Wieczór

Zapowiadał się kolejny samotny wieczór. Wracając po pracy do domu, postanowiłem wstąpić na drinka do pobliskiego baru. Wchodząc od razu ją zobaczyłem. Siedziała przy barze i sączyła blue Margaritę. Miała na sobie niebieski t shirt i dość obcisłe dżinsy. Na oko mogła mieć jakieś 25 lat. „Naprawdę piękna kobieta” pomyślałem i usiadłem obok niej na jednym z tych wysokich, barowych stołków, szczęśliwy, że tylko to miejsce jest wolne. Popatrzyłem w jej stronę i nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęła się delikatnie, prawie niezauważalnie. Zamówiłem drinka patrząc tępo na poustawiane szklanki i zastanawiając się jak zacząć rozmowę. Nie należę do typu podrywacza i nie bardzo wiem jak w takiej sytuacji się zachować. Postanowiłem, że zacznę klasycznie, od pogody… Już miałem otworzyć usta gdy usłyszałem:
- Kolejny samotny wieczór?
- No cóż, tak czasem bywa.
I tak zaczęliśmy rozmawiać. O wszystkim. No prawie o wszystkim. To jedna z tych osób, która sprawia wrażenie znajomej od wielu lat. Gadaliśmy i gadaliśmy popijając i nie zdając sobie sprawy z upływającego czasu. W końcu barman powiedział, że już zamykają, że zaprasza jutro i takie tam. Jak ja żałowałem, że ten wieczór się kończy. Miałem tylko nadzieję, że ona będzie chciała jeszcze raz się spotkać.
Wyszliśmy na zewnątrz. Ponieważ było już późno, zaproponowałem jej, że odprowadzę ją do domu. Zgodziła się. Kiedy doszliśmy popatrzyła na mnie. Światło latarni odbijało się w jej brązowych oczach. Nagle spuściła wzrok i powiedziała:
- Wiesz… Nie chcę żebyś pomyślał sobie o mnie nie wiadomo co, ale to był tak miły wieczór. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek tak dobrze mi się z kimś rozmawiało. Może wstąpisz do mnie jeszcze na chwilę?
Oczywiście się zgodziłem. Mieszkała sama. Bardzo schludnie, choć dość skromnie. Zrobiła nam po drinku i usiedliśmy na sofie. Dalej opowiadała mi o sobie, swojej rodzinie… Postanowiliśmy obejrzeć album ze zdjęciami. Przysunąłem się bliżej. Czułem zapach jej perfum. Nasze kolana zetknęły się, a ten dotyk podziałał na mnie jak afrodyzjak. Pragnąłem jej. Pragnąłem ją przytulić, całować, pieścić. Ale nie chciałem też psuć tego, co niewątpliwie zaczynało się między nami rodzić. Nie chciałem jej w żaden sposób urazić. Siedziałem więc oglądając ten album. Była tak blisko mnie, że mój oddech poruszał delikatnie jej włosami. Pożądanie było już tak silne, że w spodniach zrobiło mi się ciasno. Ależ ja ze sobą walczyłem! I wtedy spojrzałem na jej koszulkę. Jej sutki wyraźnie sterczały, a to znaczyło tylko jedno: też myśli o seksie. Też jest podniecona. Ale być podnieconym i myśleć, to jeszcze nie znaczy „chcieć”.
Dobrze, że ona była wówczas odważniejsza ode mnie.
Oderwała wzrok od zdjęć, delikatnie dotknęła mojej twarzy i pocałowała mnie. Miała pełne, lekko wilgotne usta, które cudownie smakowały. Po chwili całowaliśmy się już bardzo namiętnie. Album ze zdjęciami upadł na podłogę. Całując ją błądziłem rękami po jej ciele. Podciągnąłem t-shirt. Zacząłem głaskać ją po brzuchu, by za chwilę dotrzeć do jędrnych piersi, niezbyt dużych, mieszczących się w moich dłoniach. Jej oddech stał się szybszy. Odwzajemniała mój dotyk, całując coraz namiętniej. Nagle ona przejęła inicjatywę. Usiadła na mnie. Zdjęła koszulkę, chwyciła moją głowę i przysunęła do piersi. Kiedy ją pieściłem, całując i przygryzając jej sutki, zaczęła ocierać się o moją nabrzmiałą męskość, poruszając biodrami. Nie trwało to długo, bo już po chwili rozpiąłem jej spodnie. Wstała i zdjęła je razem z majteczkami. Chciałem ją pocałować ale nie pozwoliła mi. Chwyciła mnie za ręce dając znak, żebym wstał. Kiedy wstałem rozpięła moje spodnie i opuściła je na kostki razem z bokserkami. Ja byłem gotowy. Stojąc pocałowałem ją i sięgnąłem między nogi. Ona też była gotowa… Ciepła i wilgotna. Popchnęła mnie na sofę. Usiadłem. Podeszła i usiadła na mnie przyjmując mnie całego. Najpierw delikatnie i powoli. Poczułem jej wnętrze. Było mi dobrze. Poruszała biodrami do przodu i do tyłu. Coraz szybciej i szybciej. Ja całowałem jej piersi. Kiedy naprawdę mocno mnie ujeżdżała, chwyciłem ją za pośladki. Jej oddech przyspieszył. Zaczęła pojękiwać i jeszcze szybciej się poruszać. Nagle, zupełnie nagle pisnęła, wyprężyła się spojrzała na mnie lekko mrużąc oczy i przylgnęła do mnie, ciężko oddychając…
Teraz była moja kolej. Położyłem ją na sofie i nie czekając wszedłem w nią. Objęła mnie i rękami i nogami. Wchodziłem w nią mocno czując się wspaniale. Chciałem tę chwilę przedłużać w nieskończoność, ale byłem zbyt napalony. Uwolniłem się jej objęcia. Podniosłem się na ramionach i patrząc jej w oczy pchałem coraz mocniej. Czułem, że zbliżam się do finału, gdy zorientowałem się, że ona jeszcze raz jest blisko. Przylgnąłem do niej i nie wychodząc naciskałem na jej łechtaczkę. Znów zaczęła pojękiwać. Teraz ona chwyciła mnie za pośladki. Zaczęła poruszać się w moim rytmie. Po chwili pisnęła jak poprzednio, a ja poczułem, że jej mięśnie zaciskają się kurczowo na moim penisie. Wtedy wytrysnąłem…
Długo leżeliśmy przytuleni… Tamtej nocy kochaliśmy się jeszcze dwa razy. Zostałem u niej. Już na zawsze. Od 12 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.
A zapowiadał się kolejny samotny wieczór…

Dodaj komentarz