kurs chyba niewiele mu dawał ale udawałam, że tego nie zauważam, aby go dodatkowo nie peszyć.

Jak co dzień po kolacji Maciek wykąpał się pierwszy i pobiegł do siebie na górę. Gdy nalałam sobie wody do wanny i położyłam się zauważyłam, że szpara z boku firanki powiększyła się. – A to mały drań – rozbawiło mnie. Teraz byłam już w stu procentach pewna, że ten dzieciak mnie podgląda. Nie wywołało to jednak we mnie gniewu, a rozrzewnienie, że oto uczestniczę w jego dorastaniu. Gdzieś w głębi, do czego nie chciałam się sama przed sobą przyznać, poczułam się dowartościowana, że oto ktoś jest tak zainteresowany moją osobą, że ktoś pożąda widoku mojego ciała . Przez ostatnie miesiące wydawało mi się bowiem, że świat o mnie zapomniał, że moje życie już przeminęło. Dzieciak, bo dzieciak, ale to przecież myślący już facet.

Ciche skrzypnięcie schodów wyrwało mnie z zadumy. W pierwszej chwili poczułam się jak młoda aktorka, która pierwszy raz stanęła w świetle reflektorów na scenie. To uczucie szybko minęło i zrobiło mi się jakość przyjemnie, gdy czułam na mym ciele jego wzrok. Powoli masowałam gąbką piersi, potem brzuch i sterczące kolana, by w końcu powędrować niżej, w to miejsce, które tak fascynuje mężczyzn. Myłam je powoli, robiło mi się coraz bardziej błogo, a sutki zesztywniały i urosły. Wyobrażałam, co przeżywa ten chłopiec stojący za drzwiami i przyglądający się mej kąpieli. Dokładnie czułam, gdzie błądzi jego wzrok, a gdzie dotrzeć nie może, bo zasłaniała mnie wanna. Bawiło mnie to i chyba zaczęłam się z nim w ten trochę frywolny sposób bawić. W końcu musiałam jednak to skończyć. Powoli wstałam, a gdy nachyliłam się, by wyłączyć prysznic, jego rozpalony wzrok wręcz łaskotał mnie po szparce. Spokojnie obróciłam się przodem do drzwi, ale z drugiej ich strony dobiegło mnie tylko skrzypnięcie schodka, znak, że Maciek uciekł do siebie. Mogłam tylko się domyślać, co go tak przegoniło, że nawet do końca nie obejrzał mojego przedstawienia.

Rano, przy śniadaniu, biedak jąkał się i rumienił, sądząc zapewne, że nie znam tego przyczyny. Dla mnie zaś stawał się on coraz bliższy i sama czułam, że odnoszę się do niego bardziej serdecznie.

Po południu, gdy wrócił z zajęć, zaprosiłam go na podwieczorek. W pewnym momencie zsunął mu się nóż z talerzyka i na obrusie powstała niewielka plama od dżemu. Obrus leżał już od tygodnia, więc i tak musiałam go wyprać, on jednak speszył się tym strasznie i zaczął przepraszać. Podeszłam do niego bliżej i ręką przyjaźnie potargałam mu czuprynę. Poczułam się matką.

Wieczorem, gdy leżałam już w wannie, usilnie nasłuchiwałam skrzypnięcia schodów, ale nic takiego nie nastąpiło. Powiem szczerze, że byłam rozczarowana. – Może zasnął, a może się mu po prostu znudziłam, stara naga baba? – Myśli kołatały mi się w głowie i nawet nie całkiem świadomie przedłużałam kąpiel w nadziei, że coś się stanie. W końcu zrozumiałam, że nic z tego, wyszłam z wanny i zaczęłam się wycierać. I wtedy właśnie rozległo się długo oczekiwane skrzypnięcie, ale przecież nie mogłam wycierać się w nieskończoność. Idąc spać czułam jakiś niedosyt.

Rano Maciek znowu zacinał się strasznie. Udawałam, że tego nie zauważam, ale żal mi było tego dzieciaka. Z jąkaniem nie będzie mu łatwo w życiu. Zauważyłam jednak, że jego wzrok rozpina zamek błyskawiczny dżinsów, które tego dnia założyłam. Bawiło mnie to i trochę łechtało mą próżność; było to przyjemne.

Wieczorem wszystko wróciło znów do normy. Gdy tylko weszłam do wanny, schody znajomie zaskrzypiały i byłam pewna, że znów jestem na oświetlonej scenie tego teatru jednego widza. Trochę kokieteryjnie, trochę namiętnie zaczęłam muskać gąbką zwoje ciało, telepatycznie odczuwając, jak w nim rośnie napięcie. W końcu musiałam jednak skończyć kąpiel, świadomie wychodziłam z wanny i się wycierałam tak, aby zrobić na nim większe wrażenie, i gdy byłam już gotowa do wyjścia z łazienki, usłyszałam skrzypnięcie schodów, znak, że pobiegł do siebie.

Rano, gdy jedliśmy śniadanie, a on zacinając się odpowiadał monosylabami na moje pytania, zauważyłam mimochodem, że dziś mamy zieloną noc. Sama czułam, że tego wieczoru coś musi się wydarzyć, jednak nie wiedziałam, co. Do pracy tego dnia szłam później, więc gdy Maciek poszedł na kurs, weszłam do jego pokoju podlać stojące na parapecie kwiaty. Zasłona była jakoś dziwnie przesunięta, a gdy ją poprawiałam, zauważyłam wiszące na kaloryferze spodenki . Dotknęłam je – były wilgotne. Wiedziałam, co się stało i rozczuliło mnie to. Jednocześnie zrozumiałam, jak bardzo mogę na niego oddziaływać.

Wieczorem przygotowałam bardziej wystawną kolację pożegnalną i zjedliśmy ją w moim kuchennym kąciku, gdzie zawsze panuje ciepła, intymna atmosfera. Przez ten tydzień Maciek stał się mi tak bliski, że podświadomie zaczęłam traktować go jak syna i było mi smutno, że jutro już odjeżdża. Zastanawiałam się, co tego wieczoru jeszcze się wydarzy.

Po kolacji wyszłam na chwilę do sąsiadki, podlać pod jej nieobecność kwiaty. Krótko po tym, jak wróciłam, Maciek zajął łazienkę. Gdy skończył, ja weszłam do niej zaciekawiona, co jeszcze mnie spotka. Spojrzałam na zasłonkę – prawie do połowy była odsłonięta. I wówczas do głowy wpadł mi szalony pomysł.

Ledwo zasłoniłam dokładnie okienko, gdy schody skrzypnęły. Wiedziałam, że jednak bardzo wąska szparka pozostała, przez którą będzie mógł mnie obserwować. Jak zawodowa spriptizerka zaczęłam zrzucać z siebie ciuszki. Chyba nie całkiem podświadomie ubrałam tego dnia najseksowniejszą bieliznę jaką posiadałam licząc, że może się przydać. Na swym coraz bardziej nagim ciele czułam jego wzrok, muskający mnie przyjemnie jak gęsie piórko.

Gdy byłam już całkiem naga z nabożeństwem weszłam powoli do wanny. Byłam radosna i rozbawiona sytuacją. Obróciłam twarz w stronę drzwi, za którymi byłam pewna, że stoi rozdygotany Macie i najcieplej jak potrafię głośno poprosiłam, aby wszedł. Za drzwiami panowało głuche milczenie ale wydawało mi się, że słyszę jego walące serce. Po krótkiej chwili ponowiłam prośbę, ale znowu pozostała ona bez odzewu. Sięgnęłam wówczas do broni ostatecznej wiedząc, że zadziała na pewno – postraszyłam, że naskarżę mamie. Wiedziałam, że sprawię mu tym ból, ale zrobiłam to przecież dla jego dobra.

Za drzwiami coś zaszurało i po dłuższej chwili klamka powoli poruszyła się, drzwi uchyliły i wsunął się obrócony tyłem Maciek, usilnie ukrywając sterczący mu z przodu bukszpryt. Najłagodniej jak potrafię kazałam mu się obrócić i obejrzeć mnie w całej nagości. Wiedziałam, że w środku cały się gotuje, ale przecież ktoś musi go wprowadzić w życie. Wyciągnęłam w jego kierunku ręce, ujęłam gumkę od spodenek i powoli zaczęłam je opuszczać. Zahaczyły się na sterczącym penisku, więc dyskretnie uwolniłam go. Wyskoczył na zewnątrz jak sprężyna. Delikatnie ujęłam go prawą dłonią, a on zaczął rosnąć. Nieznacznie rozsunęłam kolana pozwalając mu w końcu zobaczyć moje wnętrze. Penisek, choć jeszcze nie całkiem wyrośnięty, powiększył się jeszcze bardzie. Powoli zaczęłam masować go, zsuwając, to znów nasuwając skórkę napletka na różowy żołądź. Zapragnęłam go pocałować, więc uklękłam, ale gdy na swych wargach poczułam jego rozdygotane ciepło, dopadły mnie latami skrywane erotyczne fantazje, fantazje, których nigdy nie odważyłam się zrealizować z Grzegorzem. Napierając głową do przodu wsunęłam go do swych ustach, dokładnie obejmując wilgotnymi wargami. Kołysząc się rytmicznie zaczęłam mu powoli obciągać tego na wpół dziecięcego penisa. W pewnym momencie poczułam, że za chwilę tryśnie. Gwałtownie wykonał ruch, jakby chciał go wyjąc z mych ust, ale ja byłam szybsza, silnie go przytrzymałam i nagle poczułam rozlewające się ciepło i słonawy smak jego młodocianego nasienia.

Pierwszy raz w życiu miałam spermę w ustach i zaskoczył mnie jej smak. Nie był on jednak nieprzyjemne a wręcz przeciwnie, zachłannie łykałam ją, jakbym bała się uronić choć jedną kropelkę. Byłam spontaniczna, nie myśląc wcale o tym, co robię. Cała dygotałam przeżywając pierwszy od dłuższego czasu orgazm. Po chwili zaczęłam się uspakajać, a i Maciek zaczął wracać do rzeczywistości. Wyjęłam jego mięknącego penisa z ust, pocałowałam go w matczynym geście i ciepło kazałam iść spać. Spektakl był skończony, a ja czułam się jak matka, która odbyła z synem tę jedną, jedyną swego rodzaju lekcję w życiu – lekcję kochania.

Tej nocy spałam całkiem dobrze, a rano obudziła mnie Basia, która przyjechała dość wcześnie. Wypiłyśmy poranną kawę, poplotkowałyśmy trochę, a gdzieś po godzinie z góry zszedł Maciej. Zauważyłam, że trochę się zarumienił, ale mężnie wytrzymał moje spojrzenie i nie spuścił oczu, jak to było w jego zwyczaju. Mówił mało, odpowiadając krótko na pytania, ale uderzyło mnie, że zaczął mówić bardziej płynnie.

Po śniadaniu pocałowałam Macka na pożegnanie w policzek i tyle ich widziałam. Wieczorem zadzwoniła rozgorączkowana Basia. Podobno w pociągu spotkali Maćka koleżankę ze szkoły, całą drogę przegadali, a on nie zająknął się ani razu. Basia nie mogła nachwalić skuteczności tego kursu, na który go posłała, ale ja wiedziałam swoje. Wiedziałam, co go tak odmieniło.

Zmieniło się coś i we mnie. Nagle zaczęłam zauważać na ulicy mijających mnie mężczyzn, ich wzrok szacujący mą figurę i dyskretne uśmiechy. Świat stał się jakiś bardziej przyjazny.

Gdzieś w miesiąc po odjeździe Maćka w łazience zaczął cieknąć kran. Poskarżyłam się w pracy, że muszę poszukać hydraulika, ale Paweł, nasz nowy kolega, zaoferował się, że wieczorem wpadnie i zobaczy, co się da zrobić. Mieszkał podobno gdzieś blisko i, jak mówił, nie sprawi mu to kłopotu. Wracając do domu kupiłam więc pieczywo, trochę wędlin i butelkę wina, aby małą kolacją zrewanżować się za uprzejmość.

Wpadł gdzieś koło ósmej, przyniósł trochę narzędzi, jakieś zaworki i uszczelki i nie minęło piętnaście minut, gdy kran był naprawiony. Usiedliśmy w moim kuchennym kąciku, zjedliśmy małą kolację i popijając wino zaczęliśmy rozmawiać. Z początku rozmowa nie kleiła się, ale potem języki się nam rozwiązały i nie wiem kiedy opowiedzieliśmy sobie nasze całe dotychczasowe życia. On również był po przejściach, żona od niego odeszła i mieszkał w wynajętym pokoju na sąsiednim osiedlu. Byli bezdzietnym małżeństwem, więc został całkiem sam. Mijały minuty, godziny, a my ciągle zwierzaliśmy się z takich tajemnic, których do tej pory nikomu nie odważyliśmy się powiedzieć.

Zrobiło się już późno i zarazem jakoś tak miło, że zaproponowałam mu, aby pozostał u mnie na noc, a nie szwendał się po pustych ulicach. Przystał bez protestu i bez większych ceregieli wylądowaliśmy razem w łóżku. Cóż to była za noc! Nigdy nie przypuszczałam, że seks może być tak odważnie piękny. Moje pożycie z Grzegorzem było prymitywnym rzemiosłem w porównaniu z wyrafinowaną sztuką kochania, jaką pokazał mi Paweł. Jemu też musiało się podobać, bo jakoś tak wyszło, że pozostał u mnie na zawsze.

Po dwóch miesiącach, z szaloną radością, ale też z olbrzymimi obawami stwierdziłam, że jestem w ciąży. Wielką radość mącił strach, czy mój wiek nie wpłynie niekorzystnie na dziecko. Jaka więc wielka radość zapanowała po dziewięciu miesiącach, gdy urodziłam pięknego, zdrowego syna. Na moją prośbę daliśmy mu na imię Maciek, a Paweł nigdy nie zapytał, dlaczego.

Dzisiaj nasz Maciek ma już pięć lat, jest kochanym, inteligentnym chłopcem i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie pójdzie do szkoły. A co z tamtym Maciejem? Wiem, że zdał już maturę i studiuje w Poznaniu. Jak opowiadała Basia, ma piękny, głęboki głos, próbuje nawet swoich sił w radiu i ma uroczą, sympatyczną dziewczynę. Nigdy nie przyszedł mnie odwiedzić, ale to dobrze, bo o czy byśmy rozmawiali? Ja starsza matka Polka i on, młody, pełen życia student. Lepiej niech pozostanie w moich wspomnieniach jako dorastający chłopiec. Jestem mu wdzięczna, że był i nieświadomie odmienił moje życie.
sota4@o2.pl

Dodaj komentarz