Zdradzony

Było to latem na wspólnych wakacjach w górach. Wieczorem było ognisko. Ja z racji, że pół dnia chodziłem po górach, a żona siedziała z dzieckiem w domu – poszedłem spać. Żona powiedziała, że zaraz wróci tylko pójdzie na chwilę do koleżanki. Ta chwila jednak trochę się przeciągnęła. Wracając z gór widziałem na terenie ośrodka jaka impreza będzie tego wieczora. Kiedy żona wyszła, ja zamknąłem drzwi na klucz i położyłem się spać. W nocy obudziłem się, chcąc sprawdzić czy żona już wróciła. Jej jednak nie było. Postanowiłem więc wyruszyć na poszukiwania, ryzykując pozostawienie śpiącego dziecka samego. Nagle pod jednym z domków usłyszałem dziwne jęki, zupełnie takie jak przy ostrej orgii. Pech sprawił, że nie zasłonili dokładnie okna – zapewne bardzo się spieszyli, albo byli już nieźle wstawieni. Patrzę więc przez szybę, a tam w pół mroku widzę swoją wspaniałą małżonkę, jak ochoczo dosiada w pozycji na jeźdźca tyle tylko, że plecami do ogiera – miejscowego górala. Cyce bujały jej się jak oszalałe. Na dodatek przez stare okna słychać było pojękiwania obojga kochanków z dominacją mojej żony. Zamurowało mnie totalnie. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takiej akcji – a przeżyliśmy już kilkanaście lat. Kiedy tak stałem i patrzyłem, to doszedłem do wniosku jakim słabym kochankiem musiałem być, skoro zawsze mówiła do mnie, że dzisiaj nie mogę, bo mnie bolą plecy lub jestem zmęczona po wyczerpującym dniu w pracy. Widok jaki obserwowałem mówił jednak co innego. W pewnym momencie (wtedy jeszcze chyba żona) podniosła głowę i jakby ducha ujrzała. W pełnym zaskoczeniu i odrętwieniu zastygła w bezruchu na dochodzącym właśnie ogierze. Po chwili oprzytomnienia i zawachaniu co dalej w pośpiechu z rozpaczliwym krzykiem zaczęła się niedokładnie ubierać. Nie czekałem, kiedy wyjdzie, tylko zacząłem iść pospiesznie w stronę naszego domku. Biegła za mną trzymając resztę ciuchów w rękach cicho wołając: „To nie jest tak jak myślisz. Zaczekaj na mnie. Nie możesz mnie teraz tak zostawić. A ty byłeś lepszy? Zawsze się chwaliłeś, jaki to z ciebie był ogier. Teraz po latach jest ci zapewne głupio z powodu swoich wyczynów. Ja też mam prawo do chwili prywatności”. Nie wytrzymałem i wróciłem się do niej. „Wiesz kim ty jestś? – zapytałem. Zwykłą szmatą i dziwką udającą przykładną żonę. To co było kiedyś, to było jeszcze przed naszym związkiem. Ja cię nie pytam co ty robiłaś za młodych lat. Ale mogę się założyć, że świętą nie byłaś. W przypływie alkoholowego zamroczenia wygarnęła mi jeszcze, jaką to wspaniałą chwilę przeżyła, która mogła by jeszcze tak długo trwać, gdyby nie moja chorobliwa zazdrość. Przy okazji dowiedziałem się jeszcze, jakie to mam braki w budowie i czego się jeszcze muszę nauczyć, aby dobrze zadowolić kobietę. Po tym wszystkim co usłyszałem, zacząłem żałować, że im przerwałem. Gdybym dotrwał do końca, zobaczyłbym wspaniały finał i wreszcie zadowoloną żonę. Kiedy to podczas jednej tylko nocy można dać drugiemu człowiekowi tyle radości, czego własny mąż nie potrafił dać przez tyle lat.

Dodaj komentarz