Wycieczka do kina cz 1

Wychodziłam prędko z uczelni, praktycznie biegłam na przystanek. Niby dzień jak co dzień, ale jednak- moje urodziny! Na dworze zimno i ponuro, zacina deszczem, mimo to mi w środku było gorąco, a to wszystko przez tego jednego smsa. No jak mógł? W czasie zajęć? I nic mi wcześniej nie mówiąc? Jednak oczekiwanie zjadało mnie od środka, chciałam już tam być! Wiedziałam już, że to będzie jeden z najpiękniejszych i najbardziej ekscytujących prezentów urodzinowych jakie kiedykolwiek dostałam.
Byliśmy ze sobą ledwie pół roku, ale było to chyba najbardziej namiętne pół roku w moim życiu. Chemia między nami była tak niesamowicie silna, że nawet zwykły codzienny dotyk odczuwałam jako prawie parzący moją skórę, podniecający i powodujący stan gotowości w jednej sekundzie. Kochaliśmy się możliwie jak najczęściej, w różnych miejscach i okolicznościach. W końcu był tylko dwa lata ode mnie starszy, miał dokładnie tyle samo chęci i sił na to, co ja.

Ten dzisiejszy sms był krótki, treściwy i niesamowicie rozpalający zmysły: „Skarbie, będziemy dzisiaj świętować. A skoro to Twoje święto, spełnię Twoje marzenie. Przyjdziesz dzisiaj o 15 pod kino Arkadia. Będziesz miała na sobie pończochy, buty na szpilce, spódniczkę do kolana, i ten słodki koronkowy stanik który Ci ostatnio kupiłem. Wiem, że jest zimno, zakryjesz się płaszczem i szalikiem. Do kieszeni weź majteczki, przydadzą się nam. Będę na Ciebie czekał!”. Po otrzymaniu tej wiadomości jak oparzona wybiegłam z sali, i byłam właśnie w drodze do domu. Wiedziałam już dobrze, CO chodzi mu po głowie, jak wygląda ten jego plan.

Po dojściu do drzwi domu drżącymi dłońmi próbowałam trafić kluczem do dziurki w drzwiach. Kiedy po kilku próbach wreszcie się udało, weszłam do środka, i w zadziwiająco szybkim tempie zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania. Miałam niecałą godzinę, a chciałam jeszcze chociaż na chwilę wejść pod prysznic. Byłam już mokra, od soków miałam mokre całe uda. Co on zrobił?! Będę musiała mu po wszystkim opowiedzieć, co nawyprawiał jednym głupim smsem. Myjąc się uważałam, żeby nie za mocno zacząć pocierać łechtaczkę, czy dotykać piersi, bo dobrze wiedziałam jak to się może skończyć- a pewnie nie dotarciem na czas w miejsce niespodzianki.

Wyskoczyłam spod prysznica, szybko się wytarłam i ruszyłam w kierunku szafy. Majteczki… Wybrałam do kompletu, czerwone, koronkowe, naprawdę seksowne. I w chwilę później przypomniałam sobie, że wcale nie mam ich zakładać. Głęboko wciągnęłam powietrze, by po chwili je wypuścić. Spokojnie! Odłożyłam majteczki na bok. Wyciągnęłam czerwony stanik, wspomniany prezent od Lubego. Założyłam go na siebie, czując się trochę goło w staniku, ale bez majtek. Chwila… Co jeszcze? A, tak, pończochy. Wybrałam czarne, półprzezroczyste, z szerokim ściągaczem, wyglądały naprawdę niesamowicie w zestawieniu z czerwoną górą, i brakiem jakiejkolwiek bielizny na dole. Kolejna była spódniczka, wzięłam jedną z tych swobodnie opływających ciało, do kolana, jak chciał, w bordowym kolorze. Do tego założyłam czarne lakierowane szpilki, dość wysokie, ale to jak prezentowały się ze wszystkim innym rekompensowało niewygody. Spojrzałam w lustro i pierwsza myśl jaka się pojawiła, to że wyglądam jak dziwka. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia uspokajająco, i założyłam gruby zimowy płaszcz i szal. Tak, teraz już nie widać, że praktycznie nic na sobie nie mam. Wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech i ruszyłam do drzwi.

Jeśli się podoba- zapraszam po więcej na bloga www.keax.blogspot.com oraz do pisania maili! kea.blogx@gmail.com

Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz