Wyrwane z całości

Witam, chce Wam przedstawić moje pierwsze bardzo długie opowiadanie. To co możecie przeczytac poniżej to wyrwane z całości jeden z rozdziałów. Całość oparta jest na jednej bardzo zawiłej fabule. Interesuje mnie czy mój styl pisania jest OK i czy opowiadanie dobrze sie czyta. Jeśli sie spodoba umieszcze po kolei każdy z rozdziałów, a jest ich 21. Jesli znajdziecie jakies błędy, literówki to przepraszam. Życze miłej lektury.

Rześki poranek dostarczył Dylanowi świeżą porcję energii. Gdy się tylko obudził, emanował humorem i entuzjazmem. Był pewny, że jest bliżej poznania prawdy niż kiedykolwiek przedtem. Sen nastroił go bardzo pozytywnie.
Dobry humor nie opuszczał go nawet gdy w trakcie porannej toalety zaciął się pod brodą nieuważnie używając brzytwy.
Szybkie śniadanie – szklanka mleka, bułka ciemnego pieczywa i plaster żółtego sera – musiało wystarczyć na kilka godzin, ponieważ Dylan zaplanował na dzisiejszy dzień sporo spraw, do załatwienia.
Ubrany w dres stał teraz za domem, patrząc na wychodzące z nad drzew słońce i zastanawiał się w którą stronę wyruszyć. Nie chciał by jego kondycja ucierpiała na wskutek zmiany otoczenia, i postanowił od dziś codziennie biegać. Po prawej swojej stronie spostrzegł wąską ścieżkę, która okrążała całość akwenu. Kilka razy podsko-czył w górę wybijając się ze stóp w górę, rozciągnął mięsnie łydek i ud, po czym wy-konał kilkanaście skłonów. Czuł jak ciśnienie w organizmie nieco wzrosło. Był w miarę przygotowany, do biegu – Czy na pewno zamknąłem dom? – spytał sam sie-bie. Dotknął dłonią prawej kieszeni spodni i wyczuł metalowy klucz. To dało mu pewność, że dom jest bezpiecznie zamknięty. Wsunął małe słuchawki, do uszu i włączył rytmiczne piosenki na swojej empetrójce. Wciągnął mocno powietrze, do płuc i ruszył wolnym truchtem w kierunku wydeptanej ścieżki. Po obu jej stronach przerośnięte pokrzywy nieco utrudniały bieg. Gdzie niegdzie większe badyle przekwitłych pałek cukrowych leżały na ścieżce na wysokości kolan i, co chwile zmuszały sportowca, do ich przeskakiwania.
Po krótkiej chwili biegu tuż za swoimi nogami Dylan mimo głośno słuchanej mu-zyki usłyszał niepokojące dźwięki. Jakby ktoś biegł za nim. Odchylił głowę cały czas biegnąc na przód. Nikogo za nim nie było. Odwrócił wzrok przed siebie, uspokajając siebie w myślach, że pewnie echo jego kroków miesza się z muzyką. Po kilkunastu krokach znów to samo. Pociągnął za kable łączące empetrójkę jednocześnie wyrywając z małżowin słuchawki i zaczął nasłuchiwać. Cisza. Kompletna cisza. Ruszył dalej. Przebiegł następnych kilkanaście kroków i dudnienie w uszach powróciło. Dokładnie wiedział, że jest to dźwięk kroków. Zaniepokojony przyśpieszył mając nadzieje, że zgubi to coś, lecz uporczywy dźwięk cały czas go śledził. Spojrzał w kierunku domu chcąc zorientować się gdzie już jest. Był prawie na drugim końcu brzegu. Szyby w oknach jego domu odbijały promienia wschodzącego słońca. Lekko zdyszany szybkim biegiem przystanął opierając się o stojące w pobliżu drzewo. Zauważył, że w szybkiej ucieczce przed czymś, co go goniło, oddalił się z wcześniej wyznaczanej trasy. Ścieżka zniknęła gdzieś w zaroślach, a on stał teraz zdezorientowany pośród wysokich drzew. Rozglądnął się szybko wokół siebie chcąc odnaleźć drogę na ścieżkę. Nie ma! Ścieżka zniknęła. Teraz nie wiedział nawet z której strony przybiegł. Kilkadziesiąt metrów od siebie tuż pod drzewem którego złamany konar utworzył jakby dach spostrzegł stojąca tyłem, do niego postać.
– Halo. Możesz mi pomóc, chyba zabłądziłem? – Dylan krzyknął, do nieznajomego mając nadzieję, że ten, do niego podejdzie. Nie chciał się jeszcze bardziej oddalać od miejsca w którym teraz stał – Hej – krzyknął głośniej wkurzony brakiem reakcji nieznajomego. Obejrzał się, do koła chcąc zapamiętać jak najwięcej szczegółów miejsca w którym teraz stał i ruszył biegiem za szybko oddalającym się nieznajomym. Zbliżył się na odległość kilkunastu metrów i ujrzał jak zakapturzona postać ubrana w zielono ciemny dres wskoczyła w gęste zarośla. Dobiegł, do miejsca w którym stracił kontakt wzrokowy z uciekinierem i zawahał się czy na pewno powinien wbiec w te zarośla. Chwila zastanowienia się i gęste chaszcze już drapały jego ciało. Kilka kroków w nieznane i oczom zdyszanego Boba ukazała się scena niczym z rosyjskiej produkcji filmów porno. Mina jaka teraz widniała na jego twarzy zdradzała kompletne zaskoczenie i zażenowanie. Poczuł się jak intruz, który wkroczył na nie swój teren. Chciał się wycofać nie zdradzając swojej obecności, lecz jakaś niewidzialna siła trzymała jego nogi mocno przytwierdzone, do leśnej ściółki.
Kilku młodych chłopaków w wieku nie większym niż dwadzieścia kilka lat bawiło się z dwiema młodszymi od siebie dziewczynami. Drobna blondynka ubrana w białą, rozpinaną bluzeczkę, klęczała na rozłożonym kocu podpierając się rękoma. Jej kraciasta czerwono czarna spódniczka zarzucona na biodra i tyłek wyglądała jak szeroki pasek, którym była opasana. Jej zgrabne pośladki okryte białym materiałem bawełnianych majtek prężnie wypinały się w stronę swojej koleżanki, która w bardzo podobnej pozycji klęczała odwrócona, do niej tyłem. Obie miały na sobie białe podkolanówki i czarne botki. W odróżnieniu od swojej przyjaciółki czarnulka miała na sobie znacznie mniej ubrań, a jej blady i nie opalony tyłek świecił bielą w blasku wschodzącego słońca podobnie jak odsłonięte duże piersi. Po obu stronach kilkoro młodzików ustawiło się w półkola okalając obydwie klęczące dziewczyny. Ich stan odzieży nie pozostawiał nic, do dodania. Nadzy z prężącymi się członkami stali kilkanaście centymetrów od uśmiechniętych twarzy swoich koleżanek.
Jeden z nich, wyglądał na przywódcę całej bandy. Stał nieco bliżej, pewnie wypi-nając swoje przyrodzenia, które cały czas masował dłonią. Blondynka kiwnęła pal-cem dając mu znak żeby podszedł bliżej, i gdy tylko znalazł się w promieniu jej za-sięgu chwyciła mocno jego kutasa i włożyła go sobie, do buzi. Zacisnęła usta w mocnym uścisku i zaczęła poruszać głowa w przód i w tył. Chłopak zamknął oczy i wydał z siebie pomruk zachwytu.
Brunetka widząc poczynania swojej koleżanki nie chciała zostać z tyłu i być gor-szą, pochwyciła w dłonie dwa sterczące penisy, które wydały jej się najbliżej niej. Zaczęła mocno je masturbować jęcząc przy tym z rozkoszą. Chwilę później jeden z napaleńców podszedł, do blondynki i zaczął majstrować coś przy jej bieliźnie. Dłonią obmacywał jej krągłe pośladki wdzierając się, co chwile wścibskimi palcami za biały materiał. Dotykał jej wypiętej dziurki, która pod wpływem pieszczot zwilgotniała, co można było łatwo zauważyć. Odsunął mokry materiał na bok odsłaniając reszcie widok na jej młodą i prawdopodobnie dziewiczą jeszcze cipke. Jednak nagie i opalone łono zdradzało, że dziewczyna nie była z tych, co to nie wiedzą po, co mają dziurki między udami. Tuż powyżej dziewczyna miała wytatuowane dwa chińskie znaki, a pomiędzy nimi napis „Ruka”. Zastanawiał się, co też to może oznaczać, ale nic nie przychodziło mu, do głowy.
Blondynka czując narastające podniecenie zaczęła mocniej ssać sztywną pałę ko-legi oraz jeszcze bardziej kręcić i kusić swoimi odsłoniętymi tyłkiem pozostałych kolegów.
Chłopak, który cały czas pieścił jej krocze poślinił palec wskazujący i przysunął go, do jej anusa. Lekko naparł wsuwając w środek nie więcej niż centymetr palca. Dziewczyna poczuła w sobie niespodziewanego gościa i odskoczyła na bok wypusz-czając z ust sztywnego fiuta i usiadła gołą pupa na kocu. Groźną miną spojrzała na kolegę, który jej zdaniem posunął się za daleko po czym kokieteryjnie podeszła, do niego i chwyciła dłonią jego twarde jaja.
Ścisnęła mocno.
Młody krzyknął wyrywając się z miażdżącego uścisku koleżanki. Wiedział, że była to dla niego i dla innych nauczka, by nie robili tego na, co dziewczyny nie maja ochoty. Ze łzami w oczach odszedł na bok cały czas masując obolałe jądra. Jego miejsce zajął inny nabuzowany testosteronem, do granic wytrzymałości chłopak.
Wysoki blondyn ze sporym przyrodzeniem, podszedł, do niej kiwając czerwoną końcówką przed jej oczami. Ta szybko zrozumiała o, co mu chodzi i nie tracąc czasu zajęła się molestowaniem twardego fiuta zmysłowymi ustami. W tej pozycji widziała doskonale, co robi, lub, co reszta męskiej części grupki robi z jej koleżanką.
Dwa członki, które parę minut temu brunetka pieściła dłońmi, teraz na siłę wdzierały się w jej szeroko otwarte usta. Widać, że dziewczyna umiała poradzić so-bie ze sporymi gabarytami, bo dwa duże spuchnięte fiuty, które naraz gwałciły jej szeroko rozwarte usta nie wywołały u niej większych kłopotów. Z całą zapalczywo-ścią starała się dogodzić i jednemu i drugiemu. Między jej szeroko rozstawionymi kolanami ułożył swoją głowę kolejny z dżentelmenów. Ten mając nad swoją twarzą cudownie różowy skrawek jej dziewczęcego ciała, który pod wpływem podniecenia zwilgotniał i lśnił mieniąc się jak brylancik w pierścionku postanowił sprawić jej nieco przyjemności. Lekko rozchylił płatki jej róży, a po jego palcach pociekła bez-barwna lekko gęstwa ciecz. Wiedział, co to jest, i wiedział jak bardzo będzie mu smakował cudowny nektaru zlizywany z jej skarbu. Dłonią pieścił jej lekko poro-śnięty wzgórek łonowy raz za czas dotykając twardniejącej clitoris. Wysunął język z ust i delikatnie jego końcówką wwiercił się między szeroko rozchylone połówki jej brzoskwinki. Sodki smak, jak miał teraz zaszczyt kosztować wywołał u niego wspo-mnienie pysznych cukierków waniliowych. Nie chcąc tracić czasu na dawne dziecię-ce lata i przyśpieszył tępa. Całą lepkość jaka wypływała z młodego ciała wyuzdanej uczennicy skrupulatnie zbierał swoim językiem. Lizał – kąsał – ssał. Nie chciał prze-stawać, lecz jeden z jego kolegów mocno zaniepokojony swoją pozycją, mocnymi szturchnięciami domagał się wymiany. Chłopak wychylił się z pomiędzy lekko zwiotczałych nóg brunetki dając możliwość skosztowania jej brylantu swojemu koledze.
Ten natychmiast wskoczył na jego miejsce i z ochotą zaczął dokładnie oglądać mokre od śliny i soczków cipkę. Rozszerzył jej pośladki i mokrym językiem przesu-nął po skrawku wydepilowanej skóry pomiędzy dziurką, a odbytem. Odrastające włoski lekko kłuły jego język sprawiając uczucie mrowienia. Dziewczyna zacisnęła delikatnie mięsnie pośladków dając, do zrozumienia ze sprawiło jej to wielka przy-jemność. Chłopak dostał od niej jasną odpowiedz. Ona to lubi. Wiedząc, że nie skończy jak jego kolega, który chciał bez pytania spenetrować tyłek jej koleżanki, wysunął swój długi, szpiczasto zakończony język i dotknął nim jej kakaowego oczka. Dziewczyna pisnęła cały czas trzymając w ustach dwa twarde kutasy. Wwiercił się w jej dupkę mocniej wbijając język, do środka. Pieścił jej odbyt krótkimi i mocnymi wtargnięciami.
Dziewczyna piszczała z rozkoszy.
Po drugiej stronie koca nogi blondynki tworzyły znany wszystkim wojownikom symbol V–Viktoria. W miejscu gdzie obydwie łączyły się w jedno, wiła się ogolona głowa jurnego młokosa. Umięśnione ramiona mocno rozchylały jej uda torując sobie lepszy dostęp, do jej nabrzmiałej łechtaczki i każdego fałdka jej mokrej muszelki. Jego język błądził tam i z powrotem uważając by nie sprawić koleżance bólu. Nad jej twarzą klęczał inny młodzieniec, który, do tej pory pieścił blondynkę oralnie. Teraz w zamian za jego pieszczoty domagał się od niej tego samego. Białogłowa nie ociągała się ani trochę i z wielką ochotą przyjęła czerwona pałę w swoje usta.
Chłopcy wymieniali się pozycjami i partnerkami cyklicznie, co kilka minut. Dylan był zdumiony ich kondycją i podejrzewał, że nie pierwszy raz spotykali się w takim właśnie gronie w trakcie takich, a nie innych zabaw.
Gdy pierwszy z młodzieńców, który przyjmował z wielka przyjemnością oralne pieszczoty brunetki dał znać, że długo już to nie potrwa, ta odsunęła od siebie dru-giego kolesia i z całych sil zaczęła ssać jego nabrzmiałą fujarę. Kilka sekund później chłopak wydał z siebie głośny jęk i zastygł w przygarbionej pozycji jak posąg. Z prawego kącika ust dziewczyny wyciekła biała gęsta sperma, która nie zmieściła się już w jej buzi. Stróżka spłynęła po brodzie skapując na nagi sterczący sutek. Mło-dzieniec, który lizał drugi otworek brunetki widząc jak jego kolega doszedł, do końca skoczył na nogi nie chcąc by kapiąca sperma go ubrudziła. Dziewczyna otworzyła usta pokazując przyglądającym się jej kolegą jak trzyma w nich spienione nasienie ich kolegi.
Blondynka zorientowała się w czym rzecz i zwinnym ruchem podsunęła się, do koleżanki. Wokół nich młokosy zatoczyli koło trzepiąc swoje sztywne fujarki tuż nad ich twarzami. Te z wielkim zapałem zaczęły się całować brudząc swoje usta gęstą spermą, która w bardzo wyuzdany sposób została wypluta. Sperma spływała po ich twarzach aż na nagie piersi i płaskie brzuszki. Dziewczyny całowały się namiętnie wkładając swoje języki, do ust dając kolegom pokaz najgłębszej penetracji oralnej. Pieściły swoje młode zgrabne ciała dłońmi rozcierając na sobie zastygającą spermę. Taki widok podziałał na wyrostkom jak płachta na rozjuszonego byka i w kilka chwil jak na komendę trysnęli ze swoich kutasów sporą porcją spermy. Ciała dziewczyn pokryły się białawą – lepką pajęczyną gęstego nasienia. Twarze, włosy, dłonie, wszędzie ciekła sperma. Sprawcy całej fontanny życiodajnego nektaru stali i z dumą podziwiali jak dwie młode siksy bawią się sobą nawzajem wcierając w swoje ciała ich nasienie czerpiąc z tego niesamowita przyjemność.

– Dylan?, co tu robisz? – miły kobiecy głos wyrwał go z oglądania widowiska. Ser-ce zabiło mocniej, a żołądek z całą zawartością podskoczył mu, do gardła. Odwrócił się w stronę z której dochodził głos i zobaczył stojącą kilka metrów od niego Sashe. Oblał go zimny pot. Szybko starał się coś wymyślić, żeby nie spostrzegła grupki ma-łolatów za jego plecami i kępą krzaków za, która się schował by go nie zobaczyli oraz tego, że był ich cichym obserwatorem–podglądaczem.
– Chyba nie powiesz mi, że… – Sasha uśmiechnęła się mrużąc przy tym oczy by po chwili dokończyć – biegasz tą trasą?
W jednej chwili adrenalina krążąca w żyłach biegacza spadłą, do normalnego po-ziomu – Nie zorientowała się. Całe szczęście – pomyślał dziękując bogu za ocalenie przed kompromitacją.
Nagle z oddali usłyszeli głośne śmiechy i pokrzykiwania – O nie! Tego nie przewi-działem – Dylan pomyślał o grupce seksualnych przyjaciół i w tym samym momen-cie zobaczył jak Meggi spogląda nad krzak stojący obok i dostrzega pląsających po łące wokół drzew kilku młodych nagich chłopaków uganiających się za dwiema młodymi małolatami. Jej oczy zrobiły się wielkie jak dwa jabłka. Otwarte usta i ka-mienna mina świadczyły o kompletnym zaskoczeniu.
– Coooo to ma… to znaczy… czy ty… – po kilku sekundach milczenia Sasha sta-rała się wyjąkać jakieś pytanie kierując je, do przyjaciela.
– Sasha to nie tak jak myślisz. Zaraz Ci wszystko opowiem – łamiącym się głosem tłumaczył.
–, co chcesz mi opowiedzieć?, że wyszedłeś na spacer i zbierasz grzyby tak? A może jednak prawdę, że siedzisz przyczajony w krzakach i podglądasz jak kilku młodych zgrabnych i dobrze zbudowanych młodych chłopaków z wymęczonymi fujarkami ugania się za swoimi koleżankami, które nie mają na sobie nawet dwudziestu procent tego ubrania, co powinny mieć dziewczyny w ich wieku? W dodatku całe oblepione są czymś, co prawdopodobnie jest ich spermą? To chciałeś mi powiedzieć? I twoim zdaniem to nic takiego, tak?
– Nie rozumiem twojego wzburzenia. Prawdę mówiąc, co Cie to obchodzi, co robie i kogo podglądam. Jeśli nie masz ochoty wysłuchać mojej wersji to nie – wkurzony sytuacją i brakiem możliwości wytłumaczenia się Dylan włożył słuchawki, do uszu i ruszył przed siebie. Nagle poczuł jak na jego ramieniu zaciska się mocny uścisk uniemożliwiający mu ruszenie z miejsca. Zupełnie tak jakby był przywiązany, do jakiegoś niewidocznego drzewa. W pierwszej chwili myślał, że to Sasha stara się go powstrzymać przed ucieczką, jednak gdy odwrócił głowę i zobaczył jak stoi tam gdzie stała zdębiał, do reszty. Oniemiałym wzrokiem błądził po miejscu w którym stał, szukając jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia tego, co się stało. Nie mogąc sobie poradzić z tym jego siła z jaką starał się wyrwać z niewidzialnej pułapki zelża-ła i w tym samym momencie uścisk zniknął.
– Sasha, czułaś to samo, co ja? – niepewnym głosem skierował pytanie, do kole-żanki.
–, co miałam niby czuć?
– Nie wiem, to coś!, co nie pozwoliło mi uciec –odpowiedział zdenerwowany.
– Nic takiego nie czułam. Jedyne, co teraz czuje to smutek i przykrość. Przykrość jaką mi wyrządziłeś. Na mnie nawet nie chciałeś dłużej popatrzeć jak siedziałam naga w twoim ogrodzie, nie mówiąc nawet o jakiejś bardziej intymnej sytuacji, a teraz oglądasz jakiś młokosów uprawiający zbiorowy sex.
– Meggi pozwól, że coś powiem – Dylan pewnie spojrzał na koleżankę nie dając jej możliwości zakwestionowania tego, co chciał zrobi.
– Biegnąc ścieżką, która prowadzi od mojego domu, do koła jeziora usłyszałem tuż za moimi nogami tupot innej biegnącej osoby. Gdy się odwróciłem tupot ustał. Znów nasilił się kiedy ruszyłem dalej. Wtedy przyśpieszyłem i chcąc uciec przed tajemniczym głosem wbiegłem w głąb tego lasu i straciłem orientacje w terenie. Nagle spostrzegłem postać, która przede mną uciekała. Zacząłem ja gonić i po chwili znalazłem się tutaj. Przed moimi oczami ukazała się akcja niczym z filmu dla dorosłych. Patrzyłem na ich wybryki bardziej zaszokowany niż zaciekawiony. Te dziewczyny miały może po osiemnaście lat. Powinny być w szkole a nie uprawiać miłość na łonie natury.
– Wiesz, z braku innego wyjaśnienia musze uwierzyć w to, co mi teraz przedstawiłeś. A, co, do dziewcząt zgadzam się w zupełności – mina Sashy świadczyła o tym, że chyba zrozumiała i uwierzyła w jego wyjaśnienia.
– A ty, co tutaj robisz z wiązanką kwiatków w ręce?
Dziewczyna spojrzała na bukiet polnych kwiatków obwiązanych suchą trawą, i po chwili odpowiedziała:
– Pamiętasz, kiedyś mówiłam Ci o moim chłopaku. Dziś jest rocznica jego śmierci. To było nasze ulubione miejsce i tutaj składam mu kwiaty.
– Jak zginął Davis?
– Utonął.
– Mogę wiedzieć gdzie? – Dylan z coraz większym zdenerwowaniem nabierał po-dejrzeń, że tajemnicza uciekająca postać, tupot biegnącego człowieka i siła, która go trzymała gdy chciał uciec to sprawka jednej i tej samej istoty. Podejrzewał kim była to osoba lecz wolał się upewnić.
– W tym jeziorze. Łódka na której płynął przewróciła się pod wpływem silnego wiatru. Wiosło uderzyło go w głowę. Stracił przytomność i utonął.
Nogi się pod chłopakiem ugięły gdy usłyszał słowa Sashy. Jego podejrzenia okazały się słuszne. Był pewny, że to właśnie Davis daje o sobie znać. Tylko czego on chce. Być może nie chciał, by mnie i Meggi cokolwiek łączyło.
– Meggi, czy możliwe jest, że Davis jest tutaj, teraz?, że te wszystkie dziwne rzeczy to jego sprawka?
– Nie wiem – oczy dziewczyny zalały się rzewnymi łzami. Zaczęła szlochać i łkać coraz głośniej. Wszystkie jej wspomnienia wróciły w jednej chwili.
Dylan przytulił ja mocno starając się jakoś opanować jej płacz, dać jej poczucie bez-pieczeństwa i wsparcia jakiego potrzebowała.
– Choć mała, pójdziemy, do domu. Zrobię Ci coś, do jedzenia, bo pewnie jesteś głodna.

Dodaj komentarz