Z pamiętnika praktykującego erotomana cz.3

Z pamiętnika praktykującego erotomana…
część 3. Wakacje na Filipinach…

Po powrocie z filipin gdzie przymusowo spędziłem 2 noce w hotelu poznając Marlen ten miesiąc z hakiem do urlopu wydawał się odległym terminem jednak spora ilość pracy sprawiła, że minął dość szybko. Firmowym zwyczajem stało się, że pracownicy mający spędzać urlopu za granicą wszelkie przeloty załatwiają sobie poprzez formowe operatorki – dziewczyny są obstukane we wszelkich niuansach związanych z załatwianiem lotów bo robią to codziennie, a firma ze względu na ilość wykupywanych biletów ma takie zniżki, że żadne biuro podróży nie załatwi wam takich niskich cen. Firma traktuje to jako dodatek socjalny i po prostu potrąca nam cenę biletów od pensji nie narzucając żadnych kosztów, a że wszyscy mamy pozakładane karty miles&profits, flying blue itp. To dziewczyny starają się aby nie trzeba było w ogóle płacić. Na załatwienie swoich osobistych spraw potrzebowałem niecały tydzień w domu – takie ostatnie duperele po rozwodzie. Nasza sprawa rozwodowa z eks żoną zakończyła się na pierwszej rozprawie rozpoznawczej – sędzia próbował nas namówić na pogodzenie się i pojednanie i był wyraźnie zdziwiony, że my mieliśmy juz ustalony podział majątku i zgodnie chcieliśmy rozwodu bez orzekania o winie stron. Jak wyrok wreszcie się uprawomocnił zostało załatwić notarialnie zrzeczenia się praw własności i mogłem wreszcie jechać na urlop – pierwszy raz od długiego czasu tam gdzie ja chciałem, bez „chwasta”, marudzenia i słuchania gdzie nie pojechały koleżanki…

Tu mała dygresja do tych którzy mają się żenić – małżeństwo to wojna podjazdowa bez planszy, pionków i zasad gry więc z doświadczenia nie tylko swojego ostrzegam i tłumaczę – wszystko co obiecuje wam kobieta przed ślubem, że po ślubie to czy tamto to se możecie wsadzić w kieszeń – nie powiesz przecież sędziemu ( a tym bardziej sędzinie), że chcesz się rozwieść bo żona przed ślubem obiecywała, że „weźmie do buzi dopiero po ślubie” albo „połknę dopiero jak się ze mną ożenisz” i jak to udowodnisz – słowo przeciw słowu. Jedynym wyjątkiem tutaj jest jeśli w ogóle nie doszło jakiegokolwiek pożycia, bo następuje unieważnienie małżeństwa (strasznie długotrwała i kłopotliwa procedura) ale rzadko kto w tych czasach bierze ślub nie bzykając wcześniej panny.
Nie dajcie się więc nabrać na piękne oczy i piękne obietnice, po ślubie te piękne oczy zmienią się w oczy spaniela napełniające się łzami i usłyszycie tekst typu: „ja nic takiego nie obiecywałam” albo „ja tego nie potrafię zrobić, to jest obrzydliwe” i inne temu podobne. Nie dajcie się robić w balona, póki nie ma dziecka dajcie kobiecie ultimatum, a jak nie to spieprzajcie i nie patrzcie na konwenanse i „co też sobie rodzina pomyśli” bo potem i tak to wszystko pierd…, tylko że jest dwoje czy troje dzieci – jakoś tak wyszło po drodze i człowiek się łamie i zżyma, bo dobro dzieci, a chwast żeruje na tych uczuciach a „tego kwiatu jest pół światu” i jak nie ta to inna i wszystkie mają podobne – nawet żydówki (wcale nie mają w poprzek jak niektórzy sugerują – sprawdziłem osobiście na co najmniej 10 egzemplarzach). Miłość miłością, ale najlepiej mieć intercyzę – taką umowę przedmałżeńską i tam wszystkie duperele prawne zastrzec – szukajcie dobrego notariusza – najlepiej faceta i niech pisze wszystkie obietnice panny – albo tego nie będzie chciała podpisać – albo będziecie mieli wszystko jak obiecała – a jak nie to poszła jak przyszła, bo w przeciwnym razie to dzielicie majątek między poszczególne osoby w rodzinie i jak dla przykładu jest was 2+2 – dwójka dzieci, które prawie zawsze zostają przy matce – takie mamy sądownictwo – to zostaniecie bez domu, auta i jeszcze będziecie musieli płacić alimenty na dzieci (to zrozumiałe) i na chwasta, bo „nie umie” sobie znaleźć pracy – ale należy się jej nie gorszy standard życia niż w trakcie małżeństwa – ale że kredyt za ten dom to wy musicie spłacać a nie chwast to już sądu nie interesuje. Gdybyście panowie właśnie się mieli rozwodzić to jeszcze jedna mała praktyczna rada – na pierwszej rozprawie jeśli nie doszliście z chwastem do porozumienia (na piśmie i podpisane przez nią zanim do sądu) gadajcie z papugą niech w waszym imieniu zażąda sędziego mężczyzny (najlepiej rozwiedzionego, powinien wiedzieć ) – nieważne, że poczekacie dłużej – ale zdecydowanie lepiej na tym wyjdziecie – chociaż chwasta nie trzeba utrzymywać… Dom na sprzedaż, kasa na spłatę kredytu a co zostanie na pół, a auto jak dobrze utrzymane przed rozprawą 3 razy na myjnie automat na stacji paliw – lakier porysowany – najniższa cena rocznika minus rysy wg wyceny biegłego, a po wszystkim do lakiernika na polerkę i dwa razy wosk albo bezbarwny i auto jak nowe – ale to już „wasze koszty”. I pamiętajcie : MIŁOŚĆ I OBIETNICE KOBIETY ZOSTAŁY PRZED DRZWIAMI USC I KOŚCIOŁA, a potem to już proza życia…

Mając wreszcie z głowy sprawy formalne w Polsce zadzwoniłem do firmy i poprzez jedną z operatorek załatwiłem sobie loty na Filipiny i z powrotem – biorąc pod uwagę ile zostało mi urlopu i oraz niewielki zapas na poślizg z powrotem i wypoczynek po podróży wyszło na to, że na filipinach mogę spędzić 4 i pół tygodnia. Wysłałem Marlen sms-a z informacją o terminie i godzinie przylotu i niedługo dostałem odpowiedź, że bardzo się cieszy i będzie na mnie czekać na lotnisku. Po przylocie na lotnisku czekała na mnie Marlen i gdy tylko przebrnąłem wreszcie przez odprawę celną (strasznie skorumpowana nacja) radośnie rzuciła mi się na szyję i po krótkim acz namiętnym powitaniu zaprowadziła mnie do samochodu który Nestor pożyczył od jednego z kolegów z pracy, żebyśmy nie tracili pieniędzy na taksówki spod lotniska – według ich opowieści są jeszcze gorsi niż warszawscy cwaniacy szukający „jelenia” pod Okęciem… Auto to istna ruina ale dzielnie dowiozło nas do celu – wynajmowanego dwupokojowego mieszkania. Przyznam, że nieco bawiło mnie jechanie tym rzęchem, bo mimo niewielkich funduszy jakimi dysponowali to włożyli wiele wysiłku aby wszystko zorganizować, a Marlen z wielkim przejęciem pokazywała mi po drodze mijane miejsca nieprzerwanie dbając aby uprzyjemnić mi podróż tuląc się do mnie i pieszcząc.
Mieszkanie było niewielkie i składało się z malutkiej kuchni w której we wnęce był prysznic a w zasadzie jego zasłonięta kotarą namiastka w postaci wystającej ze ściany rury na której końcu zmocowany był podgrzewacz przepływowy mizernej mocy ale w tych warunkach się sprawdzał. Kibelek to było następne pomieszczenie równie mizernych rozmiarów co wnęka zwana prysznicem. Oprócz wspomnianych pomieszczeń były jeszcze dwa pokoje – pierwszy ok 16 metrów stanowił niemal połowę mieszkania był pokojem Nestora i jego żony, salonem i centrum życia rodzinnego a drugi, w którym mieszkała Marlen miał ok 6 metrów i poza łóżkiem (to też mocne określenie) i szafą na ciuchy nie zostawało zbyt wiele miejsca, które znacząco uszczupliła moja walizka… Nie licząc drzwi wejściowych i tych od kibelka zamiast drzwi wszędzie wisiały koraliki, ale mieszkanie mimo skromności robiło wrażenie zadbanego – było czysto, ściany pomalowane a w domu panował porządek.
Nestor zaoferował, że z żoną przeniosą się do tego małego pokoju na czas mojego pobytu i z trudem mu to wyperswadowałem starając się docenić jego gościnność. Marlen miała załatwić sobie trochę wolnego i chciałem pojechać z nią gdzieś aby spędzić tylko we dwoje coś w rodzaju „miodowego tygodnia” i to okazało się najbardziej sensownym argumentem aby nie wprowadzać w ich domu dodatkowego zamętu w związku z moim przyjazdem.
Nestor pojechał oddać koledze auto i zostaliśmy z Marlen nareszcie sami. Moja towarzyszka niemal natychmiast po wyjściu brata włączyła nastrojową muzykę i w jej rytm wykonała uroczo striptease po czym zaczęła również mnie pozbawiać ubrania. Musiałem ją nieco przyhamować bo po podróży potrzebowałem prysznica, Marlen starała się mi towarzyszyć. Niestety trochę brakowało nam miejsca co skutkowało sporym zachlapaniem podłogi w kuchni, ale prysznic miałem zdecydowanie uprzyjemniony jej obecnością. Marlen szybko posprzątała wszystkie ślady wody kusząco się przy tym wypinając więc sprzątanie skończyło się ostrym seksem na kuchennym stoliku z finałem w ustach i połykiem. Po zmianie pomieszczenia na „salon” i krótkich pieszczotach oralnych Marlen oddała mi się analnie.
Brak kilmy i intensywność działań sprawiły, że musiałem się ponownie wybrać się na szybki prysznic, tym razem sam. Gdy Marlen brała prysznic nieco się rozpakowałem przy okazji przebierając się w świeże ubranko. Po jej powrocie do pokoju zaproponowałem aby się ubrała i pójdziemy na mały spacer, a wracając zrobimy jakieś zakupy – miałem ochotę napić się jakiegoś drinka w ich miłym towarzystwie i „oblać” załatwienie do końca rozwodu, jak również rozpocząć uroczyście swój pierwszy (bez żony) urlop.
Na spacerze Marlen dumnie kroczyła u mojego boku – jej postawa niemal krzyczała – patrzcie mam białego faceta, mnie też było miło widzieć ją tak radosną i szczęśliwą (niewspominając tych rzeszy kobiet mijanych na ulicy zalotnie uśmiechających się do mnie i z zazdrością patrzących na idącą u mojego boku dziewczynę). W trakcie spaceru wstąpiliśmy na jakieś lody, z wielkim trudem udało nam się znaleźć lokal, gdzie mogłem napić się kawy (bardzo mało popularna na filipinach). Żałujcie, że nie widzieliście tych maślanych oczu gdy kelnerka podawała mi kawę, lub gdy przynosiła rachunek i złowrogich spojrzeń na Marlen gdy myślały, że nie widzę. Jak już wcześniej pisałem na Filipinach co innego jest uważane za synonim piękna, więc dla tamtejszych kobiet Marlen nie przedstawiała cech uznawanych za atrakcyjne (może poza wielkością biustu) i nie mogły pojąć dlaczego to właśnie ona jest u mojego boku. Wracając wstąpiliśmy do sklepu z alkoholami i nawet udało mi się kupić coś zbliżonego do naszej wódki oraz jakiś babski alkohol dla Marlen i Aliny (żony Nestora). Marlen zasugerowała mi jeszcze kupienie jakiś podarków dla Aliny i Nestora (takie tam mają zwyczaje, że ktoś przyjeżdżając z za granicy obdarowuje wszystkich bliskich swoich i wybranki) uspokoiłem ją, że u nas jest to mniej popularne, ale podobny zwyczaj istnieje i jestem na to już przygotowany.
Po powrocie do mieszkania zastaliśmy Nestora i jego żonę – dopiero teraz zostaliśmy sobie przedstawieni i mieliśmy okazję się poznać. Powitanie wyglądało tak ciepło, że ktoś patrząc z boku odniósł by wrażenie, że znamy się od lat. Aline bo tak dokładnie brzmi jej imię, zostało przeze mnie szybko spolszczone na Alina, co wywołało nieco śmiechu wśród wszystkich, ale zostało ochoczo przyjęte. Marlen odtąd również była nazywana Marlena nawet przez swego brata. Nestor jako kucharz stanął na wysokości zadania i przygotował jak na ich możliwości wystawną kolację zakrapianą nieco alkoholem. Gdy do tego wszystkiego dołożyliśmy alkohol kupiony przeze mnie uzyskaliśmy całkiem niezłą imprezę trwającą dość długo. Oczywiście po krótkich wstępach nastąpił moment wręczania suwenirów – dziewczyny dostały (dzięki pomocy Marlen znałem wymiary Aliny przed przyjazdem) po dwa komplety dosyć seksownej bielizny Triumpha i kilka par pończoch Gata co wywołało ich zachwyt (jeszcze większe jak powiedziałem im, że to najlepsze europejskie marki), nieco mniej zdziwienie bo Marlen dość dokładnie obmierzyła Aline gdy pytałem o jej wymiary i spodziewały się czegoś z odzieży ale chyba nie takiej i tyle. Nestorowi nie bardzo wiedziałem co kupić i w końcu jako kucharzowi kupiłem ładnie oprawioną „Polską kuchnie” w wydaniu angielskojęzycznym ilustrowaną pięknymi kolorowymi fotografiami potraw. Ku mojej radości dość dobrze trafiłem, bo okazało się, że od dawna marzył o założeniu swojej restauracji i ciekawiły go przepisy dobrych potraw z całego świata.
Jak to przy alkoholu atmosfera jest gorąca i po którejś kolejce gdy dziewczyny z zaciekawieniem oglądały książkę jaką dostał Nestor, pan domu oznajmił, że teraz on by chciał pooglądać prezenty żony (a dokładniej żonę w tych prezentach), Alina momentalnie pobladła i próbowała wymigać się od woli męża tłumacząc się skrępowaniem moją obecnością, ale Nestor już w Tagalog używając niecenzuralnych słów powtórzył żadanie dodając po angielsku że ja jestem już rodziną i nie ma się czego wstydzić. Udałem, że nie zrozumiałem słów Nestora w tagalog choć po hiszpańsku brzmiałyby bardzo podobnie i przytakując mu „rodzinną” zażyłość nakazałem Maren również przymierzyć prezenty. Marlen jako pierwsza wstała, rozebrała się i zaczęła przymierzać bieliznę, „Alina” ośmielona nieco zachowaniem Marlen również zaczęła przymierzać, po czym dziewczyny zaczęły jedna przez drugą coraz bardziej śmiało prezentować swoje wdzięki w nowej bieliźnie i ku naszej (Nestora i mojej) radości pozostały w niej (i tylko w niej) do końca imprezy, pod koniec nawet ponętnie wijąc się nam na kolanach. W trakcie imprezy Impreza trwała dosyć długo i biorąc pod uwagę zmianę 8 stref czasowych dla mnie był wieczór, gdy zakończyliśmy świętowanie.

Poranek był straszny – na cierpienia związane ze zmianą czasu nałożył się klasyczny objaw „syndromu dnia następnego” w postaci uciążliwego bólu głowy. Jedynym miłym akcentem była karteczka od Marlen:

Kocham cię,
musze uciekać do pracy,
będziemy około 18-tej.
Klucze do mieszkania leżą na stole.
Marlen.

Wszyscy domownicy poszli już dawno do pracy, więc mi nie pozostało nic innego jak nieco posprzątać ślady wczorajszej imprezy i zastosować leczenie objawowe, z braku kiszonych ogórków czy kapusty jedynym wybawieniem okazało się piwo.. Po zaleczeniu objawów i zlustrowaniu zawartości lodówki i kuchennych szafek postanowiłem, że dzisiaj ja zrobię kolację opierając się na swoich sprawdzonych przepisach. Spacer po okolicznych sklepach znacząco poprawił moje samopoczucie jednocześnie zapewnił uzupełnienie potrzebnych składników.
Po powrocie całej trójki z pracy zaskoczenie przygotowanym posiłkiem przeszło niemal w zachwyt. Marlen była jednak jakaś smutna i starała się mnie unikać – dopiero po kolacji przyznała się, że co prawda dostała urlop razem z zaległymi dniami wolnymi 2 tygodnie, ale kierownik nie chciał jej podpisać urlopu i zanim podpisał zmusił ją do obciągania i odbycia stosunku. Nestor niemal natychmiast wstał i uderzył ją w twarz, po czym przeprosił mnie i powiedział, że właściwie to ja powinienem ją karać, skoro ona jest moją „narzeczoną”. Marlen potulnie podeszła do mnie nadstawiając drugi policzek. Kazałem jej usiąść i wypytałem o szczegóły. Marlen chyba wolała by już być bita niż wypytywana, Lejąc rzewne łzy opowiadała ze szczegółami jak kierownik ją do siebie wezwał i jak sugerował, że nie podpisze jej urlopu jeśli ona tego nie zrobi. W końcu w obawie, że nie dostanie tego urlopu i nie będziemy mogli pojechać nigdzie w czasie mojego pobytu zgodziła mu się obciągnąć, a gdy to robiła ciągnąc ją za włosy zmusił do położenia się na biurku, zdarł z niej majtki i zgwałcił. Tutaj Marlen rozpłakała sie już całkowicie i nie mogliśmy zrozumieć ani słowa.
Nestor przyznał, że słyszał kiedyś, że kierownik jest „pies na baby” i niezamężnym pracownicom składał czasami niedwuznaczne propozycje, ale nie myślał, że to prawda. Spytałem Marlen czy chce z tym iść na policje, ale odmówiła, a brat z bratową przyznali, że i tak nic by nie uzyskała poza problemami w pracy. Spytałem czy ma jakieś ślady – Marlen w pachwinach miała wyraźne pręgi obtarte zrywanymi majtkami i gdy nieco opanowała płacz zaczęła mnie przepraszać i prosić o karę. Powiedziałem, że nie będę jej karać bo to nie jej wina i kazałem jej iść się porządnie wykąpać. Marlen siedziała pod prysznicem chyba z godzine nim poszedłem po nią, w między czasie Nestor starał się wypytać o moje dalsze zamiary, tłumacząc, że zgodnie z ich tradycją mógłbym zostawić Marlen i nikt nie miałby o to do mnie żalu i pewnie dla tego Marlen prosiła o karę szukając w tym wybaczenia z mojej strony. Marlen widząc mnie, gdy ponownie odmówiłem jej karania rozpłakała się, poprosiłem więc Aline aby porozmawiała z nią, pocieszyła i zapewniła, że nie mam zamiaru jej zostawiać. Po kilku minutach Marlen (w samej bieliźnie) przybiegła do mnie, jej oczy były wciąż czerwone, ale na twarzy wreszcie zagościł uśmiech i wielką niepewnością pytała, czy nadal będę z nią. W chwili gdy upewniła się, że nie mam zamiaru jej zostawiać zaczęła całować mnie po rękach jak niewiadomo jakiego dobroczyńce. Spokojnie wyjaśniłem jej, że nie widzę jej winy w tym co zaszło i w związku z tym nie mam powodu jej karać, jednocześnie nie bardzo wiedziałem jak mam sięzachować, żeby nie dawać jej przyzwolenia na zdradę. Finalnie ustaliłem z nią, że traktuję to jako wyjątkową sytuację i nigdy więcej nie wybaczę jej zdrady. Marlen całując mnie po rękach dziękowała mi i przyrzekała, że nie będzie z żadnym innym mężczyzną, chyba, że ja jej każę. Powiedziałem jej też, że nie chciałbym, aby wracała do pracy w hotelu, co wywołało lekkie poruszenie i powiedziałem, że na razie będzie na moim utrzymaniu, a potem zobaczymy.. Nestor próbował lekko oponować tłumacząc, że on sam nie da rady utrzymać rodziców (filipini są bardzo rodzinni i zwyczajowo są zobowiązani utrzymywać rodziców, gdy ci nie są w stanie sami się utrzymać a coś takiego jak emerytura jest dostępne tylko dla bogatych i nie jest obowiązkowe), ale uspokoiłem go nieco gdy powiedziałem, że Marlen dostanie ode mnie co najmniej tyle pieniędzy ile zarabiała w hotelu, więc nie powinno być problemu. Wciąż byłem lekko podenerwowany całą sytuacją i szukałem sposobu, aby odegrać się na tym kierowniku, zupełnie przypadkiem dopiero kiedy rozpoczęliśmy butelkę i atmosfera nieco się rozluźniła rozwiązanie pojawiło nam się nagle i stało się oczywiste. Po krótkich naradach z Nestorem i dzięki informacjom od Marlen ustaliliśmy, że kierownik molestuje swoje pracownice między 9 a 11 i wtedy jest praktycznie nieosiągalny dla pracowników, wymyśliliśmy więc, że następnego dnia postaram się aby najść go w takiej sytuacji z gotowym do zdjęć aparatem i po przyłapaniu go na gorącym uczynku porozmawiam z dyrektorem, że takie sytuacje mają miejsce. Nestor nieco obawiał się czy po tym wszystkim będzie miał tam jeszcze pracę, ale znając jego ambicje aby założyć własną restaurację zaproponowałem, aby on także poszedł ze mną i podobnie jak Marlen zwolnił się z hotelu, a ja dam mu kasę potrzebną na otwarcie restauracji pod warunkiem zatrudnienia Marlen co miało dla niego same atuty, bo siostra go nie oszuka i będzie bardziej się starać niż każda inna. Mając już gotowy plan opadło nasze zdenerwowanie i zaczęliśmy dopracowywać szczegóły rozruchu restauracji. Szybko okazało się, że pomoc Marlen nie wystarczy i będzie trzeba do tego zaangażować również Aline, a także dwie inne dziewczyny. Na tym etapie nie mieliśmy jeszcze koncepcji jakie dziewczyny. Po opróżnieniu ponad połowy butelki dziewczyny były już na takim rauszu, że niewielka sugestia odnośnie braku intymności z tytułu koralików zamiast drzwi w pokojach sprawiła, że obie niemal równocześnie zaczęły nam dogadzać (Marlen mnie, a po chwili Aline Nestorowi). Po małym wyścigu, kto pierwszy nakarmi swoją panią prowadził Nestor, ale następna konkurencja pt. „Kto dłużej będzie dymał” doprowadziła do remisu. Rozstrzygnięcie miało nadejść w trzeciej konkurencji, ale Nestor „poddał się walkowerem”, bo Aline nie była w stanie sprawić aby mu ponownie stanął, podczas gdy Marlen jęczała już głośno w rytm wciskanego w jej odbyt mojego kutasa. Po zalaniu jej pupy spermą wszyscy zgodnie ogłosili mnie zwycięzcą, a najbardziej cieszyła się Marlen, bo teraz już nabrała pewności, że nadal jesteśmy razem. Ciszę nocną zakłócały jeszcze nieco nasze „zapasy” w łóżku, a wczesnym ranem Marlen zafundowała mi pobudkę w iście francuskim stylu i ochoczo połknęła wszystko co moje jądra były gotowe jej oddać.
Po przebudzeniu z lekkim syndromem dnia poprzedniego, które zniwelowane zostało porządnym prysznicem i śniadaniem pojechaliśmy z Nestorem w okolice hotelu. Nestor poszedł do pracy jak gdyby nigdy nic, a ja wraz z Marlen w pobliskim lokalu racząc się kawą i przeglądając internet czekałem aż wybije 9-ta, po czym wszedłem do hotelu i wraz z nestorem, którego spotkałem w holu poszliśmy wprost do gabinetu kierownika. Nasze przypuszczenia potwierdziło to co zobaczyliśmy wchodząc do jego gabinetu – kilka szybkich zdjęć i zmieszanie kierownika na nasz widok dopełniały przekonania, że sprawa już jest wygrana. Wyszliśmy i udaliśmy się do dyrektora hotelu. Sekretarka starała się nas zbyć, ale nie wiele myśląc wparowałem do jego gabinetu i tu spotkało mnie podobne widowisko co u kierownika, walnąłem więc jeszcze kilka fotek, po czym patrząc jak dyrektorek niezdarnie naciąga spodnie na dupę powiedziałem jaką mam sprawę, po chwili wszedł kierownik wciąż trzymając spodnie w garści. Finał był taki, że obiecaliśmy nie pokazywać nikomu zdjęć jakie dziś zrobiłem, a w zamian za to zarówno Nestor jak i Marlen dostali sowitą odprawę i nienaganną opinię, a kierownika osobiście podniosłem po ścianie chwytając go uprzednio poprzez spodnie za jaja (co nie było trudne ze względu na jego mizerność i moją posturę) i zastrzegłem, że jak ruszy którąkolwiek jeszcze dziewczynę z Hotelu to osobiście go wypatroszę i nakarmię jego własnymi jajami. Widok jego przerażenia sprawił tyle radości Marlen, że nie potrzebowałem jużnic więcej, żeby zamknąć temat.

Dwa dni po tych wydarzeniach, które upłynęły nam głównie na szykowaniu się do wizyty u rodziców Marlen i Nestora (zwłaszcza w moim przypadku przerywane intensywnym seksem z Marlen, choć nie raz Nestor z Aline próbowali dotrzymać nam tępa) minęły dosyć szybko. W między czasie ustaliliśmy z Nestorem, że oprócz lokalu trzeba będzie też kupić auto i to nie byle jakie, ale przyzwoity samochód dostawczy aby mieć czym zaopatrywać restaurację. Tu mocno przydała się moja znajomość mechaniki i negocjacji. Intensywnie poszukując auta ustrzegłem Nestora (zgodnie z tamtejszym prawem do ślubu nie mam prawa własności i wszystko mogło być kupione tylko na Nestora lub Marlen) przed kupnem pojazdu gotowego wyzionąć ducha i rozpaść się za pierwszym zakrętem, w końcu znaleźliśmy niezłego „dostawczaka” Iveco w dobrym stanie, a dodatkowo wymogłem na sprzedawcy, że poza zaliczką zapłacimy resztę najpierw sprawdzając jego stan dokładnie przez najbliższych kilka dni. Auto było w wersji osobowo-dostawczej i mogło nim podróżować do 7 osób więc nie było problemu aby w 4-ke pojechać do rodziców mojej wybranki.
Podróż minęła nam bez większych przygód, nie licząc po drodze przerwy, gdzie jak wymyśliliśmy z Nestorem auto wymagało „ochrzczenia” i zmusiliśmy nasze panie (każdy swoją) do bzykania się na pace i w kokpicie ku ogólnej satysfakcji…

O wizycie u rodziców Marlen i dalszych przygodach w następnej części…

Dodaj komentarz